Patrzę się na pęd do bycia z kimś związanym i robi mi się nie dobrze. Nie rozumiem kobiet które same się skazują na skakanie koło faceta jak koło jakiegoś cudu. Znam dziewczyny które robią wszystko za nich, jakby nie mieli rączek. Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Podobne tematy
To się podobno wynosi z domu...
Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Nie wiesz co tracisz... ![]()
Nie rozumiem kobiet które same się skazują na skakanie koło faceta jak koło jakiegoś cudu. Znam dziewczyny które robią wszystko za nich, jakby nie mieli rączek. Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Związek z drugim człowiekiem nie opiera się na tych wszystkich wymienionych przez Ciebie atrakcjach.
Ale wolna wola, kiedyś Cię zemdli jak zobaczysz że na starość nie masz kogo za rękę potrzymać.
Avakallec napisał/a:Nie rozumiem kobiet które same się skazują na skakanie koło faceta jak koło jakiegoś cudu. Znam dziewczyny które robią wszystko za nich, jakby nie mieli rączek. Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Związek z drugim człowiekiem nie opiera się na tych wszystkich wymienionych przez Ciebie atrakcjach.
Ale wolna wola, kiedyś Cię zemdli jak zobaczysz że na starość nie masz kogo za rękę potrzymać.
Aż żałuję, że nie mogę kliknąć pod tym postem 'lubię to' !
Ale.. powtarzane kłamstwo ponoć staje się prawdą, więc jeśli ktoś 100 razy dziennie powtarza sobie, ze kocha żyć w pojedynkę, to w końcu w to uwierzy... Do momentu.. Aż zostanie na starość sam, jak dobrze pisze poprzedniczka ![]()
Patrzę się na pęd do bycia z kimś związanym i robi mi się nie dobrze. Nie rozumiem kobiet które same się skazują na skakanie koło faceta jak koło jakiegoś cudu. Znam dziewczyny które robią wszystko za nich, jakby nie mieli rączek. Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Jeśli się zna związek z facetem tylko na podstawie obserwacji nieszczęśliwych małżeńśtw, to może człowieka zemdlić.
A ja tam bym chętnie komuś podogadzała ...tylko żeby on też dogadzał mi.
Patrzę się na pęd do bycia z kimś związanym i robi mi się nie dobrze. Nie rozumiem kobiet które same się skazują na skakanie koło faceta jak koło jakiegoś cudu. Znam dziewczyny które robią wszystko za nich, jakby nie mieli rączek. Mdli mnie na widok kobiet podtykających obiadki, gazetki, piwo, piorących brudne ciuchy...
Rozumiem Twoją niechęć.
Mnie dodatkowo mdli widok facetów wypruwających sobie żyły, bo "dziunia" ma 2 lewe rączki, a torebeczkę (ósma z kolei) musi sobie kupić...
Ale...
Co mi da moja dezaprobata, gdy ów facet jest przeszczęśliwy, gdy "dziunia" już kupi sobie tę torebkę, a pani podaje obiad/piwo/gazetę swojemu mężowi z uśmiechem, bo go kocha?
Mam prawo wściekać się na coś, że ktoś ma coś, czego ja nie mam, dlatego lepiej będzie, jak pokrzyczę głośno, że tego nie lubię??
Obraz kobiety, jaki powyżej określiłaś, może być faktycznie poniżający, jeśli! ich mężczyźni tego nie doceniają.
Ale podajesz tylko 1 stronę medalu, nie piszesz co mają w zamian.
A Ciebie chyba mdli, ale troszkę z zazdrości...
Ten wątek, to TO chyba musi być jakaś prowokacja?
Taki rzut kamyczkiem w cudzy ogródeczek, by wzbudzić ostre reakcje
?
k.a.p napisał/a:Związek z drugim człowiekiem nie opiera się na tych wszystkich wymienionych przez Ciebie atrakcjach.
Ale wolna wola, kiedyś Cię zemdli jak zobaczysz że na starość nie masz kogo za rękę potrzymać.Aż żałuję, że nie mogę kliknąć pod tym postem 'lubię to' !
Ale.. powtarzane kłamstwo ponoć staje się prawdą, więc jeśli ktoś 100 razy dziennie powtarza sobie, ze kocha żyć w pojedynkę, to w końcu w to uwierzy... Do momentu.. Aż zostanie na starość sam, jak dobrze pisze poprzedniczka
Rozumiem, że panie obie TO już "przerobiły" (tę smutną starość?) i teraz będą te "głupsze" od siebie straszyć?
Byłoby śmiesznie, gdyby nie było żenująco
BRAK podpórki dla jemioły...
A i tak nie wiadomo "komu z brzega"
jakaś gwarancja na to, że można się na kimś opierać aż do śmierci? Zamiast stać na własnych nogach
Smutne
Prawdziwe szczęście to dawać, nie brać. Skupianie się tylko na samym sobie prowadzi do wiecznego niedosytu.
Noszenie torebuni za dziewczyną wygląda może głupio ale skoro taki facet czuje się z tego dumny i szczęśliwy, co komu do tego?
A że kobieta skacze nad facetem jak nad dzieckiem to robi to też tak naprawdę dla siebie i jej to daje radość. Robi to bo chce i na pewno jest jej lepiej niż takim co myślą tylko jak dogodzić samej/samemu sobie bo nie ma takiej możliwości na dłuższą metę.
Jak kocham to chcę dawać, takim jestem typem. Jeśli przytyk o prowokacji był o mnie, to nie trafiony bo ja piszę co myślę.
Rozumiem, że panie obie TO już "przerobiły" (tę smutną starość?) i teraz będą te "głupsze" od siebie straszyć?
![]()
Byłoby śmiesznie, gdyby nie było żenującoBRAK podpórki dla jemioły...
Jeszcze nie przerobiłam, ale mam wyobraźnię ![]()
Nie wiem jakimi kategoriami się kierujesz nazywając czyjeś wypowiedzi żenującymi.
A i tak nie wiadomo "komu z brzega"
Straszysz?? ![]()
Ten wątek, to TO chyba musi być jakaś prowokacja?
Taki rzut kamyczkiem w cudzy ogródeczek, by wzbudzić ostre reakcje?
...
wydaje mi się ,ze nie tylko ten watek ma na celu prowokacje , inne jej wypowiedzi raczej tez takie pod trooling ![]()
Ten wątek, to TO chyba musi być jakaś prowokacja?
Taki rzut kamyczkiem w cudzy ogródeczek, by wzbudzić ostre reakcje?
Fragi20 napisał/a:k.a.p napisał/a:Związek z drugim człowiekiem nie opiera się na tych wszystkich wymienionych przez Ciebie atrakcjach.
Ale wolna wola, kiedyś Cię zemdli jak zobaczysz że na starość nie masz kogo za rękę potrzymać.Aż żałuję, że nie mogę kliknąć pod tym postem 'lubię to' !
