netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

39 odpowiedzi4 487 wyświetleńzałożony przez Anne1, 05.07.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 40 ]

1 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-05 19:55:52)

Temat: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Może w skrócie postaram się przedstawić Wam historię, bo nie wiem kogo już pytać o radę, a coraz bardziej tracę kontrolę nad tym co czuję.

Mam 28 lat. W marcu ubiegłego roku, dosłownie kilka dni po zakończeniu poprzedniego związku, zaczęłam pisać z pewnym mężczyzną na Tinderze. Miał na imię Maksym, był z Ukrainy. Nieziemsko przystojny, męski, inteligentny, dobrze zbudowany, wydawać by się mogło, że opiekuńczy i uroczy. Mężczyzna w 100% wpisujący się w mój typ – zarówno z charakteru jak i wyglądu. Rok młodszy ode mnie.

Przez pierwsze kilka miesięcy Maksym był osobą która wypełniała pustkę po moim rozstaniu. Z byłym chłopakiem, po kilku latach związku, rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Powiedzieliśmy sobie, że potrzebujemy oddechu, a ja w głębi duszy, czułam że już go nie kocham. Może zostały we mnie resztki uczucia, ale żadne z nas nie próbowało rozpalić tego uczucia na nowo. Jednym zdaniem, poddaliśmy się.

Z Maksymem, mimo dystansu który nas dzielił, pisaliśmy codziennie i czułam że nawiązuję z nim głeboką nić porozumienia. On miał względem mnie podobne odczucia, bo małymi gestami lub słowami starał się dawać temu wyraz. Zawsze pisał dzień dobry, martwił się gdy musiałam wyjść gdzieś późnym wieczorem, pisał mi że jestem wyjątkowa, że jak dłużej mu nie odpisuje to czuje pustkę i że nie chce aby nasza znajomość się kończyła.

Przez pierwsze miesiące znajomości z Maksymem, mówiłam mu, że póki co nie chcę z nim niczego więcej budować, bo muszę najpierw ułożyć sobie życie po rozstaniu. Jeśli już to zrobię to wtedy będę myśleć o następnych relacjach. Powiedział mi, że on to rozumie, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Dalej rozmawialiśmy tak jak zawsze, ale im dłużej rozmawialiśmy, tym częściej łapałam się na tym, że zaczynam do niego czuć coś więcej. Mimo tego, że rozmawialiśmy tylko przez internet i nigdy nie spotkaliśmy się na żywo, Maksym sprawiał, że czułam się szczęśliwa. Sam mówił mi że się we mnie zakochuje, bo jak sam mówił nigdy nie pisał z tak wyjątkową dziewczyną.

Niestety, pewnego dnia, to już było w listopadzie, powiedział mi że poznał jakąś dziewczynę, tam u siebie, na miejscu. Powiedział że to nic poważnego, ale pojawiła się we mnie zazdrość. Zdałam sobie wtedy sprawę, że zakochałam się w nim, że nie chcę aby spotykał się z innymi dziewczynami. Nie powiedziałam mu tego, bo nie chciałam wyjść na zazdrośnicę.
Jego znajomość z tą dziewczyną skończyła się po kilku dniach, a ja wiedziałam że muszę z nim poważniej porozmawiać.

Niestety chwilę później, znowu powiedział mi, że poszedł na randkę, tym razem z jeszcze inną. Wtedy wytłumaczyłam mu i powiedziałam że nie chcę aby spotykał się z innymi, bo jestem w nim zakochana. Był zaskoczony, stwierdził, że nigdy nie spodziewał się tego że usłyszy takie słowa od ode mnie, mówiąc "nigdy bym nie pomyślał że taka dziewczyna jak Ty zwróci na mnie uwagę", "zawsze myślałem że nie zasługuję na kogoś takiego jak Ty", "to za wysokie progi na moje nogi" itd.

Uznałam jego słowa za nieszczere, przecież zdania typy "nie zasługuje na Ciebie" słyszymy wtedy gdy ktoś szuka wymówki.
Powiedziałam mu żeby nie pisał do mnie skoro jestem dla niego "dziewczyną z wyższej ligi" i żeby budował sobie relacje z tamtą dziewczyna, skoro już spotkał się z nią na randkę. Poczułam się jak jakiś dziwak, jak jakiś dziwny ideał.

Po 10 dniach przerwy odezwał się do mnie, napisał że tęskni za naszymi rozmowami, za mówieniem mi dzień dobry i dobranoc, za wszystkim co ze mną związane.
Zdecydowaliśmy się dalej kontynuować kontakt. Zaczęliśmy rozmawiać ze sobą jak para, mimo tego że jeszcze tą parą nie byliśmy.

Wtedy, to już był grudzień, zdecydowałam się, że przyjadę do niego do Ukrainy. On ze względu na wojnę Ukrainy nie mógł opuszczać, także to ja musiałam przyjeżdżać do niego. Byłam u niego pięć razy. Na żywo jeszcze bardziej uroczy niż przez internet, opiekuńczy, męski, rozmowny, zabawny i niesamowity w łóżku.

Z każdym kolejnym spotkaniem stawałam się coraz bardziej zakochana i można powiedzieć że sielanka trwała. Gdy byłam u niego, spędzaliśmy czas 24 godziny na dobę. Chodziliśmy za ręce po miescie, przytulalismy się, gotowaliśmy, bez przerwy rozmawialiśmy i po prostu spędzaliśmy czas jak para.
W końcu nadszedł czas naszego ostatniego spotkania końcem kwietnia. Na pożegnanie powiedział mi że nie wie co beze mnie tam zrobi, że będzie bardzo tęsknił, bo nasze spotkanie było niesamowite. Pożegnaliśmy się że łzami w oczach, jak nigdy, tak jakby to miało być nasze ostatnie spotkanie.
Gdy wracałam do Polski, zdałam sobie sprawę, że jestem w nim po uszy zakochana, tak jak jeszcze w nikim nie byłam. On też nieraz mówił mi że czuje do mnie coś więcej, także nabrałam pewności. 

Rozmawiając z nim przez kamerę, zaproponowałam mu związek. Chciałam żeby został moim partnerem już oficjalnie, pomimo dzielących nas kilometrów. On wtedy nabrał wody w usta i powiedział:
"Nie chcę chyba budować niczego na odległość"
"Jest wojna – to jest niebezpieczne żebyś tutaj przyjeżdżała"
"Jesteś polką, a ja Ukraińcem. Dużo zarabiasz a ja mało i czuję się przez to źle"
"Słabo mówię po angielsku, po polsku w ogóle"

Zdenerwowałam się i starałam się go namówić zeby zmienił zdanie, ale on wciąż uparcie twierdził że nie jest gotowy na związek, znowu sugerując mi że jestem dla niego za dobra.
Zaczęły się robić sprzeczki, a ja miałam już dość odrzucania. Czułam że przez to, iż staram się go namówić do bycia ze mną, robię z siebie coraz większą idiotkę.
Powiedziałam mu, że jeśli tak stawia sprawę i jeśli nie widzi nawet cienka szansy na to że nasza relacja może się udać, mimo dystansu i wojny, to żeby do mnie nie pisał.

