netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Łzy - lekarstwo na wszystko?

24 odpowiedzi5 759 wyświetleńzałożony przez mysterious_chocolate, 06.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Łzy - lekarstwo na wszystko?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Witajcie!

Wątek dotyczy łez. Każdemu zdarza się czasem zapłakać, jednym częściej, innym rzadziej.
Często płaczecie?  Czy zawsze musi być jakiś powód, czy zdarza się wam płakać bez przyczyny? Co/Kto doprowadza was do płaczu? Płaczecie w samotności, czy przy kimś?  Jaki jest wasz stosunek do płaczu publicznego i/lub przy osobie przeciwnej płci? Płaczecie na zawołanie czy tylko w konkretnych okolicznościach a może musicie się zmuszać bo łzy nie chcą lecieć nawet wtedy gdy jest wam smutno?
Czy po wszystkim odczuwacie ulgę? Czy z tym walczycie?
Jednym słowem - czym są dla was łzy?
Pozdrawiam

2

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Nie ma płaczu bez przyczyny smile
Przyczyna zawsze jest, tylko nie zawsze umiemy ją dostrzec.
Publicznie sie wstydzę. Przy mężu... chciałam napisać że nie, ale trochę jednak tak. Oczywiście i tak widział mnie we łzach niejednokrotnie wink
Ulgę... zwykle tak. Czasem nie.

3

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Łzy jedne z najpiękniejszych wyrazów przeżywania emocji. Bardzo ważne i potrzebne z wielu względów. Absolutnie nie powinniśmy się ich wstydzić.

4

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Najpiękniejsze są łzy wzruszenia i radości. Te są najszczersze. Zdarzyło mi się wzruszyć podczas ceremonii ślubnej  w rodzinie.

5

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Jestem osobą wrażliwą, ale jednocześnie trudno doprowadzić mnie do łez. Gdy się to stanie to jest powodowane na prawdę silnymi emocjami. Natomiast łzy szczęścia, wzruszenia... Raczej ciężko z tym. Nawet na typowych wyciskaczach łez nie płaczę smile

6

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
K.T. napisał/a:

Jestem osobą wrażliwą, ale jednocześnie trudno doprowadzić mnie do łez. Gdy się to stanie to jest powodowane na prawdę silnymi emocjami. Natomiast łzy szczęścia, wzruszenia... Raczej ciężko z tym. Nawet na typowych wyciskaczach łez nie płaczę smile

Na wyciskaczach to ja wcale nie płaczę.
Wrażliwa nie znaczy płaczliwa:)
Są tacy, którzy łzy mają zawsze  na wierzchu podobnie jak i śmiech...

7

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Łzy... Chyba a często pozwalam sobie na ten luksus. Z jednej strony są oznaką słabości, ale z drugiej nic tak nie oczyszcza jak płacz od czasu, do czasu właśnie. Płakać w szkole zdarzało mi się często - niewiele do tego potrzebowałam. Odkąd studiuję tylko raz zdarzyło mi się stracić nad sobą kontrolę, z tym, że trudno nie płakać gdy świat wali nam się na głowę, ale nie o tym wątek. smile
Z łzami nigdy nie walczę - wiem, że nie ma sensu :x

8

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Publicznie nie umiem płakać. W samotności zdarza mi się, ale rzadko. (chyba że chodzi o filmy- na których płaczę zawsze, kiedy oglądam sama).
Jak dla mnie łzy z jednej strony powodują ulgę, a z drugiej wstyd i wyrzuty sumienia, bo inni ludzie mają gorsze problemy itd.  Ogólnie staram się być pogodna, bo nawet kiedy jest ciężko to właśnie nawet wymuszonym uśmiechem poprawiam sobie humor.

9

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
Summerka napisał/a:
K.T. napisał/a:

Jestem osobą wrażliwą, ale jednocześnie trudno doprowadzić mnie do łez. Gdy się to stanie to jest powodowane na prawdę silnymi emocjami. Natomiast łzy szczęścia, wzruszenia... Raczej ciężko z tym. Nawet na typowych wyciskaczach łez nie płaczę smile

Na wyciskaczach to ja wcale nie płaczę.
Wrażliwa nie znaczy płaczliwa:)
Są tacy, którzy łzy mają zawsze  na wierzchu podobnie jak i śmiech...

