"Zrobić coś inaczej" moim zdaniem nie ma sensu. Czasu się nie cofa, to oczywiste, ale sam fakt, że mamy świadomość tego jak kiedyś źle postąpiliśmy, owocuje wyciągnięciem korzystnych wniosków w teraźniejszości.
Byłam kiedyś straszną osobą - poniżającą siebie samą, chorobliwie porównującą się do innych i wytykającą sobie błędy. Nie dawałam sobie żadnego prawa do potknięć, ale one się zdarzały, bo nie jestem idealna. Taki styl życia narzuciła mi moja toksyczna matka, która wmówiła mi, że jestem inna - lepsza od rówieśników i to wywarło na mnie niemałą presję. Oczywiście cały światopogląd jaki dostałam od rodzicielki to bzdura, bełkot toksycznej matki zapatrzonej bezgranicznie w swoją córkę-marionetkę.
Spotkałam w życiu kilka osób, które mimo swoich ujm na charakterze i zdolnościach, na które nie miały wpływu, były bardzo wesołe, wyluzowane i szły sobie do przodu nie bacząc na smuty. Bardzo chciałam być jak one. Rok temu przeszłam ciężką depresję. 2 tygodnie stycznia przeleżałam w łóżku zalewając się łzami. Chciałam umrzeć, chyba tylko jeden krok dzielił mnie od kuchennego noża. Świadomość tego jak bardzo zawiodłam się na swoim życiu wżerała się w mój umysł jak rozgrzany pręt. Przecież mama mówiła mi kiedyś, że jestem piękna, wyjątkowa, daleko zajdę. Tym czasem bez ciężkiej pracy nie ma kołaczy, a życie to chleb ze smutkiem. Ktoś mnie oszukał, nie tak miało być. Ale wyszłam z tego - zajęłam się sportem, poszłam na siłownię, zrzuciłam z siebie wszystkie negatywne emocje. Pomyślałam sobie "koniec ze wstydem za samą siebie, nikt mnie nie ocenia!!". Bo tak jest, ludzie mają mnie w dupie, ja ich też, żyję sobie sama, bez problemów i podążam za własną intuicją
Nie obchodzi mnie to, że ktoś powie na mnie złe słowo, bo oni zapomną o tym w kilka sekund, zajmą się swoim życiem tak, jak ja zajmuję się swoim. Ot całą filozofia. Nie jestem supermodelką, geniuszem, wybitną jednostką - jestem sobą. I tak jest mi najlepiej, zasługuję na to, co spotyka innych normalnych ludzi 