Ale.. powtarzane kłamstwo ponoć staje się prawdą, więc jeśli ktoś 100 razy dziennie powtarza sobie, ze kocha żyć w pojedynkę, to w końcu w to uwierzy... Do momentu.. Aż zostanie na starość sam, jak dobrze pisze poprzedniczka
Rozumiem, że panie obie TO już "przerobiły" (tę smutną starość?) i teraz będą te "głupsze" od siebie straszyć?
![]()
Byłoby śmiesznie, gdyby nie było żenującoBRAK podpórki dla jemioły...
A i tak nie wiadomo "komu z brzega"jakaś gwarancja na to, że można się na kimś opierać aż do śmierci? Zamiast stać na własnych nogach
Smutne
Człowiek żyje 'w stadzie'. tak jest skonstruowany. I NIKT mi nie powie, że wieczór spędzony z kimś kogo się kocha, nie jest o niebo lepszy od wieczoru spędzonego w pojedynkę (nawet realizując tak modne ostatnio HOBBY), jakkolwiek wspaniałe by było. Amen.
14 2014-01-11 20:59:59 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2014-01-11 21:02:24)
Człowiek żyje 'w stadzie'. tak jest skonstruowany. I NIKT mi nie powie, że wieczór spędzony z kimś kogo się kocha, nie jest o niebo lepszy od wieczoru spędzonego w pojedynkę (nawet realizując tak modne ostatnio HOBBY), jakkolwiek wspaniałe by było. Amen.
Wieczór z ukochaną osobą nie jest lepszy, czy gorszy, zarówno samotny, jak i z obiektem sympatii może być tak samo przyjemny. Ktoś kto uważa że realizowanie swojego hobby w pojedynkę nie może być równie przyjemne co wieczór z ukochanym/ukochaną chyba nie kocha swojego hobby ![]()
Fragi20 napisał/a:Człowiek żyje 'w stadzie'. tak jest skonstruowany. I NIKT mi nie powie, że wieczór spędzony z kimś kogo się kocha, nie jest o niebo lepszy od wieczoru spędzonego w pojedynkę (nawet realizując tak modne ostatnio HOBBY), jakkolwiek wspaniałe by było. Amen.
Wieczór z ukochaną osobą nie jest lepszy, czy gorszy, zarówno samotny, jak i z obiektem sympatii może być tak samo przyjemny. Ktoś kto uważa że realizowanie swojego hobby w pojedynkę nie może być równie przyjemne co wieczór z ukochanym/ukochaną chyba nie kocha swojego hobby
Pod warunkiem, że ma się oba substytuty, to owszem. My rozpatrujemy singielstwo+hobby vs partner. Proszę czytać ze zrozumieniem.
lilly25 napisał/a:Fragi20 napisał/a:Człowiek żyje 'w stadzie'. tak jest skonstruowany. I NIKT mi nie powie, że wieczór spędzony z kimś kogo się kocha, nie jest o niebo lepszy od wieczoru spędzonego w pojedynkę (nawet realizując tak modne ostatnio HOBBY), jakkolwiek wspaniałe by było. Amen.
Wieczór z ukochaną osobą nie jest lepszy, czy gorszy, zarówno samotny, jak i z obiektem sympatii może być tak samo przyjemny. Ktoś kto uważa że realizowanie swojego hobby w pojedynkę nie może być równie przyjemne co wieczór z ukochanym/ukochaną chyba nie kocha swojego hobby
Pod warunkiem, że ma się oba substytuty, to owszem. My rozpatrujemy singielstwo+hobby vs partner. Proszę czytać ze zrozumieniem.
Właśnie.. co innego jak się ma na zmianę, raz wieczór z ukochaną osobą przy np. filmach, raz swoje hobby (w moim przypadku to ćwiczenia fizyczne). Gorzej jak każdy wieczór spędza się ze samym sobą, bądź, od czasu do czasu, ze znajomymi.
17 2014-01-12 13:48:52 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2014-01-12 13:50:20)
Pod warunkiem, że ma się oba substytuty, to owszem. My rozpatrujemy singielstwo+hobby vs partner. Proszę czytać ze zrozumieniem.
Ależ czytam ze zrozumieniem. Uważam że pomimo braku partnera spędzanie wieczoru samemu ze swoim hobby może być tak samo przyjemne jak wtedy gdy ma się partnera i spędza wieczór raz z nim, a raz zajmując się swoją pasją.
Ale wolna wola, kiedyś Cię zemdli jak zobaczysz że na starość nie masz kogo za rękę potrzymać.
Już widzę jak to "trzymanie za rękę" na starość wygląda -" Zejdź mi z drogi stara krowo/stary capie" ![]()
Ale.. powtarzane kłamstwo ponoć staje się prawdą, więc jeśli ktoś 100 razy dziennie powtarza sobie, ze kocha żyć w pojedynkę, to w końcu w to uwierzy... Do momentu.. Aż zostanie na starość sam, jak dobrze pisze poprzedniczka wink
Dlaczego uważasz że to musi być kłamstwo?
I czemu niby stary człowiek nie posiadający partnera miałby być skazany na samotność? Co stoi na przeszkodzie nawiązania znajomości, lub tylko rozmowy z innymi ludźmi w tym wieku? To może być problemem chyba tylko dla osób mających trudności w kontaktach interpersonalnych.
Mnie tam jest obce zarówno obrzydzenie do jak to nazwała autorka wątku "skakania koło faceta jak koło jakiegoś cudu" (bo sama lubię "skakać" koło kogoś kogo kocham, ), jak i obcy jest lęk przed samotnością (samotność uważam za luksus dany nielicznym;), poza tym przez większość mojego życia - dzieciństwa, i wczesnej młodości byłam jej złakniona jak heroinista heroiny na głodzie .
Motywowana czystą ciekawością zapytam: co jest niby takiego strasznego w samotnej starości?
Czego tak naprawdę się boicie?
Mam się z kims zwiazac ze strachu, ze na starosc bede sama? A jaka jest pewnosc, ze ta druga polowka nie zejdzie z tego swiata pierwsza?
To żaden argument. Na starosc to ja wasnie mogę już być sama, bo w wieku 60 czy 70 lat to wiekszosc celow zyciowych jest osiagnietych. Pozostaje tylko wykorzystywaac w miare mozliwosci to, co zostalo.
Od 5 lat jestem singielka i z roku na rok mam mniejsza ochote wchodzic w zwiazek ponownie. Po co? Gdyby zycie w parze mialo aż tyle zalet to by mi tego brakowalo. A jedyne, czego mi brakuje to nie zwiazek, a seks. No ale żeby napic się piwa nie trzeba kupowac browaru ![]()
Nie, zwiazek nie ratuje przed samotnoscia - rozejrzyjcie się wokół
jest rownie wiele szczesliwych, samotnych staruszkow, co zgorzknialych, tkwiacych w 30-letnich zwiazkach.
A jedyne, czego mi brakuje to nie zwiazek, a seks. No ale żeby napic się piwa nie trzeba kupowac browaru
Inny jest seks z kimś kogo kochasz, a inny z kimś kogo tak naprawdę masz w nosie i chcesz tylko na jedno.
