Witam serdecznie. Chciałam opowiedzieć swoją historię bo nie mam się komu wyżalić bo nikt mnie nie zrozumie, a nawet może mnie żle oceni, ale zacznę od początku: otóż półtora roku temu zostałam wdową, a po kilku miesiącach zarejestrowałam się na portalu randkowym - proszę mnie żle nie zrozumieć, nie po to, aby kogoś poznać tylko popisać, tak abym nie czuła się taka samotna, byłam bardzo zagubiona. Napisał do mnie żonaty mężczyzna - tak poprostu "witam, pozdrawiam", nie odpisywałam bo uważałam, że żonaty to jest dla mnie tabu. Miałam kiedyś swoje zasady które wstyd się przyznać niestety złamałam. Po kilku wiadomościach od Marka odpisałam, pisaliśmy tak po koleżeńsku - ja o swojej żałobie, że jest mi ciężko, że samotność mnie przerasta, on - o tym, że od kilku lat nie sypia z żoną, ona uważała, że jego czas się skończył. Z tego co opowiadał to na pozór są dobrym starym małżeństwem, ale bez czułości i seksu, praca, dom, wspólne zakupy, obiady, a wieczorem ona przed telewizorem, a on przy komputerze. Mówił, że gdyby był szczęśliwy nie szukałby na portalach nowych znajomości. Póżniej zaczeliśmy rozmawiać telefonicznie, rozmowy były bardziej wyluzowane, ale nie proponował spotkania, zresztą pomimo braku seksu w małżeństwie nigdy nie zdradził żony bo uważał, że małżeństwo to ważny związek. Często rozmawialiśmy wieczorami na czacie i nawet nieraz do póżnej nocy, przysyłał mi śliczne romantyczne piosenki, wierszyki...czułam, że pomału zaczynam się zakochiwać, jeśli można wierzyć w wirtualną miłość. To on pocieszał mnie, to przy nim zaczynałam nabierać znów chęci do życia, poczułam się prawdziwą kobietą bo w małżeństwie tego nie zaznałam - mąż był alkoholikiem i przeszłam z nim piekło na ziemi, ale wybaczyłam mu bo on swoją ciężką chorobą odpokutował to. W sierpniu Marek miał 2 dniową "fuchę" w moim mieście {mieszkamy 60 km od siebie}, zaproponował spotkanie, zgodziłam się. Spotkaliśmy się u mnie, przyjechał do mnie wieczorem, rzuciliśmy się sobie w ramiona i całowaliśmy bez opamiętania, został na noc..było cudownie. Gdyby mi wczesniej ktoś powiedział, że na pierwszym spotkaniu można iść z facetem do łóżka to uważałabym, że to niestosowne. Pomimo, że mamy po pięćdziesiąt lat kochaliśmy się jakbyśmy mieli po dwadzieścia, było mi z nim cudownie i nigdy nie zapomnę tej nocy. Od tej pory spotkaliśmy się kilka razy za każdym razem czujemy ogromne pożadanie i jest nam ze sobą dobrze. Ja bardzo pragnę z nim być, ale rozmawialiśmy już nieraz na ten temat, mówił mi że obecnie jest to niemożliwe...ma pracę, obowiązki i pewnie też boi się reakcji dzieci. Próbowałam zakończyć ten związek {jeśli to tak można nazwać}, ale nie potrafię, za bardzo go kocham. Czasami wydawało mi się, że jego tylko trzyma przy mnie dobry seks, ale on twierdzi, że się inaczej, że jemu też nie jest łatwo, że tęskni i prosił, abym go nie odrzucała bo czuje się ze mną szczęśliwy, że bardzo chce ze mną być, ale w obecnej chwili nie może. Wiem, że mówi szczerze o swoich uczuciach, ale ja pomimo to, że go bardzo kocham nie potrafię tak dalej żyć w takim trójkącie, nie chcę się nim dzielić z jego żoną. Nie wiem jak mam postąpić? mam okropne wyrzuty sumienia względem jego żony i nie chciałabym, aby ta kobieta przezemnie kiedyś cierpiała. Wiem, że nie zasługuję na litość bo to co robię jest godne potępienia, ale chciałam się wyżalić bo sama sobie już z tym nie radzę. Małgośka
Podobne tematy
Sama sobie już z tym nie radzisz, bo koszta przewyższają korzyści?