Taaaak znam to, mam taka królową dramatu wśród znajomych smile

10 Ostatnio edytowany przez Picea (2014-02-11 23:53:55)

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Jedno jest pewne: łzy to intrygująca reakcja emocjonalna

Trzy rodzaje łez

Łzy podstawowe. Są produkowane przez gruczoły łzowe i mają za zadanie nieustannie chronić i nawilżać nasze oczy. Poprawiają również nasz wzrok. Mrugając, rozprowadzamy płyn łzowy po powierzchni oka.
Łzy odruchowe. Pojawiają się, gdy do oka dostanie się drażniąca substancja albo jakaś drobina. Są też związane z różnymi reakcjami, takimi jak ziewanie czy śmiech.
Łzy emocjonalne. To tak zwane ludzkie łzy, które towarzyszą silnym emocjom. Zawierają 24 procent więcej białek niż łzy odruchowe.

Chociaż Jezus Chrystus był człowiekiem doskonałym i odznaczał się silną wiarą w Boga, po śmierci swego przyjaciela Łazarza ?począł ronić łzy? (Jana 11:35).

11

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Nie powiedziałabym, że łzy są lekarstwem, raczej dają upust uczuciom i przynoszą chwilową ulgę.

12

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

A u mnie łzy były od zawsze 'na zawołanie'. Nigdy na pokaz. Zawsze po prostu reaguję płaczem gdy jestem smutna, wściekła, czy szczęśliwa. Nie lubię tego uczucia, bo wszyscy myślą sobie przez to, że jestem słaba, że łatwo mnie złamać. Zazdroszczę osobą, które potrafią tak trzymać swoje emocje na wodzy, bo mi to nigdy nie wychodziło.

13

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Publicznie rzadko się zdarza,choć ostatnio w kinie i na koncercie pociekły łzy wzruszenia.
Kiedyś płakałam częściej, dziś rzadko. Jak coś się skumuluje,czuje się bezsilna,zamykam się w pokoju i beczę. Przynosi to ulgę,ale tak jak summerka mówi, nie uważam,że są lekarstwem.

14

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
daisy20 napisał/a:

A u mnie łzy były od zawsze 'na zawołanie'. Nigdy na pokaz. Zawsze po prostu reaguję płaczem gdy jestem smutna, wściekła, czy szczęśliwa. Nie lubię tego uczucia, bo wszyscy myślą sobie przez to, że jestem słaba, że łatwo mnie złamać. Zazdroszczę osobą, które potrafią tak trzymać swoje emocje na wodzy, bo mi to nigdy nie wychodziło.

A ja takim osobom nie zazdroszczę. Emocje powstały, aby je okazywać.

15

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
daisy20 napisał/a:

A u mnie łzy były od zawsze 'na zawołanie'. Nigdy na pokaz. Zawsze po prostu reaguję płaczem gdy jestem smutna, wściekła, czy szczęśliwa. Nie lubię tego uczucia, bo wszyscy myślą sobie przez to, że jestem słaba, że łatwo mnie złamać. Zazdroszczę osobą, które potrafią tak trzymać swoje emocje na wodzy, bo mi to nigdy nie wychodziło.

A ja takim osobom nie zazdroszczę. Emocje powstały, aby je okazywać.

Mądre słowa..
Ja nie wstydzę się łez...wzruszam się często, przy ważnych chwilach w życiu, w chwilach słabości, na filmach...
To najbardziej ludzkie odruchy smile

16

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
moniaCo napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
daisy20 napisał/a:

A u mnie łzy były od zawsze 'na zawołanie'. Nigdy na pokaz. Zawsze po prostu reaguję płaczem gdy jestem smutna, wściekła, czy szczęśliwa. Nie lubię tego uczucia, bo wszyscy myślą sobie przez to, że jestem słaba, że łatwo mnie złamać. Zazdroszczę osobą, które potrafią tak trzymać swoje emocje na wodzy, bo mi to nigdy nie wychodziło.