Iceni napisał/a:A jedyne, czego mi brakuje to nie zwiazek, a seks. No ale żeby napic się piwa nie trzeba kupowac browaru
Inny jest seks z kimś kogo kochasz, a inny z kimś kogo tak naprawdę masz w nosie i chcesz tylko na jedno.
Zapewniam cien ze pomiedzy "kochaniem" a "tak naprawwde masz go w nosie" jest ogromny wachlarz mozliwosci ![]()
A jaka jest pewnosc, ze ta druga polowka nie zejdzie z tego swiata pierwsza?
Statystycznie - druga połówka zejdzie pierwsza
Mężczyźni żyją krócej, ale z nimi... możesz mieć dzieci
Wtedy nie zostaniesz sama na starość.
Na starosc to ja wasnie mogę już być sama, bo w wieku 60 czy 70 lat to wiekszosc celow zyciowych jest osiagnietych. Pozostaje tylko wykorzystywaac w miare mozliwosci to, co zostalo.
Właśnie dlatego, że większość celów życiowych jest osiągniętych samotność dokucza najbardziej. Teraz możesz uciec chociażby w pracę. W wieku 70 lat z różnych względów będzie to trudne.
A jedyne, czego mi brakuje to nie zwiazek, a seks. No ale żeby napic się piwa nie trzeba kupowac browaru
Za kilka lat z seksem też będzie trudniej.
Nie, zwiazek nie ratuje przed samotnoscia - rozejrzyjcie się wokół
jest rownie wiele szczesliwych, samotnych staruszkow, co zgorzknialych, tkwiacych w 30-letnich zwiazkach.
Niektórzy marudzą dla zasady, a wcale nie jest im tak źle.
Dziecko już mam. Na dodatek ex mieszka na tyyle blisko, by mi nie wchodzic w droge a jednoczesnie miec zapewniony latwy kontaktt z corka.
Samotnosc nie jest dla mnie problemem, potrafie sobie wypelnic czas. Patrzac na moja matke i pewne wzorce jakie wynioslam z domu nie grozi mi też starossc spedzona w fotelu przed TV.
I jakoś brak partnera nie spedza mi snu z powiek. Co z tego, ze na starosc bedzie mi trudniej znalezc kogos? Libido też spada - wszysko się rownowazy.
Jeżeli spotkam odpowiedniego faceta, odpowiedziego na tyle, ze bede
się miala ochote budzic obok niego przez nastepne kilka lat, to kto wie...
Ale jak na razie dobrze mi samej.
(Z drugiej strony skad wniosek, ze na starosc bedzie trudniej z seksem? Owszem, hydraulika facetom lubi wysiadac, ale też mnostwo kobiett z seksu rezygnuje, bo im libido spada do zera. Moze z pozycji "hot 70" bedzie mi nawet latwiej niż teraz?
myślę, że ta obawa przed samotnością na starość to obawa w stylu.. może na przykładach konkretnych:
- mam 70 lat ale musze umyć okna, spadam z parapetu i nie mogę się podnieść... nikt tego nie widzi, nikt mi nie pomoże...
- podobnie dopada mnie jakaś gupia grypa, nie mam siły wyjść do apteki... Kto przyniesie mi jakiś lek lub choćby zrobi herbatę? Czy coś do jedzenia?
Mieszka się samemu, nie ma się dzieci, człowiek nie jest nikomu potrzebny, ale to w sumie w każdym wieku w takich momentach moim zdaniem samotność zaczyna doskwierać
i nie oszukujmy się z wiekiem coraz trudniej nawiązać jest bliskie znajomości, owszem można wyjść i pogadać choćby z młodym panem za ladą w sklepie (ale czy to zapobiegnie uczuciu samotności? Nie sądze samotność to nie brak ludzi w okół, ale brak kogoś bliskiego, z kim łączy nas ta nić porozumienia i więź) ale mając te 60-70 lat podejrzewam ze o bliska przyjaźń to bardzo trudno.. Moja babcia pół życia była samotna, bo po śmierci męża na życzenie syna z nikim się nie związała, syn się rozwiódł i mieszka z nią teraz, ma 76 lat i idzie się kąpać tylko kiedy on jest w domu żeby w razie czego jej pomógł.. przez cały czas jaki pamiętam opowiadała tylko o jednej koleżance z którą czasem się widywała, ale zmarła z 10 lat temu, rodzeństwo już prawie całe też nie żyje, gdyby nie miała dzieci i wnuków, byłaby więc całkiem sama... Alee pare lat temu znalazła rozwiązanie, przystąpiła do świadków Jechowy i teraz ma mnóstwo znajomych, którzy oczywiście wzajemnie bardzo się wspierają, gdyby nie to myśle, że byłoby jej dziś bardzo trudno samej (jednakże nie wiem czy w ramach posiadania bliższych znajomych wybrałabym ścieżkę zmiany wyznania..). Nie ma się co oszukiwać że zawsze będzie się w pełni sprawnym i w stanie by samemu wszystko koło siebie zrobić, kwestia wyboru więc czy wolimy by zajmowali się nami obcy ludzie (o ile będzie nas na nich stać), czy wolimy kogoś nam bliskiego w którego żyłach płynie i nasza krew.. Z partnerami może być rożnie owszem, ale czemu zakładać czarny scenariusz?
Podsumowując po raz kolejny napisze że podziwiam ludzi samowystarczalnych:) a i z drugiej strony przerażają mnie oni...
Ja tam czasem lubię jak ktoś się mną troche poopiekuje i lubię zaopiekować się kimś jak potrafię. I po raz kolejny widzę, że większość osób myli pojęcie "samotności" i utożsamia je jedynie z brakiem partnera, przypomnę więc że i w związku można być samotnym, bo samotność to brak kogoś kto nas rozumie, słucha, wspiera, motywuje, to brak relacji bliższej i więzi, z kimkolwiek nie tylko z naszym partnerem.
Serio?
Biorac pod uwage to, ile kosztuje wychowanie dziecka, doliczajac do tego koszty zwiazane z ograniczeniem czasu pracy - wystarczy te pieniadze dobrze zainwestowac i ma się zapewniona i dobra opieke na starosc, i towarzystwo. Sa przeciez domy spokojnej starosci (nie mylic z "umieralniami") gdzie osoby starsze moga dozyc spokojnie swoich dni.
I wole te opcje niż obciazac swwoje dziecko soba na starosc. Ma poswiecac swoje najlepsze lata na podcieranie mi tylka? Nigdy w zyciu!
Iceni
Masz więc trochę inaczej niż niektórzy samotni. Przeżyłaś małżeństwo, jesteś matką, masz osoby na seks.
Ja np, nie miałam męża, nie mam dzieci, a na seks to by się amatorzy znaleźli ale ja nie chcę akurat tych osób bo mi się na tyle nie podobają.
Co do starości, może lepiej żyjmy teraźniejszością, bo to drażliwy temat. Może akurat kogoś poznamy.