Ja jestem daleka od ocen i sądów nad innymi, twój cyrk, twoje małpy, nic mi do tego. Napisałam, bo w tym całym "szczęściu" nie jest tak pieknie jednak. Zastanów się co tracisz, a co zyskujesz w takim związku, jakie są twoje priorytety. Skoro sytuacja cię przerasta, znaczy, że coś ci nie odpowiada. Później podejmij decyzję, czy mimo wiekszych kosztów, nadal chcesz w taki sposób żyć. Jeśli tak, to nieś konsekwencje.
Pozdrawiam!
Sama sobie już z tym nie radzisz, bo koszta przewyższają korzyści?
Ja jestem daleka od ocen i sądów nad innymi, twój cyrk, twoje małpy, nic mi do tego. Napisałam, bo w tym całym "szczęściu" nie jest tak pieknie jednak. Zastanów się co tracisz, a co zyskujesz w takim związku, jakie są twoje priorytety. Skoro sytuacja cię przerasta, znaczy, że coś ci nie odpowiada. Później podejmij decyzję, czy mimo wiekszych kosztów, nadal chcesz w taki sposób żyć. Jeśli tak, to nieś konsekwencje.
Pozdrawiam!
Jedyne chyba co zyskuje autorka to seks bez zobowiązań no i masę słów nie popartych czynami...
on - o tym, że od kilku lat nie sypia z żoną, ona uważała, że jego czas się skończył. Z tego co opowiadał to na pozór są dobrym starym małżeństwem, ale bez czułości i seksu, praca, dom, wspólne zakupy, obiady, a wieczorem ona przed telewizorem, a on przy komputerze. Mówił, że gdyby był szczęśliwy nie szukałby na portalach nowych znajomości.
kolejny skrzywdzony mąż, który nigdy nie odejdzie od swej żony, bo straci ciepłe gniazdko, kucharkę, sprzątaczkę itp.
Malgosia, ja wiem, że Tobie ciężko, ale zastanów się, czy zasługujesz na bycie drugą? Czy tego chcesz dla siebie? Jeśli Cię kocha- niech się rozwiedzie, a nie plecie farmazony o miłości, pracy i dzieciach. Czym rozwód w pracy przeszkodzi? Albo w relacjach z dziećmi? Ja Ci powiem, że jego żona to pewnie ich małżeństwo jako udane widzi, a o tym, że niby ze sobą nie sypiają, to by się pewnie od Ciebie dowiedziała... Nie daj się odstawić na boczny tor i nie bądź drugą. Ta sytuacja krzywdzi wszystkich, a wcześniej czy później na pewno się wyda, więc... Niech pan działa albo spada.
malgoska02 - daj spokój, nie warto. Jesteś już po pięćdziesiątce, należy Ci się to co najlepsze od życia, pełne, żywe, proste. Po co Ci taka relacja - to jest chaos, niespełnienie, tęsknota, poczucie winy, ukrywanie się. Sama też siebie zapewne oszukujesz, że jest dobrze, a tak naprawdę cierpisz, bo nie możesz mieć tego czego pragniesz: oddanego mężczyzny, będącego na co dzień, z którym na co dzień robisz właśnie te cholerne zakupy, jesz obiad i oglądasz film.
Umówi się na tym portalu z wdowcem, kimś wolnym, rozwiedzionym. Nie serwuj sobie takich dni na kolejne lata. Później dojdą problemy: żona, dzieci się dowiedzą, będzie kwas, zaczniecie się kłócić. Nie warto.