A ja takim osobom nie zazdroszczę. Emocje powstały, aby je okazywać.

Mądre słowa..
Ja nie wstydzę się łez...wzruszam się często, przy ważnych chwilach w życiu, w chwilach słabości, na filmach...
To najbardziej ludzkie odruchy smile

Dziękuję, miło mi. Masz całkowitą rację Moniu. Nie wstydźmy się naszych emocji, ponieważ nie ma, czego się wstydzić. One stanowią część nas samych.

17

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Dla mnie płacz jest sposobem na wywalenie z siebie złych emocji. Czasami muszę popłakać, bo inaczej mam wrażenie jakbym się dusiła. Musi być naprawdę źle, żebym płakała przy kimś, ale wtedy są to inne łzy niż te które wylewam z nadmiaru emocji. Jak płaczę przy kimś, to muszę mieć powód- smutek, żal, strach. Jeśli płaczę sama, to nie mam powodu, po prostu jestem zmęczona stresem, nadmiarem myśli w głowie i kilka minut płaczu działa na mnie oczyszczająco- nie umiem w inny sposób wylać z siebie goryczy. Głupio to zabrzmi, ale czasem włączam po prostu smutną muzykę i ryczę dla takiego oczyszczenia. Parę minut później czuję się lepiej, mam siłę do dalszego działania i czysty umysł (wolny od stresów).

Płaczę też na filmach, strasznie się wczuwam w to co oglądam, jestem nadwrażliwa pod tym względem. Ostatnio łzy mi leciały ze wzruszenia na bajce "Strażnicy marzeń". No wstyd smile

18

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Zgadzam się z Wami - łzy sa oznaką smutku, tak po prostu.. niewyplakane, pozostają gdzies w srodku i meczą. Nie placze często, ale kiedy już to mi się zdarzy, potem przychodzi ulga i lepszy nastroj. Gorzej jest, kiedy ktoś placze ze zlosci czy bezsilności, albo traktuje się łzy jako srodek do celu.. wtedy takie łzy nie lecza, ani nie przynoszą ulgi..

Czasem tez placze przy filmie, ze wzruszenia, ale to trochę inny rodzaj łez.

19

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Nie rozczulam się nad sobą, ale jednak płaczę - pod wpływem silnych emocji, które zdążą sie nagromadzić, a muszą gdzieś znaleźć ujście. Zwykle w ukryciu, bo tak jest mi najłatwiej i czuję się najbardziej swobodnie. Po wszystkim odczuwam wyraźną ulgę, uspokajam się, zwykle jest mi jakby lżej. Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się uronić także łezkę wzruszenia, a nawet zapłakać na filmie, ale temu towarzyszą zupełnie inne emocje.

Generalnie łzy są zdrowe, bo kumulowanie nagromadzonych emocji tylko wzmaga napięcie, to z kolei wywołuje dodatkowy stres.

20 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-02-18 01:37:54)

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Jeśli chodzi o mnie to płaczę bardzo rzadko. Kiedyś zdarzało mi się to o wiele częściej. Z powodu lub bez. Później był etap uśmiechu na co dzień i cichutkiego szlochania w poduszkę co noc. Byłam sama, samiuteńka w świecie ślepców. W pewnym momencie coś pękło, coś się zmieniło i łzy okrył diament. Nie wiem czy potrafię odczuwać taki prawdziwy smutek. Czasem mam wrażenie, że moje emocje gdzieś tam ukryte to jakaś inna osoba, która z jednej strony chce się wydostać na powierzchnię, z drugiej nie a z trzeciej nie może bo nie wie jak, nie wie jak rozbić ten kamień. Może mam kilka osobowości?
W każdym bądź razie - łzy nie chcą lecieć. Kiedy ostatni raz chciały, walczyłam z tym. Płacz nie przynosi żadnej ulgi. Jest pustka.