Od 45 dni nie rozmawiamy, a ja czuję się coraz gorzej. Coraz bardziej za nim tęsknię a brak kontaktu uświadomił mi jak bardzo mi na nim zależy i jak okropnie czuję się kiedy z nim nie rozmawiam. Popadam już w stany depresyjne, nie mogę zebrać się do najprostszych rzeczy, ciągle myślę o chwilach spędzonych razem. Martwię się że może mu się coś stać, w końcu Ukraina jest regularnie ostrzeliwana, martwię się że mogą wcielić go do wojska. Nie mogę spać w nocy a gdy zasypiam to i tak mi się śni.
Wyobrażam sobie różne scenariusze "co by było gdyby". A skoro nie mamy kontaktu już taki czas, mimo tego że przez 14 miesięcy codziennie rozmawialiśmy od rana do nocy w wolnej chwili, to chyba nie mam na co czekać

Dziewczyny, moje pytanie do was brzmi. Jak zapomnieć? Jak zacząć żyć własnym życiem nie rozmyślając o przeszłości?
Kiedy moje odczucie minie? Opowiadajcie czy też byłyście w takich sytuacjach i jak sobie poradziliście.
Straciłam już nadzieję że on do mnie napisze. A nawet jeśli to zrobi, chcę być silniejsza, bo kobieta zdesperowana nie jest atrakcyjna dla nikogo. Z drugiej strony nie chcę czekać na jego wiadomość, a wciąż to robię.
Chcę w jakiś sposób wyjść z tego bagna zwanego ogromną tęsknotą, ale nie wiem jak. Totalnie się pogubiłam bo to pierwszy raz kiedy jestem w kimś tak mocno zakochana jak w nim.

2

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

3

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Dokładnie tak...

4

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

a mi sie wydaje, ze on od samego poczatku nie planowal zadnego zwiazku z toba, nie bylas dla niego niczym waznym.


sama sie nakrecasz rozmyslaniem, tak dluzej bedzie trwalo. gdy sie zlapiesz na mysleniu, zajmij sie czyms. rozmawialiscie przez jakas apke?  odinstaluj ja. jak najmniej skojarzen.

5 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-05 21:47:12)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
blueangel napisał/a:

a mi sie wydaje, ze on od samego poczatku nie planowal zadnego zwiazku z toba, nie bylas dla niego niczym waznym.


sama sie nakrecasz rozmyslaniem, tak dluzej bedzie trwalo. gdy sie zlapiesz na mysleniu, zajmij sie czyms. rozmawialiscie przez jakas apke?  odinstaluj ja. jak najmniej skojarzen.

Mówił mi że jest zakochany, że tęskni za mną, kiedy nie rozmawiamy.
To wszystko wyglądało na prawdziwe z jego strony i to jest tutaj najgorsze.
Na sam koniec zapytałam go czy naprawdę nic do mnie nie czuje, a on odpowiedział mi, że nie może tego powiedzieć, powiedział że przez ten okres naszej znajomości stałam się dla niego ważna.
No ale może jestem zbyt naiwna że w to wierzyłam, skoro za słowami kryło się mało czynów?

Wiesz, wszystko byłoby łatwiejsze, gdybym miała pewność że już nic do mnie nie czuje. Gdyby mi powiedział: "dziewczyno daj mi spokój bo nic do Ciebie nie czuję" czy coś w tym stylu.

Czy sama się nakręcam? Może. Chociaż więcej tutaj smutku, poczucia samotności niż nakręcania, bo już straciłam nadzieję.

Co do pytania czy rozmawiamy? Nie, powiedziałam mu żeby nie pisał już do mnie skoro po 14 miesiącach znajomości w której de facto już zachowywaliśmy się jak byśmy byli razem, on końcem końców na oficjalny związek się nie zgodził.
Nie wyobrażałam sobie pisać do niego po otrzymaniu takiej informacji.

Myślałam sobie lub miałam nadzieję, że brak kontaktu w takiej sytuacji będzie najlepszym lekarstwem i że z dnia na dzień będzie coraz lepiej i tak było na początku. A teraz od tygodnia wydaje mi się że z dnia na dzień jest coraz gorzej.  Tak jakbym najpierw zrobiła 3 kroki do przodu, a teraz cofnęła się 4...

Zakończenie kontaktu chyba było jedyną słuszną opcją, ale serce mi pęka. Tym bardziej że te wyjazdy na Ukrainę to nie było takie hop siup, bo jednak jechało się 13 godzin w jedną stronę.

6

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Doczytałem o Tinderze zaczęłaś pisać, tak możesz przestać reszta bzdury.

7 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-05 22:03:46)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Darcy napisał/a:

Doczytałem o Tinderze zaczęłaś pisać, tak możesz przestać reszta bzdury.

To nie czytaj. Bardziej pytałam tutaj osób które mają podobną sytuację, że nie mogą przestać o kimś myśleć i jak sobie pomogły. Nie pisałam po to żeby czytać uszczypliwości typu "piszesz bzdury"

8

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Płacisz za swoje błędy, po co wchodziłaś w relację skoro, jak mu zaznaczyłaś, nie byłaś gotowa na związek, więc chłopak liczył pewnie na fwb, byłaś dla niego czasoumilaczem. Do tego na odległość... takie relacje z reguły nie mają szans, a tu kraj gdzie wojna... rzuciłaś się na głęboką wodę...
Wychodziłaś przed szereg, sama tam jeździłaś, więc pretensje możesz mieć do siebie, wierzyłaś w piękne słówka...

Potraktuj to jako doświadczenue życiowe i nie przeżywaj jakby to była pierwsza nastoletnia miłość.

Rozczarowania są wpisane w nasze życie, trzeba wziąć na klatę i iść do przodu.

9

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:
Darcy napisał/a:

Doczytałem o Tinderze zaczęłaś pisać, tak możesz przestać reszta bzdury.

To nie czytaj. Bardziej pytałam tutaj osób które mają podobną sytuację, że nie mogą przestać o kimś myśleć i jak sobie pomogły. Nie pisałam po to żeby czytać uszczypliwości typu "piszesz bzdury"

Forum można pisać pierdoly zastanawiać nad Tinderowcami, wystarczy nie pisać masz problem z głowy.

10

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
wieka napisał/a:

Płacisz za swoje błędy, po co wchodziłaś w relację skoro, jak mu zaznaczyłaś, nie byłaś gotowa na związek, więc chłopak liczył pewnie na fwb, byłaś dla niego czasoumilaczem. Do tego na odległość... takie relacje z reguły nie mają szans, a tu kraj gdzie wojna... rzuciłaś się na głęboką wodę...
Wychodziłaś przed szereg, sama tam jeździłaś, więc pretensje możesz mieć do siebie, wierzyłaś w piękne słówka...

Potraktuj to jako doświadczenue życiowe i nie przeżywaj jakby to była pierwsza nastoletnia miłość.

Rozczarowania są wpisane w nasze życie, trzeba wziąć na klatę i iść do przodu.


Tak, na samym początku mu zaznaczylam że nie jestem jeszcze gotowa na związek, bo nie chcę od razu zaczynać nowego. Ale umówiliśmy się że pomyślimy o tym w późniejszym czasie.

Jeśli liczyłby tylko i wyłącznie na fwb to by się we mnie nie zakochał.
Może po drodze coś się zmieniło, może z czasem jego uczucia znikały, ale nie dał tego po sobie poznać.
Nie wiem co tak naprawdę zakończyło naszą relację i już się tego nie dowiem.

Jest wiele osób które zaczynaja relacje na odległość. Jeśli dwie osoby chcą ze sobą być, zawsze znajdą rozwiązanie. Chociażby końcem końców jedna przeprowadzi się bliżej.
W końcu jesteśmy w temacie "związki na odległość"

Jeździłam tam bo on nie mógł do mnie przyjechać, bo ma zakaz. I jeździłam tam bo czułam że nasza znajomość rozwija się w takim kierunku. Nie wypychalam się przed szereg, bo nie wpraszalam się do niego. Sam mnie zapraszał.