Iceni napisał/a:Nie, zwiazek nie ratuje przed samotnoscia - rozejrzyjcie się wokół
jest rownie wiele szczesliwych, samotnych staruszkow, co zgorzknialych, tkwiacych w 30-letnich zwiazkach.
Niektórzy marudzą dla zasady, a wcale nie jest im tak źle.
To samo można powiedzieć o samotnych, narzekają dla zasady, a wcale nie jest im tak źle. A może narzekającym na samotność osobom inni ludzie nie dali nigdy wystarczająco w kość?
- mam 70 lat ale musze umyć okna, spadam z parapetu i nie mogę się podnieść... nikt tego nie widzi, nikt mi nie pomoże...
- podobnie dopada mnie jakaś gupia grypa, nie mam siły wyjść do apteki... Kto przyniesie mi jakiś lek lub choćby zrobi herbatę? Czy coś do jedzenia?
Partner czy rodzina też często nie tylko nie pomoże w takich sytuacjach, ale i z chęcią wyrzuci za to okno.
Nie rozumiem też za bardzo chęci dożycia wieku w którym jest się niedołężnym. Nigdy nie zgodziłabym się żeby partner , czy dzieci opiekowały się mną podcierając mnie po skorzystaniu z toalety, kąpiąc moje stare ciało, wlewając do moich niemych ze zmęczenia ust zupkę... jednym słowem - starości mówię nie. Lepiej popełnić samobójstwo niż dożyć wieku w którym człowiek ponownie staje się zdany na łaskę innych ludzi.
A kto jest w stanie przewidzieć czy będąc w zwiążku nie zniedołężniejemy równocześnie z partnerem i obudwoje nie bedziemy wymagac opieki lub to nasz partner nie zamieni się szybciej w roslinkę wegetatywną. Czy wiemy iż posiadane dziecko będzie chciało się nami zajmować, a może los rzuci je do innego miasta a nawet kraju. Także z tą drugą osobą u boku na stare lata nie przesadzajmy, bo źycie pisze nieprzewidywalne scenariusze.
Iceni
Masz więc trochę inaczej niż niektórzy samotni. Przeżyłaś małżeństwo, jesteś matką, masz osoby na seks.
Ja np, nie miałam męża, nie mam dzieci, a na seks to by się amatorzy znaleźli ale ja nie chcę akurat tych osób bo mi się na tyle nie podobają.
Co do starości, może lepiej żyjmy teraźniejszością, bo to drażliwy temat. Może akurat kogoś poznamy.
Ale z tego, co zrozumialam ty jestes singielka bardziej z przymusu niż z wyboru. Ja wlasnie mam porowwnanie jak wyglada zycie w parze, jak w samotnosci i potrafie zrozumiec tych, ktorzy chca spedzic cale zycie jako siniel(ka).
_______ ______
Stwierdzenia "Na pewno bedziesz tego zalowac" czy "we dwoje zawsze jest lepiej" nie sa takie oczywiste.
Singiel nie musi być odludkiem. A swoje potrzeby emocjonalne mozna zaspokajac na przyklad opiekuujac się innymi osobami. Nie zyje się wtedy tylko dlla siebie, ale czasem nawet bardziej "dla innych" niż w zwiazku.
Singiel nie jest osoba aspoleczna ![]()
Ponadto kazdy ze stanów: bycia wolnym i w związku ma swoje plusy i minusy. Mając męża pijaka czy egoistę możemy wcale nie doświadczyć ciepła czy wsparcia ze strony szumnie zwanego partnera. Dzieci także wyrastaja na różne osobowości i jednokrotnie nie ma bliskości pomiędzy nimi a rodzicami. Tak że posiadanie rodziny nie daje gwarancji nie bycia samotnym ani zaznawania pełni szczęscia.
Lily 25 dla mojej skromnej osoby samotność z pewnością nie jest luksusem. Stanowi jego przeciwieństwo.
Ale z tego, co zrozumialam ty jestes singielka bardziej z przymusu niż z wyboru. Ja wlasnie mam porowwnanie jak wyglada zycie w parze, jak w samotnosci i potrafie zrozumiec tych, ktorzy chca spedzic cale zycie jako siniel(ka).
Dokładnie, jestem sama z przymusu. Osoba którą się długo interesowałam olała mnie, a mną się interesują tacy co mnie zupełnie nie interesują.
myślę, że ta obawa przed samotnością na starość to obawa w stylu.. może na przykładach konkretnych:
- mam 70 lat ale musze umyć okna, spadam z parapetu i nie mogę się podnieść... nikt tego nie widzi, nikt mi nie pomoże...
- podobnie dopada mnie jakaś gupia grypa, nie mam siły wyjść do apteki... Kto przyniesie mi jakiś lek lub choćby zrobi herbatę? Czy coś do jedzenia?Mieszka się samemu, nie ma się dzieci, człowiek nie jest nikomu potrzebny, ale to w sumie w każdym wieku w takich momentach moim zdaniem samotność zaczyna doskwierać
i nie oszukujmy się z wiekiem coraz trudniej nawiązać jest bliskie znajomości, owszem można wyjść i pogadać choćby z młodym panem za ladą w sklepie (ale czy to zapobiegnie uczuciu samotności? Nie sądze samotność to nie brak ludzi w okół, ale brak kogoś bliskiego, z kim łączy nas ta nić porozumienia i więź) ale mając te 60-70 lat podejrzewam ze o bliska przyjaźń to bardzo trudno.. Moja babcia pół życia była samotna, bo po śmierci męża na życzenie syna z nikim się nie związała, syn się rozwiódł i mieszka z nią teraz, ma 76 lat i idzie się kąpać tylko kiedy on jest w domu żeby w razie czego jej pomógł.. przez cały czas jaki pamiętam opowiadała tylko o jednej koleżance z którą czasem się widywała, ale zmarła z 10 lat temu, rodzeństwo już prawie całe też nie żyje, gdyby nie miała dzieci i wnuków, byłaby więc całkiem sama... Alee pare lat temu znalazła rozwiązanie, przystąpiła do świadków Jechowy i teraz ma mnóstwo znajomych, którzy oczywiście wzajemnie bardzo się wspierają, gdyby nie to myśle, że byłoby jej dziś bardzo trudno samej (jednakże nie wiem czy w ramach posiadania bliższych znajomych wybrałabym ścieżkę zmiany wyznania..). Nie ma się co oszukiwać że zawsze będzie się w pełni sprawnym i w stanie by samemu wszystko koło siebie zrobić, kwestia wyboru więc czy wolimy by zajmowali się nami obcy ludzie (o ile będzie nas na nich stać), czy wolimy kogoś nam bliskiego w którego żyłach płynie i nasza krew.. Z partnerami może być rożnie owszem, ale czemu zakładać czarny scenariusz?
Podsumowując po raz kolejny napisze że podziwiam ludzi samowystarczalnych:) a i z drugiej strony przerażają mnie oni...