21

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?
mysterious_chocolate napisał/a:

Witajcie!

Wątek dotyczy łez. Każdemu zdarza się czasem zapłakać, jednym częściej, innym rzadziej.
Często płaczecie?  Czy zawsze musi być jakiś powód, czy zdarza się wam płakać bez przyczyny? Co/Kto doprowadza was do płaczu? Płaczecie w samotności, czy przy kimś?  Jaki jest wasz stosunek do płaczu publicznego i/lub przy osobie przeciwnej płci? Płaczecie na zawołanie czy tylko w konkretnych okolicznościach a może musicie się zmuszać bo łzy nie chcą lecieć nawet wtedy gdy jest wam smutno?
Czy po wszystkim odczuwacie ulgę? Czy z tym walczycie?
Jednym słowem - czym są dla was łzy?
Pozdrawiam

Witaj!

Coś spać nie mogę i wpadłam na ten temat.
Czy płaczę często? Zależy. Jestem wrażliwą osobą, może nawet bardzo wrażliwą i jak mam gorszy okres, to często. Gdy stało się coś niedobrego np rozstanie z byłym chłopakiem czy choroba mamy-rak, to dłuższy czas potrafiłam płakać nawet codziennie. Po prostu jakiś czas płakałam wtedy codziennie, bo były to dla mnie trudne sytuacje. Moja mama nadal choruje na raka, jest to dosyć trudna sprawa z jej rakiem teraz- guz nacieka na odbytnicę, pęcherz, podają chemię, na razie nie pomagała, guzy rosły, a nie da się ich wyciąć, więc nadal chemia, dlatego no martwię się o nią sad Dlatego, no może już nie płaczę codziennie, bo leczenie mamy trwa już 4 lata z półtoraroczną przerwą, więc 2 i pół roku, ale co jakiś czas, płaczę. To pozwala mi choć trochę pozbyć się negatywnych emocji, bo jak pisałam sytuacja wygląda średnio ciekawie i boję się o mamę. Jestem z nią bardzo silnie związana i chcę, by wyzdrowiała, za wszelką cenę. Ja mam taką trochę zła cechę, że jak płaczę, to w samotności, a w towarzystwie bardzo rzadko mi się zdarzyło, nawet jak byłam bardzo smutna. A to jest złe, ponieważ, gdybym popłakała w towarzystwie bliskiej osoby, to by mi bardziej ulżyło, wiem to. Jak mi się udaje zapłakać, to chyba tylko przy chłopaku, przy mamie nie chciałabym płakać, bo ona też jest ze mną bardzo związana i gdyby widziała mój płacz, to mocno by cierpiała, wiem to. A przy chłopaku jak już uda mi się na to pozwolić. Jakoś tak mam. Natomiast, mój pies też został uśpiony, opowiadałam o tym przyjaciółce i byłam bardzo smutna.. a nie potrafiłam zapłakać przy niej...

Dopiero w samotności... A też źle, bo to by mi bardzo pomogło. To nie jest tak, że się wstydzę przy niej zapłakać, to przyjaciółka i naprawdę nie ma powodu do wstydu.. ale łzy jakoś nie chciały lecieć... Jakoś nie umiałam, mimo smutku. Postaram się jednak tego nauczyć, bo czasem by mi to bardzo pomogło, a wiem, że mogę na nią liczyć w każdej sytuacji, wtedy na pewno jeszcze lepiej by mnie wsparła. Moja siostra, babcia za to potrafią płakać przy mamie, jak powiedziała coś w sensie założenie co gdyby nie udało się jej wyleczyć, to żeby rozrzucić prochy... To one rozpłakały się bardzo, taka druga babcia też. Moje serce było w tym momencie rozdarte na milion kawałków, ale nie umiałam się przy nich rozpłakać, dopiero w samotności. Taka to moja wada hmm Dlatego kiedyś ta druga babcia tak rzuciła niefajnie, że ja chyba mało się przejmuje chorobą mamy.. Tylko ona właśnie nie wie, że ja w samotności, chyba nie rozumie, że każdy inaczej okazuje emocje. Przy mamie i przy tej drugiej babci taka twarda byłam, nie wiem jakoś tak mam, być może to wtedy wygląda tak jakbym się nie przejmowała, to trochę tak jakbym przy nich miała pokerową twarz, bez emocji. Nie wiem z czego to u mnie wynika, ale tak mam- tyle, że to złe, dlatego staram się to zmienić i zacząć okazywać im więcej tych emocji. Zdaję sobie sprawę, że z boku można przez to pomyśleć, że ja nie przejmuje się chorobą mamy, właśnie przez ten wyraz twarzy, po którym nie widać smutku itp, ale to siedzi we mnie. Bardzo cierpię, to jest w środku widocznie schowane, na zewnątrz niewidoczne. No, ale muszę to zmienić, dla mojego dobra psychicznego, bo tak mnie dusi wtedy i nie jest to dobre, bo ja też potrzebuję wsparcia itp, muszę nauczyć się z tego wsparcia korzystać...

