Witam, piszę tutaj, bo chcę się wygadać i wyrzucić to co się dziś we mnie skumulowało. Mam prawie 20 lat, wiem, ze to niewiele, jestem na 1 roku studiów. Mój problem dotyczy relacji z facetami. Jestem normalna dziewczyna, wiele osob uwaza, ze ladna (ja sie czuje normalna, nigdy sie nie zachwycalam sama soba), mam duzo przyjaciół, znajomych, latwo nawiazuje nowe kontakty. Jezeli chodzi o facetow, to zawsze trafiam na takich, ktorzy sie mna zainteresuja a potem kontakt sie urywa, tzn moze nie do konca urywa ale pogarsza. Kiedys kochalam sie w koledze z klasy, trwalo to jakis czas, spotykalismy sie, praktycznie bylismy para, ale po odejsciu ze szkoly nasze relacje sie oslabily, potem spotykalam sie z wieloma chlopakami, aczkolwiek albo cos mi nie pasowalo, albo po prostu nie wychodzilo. Wszyscy mi mowia, jak to mozliwe, ze wciaz jestem sama, jestem typem kobiety, ktora zamiast isc do kina, woli obejrzec mecz, czy pograc w kosza, przy tym jestem zwykla dziewczyna, nie chlopczyca. Wiem, ze to moze byc tez moja wina, gdyz wielu juz odrzucilam, nawet ich nie poznajac, ale nie interesuja mnie zbytnio znajomosci rozpoczynajace sie przez internet, wole kogos poznac na zywo, zeby pozniej miec o nim juz pewne zdanie. Na studiach poznalam pewnego chlopaka, od razu go polubilam. Czesto gadalismy, wysylal mi rozne bardzo mile wiadomosci, nawet przez ostatnie dni. Dziisiaj dowiedzialam sie,ze zarywa do kilku dziewczyn na raz, a ostatnio konkretnie do jednej dziewczyny szczegolnie. Najgorsze jest to, ze juz z gory wiedzialam, ze z tego nic nie bedzie a robie sobie zludne nadzieje. Po prostu chcialabym miec kogos z kim moglabym gdzies wyjsc w sobotni wieczor. Chodze na imprezy i poznaje ludzi, nie jestem osoba konfliktowa a jednak nie wiem, czy cos ze mna jest nie tak. Wiem, ze moze wygladac to tak, ze jestem jakas plytka i zdesperowana, nie chce nic na sile ale chcialabym wkoncu kogos poznac. Moja przyjaciolka, z ktora zawsze moglam pogadac jest teraz setki kilometrow ode mnie, dopiero spotkamy sie za jakis czas, a dzis po prostu sie wyczerpala moja wytrzymalosc. Dodam, ze szybko sie przyzwyczajam do ludzi i wyobrazam sobie duzo, ale no juz taka jestem. Pozdrawiam ![]()
Podobne tematy
banalne ale może zwyczajnie jeszcze nie przyszedł twoj czas na miłość masz 20 lat dużo jeszcze przed toba spotkasz mnóstwo mężczyzn w swoim zyciu jeszcze mowisz ze jestes kontaktowa plus dla ciebie tacy ludzie maja łatwiej w życiu dużo bym dała żeby mieć taki problem jak ty uwierz;)
wiesz co jestem dość w podobnej sytuacji żeby nie powiedzieć że w identycznej. Często zadaje sobie to samo pytanie kiedy spotkam właściwą osobą.. ale widocznie to jeszcze nie czas.. mam przyjaciół którzy dziwią się że tak bardzo ładna sympatyczna i lubiana osoba nie może trafić na kogoś odpowiedniego.. Trafiałam na chłopaków którzy tak naprawdę oglądali się za innymi dziewczynami... spotykałam też takich którzy po za mną świata nie widzieli ale ja nic do nich nie czułam i nie warto było robic im nadziej skoro to nie to czego byśmy chciały... dostaje dość dużo komplementów od płci przeciwnej ale niestety to nie wystarcza.. mam przyjaciół na których mogę liczyć ale często czuje się samotna. Szczęście jest duże i dlatego idzie do nas małymi kroczkami a my musimy być cierpliwe i troszeczkę poczekać ![]()
Wszystko jest z tobą w porządku, nasz przyjaciół, znajomych, normalne życie studentki. Kiedy przyjdzie właściwy dla ciebie czas to w tym życiu pojawi się związek, ale nie dąż do tego na siłę, takich rzeczy lepiej nie wymuszać. Puki co ciesz się tym co masz teraz, kiedys z sentymentem spojrzysz na te rozterki ![]()
Jestem samotna i bardzo mi z tym źle. Mężczyźni nigdy nie zwracali na mnie uwagi. Wierzyłam jednak, że kiedyś pojawi się ktoś, kto mnie pokocha i wreszcie przestanę być samotna. Tak się jednak nie stało, a dziś jest już za późno na to, aby z kimś być, mieć rodzinę, dzieci. Tak trudno jest mi zaakceptować fakt, że zawsze będę sama. Codziennie zadaję sobie pytanie, dlaczego właśnie ja, tysiące, miliony kobiet bez problemu znajduje partnerów, rodzi dzieci, a ja nie. Wiem, że posiadanie partnera, dzieci nie jest jedynym celem życia kobiety i gwarantem wiecznego szczęścia. Jednak miłość, rodzina, to najważniejsze wartości w życiu i moim zdaniem nie można być szczęśliwym, będąc samotnym. Chyba, że samotność jest naszym świadomym wyborem, ale moim nie jest. Szczęśliwa nie będę nigdy, ale chciałabym umieć zaakceptować w pełni swoją samotność, pogodzić się z nią, nie płakać co noc w poduszkę. Jak zabić w sobie pragnienie miłości, bliskości, intymności? Jak żyć samotnie i nie zwariować, bo wydaje mi się, że jestem coraz bliższa obłędu.
