Kochani, moja koleżanka jest w związku 3 miesiące, zakochała się i powiedziała o tym swojemu lubemu...niestety ten nie zareagował tak jak ona by tego chciała.
Teraz kobitka zamiast się cieszyć tym,że kocha zastanawia się czy on się w niej zakocha.
Przecież to nie jest tak,że poznajemy kogoś i natychmiast BUUM zakochujemy się(no może oprócz przypadków gdy zdarza się miłość od pierwszego wejrzenia) potrzebujemy czasu aby tę osobę poznać, poczuć coś głębszego.
I w ten sposób jej to tłumaczę ale nie do końca do niej to trafia.
A teraz pytanie, które chciałam żeby było tematem przewodnim mojego wywodu ![]()
Jak to było z Wami, ile Wasi partnerzy potrzebowali czasu aby się zakochać?
A może ktoś miał podobnie jak moja koleżanka?
Podobne tematy
2 2013-02-27 14:18:04 Ostatnio edytowany przez crystals (2013-02-27 14:18:49)
U mnie to trochę skomplikowane
Ja i moj ukochany, znamy się od dziecka.. wychowaliśmy się na tym samym podwórku, i nigdy za sobą nie przepadalismy.. wrecz przeciwnie.. oboje mielismy o sobie fatalne zdanie
Wszystko zmienilo sie z dnia na dzien, gdy pobylismy troche w swoim towarzystwie. Zaczelismy ze soba byc po doslownie kilku rozmowach... zwiazek trwal 3 miesiace, potem bylo rozstanie, on nie byl przygotowany na to, ze tak mu bedzie zalezalo na byciu ze mna, zaczal bac sie powaznego zwiazku, a wlasnie w takie cos przerodzilo sie nasze bycie ze soba... ja mialam dokladnie to samo.. od stycznia pewnego roku do lipca, nie bylismy razem, ale oboje ogromnie tesknilismy.. kazde z nas pisalo do drugiej osoby pod byle pretekstem (on wyjechal za granice do rodziny by zapomniec). gdy wrocil, pierwsze co zrobil to bylo spedzenie ze mna bardzo namietnej nocy
mimo iz razem nie bylismy.. ciagnelo nas do siebie.. jakies dziwne przeznaczenie.. od jego powrotu jestesmy razem nieustannie.. juz poltora roku.. a za dwa miesiace urodze mu syna. mieszkamy razem.. on pracuje ja zajmuje sie domem..
wiec... mój partner pokochal mnie od razu.. ale potrzebowal wielu miesiecy by sobie to uswiadomic..:) ja zreszta takze..
"niestety ten nie zareagował tak jak ona by tego chciała."
a konkretniej, to jak zareagował?, bo może i kocha, ale ta Twoja koleżanka oczekiwała innej reakcji... w końcu każdy trochę inaczej uczucia okazuje - i to jest fajne, bo inaczej jak roboty bylibyśmy...
4 2013-02-27 15:09:18 Ostatnio edytowany przez LyLy (2013-02-27 15:11:06)
Az sie usmiechnełam jak sobie pomyslalam jak ja poznałam sie z moim wybrankiem
No u nas to ewidentnie byla milosc od pierwszego wejrzenia, (troche tandetnie to brzmi moze dla niektorych jak z dobrego filmu
no bo jak to tak odrazu sie zakochac, a no tak własnie odrazu sie zakochalismy i kazdy dzien spedzalismy ze soba) ale to tak długa historia ze hoho
ale sie zamysliłam...hmm pewnie sama przed poznaniem mojego meza jakby mi ktos powiedzial o ,,milosci od pierwszego wejrzenia,, pomyslalabym ze takie piekne historie to tylko w filmach - a tu masz
A co do wyznania ,,kocham,, on bardzo długoo czekał, ja wczesniej nikomu tego nie mówiłam , jakis zwiazków mega powaznych tez nie miałam, bylo mi z nim cudownie ale musiałam zrozumiec co to ,,kochac,, a nie tylko mowic ,,kocham, Cie , kocham Cie,, bo tak wszyscy mowia czy cos... Ooo musiałam do tego dojrzec i to wcale nie oznaczało ze bylam niepewna czy chce z nim byc, czy sie zastanawiam czy cos- nic bardziej mylnego. Miedzy nami jest roznica wieku , on juz troche przezył, inaczej postrzegał swiat , byl dojrzały i wiedzial co czuje,
ja tez wiedzialam ale jakoś takoś z tym wyznaniem sie nie spieszyłam...w sumie to nie potrafie nawet jakos tego wytłumaczyc dlaczego. Wazne bylo dla mnie to jak sie czulismy przy sobie, spedzalismy razem czas, miło mi było słyszec ze mnie kocha ale dla mnie to było tylko słowo (liczyło sie to jaki dla mnie był dobry, jak mnie sznował -czyli czyny) Wczesniej wychodzilam z załozenia ze co z tego ze facet mówi ze ,,kocha,, jak jest dla kobiety totalnym dup** , zdradza, nie szanuje ale kocha - phhii
Dopiero pozniej zrozumiałam znaczenie tego słowa (bardziej wyznania) i jakie ono jest wazne.
