Witam, piszę w takiej sprawie. Moja teściowa znalazła sobie niedawno mężczyznę. Nigdy jej się nie układało w życiu, były mąż chory psychicznie, później przelotne znajomości zakończone niewypałem. Niedawno poznała faceta, który wydawał się być ideałem, sądząc po pierwszym wrażeniu. Robił jej zakupy, siedział z nią w pracy, przynosił obiady, przygotowywał kolacje, no zdaje się nie ma się o co przyczepić. Zastanawiało mnie jednak to, że ma 62 lata i jest wciąż kawalerem. Od niedawna jednak stał się strasznie uporczywy. Dalej okazuje wszystko tak samo, ale... kupił jej tyle warzyw, to ona ma mu na sobotę zrobić sałatkę. Ok, gest wdzięczności, z chęcią. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że robi tonę zakupów i wylicza co mamusia ma zrobić na dany dzień. Mało tego dzwoni po 10 razy dziennie, czy zaczęła już robić np. naleśniki, a najlepiej byłoby, gdyby już zrobiła to by jeszcze dziś wpadł zjeść. Mama nie chce tych zakupów, każe mu ich nie robić, nie przynosić, bo raz że nie potrzebuje, a dwa że nie chce być mu dłużna i robić tego wszystkiego, bo po 10 godzinach pracy sama chciałaby odpocząć a nie latać po kuchni do nocy. Do tego uczepił się mojej żony, non stop jej coś kupuje, jest już dosłownie zasypana toną misiów, ręczników, pościeli i rajstop, ot taki codzienny PRL-owski dzień kobiet. Informowałem go delikatnie, że nie życzę sobie żeby obsypywał moją kobietę tymi prezencikami. Ona też tego nie chce, oddaje mu to wszystko, on i tak zostawia i oczywiście w zamian chce np. przeróbki koszuli, skrócenia spodni, podwiezienia. Do czasu było to znośne, ale te wielokrotne telefony i wielokrotne fochy za niespełnienie jego próśb są udręką. Im bardziej się go olewa, tym bardziej włazi w d... Gdyby problem dotyczył tylko mojej lubej, to dałbym mu w ryj po męsku i może by się odczepił, a jak nie to bym powtarzał zabieg aż do skutku. Niestety - mamusia go kocha i pomimo jego nadgorliwości akceptuje to, ALE... klnie strasznie na niego gdy spełnia jego zachcianki, płacze i rzuca garnkami, gdy ten dzwoni wyzywa go, że jest samolubnym skur... bo zależy mu tylko na jego zachciankach. Mówiliśmy jej z żoną, by to zakończyła, to focha się na nas niesamowicie, bo ona jest w końcu szczęśliwa. Nie rozumiem tego... Czy ktoś miał podobne problemy i poradził sobie z nimi w mniej lub bardziej radykalny sposób? Wiem, że mamusia miała w życiu pod górkę i dobrze że kogoś ma, ale dobrze byłoby, gdyby ten ktoś ją wspierał, a nie tylko zaganiał do kuchni i wciskał prezenciki do rąk bez opamiętania, tylko żeby mu się w czymś przysłużyć... Sytuacja jest ciężka, ani mu dać w twarz, bo mamusia z domu wygoni, ani go słownie upomnieć. Tak mieszkamy z teściową, ma dwupiętrowy dom, z czego jedno piętro jest nasze, sama zaproponowała, źle znosi samotność. Nie jest stereotypową teściową wtryniajacą się w życie dzieci, więc mamy spokój. Mile widziane byłyby rady od Pań.
Podobne tematy
Po prostu przestać spełniać Jego potrzeby.
Teściowej raczej nie przemówicie. Sama musi do tego dojrzeć, natomiast Twoja żona nie przyjmuje prezentów, wyrzuca przy nim i pod żadnym pozorem w niczym mu nie pomaga.
Gość pewnie mieszkał z mamą, która wszystko za niego robiła, mama pewnie zmarła i biedulek szuka teraz zastępstwa.