Ja tam czasem lubię jak ktoś się mną troche poopiekuje i lubię zaopiekować się kimś jak potrafię. I po raz kolejny widzę, że większość osób myli pojęcie "samotności" i utożsamia je jedynie z brakiem partnera, przypomnę więc że i w związku można być samotnym, bo samotność to brak kogoś kto nas rozumie, słucha, wspiera, motywuje, to brak relacji bliższej i więzi, z kimkolwiek nie tylko z naszym partnerem.
widocznie w jej wyznaniu nie znalazła serdecznosci i pomocy...
Już widzę jak to "trzymanie za rękę" na starość wygląda -" Zejdź mi z drogi stara krowo/stary capie"
No faktycznie mając takie wyobrażenie o schyłku życia kochających się ludzi, to nic tylko okopać się w pieleszach i dogorywać w samotności ![]()
lilly25 napisał/a:Już widzę jak to "trzymanie za rękę" na starość wygląda -" Zejdź mi z drogi stara krowo/stary capie"
No faktycznie mając takie wyobrażenie o schyłku życia kochających się ludzi, to nic tylko okopać się w pieleszach i dogorywać w samotności
A co złego jest w samotności...
35 2014-01-14 11:17:25 Ostatnio edytowany przez MagdaK25 (2014-01-14 11:25:12)
Ja też mam porównanie, byłam w związku, byłam sama, ja wybieram zwiazek, ale nie byle jaki, jeśli jak ktoś tu pisał, facet będzie pił, lub nie zechce mi pomóc w chorobie, a i za okno to chętniej wyrzuci to dziękuje bardzo ja odchodze, za bardzo samą siebie lubię by trwać w związku z kimś kto nie podziela mojej sympati:). Pisząc więc związek zawsze mam na myśli zdrowe i ciepłe relacje, i nie wmówicie mi, że po latach takie nie są możliwe ![]()
Wizja starości z kimś jest bardzo miła
, co do niedołężności to może ona nastąpić i w znacznie młodszym wieku to żadna reguła, w wyniku wielu przeróżnych chorób, przykłady takie podałam, jako moją taka myśl, czego ludzie mogą sie obawiać, ja jeszcze nie myślę o tym to zbyt daleka przyszłość. Na dzień dzisiejszy, dom spokojnej starości by mi nie odpowiadał, żeby dzieci się mną zajmowały raczej też nie, może jedynie na męża bym się zgodziła (oczywiście tego przyjaciela w zdrowej i ciepłej relacji), ale podejrzewam, że wraz z wiekiem moje poglądy na te sprawy znacznie się zmienią. Póki co staram się tylko robić jak najwięcej by jak najdłużej być w pełni sprawna, bo ostatnimi laty odkryłam, ze chciałabym żyć długo gdyby udało mi się rodzinkę swoją założyć ![]()
Byłam w różnych związkach, związkom w których nas samych nie ma bo bije nas na głowę zbyt silna osobowość partnera mówię nie, wybieram bycie singlem, związkom "zdrowym" (wg tylko mojej teorii) mówię tak i w życiu bym z nich nie zrezygnowała na rzecz singielstwa.
I jak już pisałam, samotność to nie tylko brak partnera, może stad też te osoby bardziej samotne nie majace nikogo do poważnych rozmów wymiany poglądów, bardziej pragną związku bo on może dać im i to i inne przyjemności, osoby mające przyjaciół na "zawołanie" zapewne nigdy nie odczują tej samotności aż tak dotkliwie.
Lilly wydawało mi się, ze nie żyjemy tyle ile chcemy, to nie od nas zależy, a co jeśli jednak dożyjesz tego czasu? popełnisz samobójstwo? (dla mnie nie wyobrażalne, bo jestem osobą wierzącą)
I ok, jesli ludzie dali nam kiedyś mocno w kość to czasem wybieramy drogę samotności i ok, każdy ma wolny wybór, ale widzę, ze obie strony nie chcą sobie pozwolić by go mieć, jedni piszą "oszukujesz się że chcesz być sam/a",drudzy "związki są bee, bo partnerzy mogą być nie fajni, mogą dać w kośc" a jeszcze inni "musisz nauczyć się być szczęśliwym sam/a ze sobą" dla mnie to jedynie kwestia własnego wyboru, czego oczekujemy, czego chcemy, na co się w życiu godzimy. Nie przekonamy zatwardziałego singla że kogoś potrzebuje i nie przekonamy osoby pragnącej związku, że może być szczęśliwa będąc sama. Bo to wszystko kwestia tego czego MY SAMI CHCEMY a nie tego czy można czy nie można być szczęśliwym w jednej i drugiej sytuacji. Jeśli ktoś całe życie pragnął mieszkać na wsi, ale wszystko składa się tak, że nie moze sobie na to pozwolić, to czy pragnąc tego wciąż będzie szczęśliwy w wielkim mieście?
I jeszcze jedna kwestia, np. dla mnie seks bez miłości nie wchodzi w gre (Taka jakaś jestem chyba niedzisiejsza
)
Swoją drogą takie jeszcze pytanie mi się nasunęło, z czystej ciekawości, czy ktoś z Was będąc jeszcze dzieckiem, czy nastolatkiem, czy dopeiro wchodząc w dorosłość, od początku, chciał być sam?
I jeszcze jedna kwestia, np. dla mnie seks bez miłości nie wchodzi w gre (Taka jakaś jestem chyba niedzisiejsza
)
A seks z przyjaźni też nie? ![]()
37 2014-01-14 13:10:34 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2014-01-14 13:23:10)
MagdaK25 napisał/a:I jeszcze jedna kwestia, np. dla mnie seks bez miłości nie wchodzi w gre (Taka jakaś jestem chyba niedzisiejsza
)
A seks z przyjaźni też nie?
Od kiedy to w ramach przyjaźni jest seks? Seksualna przyjaźń to produkt obecnych czasów. Wg mnie przyjaźń to relacja zbliżona do miłości platonicznej a nie cielesnej.
Emocjonalna bliskość plus seks to balansowanie na krawędzi. - Założenie, że to "tylko przyjaźń i łóżko", jest irracjonalne. Emocji nie da się trzymać na wodzy, one po prostu mogą spłatać figla. Równie dobrze osoby łączące przyjaźń i łóżko mogą mieć kłopot z utrzymaniem stałej uczuciowej więzi z drugim człowiekiem z powodu niedojrzałości emocjonalnej. Nie warto się decydować na "łóżkową przyjaźń", gdy kierujesz się zasadą: jeśli seks, to tylko w stałym związku. Nie warto wchodzić także w takie relacje tylko dlatego, by być "na czasie". Niestety, może to prowadzić do wielu sytuacji, w których zapewne te dwie osoby nie chciałyby się znaleźć. Przede wszystkim każdy człowiek, który decyduje się na tę, pewnego rodzaju zabawę, obawia się jednego - zaangażowania, nie tylko ze strony przyjaciela, ale także ze swojej. To często jest przyczyną niezdrowej i krępującej sytuacji między ludźmi którym zależy na sobie, a jednocześnie coraz częściej czują w swoim towarzystwie zakłopotanie.