Co do płaczu publicznego, to hmm.. skoro ciężko mi zapłakać przy jednej osobie, a co dopiero publicznie. Jednak, nie uważam, by to było coś złego, jak się przytrafi. O wiele bardziej bym wolała umieć tak zapłakać niż tak jak teraz. A na pewno wolałabym umieć zapłakać przy bliskiej osobie, a nie nie móc, a potem w samotności płakać i przez to bardziej może nawet cierpieć. Dlatego jak piszę chcę się tego nauczyć, dla swojego dobra. Jedynie chyba płakałam przy mamie jak wzruszający film, jakbym wtedy zdejmowała tę pokerową twarz. Muszę się tylko nauczyć zdejmować ją na co dzień. A ja ogólnie na filmach wzruszający melodramatach itp bardzo często płaczę, bardzo mnie wzruszają, więc jak je oglądam jakiś czas częściej, to wtedy jestem non stop prawie zapłakana. Taki paradoks, że historia filmowa mnie tak wzrusza, a przy tym co dzieje mi się w życiu ciężko mi zapłakać przy kimś bliskim...Dobrze, że chociaż teraz Wam się z tego wygadałam, to pewnie jakiś krok. A jak płaczę w samotności, to nie muszę się zmuszać, łzy same lecą, u mnie wtedy jest to zazwyczaj bardzo silny płacz w samotności, nie jakieś kilka łez. No, ale jak mówię, to dlatego, że bardzo przeżywam chorobę mamy. Gdyby to była mniejsza sprawa, to może parę łez by starczyło, a tak to nie. Rozstanie z chłopakiem byłym wtedy też sporo mnie kosztowało i też mój płacz był bardzo silny, wręcz takie długie szlochanie.

Coś takiego, że zaczęłam i nie mogłam przestać. Tylko wtedy staram się po cichu, bo nie chcę, by nikt słyszał. Tzn mojej mamie zdarzyło się usłyszeć, ona wtedy się smuci, martwi, mówi "Proszę Cię nie płacz, bo i mi jest smutno, nie chcę, żebyś płakała", to i ja wtedy staram się płakać ciszej, by nie słyszała. Może tu jest klucz, że ciężko mi płakać przy bliskich, bo nie chcę ich smucić, tak jak smucę mamę, gdy wie, że płakałam. No, ale ona tak się martwi tym wtedy, bo bardzo mnie kocha, nie chce, bym cierpiała. Może jednak porozmawiam z nią, że czasem ten płacz jest mi potrzebny, bo oczyszcza mnie z tych emocji choć trochę, że to lepiej niż dusić w sobie. Wtedy pewnie zrozumie i nie będę już nic ukrywać smile Tak, jak już popłaczę, to zazwyczaj potem jest ulga, a jak mi się zdarza właśnie ze smutku płakać nawet z godzinę, to potem takie zmęczenie po prostu. Muszę z mamą o tym pogadać, musimy bardziej się wspierać, a nie unikać tematu, wtedy pewnie będę mniej potrzebowała tego płaczu, bo nie będę tak zamknięta w swojej skorupie smile

A i jak już płaczę,to nie walczę z tym, nie widzę sensu, by z tym walczyć. Lepiej to z siebie wyrzucić, nawet jak to jest płacz godzinami, jak bywało u mnie. Jednak daje to takie oczyszczenie, człowiek czasem jakby zaczyna trzeźwiej myśleć, jaśniej- ja tak mam czasem. Nie zawsze, ale czasem daje mi to jakąś siłę.

