Może w skrócie postaram się przedstawić Wam historię, bo nie wiem kogo już pytać o radę, a coraz bardziej tracę kontrolę nad tym co czuję.
Mam 28 lat. W marcu ubiegłego roku, dosłownie kilka dni po zakończeniu poprzedniego związku, zaczęłam pisać z pewnym mężczyzną na Tinderze. Miał na imię Maksym, był z Ukrainy. Nieziemsko przystojny, męski, inteligentny, dobrze zbudowany, wydawać by się mogło, że opiekuńczy i uroczy. Mężczyzna w 100% wpisujący się w mój typ – zarówno z charakteru jak i wyglądu. Rok młodszy ode mnie.
Przez pierwsze kilka miesięcy Maksym był osobą która wypełniała pustkę po moim rozstaniu. Z byłym chłopakiem, po kilku latach związku, rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Powiedzieliśmy sobie, że potrzebujemy oddechu, a ja w głębi duszy, czułam że już go nie kocham. Może zostały we mnie resztki uczucia, ale żadne z nas nie próbowało rozpalić tego uczucia na nowo. Jednym zdaniem, poddaliśmy się.
Z Maksymem, mimo dystansu który nas dzielił, pisaliśmy codziennie i czułam że nawiązuję z nim głeboką nić porozumienia. On miał względem mnie podobne odczucia, bo małymi gestami lub słowami starał się dawać temu wyraz. Zawsze pisał dzień dobry, martwił się gdy musiałam wyjść gdzieś późnym wieczorem, pisał mi że jestem wyjątkowa, że jak dłużej mu nie odpisuje to czuje pustkę i że nie chce aby nasza znajomość się kończyła.
Przez pierwsze miesiące znajomości z Maksymem, mówiłam mu, że póki co nie chcę z nim niczego więcej budować, bo muszę najpierw ułożyć sobie życie po rozstaniu. Jeśli już to zrobię to wtedy będę myśleć o następnych relacjach. Powiedział mi, że on to rozumie, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Dalej rozmawialiśmy tak jak zawsze, ale im dłużej rozmawialiśmy, tym częściej łapałam się na tym, że zaczynam do niego czuć coś więcej. Mimo tego, że rozmawialiśmy tylko przez internet i nigdy nie spotkaliśmy się na żywo, Maksym sprawiał, że czułam się szczęśliwa. Sam mówił mi że się we mnie zakochuje, bo jak sam mówił nigdy nie pisał z tak wyjątkową dziewczyną.
Niestety, pewnego dnia, to już było w listopadzie, powiedział mi że poznał jakąś dziewczynę, tam u siebie, na miejscu. Powiedział że to nic poważnego, ale pojawiła się we mnie zazdrość. Zdałam sobie wtedy sprawę, że zakochałam się w nim, że nie chcę aby spotykał się z innymi dziewczynami. Nie powiedziałam mu tego, bo nie chciałam wyjść na zazdrośnicę.
Jego znajomość z tą dziewczyną skończyła się po kilku dniach, a ja wiedziałam że muszę z nim poważniej porozmawiać.
Niestety chwilę później, znowu powiedział mi, że poszedł na randkę, tym razem z jeszcze inną. Wtedy wytłumaczyłam mu i powiedziałam że nie chcę aby spotykał się z innymi, bo jestem w nim zakochana. Był zaskoczony, stwierdził, że nigdy nie spodziewał się tego że usłyszy takie słowa od ode mnie, mówiąc "nigdy bym nie pomyślał że taka dziewczyna jak Ty zwróci na mnie uwagę", "zawsze myślałem że nie zasługuję na kogoś takiego jak Ty", "to za wysokie progi na moje nogi" itd.
Uznałam jego słowa za nieszczere, przecież zdania typy "nie zasługuje na Ciebie" słyszymy wtedy gdy ktoś szuka wymówki.
Powiedziałam mu żeby nie pisał do mnie skoro jestem dla niego "dziewczyną z wyższej ligi" i żeby budował sobie relacje z tamtą dziewczyna, skoro już spotkał się z nią na randkę. Poczułam się jak jakiś dziwak, jak jakiś dziwny ideał.
Po 10 dniach przerwy odezwał się do mnie, napisał że tęskni za naszymi rozmowami, za mówieniem mi dzień dobry i dobranoc, za wszystkim co ze mną związane.