Emocji nie da się trzymać na wodzy, one po prostu mogą spłatać figla. (...) Przede wszystkim każdy człowiek, który decyduje się na tę, pewnego rodzaju zabawę, obawia się jednego - zaangażowania, nie tylko ze strony przyjaciela, ale także ze swojej.
Jak coś takiego się zdarzy to trzeba mieć odwagę, żeby się zaangażować z tą osobą w normalny związek albo zakończyć relację. Innej możliwości nie ma. Jak komuś zależy tylko na seksie to nie jest żadna przyjaźń, ale wykorzystywanie drugiej osoby.
missnowegojorku napisał/a:Emocji nie da się trzymać na wodzy, one po prostu mogą spłatać figla. (...) Przede wszystkim każdy człowiek, który decyduje się na tę, pewnego rodzaju zabawę, obawia się jednego - zaangażowania, nie tylko ze strony przyjaciela, ale także ze swojej.
Jak coś takiego się zdarzy to trzeba mieć odwagę, żeby się zaangażować z tą osobą w normalny związek albo zakończyć relację. Innej możliwości nie ma. Jak komuś zależy tylko na seksie to nie jest żadna przyjaźń, ale wykorzystywanie drugiej osoby.
Ale przyvtakim związku trzeba się liczyćź że mamy mozliwość skrzywdzenia drugiej osoby, choćby przez nas niezamierzenie.
Ale przyvtakim związku trzeba się liczyćź że mamy mozliwość skrzywdzenia drugiej osoby, choćby przez nas niezamierzenie.
Przy normalnym związku (z miłości!) też możesz skrzywdzić drugą osobę zupełnie nieświadomie np.: decydując się na odejście, kiedy on dalej chcę być z Tobą. Nie ma tutaj wielkiej różnicy. Sprawa indywidualna.
missnowegojorku napisał/a:Ale przyvtakim związku trzeba się liczyćź że mamy mozliwość skrzywdzenia drugiej osoby, choćby przez nas niezamierzenie.
Przy normalnym związku (z miłości!) też możesz skrzywdzić drugą osobę zupełnie nieświadomie np.: decydując się na odejście, kiedy on dalej chcę być z Tobą. Nie ma tutaj wielkiej różnicy. Sprawa indywidualna.
osoba która o to spytaółes ma tradycyjne zasady,mwiec pewnie nie uznaje takiej formy, nie miesci sie ona raczej w tradycji.
marioosh666 napisał/a:missnowegojorku napisał/a:Ale przyvtakim związku trzeba się liczyćź że mamy mozliwość skrzywdzenia drugiej osoby, choćby przez nas niezamierzenie.
Przy normalnym związku (z miłości!) też możesz skrzywdzić drugą osobę zupełnie nieświadomie np.: decydując się na odejście, kiedy on dalej chcę być z Tobą. Nie ma tutaj wielkiej różnicy. Sprawa indywidualna.
osoba która o to spytaółes ma tradycyjne zasady,mwiec pewnie nie uznaje takiej formy, nie miesci sie ona raczej w tradycji.
Co nie zmienia faktu, że w normalnym związku też można kogoś skrzywdzić. Niedawno chłopak w moim mieście się powiesił, bo dziewczyna od niego odeszła i nie chciała wrócić. Generalnie seks przed ślubem też nie mieści się w polskiej tradycji ![]()
missnowegojorku napisał/a:marioosh666 napisał/a:Przy normalnym związku (z miłości!) też możesz skrzywdzić drugą osobę zupełnie nieświadomie np.: decydując się na odejście, kiedy on dalej chcę być z Tobą. Nie ma tutaj wielkiej różnicy. Sprawa indywidualna.
osoba która o to spytaółes ma tradycyjne zasady,mwiec pewnie nie uznaje takiej formy, nie miesci sie ona raczej w tradycji.
Co nie zmienia faktu, że w normalnym związku też można kogoś skrzywdzić. Niedawno chłopak w moim mieście się powiesił, bo dziewczyna od niego odeszła i nie chciała wrócić. Generalnie seks przed ślubem też nie mieści się w polskiej tradycji
Oferty żonatych panów na portaach randkowych poszukujacych miłej i dsykretnej przyjaviółki powoli przełamują tą tradycję.
Oferty żonatych panów na portaach randkowych poszukujacych miłej i dsykretnej przyjaviółki powoli przełamują tą tradycję.
Nie tylko żonatych panów. Dzisiaj seks przed ślubem, a nawet dzieci przed ślubem nie są niczym nadzwyczajnym, więc tradycja się zmienia. Jak ktoś chce być tym trzecim lub tą trzecią to jego i jej wybór, ale mnie to nigdy nie kręciło. Miałem na myśli prawdziwą przyjaźń w której czasami pojawia się seks. Nie widzę w tym nic niewłaściwego o ile ktoś jest na tyle odpowiedzialny, żeby wziąć na siebie wszystkie konsekwencje.
missnowegojorku napisał/a:Oferty żonatych panów na portaach randkowych poszukujacych miłej i dsykretnej przyjaviółki powoli przełamują tą tradycję.
Nie tylko żonatych panów. Dzisiaj seks przed ślubem, a nawet dzieci przed ślubem nie są niczym nadzwyczajnym, więc tradycja się zmienia. Jak ktoś chce być tym trzecim lub tą trzecią to jego i jej wybór, ale mnie to nigdy nie kręciło. Miałem na myśli prawdziwą przyjaźń w której czasami pojawia się seks. Nie widzę w tym nic niewłaściwego o ile ktoś jest na tyle odpowiedzialny, żeby wziąć na siebie wszystkie konsekwencje.
Cóż Twoj wybór...