Gdy działo się jednak w moim życiu dobrze, bez tego co teraz, tych wszystkich niefajnych rzeczy, to płakałam rzadziej. Czasem coś tam zapłakałam by z siebie wyrzucić, ale sporo rzadziej, raczej pomagała rozmowa z innymi i ogólnie było dobrze. To teraz gorszy okres, uśpienie psa, długa choroba mamy, to jest ciężej i płacz przychodzi czasem i co parę dni czy częściej, to naturalne. O nic się bardziej nie modlę niż to, by w końcu mama wyzdrowiała.

Cieszę się, że chociaż przy chłopaku mi się udało zapłakać. Jeszcze nie jest idealnie, muszę nad tym popracować i chcę nad tym popracować przede wszystkim, ale zawsze coś. Co więcej, mój chłopak parę razy przy mnie też zapłakał. U niego nie był to taki szloch mocny jak u mnie, raczej łzy po prostu, ale widać było, że też potrafi się przede mną otworzyć. Cenię to w nim, bo naprawdę może czuć się przy mnie swobodnie. Wtedy opowiadał o uśpieniu swojego psa. To wrażliwy facet, tak jak ja wrażliwa kobieta, też czasem zapłacze i dobrze, właśnie te negatywne emocje muszą znaleźć ujście.[

Piszecie, że rzadko płaczecie na wyciskaczach łez. Ja tutaj odwrotnie, wyciskacz łez, jakaś chora, rak, nieszczęśliwa miłość i praktycznie zawsze płaczę. Płakałam na takich już zanim, moja mama zachorowała na raka. Bardzo mnie wzruszają. Najbardziej płakałam chyba na "Pamiętniku"- ryczałam jak głupia tak naprawdę, "Słodki listopad", ostatnio obejrzany "Ósmoklasiści nie płaczą" i wiele innych. Takie melodramaty zawsze doprowadzają mnie do łez, płaczę na nich właśnie takim długim, mocnym płaczem- szlochem często, ale też się tego nie wstydzę. Jedną osobę nie wzruszają filmy- melodramaty i ogólnie filmy różne, inną za to bardzo wzruszają i ja należę do tej drugiej grupy, wzruszają mnie bardzo melodramaty i właśnie różne inne filmy czasem też  i się tego nie wstydzę. Czasem i jak sobie przypomnę któryś melodramat itp, to już łzy lecą. Chociaż wiadomo, jak pisałam wyżej, ta moja duża wrażliwość, to z drugiej strony też wada, bo czasem za bardzo zamykam to w sobie, z czym jak pisałam zamierzam walczyć, by nauczyć się czasem wypłakać przy przyjaciółce chociażby, czego na razie nie umiem.

Dziewczyny, niektóre z Was piszą, że łzy to oznaka słabości- np Doughnut tak napisałaś. Dlaczego? Ja dużo teraz płaczę, bo choroba mamy, to jestem słaba? Nie uważam tak. Lepiej tak niż dusić to w sobie, lepiej też popłakać przy kimś bliskim, dlatego tego będę się uczyć. No bo na pewno lepiej jak popłaczę przy bliskiej osobie niż sama- jak pisałam da mi to więcej wsparcia. Pokaże też komuś bliskiemu co naprawdę czuje. Po prostu jedni płaczą więcej, inni mniej, ja chyba sporo płaczę, ale to właśnie teraz, gdy tyle złego się dzieje. Może ktoś na moim miejscu by płakał mniej, ale ja tak nie potrafię. To, że płaczę sporo nie znaczy, że jestem słaba, jestem po prostu wrażliwa i tak odreagowuje, dobrze, że tak robię, gdybym tłumiła płacz, to by było gorzej.