Cóż, byłam zakochana tylko raz. W moim byłym chłopaku. Teraz dopiero drugi.

Każdy z miłości robi różne głupie rzeczy, ale nie chcę za bardzo analizować tego tematu. Wątek bardziej dotyczy tego jak zapomnieć, co robić aby nie myśleć aż tyle itd.

11

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Darcy napisał/a:
Anne1 napisał/a:
Darcy napisał/a:

Doczytałem o Tinderze zaczęłaś pisać, tak możesz przestać reszta bzdury.

To nie czytaj. Bardziej pytałam tutaj osób które mają podobną sytuację, że nie mogą przestać o kimś myśleć i jak sobie pomogły. Nie pisałam po to żeby czytać uszczypliwości typu "piszesz bzdury"

Forum można pisać pierdoly zastanawiać nad Tinderowcami, wystarczy nie pisać masz problem z głowy.

Tak. Wystarczy nie pisać, bo wydaje mi się że zasmiecasz wątek i piszesz dla samego pisania.

Nie wiem czym różni się relacja dwóch osób poznanych na Tinderze od relacji dwóch osób które poznały się w świecie rzeczywistym.

12

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:
Darcy napisał/a:
Anne1 napisał/a:

To nie czytaj. Bardziej pytałam tutaj osób które mają podobną sytuację, że nie mogą przestać o kimś myśleć i jak sobie pomogły. Nie pisałam po to żeby czytać uszczypliwości typu "piszesz bzdury"

Forum można pisać pierdoly zastanawiać nad Tinderowcami, wystarczy nie pisać masz problem z głowy.

Tak. Wystarczy nie pisać, bo wydaje mi się że zasmiecasz wątek i piszesz dla samego pisania.

Nie wiem czym różni się relacja dwóch osób poznanych na Tinderze od relacji dwóch osób które poznały się w świecie rzeczywistym.

Dziewczynka nie dorosła. Wiele panów na tinderze czekających  musisz sprawdzić.

13 Ostatnio edytowany przez szeptem (2023-07-06 20:45:31)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Jak już powiedziano, on ewidentnie nie szukał z Tobą czegoś poważnego. Pewnie faktycznie łechtało jego ego, że taka fajna laska się nim zainteresowała, ale była to tylko zabawa. Podawałaś mu się na tacy a on skorzystał, bo czemu by nie? Skoro kręcił z innymi na miejscu w międzyczasie to potwierdza jedynie powyższe - nie był i nie jest Tobą zafascynowany na tyle, by chcieć czegoś więcej. Poza tym wojna też na pewno nie sprzyja jego zaangażowaniu... Musisz skupiać się na czymś innym, nie myśl tyle o nim i o Was, o tym co było a jeśli te myśli wrócą, przypominaj sobie to co wyżej - że nie był z Tobą szczery i nie zależy mu na Tobie. Inaczej przecież odezwałby się i coś zrobił. Ale on milczy. No a na koniec, jeśli jest taki męski i super to najpewniej od kobiet opędzić się nie może. Bądź realistką.

14

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
szeptem napisał/a:

Jak już powiedziano, on ewidentnie nie szukał z Tobą czegoś poważnego. Pewnie faktycznie łechtało jego ego, że taka fajna laska się nim zainteresowała, ale była to tylko zabawa. Podawałaś mu się na tacy a on skorzystał, bo czemu by nie? Skoro kręcił z innymi na miejscu w międzyczasie to potwierdza jedynie powyższe - nie był i nie jest Tobą zafascynowany na tyle, by chcieć czegoś więcej. Poza tym wojna też na pewno nie sprzyja jego zaangażowaniu... Musisz skupiać się na czymś innym, nie myśl tyle o nim i o Was, o tym co było a jeśli te myśli wrócą, przypominaj sobie to co wyżej - że nie był z Tobą szczery i nie zależy mu na Tobie. Inaczej przecież odezwałby się i coś zrobił. Ale on milczy. No a na koniec, jeśli jest taki męski i super to najpewniej od kobiet opędzić się nie może. Bądź realistką.


Może i jest męski i pewny siebie ale gdy pozna się go bardziej, to już trochę mniej.

Wygląda bardzo dobrze, jest dobrze zbudowany, męski w wyglądzie, pozornie również w zachowaniu. Jednak gdy pozna się go bardziej jest skryty, ma swoje problemy, nie ma aż tak dużego poczucia własnej wartości. Jest bardzo przywiązany do swojej rodziny i czasami czułam się tak jakby na nich zdaniu budował swoje opinie. Mimo wszystko podobał mi się.

Tak, taki facet jak on zawsze wzbudza zainteresowanie innych kobiet, ale on większością zainteresowany nie jest. Nie chcę analizować jego życia, co teraz robi i z kim bo jest to dla mnie póki co ciężkie. Może nic nie robi.

Końcem końców, Twoja rada prowadzi mnie do punktu wyjścia, że nie był ze mną szczery i spróbuję zrobić tak jak mówisz. Zawsze to pewna korekta w myśleniu o nim. Dzięki.

15

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Jakby szukał jedynie czasoumilacza, to by nie tracił tyle czasu na bezowocne gadki. Żadnemu facetowi nie chciałoby się urabiać przez x miesięcy panny z innego kraju, żeby może ewentualnie pociupciać.

Rozumiem typa. Ma całkowitą rację. Nawet jeśli jesteście dla siebie stworzeni, to niekoniecznie jest to dobry czas na taką relację właśnie ze względu na wojnę, a przez różnicę w dochodach czuje się ekonomicznie wykastrowany.

16

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Jakby szukał jedynie czasoumilacza, to by nie tracił tyle czasu na bezowocne gadki. Żadnemu facetowi nie chciałoby się urabiać przez x miesięcy panny z innego kraju, żeby może ewentualnie pociupciać.

Rozumiem typa. Ma całkowitą rację. Nawet jeśli jesteście dla siebie stworzeni, to niekoniecznie jest to dobry czas na taką relację właśnie ze względu na wojnę, a przez różnicę w dochodach czuje się ekonomicznie wykastrowany.


Tylko pytanie po co to robił, po co jak to powiedziałeś urabiał sobie pannę z innego kraju skoro i tak wiedział że przez wojnę i różnice w dochodach czuje się nie do końca komfortowo w relacji?

17 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-07-07 14:15:57)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Jack Sparrow napisał/a:

Jakby szukał jedynie czasoumilacza, to by nie tracił tyle czasu na bezowocne gadki. Żadnemu facetowi nie chciałoby się urabiać przez x miesięcy panny z innego kraju, żeby może ewentualnie pociupciać.

Zakladasz, ze byla jedyna, z ktora pisal.
A facetow, ktorzy pisza z wieloma dziewczynami (aby poczuc sie lepiej dzieki zainteresowaniu, ktore im okazuja) jest mnostwo.
Oni potrzebuja tego zainteresowania.
Aby miec kogos kto im odpisuje i podziwia ich unikalne (bo urojone) przekonania (sprzedawane drugiej osobie z uzyciem litrow retoryki i bledow logicznych) z ktorych sa tak dumni uwazajac je za intelektualne osiagniecia.

18 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 14:59:57)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
JohnyBravo777 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Jakby szukał jedynie czasoumilacza, to by nie tracił tyle czasu na bezowocne gadki. Żadnemu facetowi nie chciałoby się urabiać przez x miesięcy panny z innego kraju, żeby może ewentualnie pociupciać.

