Nie wiem co się ostatnio stało z moim życiem ,ale nei mogę się po prostu ogarnąć. Nie wiem czy to zimowa aura, która przeistoczyła się z jesiennej depresji na zimową czy zupełny dół.
Chodzi mi też o uczucie do jednej osoby.
Nigdy między nami oficjanlnie nic nie było - byliśmy przyjaciółmi, którzy się sobie zwierzali. On kiedyś mi powiedział, że jestem 1 z 4 najważniejszych osób w jego życiu. Teraz wiem, że to słowa puszczone na wiatr. Ja się wkręciłam. On chyba cały czas grał, albo jest dziecinny,niedojrzały, albo to skończony cham.
Flirtował ze mną - z przyjaciółką, ale nie wyszło. Niestety( stety) musieliśmy się codziennie widzieć na uczelni. Ja się wkręciłam we flirt pod koniec całego procesu,zaangażowałam się kiedy on wywinął numer i zaczął spotykać się z kimś innym , z kim jest teraz. Zaczęło się obrażanie mnie, chamskie odzywki, ale też przepraszanie, zapewnienia, że między nami musi być okej, że nie może być beznadziejnie. Kiedy ja byłam smutna zaczęło się pocieszanie, słuchanie moich problemów - ma nadal dziewczynę nową. Coś mi nie grało, chociaż nadal mi zależało.
Skróciłam kontakt - nie pojawiałam się na fejsie - nie gadałam tyle z nim na uczelni - on zaczął zabiegać o kontakt. Kiedyś mu powiedziałam, że źle się czuję, bo za bardzo analizuję i rozmylam o wszystkim, że boli mnie od tego głowa, i że mogłabym studiować psychologię,że wszystko mnie męczy, cała ta sesja i ten sały semestr i ciągle chodzę zdenerwowana. On mnie pocieszał, powiedział, że spoko tak bywa i że przejdzie. Minęły tygodnie, czasem na uczelni jakby mnie nie zauważal, nie rozmawiał, nic, a następnego tygodnia klei się do mnie, mówi, że mnie uwielbia, że jestem dla niego ważna i bliska. Tak jakby mu zależało - nie tylko ja to widziałam...Jego gesty, spojrzenia, podarunki - nawet kiedy ma dziewczynę. -_- Nie rozumiem...
Powiedziałam mu to, że nie rozumiem jego zachowań, że nie wiem kiedy on mówi prawdę albo nie. On do mnie, że to ja za bardzo analizuję i nadinterpretuję ludzkie zachowania. Ze może powinnam studiować psychologię, że dlatego tak się przy mnie zachowuje, bo jestem równą laską z paczki.
Nie wiem czuję jakiś żal i niemoc. I najchętniej to bym go zabiła. Ale za co? Za co? Przecież między nami nigdy nic nie było oficjalnie
To za co mogłabym się wściekać? On planuje przyszłość z tą nową dziewczyną, ja chcę się usunąć w cień, ale nie wiem czy potrafię. Wkurzył mnie stwierdzeniem, że nadinterpretuję wszystko - tak jakby on tego nie robił... A co z naszymi rozmowami dwa- rok temu, bardzo intymnymi? Może on tak się zachowuje w stosunku do każdego? heh...
Czuję żal. Czy ja przesadzam? Zależy mi na nim
Ale już nic z tego nie będzie ![]()
Musiałam się wygadać przepraszam.