Witam wszystkie kobiety, jestem tutaj nowa i liczę na Waszą pomoc.
Historia trudnej miłości, tak mogę nazwać całą przygodę.
Mam 19 lat jestem z chłopakiem(20lat) od pół roku. Początek naszego związku to bajka, w prawdzie na początku były zgrzyty, ale chyba jak większość par musieliśmy się "dotrzeć", wyjeżdzaliśmy nad jezioro, spędzaliśmy wspólnie czas w wakacje, mieliśmy małą spinę, bo nie podobało mi się, jak czasami zdarzało mu się do mnie odzywać (chamskie odzywki itp) przyznał, że byłej to nie przeszkadzało, ale fakt, faktem się zmienił...
Zaczął się rok szkolny, ja- maturzystka, on- poprawia maturę bo nie udało dostać mu się na wymarzone studia, widujemy się praktycznie co 3dni, a raczej widywaliśmy, do czasu kiedy moja mama stwierdziła, że to nie jest chłopak dla mnie, bo "opuściłam się w nauce", "stałam się arogancka i nie widzę nikogo innego oprócz Michała". Ja osobiście nie uważam tak, ale wiem na pewno, że kocham go za bardzo, jestem jak te słynne "kobiety które kochają za mocno". Tak, czy owak ograniczyliśmy spotkania, ale mama zazyczyła sobie ze mamy się rozstać, bo to jej dom i on nie ma tu prawa wejścia. Nie toleruje go i nawet się z tym nie kryje, przeszkadza jej to, że jego kondycja finansowa chwilowo nie jest najlepsza, że zle się ubiera(?).. wg mnie to przesada, bo chyba skoro mi jest z nim dobrze, to chyba najważniejsze..
Zauważyłam, że od pewnego czasu chłopak traktuje mnie z dystansem, to ja zasypuje go smsami i wiadomościami z wyznaniami miłosnymi, dzwoni tylko wtedy kiedy o to proszę ( kiedy np. nie mam środków na koncie), piszę czasem, że mnie kocha..
Ostatnio po spędzonej nocy, kiedy rano poprosiłam o coś do zjedzenia, przyniosł mi same płatki śniadaniowe i powiedział, że nic innego nie ma- (mieszka z rodzicami), miał mnie odwiezc na busa, pogoda była fatalna a on odparł; módl się zebyś miała busa..., pozniej uznał to jako żart, ale nie wiem co o tym sądzić.
Aktualnie jesteśmy pokłóceni, oczywiście wyjdzie na to ze pewnie ja odezwe się pierwsza( jak zawsze).
Liczę na to, że przedstawicie mi swój punkt widzenia i swoją opinie, ze względu na to, że ja może faktycznie nie dostrzegam jego błędów, wad, bo jestem nim zaślepiona. Moze mi otworzycie oczy..;)
Podobne tematy
jego kondycja finansowa chwilowo nie jest najlepsza
Jakkolwiek ma to niewiele do rzeczy, ale z czystej ciekawości: skąd wiesz, ze chwilowo?
3 2014-02-02 21:04:17 Ostatnio edytowany przez gabrysiak (2014-02-02 21:05:16)
netbeata napisał/a:jego kondycja finansowa chwilowo nie jest najlepsza
Jakkolwiek ma to niewiele do rzeczy, ale z czystej ciekawości: skąd wiesz, ze chwilowo?
Sprzedali może coś, co pomoże im wyjść z kłopotów. Dlaczego o to w ogóle pytasz?
Mnie się wydaje, ze powinnaś to zakończyć.
Gabrysiak, dlaczego mam to zakończyć?
Pitagoras, Mam po prostu pewność ![]()
Mam po prostu pewność
Nie masz ![]()
W Twojej opowieści jest mnóstwo niepokojących fragmentów.
Półroczny związek dzielisz na "cudowne początki" i smutną teraźniejszość. Pół roku dla związku to nadal powinny być cudowne początki...
Nazywasz swój związek "trudną miłością". Bardzo to romantyczne, ale niezwykle rzadko zdarza się poza łzawymi romansidłami, żeby taka miłość komukolwiek przyniosła szczęście.