Zakladasz, ze byla jedyna, z ktora pisal.
A facetow, ktorzy pisza z wieloma dziewczynami (aby poczuc sie lepiej dzieki zainteresowaniu, ktore im okazuja) jest mnostwo.
Oni potrzebuja tego zainteresowania.
Aby miec kogos kto im odpisuje i podziwia ich unikalne (bo urojone) przekonania (sprzedawane drugiej osobie z uzyciem litrow retoryki i bledow logicznych) z ktorych sa tak dumni uwazajac je za intelektualne osiagniecia.


Zawsze byłam pewna że jestem jedyną z którą pisał, ale skoro tak łatwo się poddał, nie jestem już tego taka pewna.

Tak jak pisalyscie, ten typ mężczyzny niestety cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem - przynajmiej tak zakładam.

Wydaje mi się że pod koniec już stalam się zbyt dostępna. Zbyt szczerze powiedziałam o swoich uczuciach, o swoich planach związanych z relacją z nim.
Może wystraszył się zobowiązania... będąc w związku już nie czułby się tak bezkarny jeśli pisałby z innymi dziewczynami. O ile to robił.

Tylko my rozmawialiśmy ponad rok. Kiedyś musiałam to zaproponować. Tym bardziej że przez cały okres znajomości pół żartem pół serio rozmawialiśmy o ślubie, o dzieciach, o wspólnych wycieczkach, kiedy już skończy się wojna. Chyba dałam się podejść.

Ludzie często zaczynają chodzić ze sobą po dwóch/ trzech miesiącach znajomości.
Obwiniałam się że za wcześnie mu to zaproponowałam, ale z drugiej strony, kiedy miałby być odpowiedni czas na taką rozmowę?

Żałuję że nie zaproponowałam mu tego po dwóch miesiącach. Wtedy straciłabym 7 razy mniej czasu na znajomość z której i tak nic nie wyszło.

19 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 14:54:22)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Rozmawiałam kiedyś z jego przyjacielem którego kilkakrotnie poznałam jak byłam u niego, bo często u niego bywał.
Napisał mi, że M boi się angażować i często odrzuca wartościowe dziewczyny po jakimś czasie, bo "nie ma warunków" na związek. Mało zarabia, boi się odrzucenia przy bliższym poznaniu, mimo tego że jest przystojny i inteligentny, ma bardzo niską samoocenę.
Może to była próba pocieszenia mnie, może to była prawda.

...a może po prostu nie do końca mu pasowałam, bo oczekuje od kobiety czegoś więcej niż ja mu oferuje.

Nie wiem czy istnieje takie coś jak brak gotowości na związek. Wiem że istnieje brak chęci na glebszą relacje z daną osobą.

Tym bardziej że to co mówił jego przyjaciel może być prawdą, ale z drugiej strony, on już w jakichś związkach bywał. Nie byłam pierwszą z którą złapał głębszy kontakt. Natomiast na pewno byłam pierwszą z ktorą stworzył dziwny situationship. A takich relacji w swoim życiu absolutnie nie chcę.

Stąd zerwałam kontakt, bo niszczyloby mnie to psychicznie jeszcze bardziej niż brak kontaktu z nim.

20 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 15:01:53)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Dodam jeszcze do tej historii że Maksym mieszka dalej ze swoimi rodzicami. Poznałam ich, w porządku ludzie, ale sami wiecie jak to jest...
Często jak do niego przyjeżdżałam proponowałam wynajęcie apartamentu, żebyśmy czuli się swobodniej i w dzień i w nocy.
Moi rodzice też o nim wiedzieli. Nawet próbowali rozmawiać przez kamerkę. I on i jego rodzice z moimi. 
Teraz jest mi przed nimi wstyd, że kolejna relacja mi nie wyszła.

21

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:

Rozmawiałam kiedyś z jego przyjacielem którego kilkakrotnie poznałam jak byłam u niego, bo często u niego bywał.
Napisał mi, że M boi się angażować i często odrzuca wartościowe dziewczyny po jakimś czasie, bo "nie ma warunków" na związek. Mało zarabia, boi się odrzucenia przy bliższym poznaniu, mimo tego że jest przystojny i inteligentny, ma bardzo niską samoocenę.
Może to była próba pocieszenia mnie, może to była prawda.

...a może po prostu nie do końca mu pasowałam, bo oczekuje od kobiety czegoś więcej niż ja mu oferuje.

Nie wiem czy istnieje takie coś jak brak gotowości na związek. Wiem że istnieje brak chęci na glebszą relacje z daną osobą.

Tym bardziej że to co mówił jego przyjaciel może być prawdą, ale z drugiej strony, on już w jakichś związkach bywał. Nie byłam pierwszą z którą złapał głębszy kontakt. Natomiast na pewno byłam pierwszą z ktorą stworzył dziwny situationship. A takich relacji w swoim życiu absolutnie nie chcę.

Stąd zerwałam kontakt, bo niszczyloby mnie to psychicznie jeszcze bardziej niż brak kontaktu z nim.

Jak czlowiek jest zainteresowany druga osoba to chce ustabilizowac wspolna sytuacje i stworzyc wzajemne zobowiazania jak najwczesniej.
Fakt, ze ciagnal ta "relacje" przez tak dlugi okres czasu oznacza, ze bylo mu dobrze w takiej konfiguracji i zupelnie nie przejmowal sie co jest dla Ciebie dobre.
Wiec do zyskania mialas jedynie zwiazek z osoba, o ktora Ty bys sie przejmowala a ona robila to co chce.

Masz jeszcze watpliwosci czy dobrze zrobilas? tongue

22 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 15:11:14)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jak czlowiek jest zainteresowany druga osoba to chce ustabilizowac wspolna sytuacje i stworzyc wzajemne zobowiazania jak najwczesniej.
Fakt, ze ciagnal ta "relacje" przez tak dlugi okres czasu oznacza, ze bylo mu dobrze w takiej konfiguracji i zupelnie nie przejmowal sie co jest dla Ciebie dobre.
Wiec do zyskania mialas jedynie zwiazek z osoba, o ktora Ty bys sie przejmowala a ona robila to co chce.

Masz jeszcze watpliwosci czy dobrze zrobilas? tongue


To prawda.

Podjęłam jedyna sluszną decyzję. Nie mam żadnych wątpliwości.

Kończąc tego typu relacje dałam mu czas do namysłu, do zobaczenia jak czuje się bez kontaktu ze mną. Dałam mu szansę na to aby zatęsknił i zrewidował swoje poglądy.

Jednak to już trwa prawie dwa miesiące. Jeszcze do niedawna żyłam nadzieja że będzie mu mnie brakowało podczas fazy braku kontaktu i że napisze że jednak ten kontakt dalej chce mieć. teraz już nie chce żyć nadzieją, chcę się jak najszybciej pozbierać i w miarę możliwości zapomnieć ten etap mojego życia. 
Niestety, jestem głupia bo po tych 14 miesiącach kontaktu mogę powiedzieć że kocham go i nie wiem jak zacząć wyrzucać go ze swoich myśli.