Noele95, odniosę się też do Twojej wypowiedzi, bo mnie zasmuciła... Zasmuciła, bo to smutne, że rzadko płaczesz, bo ludzie mają gorsze problemy. Słuchaj, nie ma na to skali, jak czujesz, że masz ochotę płakać, to płacz. Ludzie mają różne problemy, nie ma sensu jednak, byś porównywała, masz ochotę płakać to płacz, niezależnie jakie to problemy. Tak uważam.

22 Ostatnio edytowany przez Noele95 (2014-02-28 22:15:39)

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

truskaweczka19- Bardzo dużo ostatnio przeszłaś i bardzo dobrze, że starasz się pomóc ujść swoim emocjom., że znalazłaś jakiś sposób aby nie tłamsić uczuć w sobie, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Mówisz, że Ty i Twój chłopak potraficie się przed sobą otworzyć - że potraficie przy sobie płakać. Ja nie potrafię płakać przy nikim- nawet najbardziej bliskich mi osobach. Ale one i tak wiedzą, że potrafię się przy nich otworzyć- dzięki szczerym rozmowom.

"Noele95, odniosę się też do Twojej wypowiedzi, bo mnie zasmuciła... Zasmuciła, bo to smutne, że rzadko płaczesz, bo ludzie mają gorsze problemy. Słuchaj, nie ma na to skali, jak czujesz, że masz ochotę płakać, to płacz. Ludzie mają różne problemy, nie ma sensu jednak, byś porównywała, masz ochotę płakać to płacz, niezależnie jakie to problemy. Tak uważam.

Wiem, że każdy ma prawo do płaczu. Tylko, że ja po prostu nie potrafię. Mam wokół siebie tylu cierpiących ludzi, że po prostu zaczęłam umniejszać wagę swoich "problemów". Mam kilka przyjaciółek, które wywodzą się z patologicznych rodzin. I powiem, że nigdy nie widziałam tak pogodnych osób. Jak widzę, że one potrafią radzić sobie w tak trudnych sytuacjach, to odechciewa się płaczu. wink
A płacz, w moim wypadku jeszcze bardziej mnie pogrąża, czuję się wtedy bardziej bezradna, bo wiem że te "problemy" zaczynają mnie przerastać. Czasem jak mam doła włączam jakiś melodramat- i właśnie taki płacz potrafi mnie podnieść na duchu. ;D

23

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

Aha rozumiem, ja właśnie inaczej, bo sporo teraz płaczę jak pisałam, ale taka ciężka jest moja sytuacja i na razie ciężko mi inaczej. Jednak czuję po tym jakieś oczyszczanie, a czasem wyjście z sytuacji, więc dla mnie jest nawet dobre. Nie chcę też tego tłumić na siłę. Nom, przy chłopaku potrafię płakać lub on przy mnie, przy nikim innym nie i jak pisałam chcę się nauczyć, bo to by mi bardziej pomogło. Współczuję Twoim koleżankom w takim razie, na pewno nie mają lekko :*

24

Odp: Łzy - lekarstwo na wszystko?

truskaweczka19   źyczę  Ci duźo siły,Pogody Ducha w tych trudnych dla Ciebie chwilach.Musisz wiedzieć źe zbyt długie przeźywanie smutku moźe zakończyć się depresją..

Kiedy jest  mi źle - płaczę ale tylko jakąś chwilę.
Bardzo wzruszam się w sytuacjach kiedy słyszę historię ludzi którzy potrafili odmienić swoje źycie na lepsze.Np historia młodej kobiety,mieszkanki Kambodźy - mieszkała na ulicy,aby przeźyć zbierała
śmieci.Chciała się  uczyć - marzyła o tym.
Kiedy ze wzruszeniem mówiła"

"Nie poddawałam się,słuchałam mamy..."

byłam wzruszona ...

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Łzy - lekarstwo na wszystko?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026