Właczę się do dyskusji i wyrażę swoje skromne zdania:
seks przed ślubem - tak
dzieci przed ślubem - ok
seks na zasadzie układu, przyjaźni itp - NIE (zawsze ktoś ucierpi albo seks jest byle jaki)
seks z żonatymi / mężatkami - NIE
A ja tam nie widzę nic strasznego w seksie będąc w układzie kumpelskim/przyjacielskim zaś jednak milosci BRAK. Pociąg cielesny do kogoś z kim tworzymy dobre relacje, nie będąc w związku z nikim ,nie musi isc w parze z kochaniem się . To jest decyzja dwóch dorosłych osob. Jeśli dobrze czują się w lozku, lecz w innych sferach życiowych niezbyt mogliby się tak scalic aby związek z tego wyszedł ,to niech pozostanie to na układzie łóżkowym , znajomości ,oparty na szacunku ale nie koniecznie milosci
A ja tam nie widzę nic strasznego w seksie będąc w układzie kumpelskim/przyjacielskim zaś jednak milosci BRAK. Pociąg cielesny do kogoś z kim tworzymy dobre relacje, nie będąc w związku z nikim ,nie musi isc w parze z kochaniem się . To jest decyzja dwóch dorosłych osob. Jeśli dobrze czują się w lozku, lecz w innych sferach życiowych niezbyt mogliby się tak scalic aby związek z tego wyszedł ,to niech pozostanie to na układzie łóżkowym , znajomości ,oparty na szacunku ale nie koniecznie milosci
Rzadko kiedy tak jest. Najczęstsze układy to:
1) osoby które kiedyś były parą, jedna chce powrotu, druga nie ale czasami się skusi na seks w imię starych dobrych czasów (cierpi osoba która chce powrotu)
2) osoby które mają innych partnerów, na zasadzie romansu (cierpią rodziny/partnerzy tych ludzi)
3) osoby z których jedna chce drugą na związek a druga korzysta z tej sytuacji dla seksu póki nie znajdzie czegoś lepszego (cierpi ta która chce związku)
4) dwoje ludzi, którzy nic do siebie nie czują ale na zasadzie spełnienia potrzeb jakby chodziło o sikanie (byle jaki seks)
4) dwoje ludzi, którzy nic do siebie nie czują ale na zasadzie spełnienia potrzeb jakby chodziło o sikanie (byle jaki seks)
No czują, chemie, pobudzają siebie zmysłowo,ale to nie milosc tylko pociąg seksualny do siebie nawzajem. Świetnie im razem w łóżku, lecz to za mało na utrwalenie związku bo o miłości mowy nie ma. Lubią się ,dopełniają się cieleśnie i tyle
anjess83 napisał/a:4) dwoje ludzi, którzy nic do siebie nie czują ale na zasadzie spełnienia potrzeb jakby chodziło o sikanie (byle jaki seks)
No czują, chemie, pobudzają siebie zmysłowo,ale to nie milosc tylko pociąg seksualny do siebie nawzajem. Świetnie im razem w łóżku, lecz to za mało na utrwalenie związku bo o miłości mowy nie ma. Lubią się ,dopełniają się cieleśnie i tyle
Ok, załóżmy są wolni, pociągają się nawzajem ale mają niezgodne charaktery, hmm...
My kobiety biologicznie jesteśmy tak skonstruowane że jeśli partner nas pociąga i mamy z nim dobry seks, przyzwyczaimy się do ciała, zapachu - zakochujemy się choćby był draniem, kryminalistą itp. Mężczyźni natomiast mogą oddzielić seks od miłości, jak najbardziej.
Wiem z własnego doświadczenia. Myślałam że mi wystarczy seks, a zanim się obejrzałam byłam zakochana po uszy. Ale to było na szczęście dawno, a skończyło się źle.
A seks z przyjaźni też nie?
również nie ![]()
mortisha napisał/a:anjess83 napisał/a:4) dwoje ludzi, którzy nic do siebie nie czują ale na zasadzie spełnienia potrzeb jakby chodziło o sikanie (byle jaki seks)
No czują, chemie, pobudzają siebie zmysłowo,ale to nie milosc tylko pociąg seksualny do siebie nawzajem. Świetnie im razem w łóżku, lecz to za mało na utrwalenie związku bo o miłości mowy nie ma. Lubią się ,dopełniają się cieleśnie i tyle
Ok, załóżmy są wolni, pociągają się nawzajem ale mają niezgodne charaktery, hmm...
My kobiety biologicznie jesteśmy tak skonstruowane że jeśli partner nas pociąga i mamy z nim dobry seks, przyzwyczaimy się do ciała, zapachu - zakochujemy się choćby był draniem, kryminalistą itp. Mężczyźni natomiast mogą oddzielić seks od miłości, jak najbardziej.
Wiem z własnego doświadczenia. Myślałam że mi wystarczy seks, a zanim się obejrzałam byłam zakochana po uszy. Ale to było na szczęście dawno, a skończyło się źle.
Mam identycznie, więc przede wszystkim dla własnego dobra jestem na nie. Wielokrotnie przetestowane.
A kto jest w stanie przewidzieć czy będąc w zwiążku nie zniedołężniejemy równocześnie z partnerem i obudwoje nie bedziemy wymagac opieki lub to nasz partner nie zamieni się szybciej w roslinkę wegetatywną. Czy wiemy iż posiadane dziecko będzie chciało się nami zajmować, a może los rzuci je do innego miasta a nawet kraju. Także z tą drugą osobą u boku na stare lata nie przesadzajmy, bo źycie pisze nieprzewidywalne scenariusze.
Moje szczere wyrazy podziwu.
Dawno już nie czytałam tak obiektywnego postu.
Gloryfikacja stanu dwojga staruszków pijącycyh sobie z dzióbków ma taki sens jak i bajka o księciu na białym koniu.... gdy uzasadnieniem ma być "KTOŚ na starość" a nie miłość, szacunek i troska o drugą osobę.
Znam pana lat 80 (lekko mnie podrywającego), wdowca, który tak jest zaangażowany w życie kulturalne i społeczne, że czasu nie ma
Do tego zgrywus i jednocześnie staroświecki gentelmen. Wiadoma sprawa, że od pań ogonić się nie może
Jakoś wiązać się z nikim nie musi by się NIE NUDZIĆ!
54 2014-01-15 21:16:39 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2014-01-15 21:19:07)
missnowegojorku napisał/a:A kto jest w stanie przewidzieć czy będąc w zwiążku nie zniedołężniejemy równocześnie z partnerem i obudwoje nie bedziemy wymagac opieki lub to nasz partner nie zamieni się szybciej w roslinkę wegetatywną. Czy wiemy iż posiadane dziecko będzie chciało się nami zajmować, a może los rzuci je do innego miasta a nawet kraju. Także z tą drugą osobą u boku na stare lata nie przesadzajmy, bo źycie pisze nieprzewidywalne scenariusze.
Moje szczere wyrazy podziwu.
Dawno już nie czytałam tak obiektywnego postu.
Gloryfikacja stanu dwojga staruszków pijącycyh sobie z dzióbków ma taki sens jak i bajka o księciu na białym koniu.... gdy uzasadnieniem ma być "KTOŚ na starość" a nie miłość, szacunek i troska o drugą osobę.
Znam pana lat 80 (lekko mnie podrywającego), wdowca, który tak jest zaangażowany w życie kulturalne i społeczne, że czasu nie maDo tego zgrywus i jednocześnie staroświecki gentelmen. Wiadoma sprawa, że od pań ogonić się nie może
Jakoś wiązać się z nikim nie musi by się NIE NUDZIĆ!
Nie no samo zycie. Prawdziwe w dodatku. Jedna moja podopieczna z wolontaraitu miała dwóch mężów (obaj miel "za uszami" to i tamto i na pewno nie chcieli jej trzymac za raczkę na starość) i ma dwie córki. Z jedną jest skłocona, a druga mieszka w stanach, kobieta jest samotna i nieszczęsliwa. Moja sąsiadka ma męzą od lat nie chądzacego, teraz miała mini wylew i nie słyszy na jedno ucho od świąt, wzięli ją do szpitala, ale co dziennie bierze taksówkę i przepustkę ze szpitala i jedzie na noc do bezwładnego męża a rano wraca do szpitala spowrotem na zabiegi. Mogły więc sobie planować ile chciały, że drugie połowki czy dzieci zapewnią im towarzystwo i pomoc na starość, życie za nie zadecydowało. Jak mawia Woody Allen "Chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach."