23

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Przede wszystkim ty strasznie go idealizujesz...Maksym to, Maksym tamto. Przystojny,  wspaniały,  w ogóle chodzacy ideał. Dopóki będziesz stawiać go na piedestał to będziesz się męczyć. Wiem że to przykre ale przestań o nim myśleć jako o wielkiej straconej miłości a zacznij jako o dupku który po prostu kilka razy Cię zaliczył i olał. Niestety tak to z boku wygląda, łatwo się  z kimś pisze i spotyka tylko kilka razy na seks. Moim zdaniem to on Ci po prostu mydlił oczy takim gadaniem że biedny, że wojna... póki byłaś pod ręką to korzystał jak zechciałaś czegoś więcej,  czegoś na poważnie to się rakiem wycofał i sprzedał bajeczkę.  Ty nawet nie wiesz czy on z innymi w tym czasie nie pisał. Bardzo możliwe że pisał. 

Zakończyłaś kontakt,  moim zdaniem zrobiłaś dobrze ale teraz musisz być twarda.  I naprawdę przestań go idealizować, pozwól sobie na gniew a potem przyjdzie ulga. Nie rozmyślaj,  nie analizuj.

24 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 17:35:47)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Ciągle się łapie na tym że go idealizuję. Uwierz, ja naprawdę nie chcę tego robić.

To już nie chodzi tylko o to że zaliczył. Dupkiem jest przede wszystkim dlatego że z premedytacją rozbudzał we mnie uczucia, tylko w jakim celu to robił, skoro nigdy nie planował związku? A przy pierwszej poważnej rozmowie na ten temat tak się zląkł że byłam zmuszona zakończyć tę relację.

Nie mam pojęcia czy pisał z innymi. W zasadzie, miał do tego prawo, skoro oficjalnie w związku nie byliśmy. Mi też się zdarzyło ze dwa razy pisać z innymi chłopakami, z jednym się spotkałam na randkę, on wtedy był bardzo zazdrosny i trochę spanikował – ale powiedziałam mu o tym.
Ta jego zazdrość też sprawiła że poczułam się dla niego ważniejsza.

Tzn. nie jest bogaty i ja to wiem. Wojna też ma jakiś wpływ na sytuację, ale jakbyśmy oboje chcieli to raczej przezwyciężylibyśmy te przeciwności, prawda?

Przedwczoraj byłam bardzo zdenerwowana. Wczoraj zdarzyło mi się dwa razy płakać.
Dzisiaj się jakoś trzymam.
Ale wiem że zdenerwowanie i płacz znowu wrócą, bo tak jest w kółko. Raz na wozie raz pod.

No nie wiem czy uda mi się być twardą, wiem że pierwsza do niego nie napiszę!
Zastanawiam się nad psychoterapia przez niego bo dużo mnie to rozstanie kosztowało – o ile można nazwać to rozstaniem.
Problem w tym że muszę sobie radzić sama, bo zainteresowanie w tym kraju psychoterapia jest tak ogromne że na termin w większym mieście trzeba czekać pół roku. Także zostałam z tym wszystkim sama.


Tylko kiedy ta ulga przyjdzie? Chciałam się teraz skupić na innych rzeczach, na zmianie ścieżki kariery, na budowaniu sylwetki, nauce języka obcego ale jedyne o czym jestem w stanie myśleć to on. To nie jest normalne, moim zdaniem.

25

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Tutaj jeszcze dochodzi kwestia mojego poprzedniego związku. Rozstaliśmy się i chwilę później już poznałam Maksyma.

Może gdybym go nie poznała, mój poprzedni związek dałoby się jakoś odratować. Tak naprawdę nie miałam okazji o tym myśleć, bo przez cały czas byłam zajęta Maksymem.

A z poprzednim chłopakiem wiele nas łączyło i przy wspólnej woli dałoby się może to naprawić. Związek trwał niemal 7 lat.

Tylko teraz nie mam prawa o tym myśleć, bo kocham innego. Nie mogłabym robić tego byłemu chłopakowi że próbuje z nim coś budować podczas gdy czuję coś do innego. To nie mialoby prawa wyjść. A z poprzednim chłopakiem rozstaliśmy się z otwartą furtką, powiedzieliśmy sobie że może po przerwie do siebie wrócimy jeśli stwierdzimy że tak będzie najlepiej.

Czasami myślę że w życiu juz nic dobrego mnie nie czeka, wydaje mi się że popadłam w depresję przez znajomość z Maksymem.

26

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Ale Maksym z nieba Ci nie spadł... Zbyt szybko szukałaś pocieszenia.

Można wyciągnąć wniosek z jego zachowania, że on nie był zainteresowany związkiem ale, żeby mieć dziewczynę musiał nawijać makaron na uszy...
Sama się prosiłaś o kłopoty, bo zaznaczyłaś, że nie jesteś gotowa na związek, więc to mu odpowiadało i pewnie dalej by trwało, żebyś nie wyskoczyła z tym związkiem...A powinnaś zerwać wcześniej jak to zeszło z umówionej ścieżki, wtedy on by się określił i byś wiedziała na czym stoisz.
Ale rozumiem, że różowe okulary przysłoniły Ci rzeczywistość.
Dlatego nie warto igrać z ogniem i nie wchodzić w relacje damsko męskie jak się deklaruje, że nie chce się związku.

27 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-07 19:44:30)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
wieka napisał/a:

Ale Maksym z nieba Ci nie spadł... Zbyt szybko szukałaś pocieszenia.

Można wyciągnąć wniosek z jego zachowania, że on nie był zainteresowany związkiem ale, żeby mieć dziewczynę musiał nawijać makaron na uszy...
Sama się prosiłaś o kłopoty, bo zaznaczyłaś, że nie jesteś gotowa na związek, więc to mu odpowiadało i pewnie dalej by trwało, żebyś nie wyskoczyła z tym związkiem...A powinnaś zerwać wcześniej jak to zeszło z umówionej ścieżki, wtedy on by się określił i byś wiedziała na czym stoisz.
Ale rozumiem, że różowe okulary przysłoniły Ci rzeczywistość.
Dlatego nie warto igrać z ogniem i nie wchodzić w relacje damsko męskie jak się deklaruje, że nie chce się związku.


Wiesz co, ja mu na samym początku powiedziałam że nie będę wchodzić w związek przez najbliższe miesiące, bo jestem po rozstaniu. I on to zaakceptował, rozmawialiśmy jak tacy jakby przyjaciele przez pierwsze dwa miesiące.

Później po tych dwóch miesiącach coś zaczęło iskrzyć bardziej, zaczęliśmy rozmawiać już bardziej jak dziewczyna z chłopakiem. Powiedziałam mu że już nie myślę tak o byłym chłopaku i ucieszył się bo nie musiał już zastanawiać się czy wypada ze mną rozmawiać jak z partnerką. Rok tak rozmawialiśmy.

Sama nie chciałam od razu wchodzić w związek, wolałam go poznać i oboje już umówiliśmy się że idzie to wszystko na tor związku, ale nie spieszyłam się z deklaracjami, a on również nie. Po prostu byliśmy dla siebie – od rana do wieczora. Nieraz mi mówił że możemy kiedyś spróbować ale nie przeprowadzaliśmy oficjalnej rozmowy. Po roku od tego czasu już ten związek zaproponowałam ale widocznie coś poszło nie po drodze i już nie chciał ze mną być. Może stwierdził że nie jestem kobietą dla niego.

Powinnam porozmawiać, powinnam, ale tego nie zrobiłam. Bałam się że wylecę z tym zbyt wcześnie, a mogłam kuć żelazo póki gorące. Wtedy przynajmiej byśmy spróbowali, może by wyszło może nie.

Uważam że ta relacja była trochę pogmatwana. Może sama trochę zawalilam, ale nie mogę zrzucać całej winy na siebie za zaistniałą sytuację. Nie mogę brać odpowiedzialności za to że Maksym ma unikający styl przywiązania, że jest strachliwy. Dlaczego? Nie wiem, nie poznałam go w 100% i już raczej tego nie zrobię.