od jakiegos czasu nie ukladalo mi sie z mezem,on ciagle przebywal z kolegami przy alkoholu a ja siedzialam sama w domu.jeszcze jak bylo mniedzy nami nienjajgorzej poznalam faceta ktory przychodzil do mnie do sklepu.od samego poczatku mielismy wspolny jezyk,ale na rozmowach w sklepie sie skonczylo.gdy ponad miesiac temu relacje z mezem popsuly sie to tego stopnia ze przestalismy ze soba rozmawiac,zaczelismy sie z tym facetem zblizac do siebie,zaczelam wychodzic z domu by sie z nim spotkac,konczylo sie tylko na rozmowach.dwa tygodnie temu wyprowadzilam sie od meza,bo juz nie moglam zniesc wiecznie jego podpitej geby i smrodu alkoholu i wtedy ten znajomy pomogl mi psychicznie,gdyby nie on nie dalabym sobie rady.czuje sie przynim dobrze,bo wiem ze nie jestem sama i moge liczyc na niego.bylo mi tak zle po odejsciu od meza,ze zaczelam z nim spedzac duzo czasu,wyplakiwalam lzy na jego ramnieniu a on mnie pocieszal.w niedziele znow dopadla mnie wieksza depresja,wiec zadzwonilam by przyjechal i stalo sie.nie zaluje tego bo bylo wspaniale.na drugi dzien gdy sie obudzilam wokol lozka lezalo pelno kwiatow i naszykowane sniadanie i wyznal mi ze sie we mnie zakochal.normalnie byloby to piekne gdyby nie fakt ze mieszka z konkubina ktora jest w ciazy.nie potrafie skrzywdzic nienarodzonego dziecka,nie potrafie juz kochac i nie chce sie zakochac,ale nie chce byc sama,chce miec kogos takiego jak on bezzobowiazan.pomozcie i nie oceniajcie mnie zle.
Z deszczu pod rynnę
Czarna, z jednego nieudanego związku wpadłaś w drugi, może bez alkoholu, ale na moje oko też przyniesie i rozczarowania i cierpienie i problemy. Nie lepiej pobyć trochę samej? Przemyśleć nieudane małżeństwo, zrobić z sobą porządek, by wreszcie poczuc się szczęśliwą z samą sobą, pokochać się, polubić? I wtedy dopiero wejść w nowy, zdrowy związek bez problemów? To smutne, co piszesz o tym, że nie chcesz już kochać, nie chcesz zobowiązań, rozumiem, że nie ufasz, że zakopałaś uczucia i myślisz, że szczęście da ci sam "związek bez zobowiązań" może na chwilę załatasz tę pustkę w sobie, ale na dłuższą metę znów poczujesz się nieszczęśliwa. Nie tędy droga!
Masz wielka racje,ze niczego dobrego z tego nie bedzie,ale choc nachwile chce byc komus potrzebna.swieta spedzam sama,jest taka wielka pustka,wiec gdy napisze,badz zadzwoni jestem szczesliwa.gdybym nie zostala tak zraniona przez meza,gdybym nie miala tak niskiej wartosci siebie nigdy nie spojrzalbym na takiego faceta,z ressza biorac slub myslalam ze to bedzie moj ostatni mezczyzna na zawsze,to byl ideal.nie moge pojac jak koledzy i alkohol tak moze czlowieka zmienic.wczoraj dzwonil nasz wspolny znajomy,mowil ze byl u niego i co zastal,go z kolegami przy alkoholu,tyle ze kiedys pili w jego warsztacie a teraz w naszym dawnym wspolnym domu.musze wreszcie sie pozbierac i zabrac reszte naszych rzeczy,bo lumpy wszystko rozkradna albo zniszcza
Zamiast oglądać się za innym , trzeba było wziąść pomóc jakoś mężowi wyjść z tego alkoholizmu.
A jak wszystkie środki pomocowe zostały wyczerpane to sie rozejść.
Według mnie to ten drugi facet, to po prostu babiarz.
Twój były mąż się uzaleznił, alkoholizm jest chorobą. To nie koledzy go zmienili, tylko uzaleznienie, problemy z emocjami itp. długo by o tym mówić. Nie wiem, jak długo byłaś w związku z mężem i jak u ciebie ze współuzaleznieniem. Ja to zawsze radzę najprostszy sposób w takich sytuacjach, terapia dla współuzaleznionych. Popracuj trochę nad sobą, myślę, że uda ci się pozbierać te wszystkie swoje zasoby, które straciłaś, gdzieś po drodze. Pamietaj, jesteś warta kochania
Teraz może bliskość wydaje się straszna i ciemna i być może związek z kimś niedostępnym wydaje się szczęściem, poza tym, coś się dzieje, emocje skaczą, można odwrócić wzrok od siebie, skupiając się na facecie.