Twoja mama nie akceptuje chłopaka. Wbrew pozorom - mamy często widzą więcej niż zaślepione uczuciem córki. Dobrze byłoby obiektywnie przyjrzeć się jej zarzutom zamiast szukać tych irracjonalnych (styl ubierania się).
Obecnie tylko Ty zabiegasz o ten związek. To dla faceta bardzo wygodne. Ale nie licz na to, że sytuacja się zmieni. Nikt nie lubi rezygnować z wygody na rzecz jakiś starań.
Biorąc pod uwagę staż tego związku i obecną sytuację - wg mnie nie ma dla was przyszłości.
7 2014-02-02 21:45:36 Ostatnio edytowany przez czekoladka7 (2014-02-02 21:49:23)
Podpisuję się pod tym co napisała vinnga. Jesteście pół roku ze sobą i jak dla mnie to nadal jest początek związku gdzie powinno być super,bez większych zgrzytów itp. I tak jak vinnga napisała spójrz na siebie obiektywnie. Może faktycznie zawalasz szkołę na rzecz jego. Pamiętaj,że mama chce zawsze dla dziecka jak najlepiej i widzi dużo więcej niż zakochana córka.
Odpuść na jakiś czas. Nie pisz,nie dzwoń zajmij się sobą i zobacz jak on na to zareaguje. Piszesz,że traktuje Cię z dystansem jeżeli zauważy,że jest coś na rzeczy,że się nie odzywasz i będzie dążył do kontaktu będziesz wiedziała,że mu zależy ale jak nie zwróci na to większej uwagi to bardzo mi przykro ale ten związek nie będzie miał sensu.
Jest 17 maj, przetrwalam i wracam na forum z kolejnym problemem.
Dziwna sytuacja. Krótko;
Siedzie z moim chłopakiem (20l) i nagle dzwoni jego brat, on wychodzi do drugiego pokoju i mówi mu ze "za 15 minut bede"
Po czym dowiaduje się, że wychodzi ode mnie bo jedzie zawiezc brata(23) po zielsko yikes.
Powiedzialam mu ze jak wyjdzie to nie ma po co wracać. Niby został, ale tamten ciągle wydzwaniał to już kazałam mu jechać.
Sama już nie wiem, czy dobrze postątpiłam, czy nie, jak uważacie?
powinnaś zająć się sobą .. odpuścić trochę .. znaleźć jakieś zajęcie ciekawe .. skoro on nie za bardzo dąży do kontaktowania się z Tobą nie zabiegaj o to .. żyj swoim życiem .. to on powinien teraz się starać .. może Ty za bardzo mu się narzucałaś i on po prostu jakoś się ulatniał .. daj sobie trochę czasu .. przemyśl sobie to wszystko .. ale też nie widzę szansy dla tego związku na dłuższą metę ..
powinnaś zająć się sobą .. odpuścić trochę .. znaleźć jakieś zajęcie ciekawe .
bardzo bym chciała, ale nie potrafię się odciąć od relacji z nim, zalatuje mi tu nawet toksycznością.
co zrobić? jak żyć?
może powinnaś poczytać na temat toksycznych związków .. znajdziesz coś dla siebie może .. musisz wyrobić w sobie siłę .. znaleźć coś w co mogłabyś się wkręcić i nie myśleć o nim .. może jakaś praca na wakacje z dala od niego? może powinnaś gdzieś wyjechać na jakiś czas? zapisać się na jakieś kursy ? przebywać między ludźmi, otworzyć się na nowe znajomości? albo poszukać sobie kogoś innego ![]()
agathy napisał/a:powinnaś zająć się sobą .. odpuścić trochę .. znaleźć jakieś zajęcie ciekawe .
bardzo bym chciała, ale nie potrafię się odciąć od relacji z nim, zalatuje mi tu nawet toksycznością.
co zrobić? jak żyć?
Co by się takiego stało gdyby on zniknął z Twojego życia?
Biorąc pod uwage to ze probowałam juz par razy zerwac i wracałam po 2-3 dniach mysle ze to nie jest możliwe.
I to jest mój problem.
Jak dziewczyna zrywa, a pozniej sama wraca... ciężko o szacunek dla kogos takiego. Nie bierze sie takiej osoby na poważnie, jej słów, a nawet czynow (czyny zawsze są wazniejsze, bo słówkami omamić juz nie jest prosto każdego).
przesada, przesada!