Pocieszenia nie szukałam, zainstalowałam sobie jedynie Tindera i on tam wyskoczył. Szczerze mówiąc niepotrzebnie, nie wiem jakim cudem wyświetlił mi się tam facet który mieszka tak daleko. Z nieba mi nie spadł. Patrząc na to jak się teraz czuję, przylazł do mnie z piekieł.

28

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:

Pocieszenia nie szukałam, zainstalowałam sobie jedynie Tindera i on tam wyskoczył. Szczerze mówiąc niepotrzebnie, nie wiem jakim cudem wyświetlił mi się tam facet który mieszka tak daleko. Z nieba mi nie spadł. Patrząc na to jak się teraz czuję, przylazł do mnie z piekieł.

Sama siebie oszukujesz. Sama ze sobą nie jesteś szczera i to jest twój największy problem. Chciałaś kogoś "na plasterek", myślałaś że masz wszystko pod kontrolą, ale niestety smile
Przez swoje wycofanie nie zmiarkowałaś, że masz do czynienia z kimś równie pokręconym jak ty. Facet też ma swoje przeżycia do przepracowania, czegoś tam kiedyś "nie odrobił".

Moim zdaniem po prostu odpuść. Dwóch kulawych się nie poprowadzi, nawet jeśli będą bardzo chcieli.

29

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Salomonka napisał/a:
Anne1 napisał/a:

Pocieszenia nie szukałam, zainstalowałam sobie jedynie Tindera i on tam wyskoczył. Szczerze mówiąc niepotrzebnie, nie wiem jakim cudem wyświetlił mi się tam facet który mieszka tak daleko. Z nieba mi nie spadł. Patrząc na to jak się teraz czuję, przylazł do mnie z piekieł.

Sama siebie oszukujesz. Sama ze sobą nie jesteś szczera i to jest twój największy problem. Chciałaś kogoś "na plasterek", myślałaś że masz wszystko pod kontrolą, ale niestety smile
Przez swoje wycofanie nie zmiarkowałaś, że masz do czynienia z kimś równie pokręconym jak ty. Facet też ma swoje przeżycia do przepracowania, czegoś tam kiedyś "nie odrobił".

Moim zdaniem po prostu odpuść. Dwóch kulawych się nie poprowadzi, nawet jeśli będą bardzo chcieli.

Załóżmy że nie byłam wcześniej w związku, a na niego trafiłam później.
Myślę że sytuacja skończyłaby się tak samo.

To co niektóre z was mówią można podsumować: "spotkałaś odpowiednią osobę w nieodpowiednim czasie"
Nieodpowiedni czas bo zbyt wcześnie zaczęłam z nim rozmawiać. Tylko czy to tutaj ma jakiekolwiek znaczenie?

30

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Powiedz mi jeszcze gdzie dokładnie uważasz że nie jestem szczera sama ze sobą.
Staram się szczera być, może przez ogrom emocji czegoś nie widzę.

31

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Anne1 napisał/a:

Pocieszenia nie szukałam, zainstalowałam sobie jedynie Tindera i on tam wyskoczył. Szczerze mówiąc niepotrzebnie, nie wiem jakim cudem wyświetlił mi się tam facet który mieszka tak daleko. Z nieba mi nie spadł. Patrząc na to jak się teraz czuję, przylazł do mnie z piekieł.

Sama siebie oszukujesz. Sama ze sobą nie jesteś szczera i to jest twój największy problem. Chciałaś kogoś "na plasterek", myślałaś że masz wszystko pod kontrolą, ale niestety smile
Przez swoje wycofanie nie zmiarkowałaś, że masz do czynienia z kimś równie pokręconym jak ty. Facet też ma swoje przeżycia do przepracowania, czegoś tam kiedyś "nie odrobił".

Moim zdaniem po prostu odpuść. Dwóch kulawych się nie poprowadzi, nawet jeśli będą bardzo chcieli.

Załóżmy że nie byłam wcześniej w związku, a na niego trafiłam później.
Myślę że sytuacja skończyłaby się tak samo.

To co niektóre z was mówią można podsumować: "spotkałaś odpowiednią osobę w nieodpowiednim czasie"
Nieodpowiedni czas bo zbyt wcześnie zaczęłam z nim rozmawiać. Tylko czy to tutaj ma jakiekolwiek znaczenie?

Kobieto, dorośnij! Są czasem takie związki o które nie warto walczyć, oraz są takie których lepiej byłoby nigdy nie zaczynać. Prawie każda ma takie w pakiecie swoich życiowych "dokonań" smile

Było i się skończyło, teraz pomyśl o sobie, swoim rozwoju i przede wszystkim zrób bilans zysków i strat. Popatrz z optymizmem w przyszłość, bo chyba trochę przestałaś wierzyć w siebie smile

Naprawdę myślisz, że wystarczy jeden człowiek który nie chce z tobą być, by przestać cieszyć się całym światem? smile

32

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Salomonka napisał/a:
Anne1 napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Sama siebie oszukujesz. Sama ze sobą nie jesteś szczera i to jest twój największy problem. Chciałaś kogoś "na plasterek", myślałaś że masz wszystko pod kontrolą, ale niestety smile
Przez swoje wycofanie nie zmiarkowałaś, że masz do czynienia z kimś równie pokręconym jak ty. Facet też ma swoje przeżycia do przepracowania, czegoś tam kiedyś "nie odrobił".

Moim zdaniem po prostu odpuść. Dwóch kulawych się nie poprowadzi, nawet jeśli będą bardzo chcieli.

Załóżmy że nie byłam wcześniej w związku, a na niego trafiłam później.
Myślę że sytuacja skończyłaby się tak samo.

To co niektóre z was mówią można podsumować: "spotkałaś odpowiednią osobę w nieodpowiednim czasie"
Nieodpowiedni czas bo zbyt wcześnie zaczęłam z nim rozmawiać. Tylko czy to tutaj ma jakiekolwiek znaczenie?

Kobieto, dorośnij! Są czasem takie związki o które nie warto walczyć, oraz są takie których lepiej byłoby nigdy nie zaczynać. Prawie każda ma takie w pakiecie swoich życiowych "dokonań" smile

Było i się skończyło, teraz pomyśl o sobie, swoim rozwoju i przede wszystkim zrób bilans zysków i strat. Popatrz z optymizmem w przyszłość, bo chyba trochę przestałaś wierzyć w siebie smile

Naprawdę myślisz, że wystarczy jeden człowiek który nie chce z tobą być, by przestać cieszyć się całym światem? smile

Nie wiem czy to kwestia dorosłości. Dorosli ludzie przecież też się zakochują a jak związek się kończy to wiadomo że muszą być przybici, smutni i przygnębieni. O ile im na danej relacji zależało a mi ma tamtym chłopaku zależało bardzo. I był ważny dla mnie.
Wiem że muszę to wszystko przetrwać, ale zastanawiam się jak długo to będzie jeszcze trwało. Szczerze mówiąc, wiedziałam że będę czuła się źle, ale nie wiedziałam że aż tak.

Przestałam wierzyć w siebie. Straciłam poczucie wartości.

Nie myślę że wystarczy jeden człowiek żebym przestała cieszyć się życiem. Może kiedyś będę się cieszyć, teraz cieszyć się nie umiem.