Jestem samotna i bardzo mi z tym źle. Mężczyźni nigdy nie zwracali na mnie uwagi. Wierzyłam jednak, że kiedyś pojawi się ktoś, kto mnie pokocha i wreszcie przestanę być samotna. Tak się jednak nie stało, a dziś jest już za późno na to, aby z kimś być, mieć rodzinę, dzieci. Tak trudno jest mi zaakceptować fakt, że zawsze będę sama. Codziennie zadaję sobie pytanie, dlaczego właśnie ja, tysiące, miliony kobiet bez problemu znajduje partnerów, rodzi dzieci, a ja nie. Wiem, że posiadanie partnera, dzieci nie jest jedynym celem życia kobiety i gwarantem wiecznego szczęścia. Jednak miłość, rodzina, to najważniejsze wartości w życiu i moim zdaniem nie można być szczęśliwym, będąc samotnym. Chyba, że samotność jest naszym świadomym wyborem, ale moim nie jest. Szczęśliwa nie będę nigdy, ale chciałabym umieć zaakceptować w pełni swoją samotność, pogodzić się z nią, nie płakać co noc w poduszkę. Jak zabić w sobie pragnienie miłości, bliskości, intymności? Jak żyć samotnie i nie zwariować, bo wydaje mi się, że jestem coraz bliższa obłędu.
Wygląda, na to, że w poruszanej kwestii możemy spokojnie podać sobie ręce. Tych pragnień o których piszesz nie można zabić w sobie. Z psychologicznego punktu widzenia nie ma takiej możliwości.
wszystko to jest żałosne wciąż jestem sama
Nie szukaj na sile bo takie relacje zazwyczaj zle sie koncza. Czasem trzeba dlugo szukac zeby znalezc kogos odpowiedniego. To, ze jestes sama mimo tylu zalet to nie znaczy ze z Tobą jest cos nie tak a z facetami i przez to, ze urywaja kontakt to oni traca a nie Ty. Nie zamęczaj się i nie mysl o tym. Jak ma się znalezc to sie znajdzie ![]()
Nie szukaj na sile bo takie relacje zazwyczaj zle sie koncza. Czasem trzeba dlugo szukac zeby znalezc kogos odpowiedniego. To, ze jestes sama mimo tylu zalet to nie znaczy ze z Tobą jest cos nie tak a z facetami i przez to, ze urywaja kontakt to oni traca a nie Ty. Nie zamęczaj się i nie mysl o tym. Jak ma się znalezc to sie znajdzie
Oni tracą? Za kilka lat oni będą szczęśliwi w nowych związkach. A ona wciąż sama..
Oczywiście jej tego nie życzę, ale nawet sama myślę, tak samo o sobie.
Mam 26 lat. Na początku roku rozpadł się mój ponad 6-letni związek. Pierwsza miłość, pierwszy seks i te sprawy...
Były związał się ze mną, kiedy miałam poważne problemy: min. depresję i nerwicę, byłam po próbie samobójczej. Było tragicznie i wiele razy zastanawiałam się, co on właściwie we mnie widzi... Jednak czas mijał, ja składałam się w całość i było coraz lepiej. Byliśmy szczęśliwi...
Myślałam, że to ten jeden, jedyny, że założymy rodzinę i zawsze będziemy razem. Czekałam na zaręczyny i wspólne życie. Tymczasem po wielu wyzwiskach i upokorzeniach doczekałam się rozstania.
Był ma już nową dziewczynę. Z tego, co wiem, układa im się i żyją sobie szczęśliwi.
Mnie za to wiedzie się fatalnie. Znów depresja, myśli samobójcze, docinki rodziny i otoczenia, że jak głupia stałam murem za swoim byłym tyle czasu a nie doczekałam się nawet zaręczyn.
Pod koniec wakacji niespodziewanie dostałam pracę w swoim zawodzie, bardzo dobrze płatną. Poznałam też-jak sądziłam- fantastycznego faceta. Inteligentny, szarmancki, fizycznie- mój ideał, do tego zapatrzony we mnie i wychwalający mnie pod niebiosa. Zupełne przeciwieństwo byłego...
Na dwa miesiące odżyłam. Znów zaczęłam się uśmiechać, dbać o siebie i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Czułam się piękna, szczęśliwa i zakochana.
Po dwóch miesiącach ,,ukochany" niespodziewanie oświadczył, że mimo, iż emocjonalnie czuje się związany ze mną, ma inną. Coś go zauroczyło i zafascynowało w tamtej.
Kończę rok grubsza o 6 kilo i zupełnie zdruzgotana psychicznie. Coraz więcej piję, coraz więcej palę, coraz mniej śpię. Tegorocznego sylwestra ponownie spędzę w domu, z rodzicami, którym ,,wstyd" za córkę: 26-letnią, ,,starą pannę".
Mam już dość...
11 2015-12-23 00:50:33 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2015-12-23 00:55:03)
Mam pytanie.
Dlaczego całe swoje poczucie wartości i szczęście uzależniasz od tego, czy kogoś masz czy nie?
Masz dopiero 20 lat, jak będziesz miała 30 wtedy powinnaś takie tematy pisać.