No w każdym razie, wszystkiego dobrego! ![]()
Chcialam mu pomoc na wszystkie sposoby,prosilam bysmy poszli po porade,nie mowilam ze on ma isc tylko bysmy razem szli.pod koniec,to sama zaczelam mu piwa kupowac by tylko z domu nie wychodzil,ale stwierdzilam ze ta droga do niczego nie prowadzi.gdy popoludiami bylam w domu,to jeszcze bylo w miare,ake gdy po pracy wracalam wieczorem,to juz nie bylo rozmowy,bo mowilam jak do slupa i tak nic nie docieralo.ja naprawde go kochalam i probowalam wszystkiego,ale kielich sie przelal gdt kilka dni przed wyprowadzka taki byl pjany,ze zamknal sie w domu a ja wejsc nie moglam,wtedy stwierdzilam ze nie bede sie mexzyc i robic wszystko pod jego dyktando.nie zmienia to faktu,ze brakuje mi tego co bylo wxzesniej.tyle wspoknych wakacji,wyjazdow itd.wtedy mialam wszystko,czulam ze gory moge przenisic a teraz czuje sie jak sluchy lisc na wietrze,ktore jest rzycane tam gdzie je wiatr zawieje,jak robaj ktorego sie widzi to chce sie zdeptac.nie chce juz kochac,bo nie ma to sensu,tylko bol
ja rówznież polecam terapię dla współuzależnionych - na niej nauczysz się szacunku dla siebe, zrozumiesz zachowania męża, a nawet może będziesz w stanie mu pomóc. Na pewno nie warto niszczyć życia tej młodej dziewczynie w ciąży- jeśli jej partner chce z Tobą być - niech sobie uporządkuje życie, niech rozwiąże z nią problemy, zapewni alimenty itp - a Ty w tym czasie zajmij się sobą. Choćby z tego co piszesz wynika, że jesteś wrażliwą, fajną osóbką i zasługujesz na dobre życie- tylko Ty sama musisz sobie na nie pozwolić. Zabierz swoje rzeczy, zadbaj o rozdzielność majątkową, byś nie musiała płacić długów męża, potem może pomyśl o rozwodzie. I idź na terapię, tam poznasz kobiety sobie podobne, to na prawdę pomaga. Dostrzesz, na ich przykładzie, jak bardzo negatywnie alkohol wyniszcza ludzi dookoła. I jak bardzo zniszczył Ciebie. Ale też dostaniesz narzędzia, by to wszystko pozbierać. Powodzenia życzę.
Juz nie chce pomagac mu,chce pomoc sama sobie,tyle ze nie daje rady.nie chce by tamten facet zostawil ciezarna dla mnie,bo.to bylby kolejny powod do wiekszego dola.chce byc tylko szcsesliwa,czemu tak trudno o to?czemu ludzie sie tak zmieniaja?
Terapia dla współuzaleznionych jest dla Ciebie, ma na celu skupienie się na Tobie, na nikim innym
Zwyczajnie, żyłaś jakiś czas w destrukcyjnym związku i mogło to mieć wpływ na to jak się czujesz, jak na siebie patrzysz. Piszesz, że nie dajesz rady, być może to bezsilność, ale nie myl jej z bezradnością. Warto spróbować, przecież nic nie tracisz, możesz jedynie zyskać.
Czy ja wiem, czy ludzie się tak zmieniają, czasami myślę, że spoglądamy na innych naszymi wyobrażeniami o nich, a nie patrzymy na nich prawdziwie. Mamy oczekiwania, wyobrażenia wobec innych, a to chyba najprostszy sposób do rozczarowań.
alkoholizm to straszna choroba i właśnie pomoc innych ludzi bardzo się przydaje - terapia dla współuzależnionych jest niemal wszędzie dostępna - przy prawie każdym ośrodku odwykowym działa jakaś grupa wsparcia -nie wstydź się, w żadnym razie nie jest Twoją winą, że masz taki problem, natomiast oni bardzo Ci pomogą stanać na nogi.
alkohol bardzo wiele rzeczy wypacza, wyolbrzymia i czyni nie takim, jak powinno. Nawet nie wiesz, jak Twoje małżeństwo mogło Cię pokiereszować, dlatego terapia jest bardzo wskazana. pokaże Ci z dystansu całe to zło, pokaże jak sobie z nim radzić i co, bardzo ważne, uniknąć w przyszłości.