33

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Anne1 napisał/a:

Wiem że muszę to wszystko przetrwać, ale zastanawiam się jak długo to będzie jeszcze trwało. Szczerze mówiąc, wiedziałam że będę czuła się źle, ale nie wiedziałam że aż tak.

Przestałam wierzyć w siebie. Straciłam poczucie wartości.

Nie myślę że wystarczy jeden człowiek żebym przestała cieszyć się życiem. Może kiedyś będę się cieszyć, teraz cieszyć się nie umiem.

No dobrze smile Byłam zakochana kiedyś tam.. Przechodziło mi w najgorszym wypadku po 2 latach od rozstania. Po tym czasie zastanawiałam się; Co ja w nim widziałam? Ślepa byłam czy jak?
Ponieważ jestem osobą bardzo emocjonalną, to myślę że ciebie nie powinno trzymać dłużej.

Trzymaj się smile

34

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Myślę że większość kobiet zanim znalazła tego jedynego przerabiała kilka niespełnionych miłości, nie jesteś sama. Ja też zanim poznałam męża przerabiałam kilka razy nieszczęśliwe i nieodwzajemnione zauroczenia to się zdarza naprawdę często. Nic miłego, czasem cholerstwo długo trzyma, nawet potrafi męczyć 2 lata:/ ale ważne żeby robić wszystko żeby zapomnieć a nie siedzieć, analizować,  rozkładać na czynniki pierwsze.  Po co się tak zadręczać. On już o Tobie nie myśli, nie tęskni wiec ty nie rób tego sobie. Wiem że łatwo się mówi ale mi się zawszę jakoś udawało kierować myśli gdzieś indziej,  ty masz o tyle dobrze że on mieszka daleko i nie masz kontaktu z nim.

35 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-07-08 07:36:22)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Jesteś wielka romantyczka autorko, a przecież na te sprawę należy spojrzeć realnie, a nie według pobożnych życzeń.
W sumie nic nie miałaś mu do zaoferowania ani on Tobie też niczego nie mógł dać.
Za dużo bowiem rzeczy Was dzieliło i za dużo wydarzeń, nawet dziejowych, historycznych weryfikowało Wasza znajomość.
Poziom i charakter znajomości jak na zewnętrzne uwarunkowania był dla Was optymalny i należało się tego trzymać.

Twój romantyzm polegał na tym, że przestałas brać pod uwagę, iż nie wszyscy ludzie są tacy wyrywni, porzucają cały świat i gonią za marzeniem.
Większość ludzi jest zachowacza i lubi trzymać się tego, co posiada.
Szczególnie, że najczęściej goni się za ułudą.
On pisał z Tobą i na pewno w jakimś stopniu był zaangażowany, ale jednocześnie potrafił nie stracić kontaktu z rzeczywistością.
Wolał trzymać się tego, co w jego życiu było pewne.
Zaczął więc otwierać się na nowe znajomości tam, gdzie mieszkał, a w stosunku do Ciebie patrzył realnie.
Nie miał żadnych podstaw ani powodów do tego, by gonić za Tobą.
Bo wyznawaliscue sobie miłość?
Bo przyjechałaś kilka razy do niego i było miło?
Na tym miał budować?
A za kilka miesięcy miał wracać z powrotem na stare śmieci?
Autorko, zadalas od niego zbyt wiele.

A Ty wyprowadziłabyś się z Polski i zamieszkała w jego kraju?
Sorry, ale źle zabrałaś się do tej znajomości.
Zapomniałaś po prostu, że oprócz porywow serca istnieje też naga rzeczywistość.

Nie udało się Wam, ponieważ on miał inne podejście do życia niż Ty.
Nigdy nawet u Ciebie nie był, więc musiałby być idiotą, żeby budować swoje życie na pobożnych życzeniach.

Zacznij myśleć realnie i spróbuj zrozumiec tego człowieka.
Może wtedy uda Ci się uspokoić i szybciej pogodzisz się z rzeczywistością.

Załóżmy, że on powiedziałby sobie, a raz kozie śmierć, pojadę i zostanę z nią.
Niech się wali i pali, tak jak kocham, że kurczę zdechnę bez niej.
I przyjechał.
Przyjechał bez grosza przy duszy i osiadł u Ciebie. Potem zaczepilby się do jakiej roboty, ale zanim na dobre by się usamodzielnił wisiałby na Tobie.
No perspektywa jak marzenie, może dla szaleńców, ale nie dla kogoś, kto patrzy realnie.
Mówi się, że jeśli nie ryzykujesz, nic nie masz. No może i faktycznie tak jest, jednak i tutaj są jakieś granice zdrowego rozsądku.
Zaryzykujesz i rzucisz się w przepaść, bo będziesz liczyła na ekstremalne doznania?

Obudź się sutorko.
Życie to nie bajka.

36

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
Salomonka napisał/a:
Anne1 napisał/a:

Wiem że muszę to wszystko przetrwać, ale zastanawiam się jak długo to będzie jeszcze trwało. Szczerze mówiąc, wiedziałam że będę czuła się źle, ale nie wiedziałam że aż tak.

Przestałam wierzyć w siebie. Straciłam poczucie wartości.

Nie myślę że wystarczy jeden człowiek żebym przestała cieszyć się życiem. Może kiedyś będę się cieszyć, teraz cieszyć się nie umiem.

No dobrze smile Byłam zakochana kiedyś tam.. Przechodziło mi w najgorszym wypadku po 2 latach od rozstania. Po tym czasie zastanawiałam się; Co ja w nim widziałam? Ślepa byłam czy jak?
Ponieważ jestem osobą bardzo emocjonalną, to myślę że ciebie nie powinno trzymać dłużej.

Trzymaj się smile

2 lata to kupa czasu. Szczerze mówiąc nigdy jeszcze nie miałam takiej sytuacji więc ta perspektywa dwóch lat mnie przeraża. W co ja się wpakowałam? Myślałam że jak zakończę poprzedni związek to w końcu poczuje się wolna, a dałam się wpędzić w maliny Ukraińcowi.

Tak, tez jestem bardzo emocjonalna i zakładam że też to tyle potrwa. Teraz przynajmniej jestem przygotowana na długi czas oczekiwania...

37

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
display napisał/a:

Myślę że większość kobiet zanim znalazła tego jedynego przerabiała kilka niespełnionych miłości, nie jesteś sama. Ja też zanim poznałam męża przerabiałam kilka razy nieszczęśliwe i nieodwzajemnione zauroczenia to się zdarza naprawdę często. Nic miłego, czasem cholerstwo długo trzyma, nawet potrafi męczyć 2 lata:/ ale ważne żeby robić wszystko żeby zapomnieć a nie siedzieć, analizować,  rozkładać na czynniki pierwsze.  Po co się tak zadręczać. On już o Tobie nie myśli, nie tęskni wiec ty nie rób tego sobie. Wiem że łatwo się mówi ale mi się zawszę jakoś udawało kierować myśli gdzieś indziej,  ty masz o tyle dobrze że on mieszka daleko i nie masz kontaktu z nim.


Czyli po prostu mam zająć się czymś i wtedy będzie lepiej.

38 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-08 10:19:10)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
ulle napisał/a:

Jesteś wielka romantyczka autorko, a przecież na te sprawę należy spojrzeć realnie, a nie według pobożnych życzeń.
W sumie nic nie miałaś mu do zaoferowania ani on Tobie też niczego nie mógł dać.
Za dużo bowiem rzeczy Was dzieliło i za dużo wydarzeń, nawet dziejowych, historycznych weryfikowało Wasza znajomość.
Poziom i charakter znajomości jak na zewnętrzne uwarunkowania był dla Was optymalny i należało się tego trzymać.