Zdecydowaliśmy się dalej kontynuować kontakt. Zaczęliśmy rozmawiać ze sobą jak para, mimo tego że jeszcze tą parą nie byliśmy.
Wtedy, to już był grudzień, zdecydowałam się, że przyjadę do niego do Ukrainy. On ze względu na wojnę Ukrainy nie mógł opuszczać, także to ja musiałam przyjeżdżać do niego. Byłam u niego pięć razy. Na żywo jeszcze bardziej uroczy niż przez internet, opiekuńczy, męski, rozmowny, zabawny i niesamowity w łóżku.
Z każdym kolejnym spotkaniem stawałam się coraz bardziej zakochana i można powiedzieć że sielanka trwała. Gdy byłam u niego, spędzaliśmy czas 24 godziny na dobę. Chodziliśmy za ręce po miescie, przytulalismy się, gotowaliśmy, bez przerwy rozmawialiśmy i po prostu spędzaliśmy czas jak para.
W końcu nadszedł czas naszego ostatniego spotkania końcem kwietnia. Na pożegnanie powiedział mi że nie wie co beze mnie tam zrobi, że będzie bardzo tęsknił, bo nasze spotkanie było niesamowite. Pożegnaliśmy się że łzami w oczach, jak nigdy, tak jakby to miało być nasze ostatnie spotkanie.
Gdy wracałam do Polski, zdałam sobie sprawę, że jestem w nim po uszy zakochana, tak jak jeszcze w nikim nie byłam. On też nieraz mówił mi że czuje do mnie coś więcej, także nabrałam pewności.
Rozmawiając z nim przez kamerę, zaproponowałam mu związek. Chciałam żeby został moim partnerem już oficjalnie, pomimo dzielących nas kilometrów. On wtedy nabrał wody w usta i powiedział:
"Nie chcę chyba budować niczego na odległość"
"Jest wojna – to jest niebezpieczne żebyś tutaj przyjeżdżała"
"Jesteś polką, a ja Ukraińcem. Dużo zarabiasz a ja mało i czuję się przez to źle"
"Słabo mówię po angielsku, po polsku w ogóle"
Zdenerwowałam się i starałam się go namówić zeby zmienił zdanie, ale on wciąż uparcie twierdził że nie jest gotowy na związek, znowu sugerując mi że jestem dla niego za dobra.
Zaczęły się robić sprzeczki, a ja miałam już dość odrzucania. Czułam że przez to, iż staram się go namówić do bycia ze mną, robię z siebie coraz większą idiotkę.
Powiedziałam mu, że jeśli tak stawia sprawę i jeśli nie widzi nawet cienka szansy na to że nasza relacja może się udać, mimo dystansu i wojny, to żeby do mnie nie pisał.
Od 45 dni nie rozmawiamy, a ja czuję się coraz gorzej. Coraz bardziej za nim tęsknię a brak kontaktu uświadomił mi jak bardzo mi na nim zależy i jak okropnie czuję się kiedy z nim nie rozmawiam. Popadam już w stany depresyjne, nie mogę zebrać się do najprostszych rzeczy, ciągle myślę o chwilach spędzonych razem. Martwię się że może mu się coś stać, w końcu Ukraina jest regularnie ostrzeliwana, martwię się że mogą wcielić go do wojska. Nie mogę spać w nocy a gdy zasypiam to i tak mi się śni.
Wyobrażam sobie różne scenariusze "co by było gdyby". A skoro nie mamy kontaktu już taki czas, mimo tego że przez 14 miesięcy codziennie rozmawialiśmy od rana do nocy w wolnej chwili, to chyba nie mam na co czekać
Dziewczyny, moje pytanie do was brzmi. Jak zapomnieć? Jak zacząć żyć własnym życiem nie rozmyślając o przeszłości?
Kiedy moje odczucie minie? Opowiadajcie czy też byłyście w takich sytuacjach i jak sobie poradziliście.
Straciłam już nadzieję że on do mnie napisze. A nawet jeśli to zrobi, chcę być silniejsza, bo kobieta zdesperowana nie jest atrakcyjna dla nikogo. Z drugiej strony nie chcę czekać na jego wiadomość, a wciąż to robię.
Chcę w jakiś sposób wyjść z tego bagna zwanego ogromną tęsknotą, ale nie wiem jak. Totalnie się pogubiłam bo to pierwszy raz kiedy jestem w kimś tak mocno zakochana jak w nim.