Faktycznie być może często niefortunnie ubieramy w słowa swoje myśli i tak pisząc "mieć kogoś na starość" również, być moze niektórzy faktycznie chcą mieć tylko KOGOŚ, ale że ja poruszałam temat obaw, powiem iż nie ważne jak ja napisze dla mnie MIEĆ KOGOŚ czy to teraz czy na starosć to właśnie to "miłość, szacunek i troska o drugą osobę." ![]()
Oczywiście, ze życie pisze przeróżne scenariusze, ale czy tylko dlatego że u jednych układa sie źle, ja mam się poddać i twierdzić że mnie również ułoży się źle? Wiadomo, że nie możemy sobie zaplanować "nie będę sama na starość np" a wyjdzie jak wyjdzie, życie pokaże, co dla mnie nie oznacza, ze już teraz mam się poddać bo może się nie udać. A ponieważ napisanych jest sporo czarnych scenariuszy to dla podtrzymania nadziei, ze i tak wszystko jest możliwe, ja przytoczę pozytywny jeszcze. ![]()
Moja druga babcia zaś z mężem do późnej starości się kochali, całe życie spędzili ze sobą i na starość jeszcze się przekomarzali i przytulali:) dziadek zmarł wcześniej coprawda, był 10 lat starszy od babci, ale jego śmierć była początkiem śmierci babci, to była już kwestia czasu i w kilka lat po nim zmarła babcia, jak to romantyczne dusze powiedzą pękło jej serce
, no ale w rzeczywistości pewnie jakieś stany depresyjne spowodowały wiele chorób, z którymi już organizm sobie nie poradził. do śmierci babcia codziennie wieczorem mówiła swojemu mężowi dobranoc. (pozytywem jest oczywiście to, ze można przeżyć ze sobą 60 lat i wciąż się kochać)
Więc w moim przekonaniu najbardziej obiektywną odpowiedzia jest ta że wszystko jest możliwe zarówno i spełnienie swoich snów i czarnych scenariuszy, nie wiemy jak się potoczy życie, byłabym za świadomością, że może się nie udać, ale nie za zakładaniem z góry że się nie uda i rezygnacją. (zresztą nie tylko w tej kwesti a we wszystkich)
Faktycznie być może często niefortunnie ubieramy w słowa swoje myśli i tak pisząc "mieć kogoś na starość" również, być moze niektórzy faktycznie chcą mieć tylko KOGOŚ, ale że ja poruszałam temat obaw, powiem iż nie ważne jak ja napisze dla mnie MIEĆ KOGOŚ czy to teraz czy na starosć to właśnie to "miłość, szacunek i troska o drugą osobę."
Oczywiście, ze życie pisze przeróżne scenariusze, ale czy tylko dlatego że u jednych układa sie źle, ja mam się poddać i twierdzić że mnie również ułoży się źle? Wiadomo, że nie możemy sobie zaplanować "nie będę sama na starość np" a wyjdzie jak wyjdzie, życie pokaże, co dla mnie nie oznacza, ze już teraz mam się poddać bo może się nie udać. A ponieważ napisanych jest sporo czarnych scenariuszy to dla podtrzymania nadziei, ze i tak wszystko jest możliwe, ja przytoczę pozytywny jeszcze.
Moja druga babcia zaś z mężem do późnej starości się kochali, całe życie spędzili ze sobą i na starość jeszcze się przekomarzali i przytulali:) dziadek zmarł wcześniej coprawda, był 10 lat starszy od babci, ale jego śmierć była początkiem śmierci babci, to była już kwestia czasu i w kilka lat po nim zmarła babcia, jak to romantyczne dusze powiedzą pękło jej serce
, no ale w rzeczywistości pewnie jakieś stany depresyjne spowodowały wiele chorób, z którymi już organizm sobie nie poradził. do śmierci babcia codziennie wieczorem mówiła swojemu mężowi dobranoc. (pozytywem jest oczywiście to, ze można przeżyć ze sobą 60 lat i wciąż się kochać)
Więc w moim przekonaniu najbardziej obiektywną odpowiedzia jest ta że wszystko jest możliwe zarówno i spełnienie swoich snów i czarnych scenariuszy, nie wiemy jak się potoczy życie, byłabym za świadomością, że może się nie udać, ale nie za zakładaniem z góry że się nie uda i rezygnacją. (zresztą nie tylko w tej kwesti a we wszystkich)
nikt nie kaze ci sie poddawac, ale tez warto godzic sie z tym co jest.
Lilly wydawało mi się, ze nie żyjemy tyle ile chcemy, to nie od nas zależy, a co jeśli jednak dożyjesz tego czasu? popełnisz samobójstwo? (dla mnie nie wyobrażalne, bo jestem osobą wierzącą)
Tak, wolałabym popełnić samobójstwo niż dożyć starości.
Swoją drogą takie jeszcze pytanie mi się nasunęło, z czystej ciekawości, czy ktoś z Was będąc jeszcze dzieckiem, czy nastolatkiem, czy dopeiro wchodząc w dorosłość, od początku, chciał być sam?
Ja obserwując moją rodzinę jako kilkulatka przyrzekłam sobie że nigdy nie założę rodziny. Przez większość życia bardzo pragnęłam samotności, ale byłam skazana na przebywanie wśród ludzi ( bo wiadomo jak jest się dzieckiem nie ma za bardzo dotąd uciec, bo nie ma się pieniędzy i jest się skazanym na mieszkanie z ludźmi).
Jako dorosła już osoba próbowałam mieszkać z ludźmi, przez jakiś czas mieszkałam z mężczyzną którego bardzo kocham (nie złamałam tym swojego postanowienia z dzieciństwa, bo nie zamierzałam za niego wyjść), i powiem że źle się czułam mieszkając z nim w jednym pokoju, chociaż jest to naprawdę cudowny człowiek. Po jakimś czasie powiedziałam mu o tym szczerze, i już razem nie mieszkamy. Mieszkałam też z przyjaciółką którą również bardzo, bardzo kocham, i innymi współlokatorami, i także mnie to męczyło.
Ja mam coś takiego że potrzebuję samotności, aby się wyluzować. Nie rozumiem tego, ale mieszkając z kimś czuję przykre napięcie, potrzebuję samotnego kąta, w który mogłabym w każdej chwili uciec, inaczej czuję się osaczona, chociaż spotkania z ludźmi lubię.
Mam tez coś takiego że jeśli kogoś bardzo kocham, i uważam za wspaniałą osobę, to tym bardziej boje się zamieszkać z taka osobą, żeby nie zniszczyć codziennymi, praktycznymi rzeczami jakie wiążą się ze wspólnym mieszkaniem swojej miłości.