Twój romantyzm polegał na tym, że przestałas brać pod uwagę, iż nie wszyscy ludzie są tacy wyrywni, porzucają cały świat i gonią za marzeniem.
Większość ludzi jest zachowacza i lubi trzymać się tego, co posiada.
Szczególnie, że najczęściej goni się za ułudą.
On pisał z Tobą i na pewno w jakimś stopniu był zaangażowany, ale jednocześnie potrafił nie stracić kontaktu z rzeczywistością.
Wolał trzymać się tego, co w jego życiu było pewne.
Zaczął więc otwierać się na nowe znajomości tam, gdzie mieszkał, a w stosunku do Ciebie patrzył realnie.
Nie miał żadnych podstaw ani powodów do tego, by gonić za Tobą.
Bo wyznawaliscue sobie miłość?
Bo przyjechałaś kilka razy do niego i było miło?
Na tym miał budować?
A za kilka miesięcy miał wracać z powrotem na stare śmieci?
Autorko, zadalas od niego zbyt wiele.

A Ty wyprowadziłabyś się z Polski i zamieszkała w jego kraju?
Sorry, ale źle zabrałaś się do tej znajomości.
Zapomniałaś po prostu, że oprócz porywow serca istnieje też naga rzeczywistość.

Nie udało się Wam, ponieważ on miał inne podejście do życia niż Ty.
Nigdy nawet u Ciebie nie był, więc musiałby być idiotą, żeby budować swoje życie na pobożnych życzeniach.

Zacznij myśleć realnie i spróbuj zrozumiec tego człowieka.
Może wtedy uda Ci się uspokoić i szybciej pogodzisz się z rzeczywistością.

Załóżmy, że on powiedziałby sobie, a raz kozie śmierć, pojadę i zostanę z nią.
Niech się wali i pali, tak jak kocham, że kurczę zdechnę bez niej.
I przyjechał.
Przyjechał bez grosza przy duszy i osiadł u Ciebie. Potem zaczepilby się do jakiej roboty, ale zanim na dobre by się usamodzielnił wisiałby na Tobie.
No perspektywa jak marzenie, może dla szaleńców, ale nie dla kogoś, kto patrzy realnie.
Mówi się, że jeśli nie ryzykujesz, nic nie masz. No może i faktycznie tak jest, jednak i tutaj są jakieś granice zdrowego rozsądku.
Zaryzykujesz i rzucisz się w przepaść, bo będziesz liczyła na ekstremalne doznania?

Obudź się sutorko.
Życie to nie bajka.



O jakich wydarzeniach dziejowych i historycznych mówisz?

Jeśli on byłby takim realistą jak go przedstawiłaś, to po 2 dniach znajomości powiedziałby mi że nie będzie ze mną pisał przez odległość. Uwierz mi, istnieją mężczyźni którzy piszą "jesteś za daleko" od razu.

Jeśli byłby takim realistą, nie dopuściłby do tego, żeby coś więcej do mnie poczuć, a przez większość znajomości nasze odczucia do siebie były takie same.

Szkoda że tej rzeczywistości zaczął się trzymać dopiero podczas naszej ostatniej rozmowy.

Ja pracuję zdalnie, lubię podróżować. Gdyby nie wojna mogłabym zamieszkać w jego kraju.
Tylko on musiałby wyprowadzić się ze swojej wioski od rodziców... ze mną czy beze mnie, już ma 30-tkę na karku więc takie decyzje musi podjąć. 

Do tej pory był tylko w związkach na odległość. Żeby się z kimś spotkać musiał podjechać 2 godziny do większego miasta, bo u siebie jak sam mówi nikogo nie znajdzie i nawet nie chce.
On u siebie nie ma się na kogo otwierać.

Czy on przyjechałby do Polski? W tej sytuacji nie byłoby takiej możliwości. Nie może opuszczać Ukrainy bo czekalyby go konsekwencje prawne.
W normalnej sytuacji zakładam że przyjechałby do mnie kilka razy. Przed wojna planował wyjazd do Polski ale nie miał na to środków ani możliwości ani nikogo w Polsce.

To nie jest tak że to ja jestem niepoprawna romantyczką która trafiła na niewiadomo jakiego realiste. Bo po tych wszystkich rozmowach, po tym jak głęboko weszliśmy w tę znajomość, to już straciliśmy oboje poczucie tej realności.

Związki na odległość istnieją i przez jakiś czas da się je budować przy zaangażowaniu dwóch stron. Wiadomo że celem jest już wspólne życie, ale jeśli chociaz jedna osoba jest gotowa na zmiany w tym zakresie, to dwie osoby będą w końcu mieszkać ze sobą. Nieraz tak się zdarzało i są to fakty.

Nie sądze że nie wyszło nam przez brak mojego realizmu i nadmiar realizmu u niego. Tutaj coś innego musiało nie pyknąć, ale nie wiem co.

W każdym razie, skończyło się. Ty piszesz trochę tak jakby to była w 100% moja wina, a relacje tworzą dwie osoby. Mam już dość obwiniania się za wszystko, myślenia że to ja robię wszystko źle, a inni ludzie są tacy fajni, realni i nigdy nie popełniają błędów.

Prawda jest taka, że on mnie skrzywdził. Jeśli faktycznie byłyby takim realistą, jak mówisz, to by to oznaczało że grał na moich uczuciach, emocjach i bawił się mną żeby wyrzucić mnie z życia gdy zaproponuje mu związek. Jeśli jest reslistą, musiałby być też psychopatą.

39

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

A nie uważasz, że to dziwne, żeby w jego mieście nie mógłby nikogo znaleźć, tylko musiał szukać daleko...
Można to tłumaczyć tym, że to małe miasto i wszyscy go znają, więc to on nie ma szans, a to już czerwona lampka.

Druga sprawa, przecież jak zaczęła się wojna, a nie był w wojsku, to tym bardziej miał szansę wyjechać...

40 Ostatnio edytowany przez Anne1 (2023-07-08 10:57:43)

Odp: Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?
wieka napisał/a:

A nie uważasz, że to dziwne, żeby w jego mieście nie mógłby nikogo znaleźć, tylko musiał szukać daleko...
Można to tłumaczyć tym, że to małe miasto i wszyscy go znają, więc to on nie ma szans, a to już czerwona lampka.

Druga sprawa, przecież jak zaczęła się wojna, a nie był w wojsku, to tym bardziej miał szansę wyjechać...


To bardziej wioska niż miasto, tam tak naprawdę nic nie ma.

Sama nie wiem, ja jak mieszkałam w rodzinnej miejscowości, też było mi bardzo ciężko kogoś tam znaleźć. Chłopaka znalazłam dopiero gdy wyjechałam i to też na drugim końcu dużego miasta. Później zamieszkaliśmy razem w samym centrum.

Czemu uważasz że to czerwona lampka?

Nie miał szansy wyjechać w momencie rozpoczęcia wojny, przynajmiej nie miał szansy zrobić tego legalnie. Gdyby jednak mi się udało nie miałby jak zalegalizować pobytu.
Druga sprawa, jeśli mężczyzna w wieku 18-64 chce przekroczyć granicę i zostanie złapany to taki delikwent jest pierwszy jeśli chodzi o wcielenie do wojska.
Maksym akurat w wojsku nie jest i mam nadzieję że nigdy nie będzie. On nie ma doświadczenia na tym polu więc musiałby być mięsem armatnim

Posty [ 40 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile dałabym by zapomnieć... Jak sobie poradzić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026