No ale wracajac do Twojej kolezanki bo ja tu sie rozpisałam moze ten jej facet tez nie chce sie spieszyc ?
moze tez musi do tego dojrzec ... co wcale nie znaczy ze mu nie zalezy.
Najgorsze co ona teraz moze zrobic to dopytywac, ,,ja Cie kocham a Ty mnie nie,, , naciskac na niego, i stawiac go w takiej sytuacji, ze ona to powiedziala o on nie. Niech zostawi ten temat, niech sie cieszy z tego ze sa razem i da mu czas, poprostu ...
Poza tym jest też różnica między "zakochałem/am się"a kocham Cię. Przynajmniej dla niektórych.
gen, pytasz jak zareagował?
Podobno się ucieszył, zrobiło mu się miło, ona mu wyznała,że się zakochała...nie mylmy tego stanu z miłością.
Ja ją w pewnym stopniu rozumiem, bo on jej daje sygnały,mówi wprost,że to uczucie może się u niego nie pojawić dlatego ona się boi zamiast cieszyć.
gen, pytasz jak zareagował?
Podobno się ucieszył, zrobiło mu się miło, ona mu wyznała,że się zakochała...nie mylmy tego stanu z miłością.
Ja ją w pewnym stopniu rozumiem, bo on jej daje sygnały,mówi wprost,że to uczucie może się u niego nie pojawić dlatego ona się boi zamiast cieszyć.
są faceci, którzy po pięciu minutach znajomości bredzą - kocham Cię, i po miesiącu gdzieś indziej to powtarzają, kolejnej... a bywają tacy, którzy mają kłopot w powiedzeniu tego, ale zwyczajnie są - na dobre i na złe... która opcja lepsza?, pewnie, chciałoby się full service, ale rzadko tak bywa...
Przecież to nie jest tak,że poznajemy kogoś i natychmiast BUUM zakochujemy się(no może oprócz przypadków gdy zdarza się miłość od pierwszego wejrzenia) potrzebujemy czasu aby tę osobę poznać, poczuć coś głębszego.
I w ten sposób jej to tłumaczę ale nie do końca do niej to trafia.
A teraz pytanie, które chciałam żeby było tematem przewodnim mojego wywodu
Jak to było z Wami, ile Wasi partnerzy potrzebowali czasu aby się zakochać?
A może ktoś miał podobnie jak moja koleżanka?
Ja potrzebuję średnio ok roku żeby stwierdzić, że kocham.
Poznałam wiele odpowiedzi pań i tylko jednego pana. Co Wy Panowie tylko jeden forumowy pan kocha? ![]()
To zależy od charakteru i nastawienia. Mojemu chłopakowi to zajęło 5 miesięcy ![]()
11 2016-08-03 12:16:19 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 12:17:34)
ja potrzebowałem 18 lat ![]()
mimo wielu słów "kocham" ![]()
12 2016-08-03 13:04:44 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-03 13:06:25)
watek co prawda sprzed 3 lat, ale temat bezczasowy ![]()
Zakochiwac sie to mozna czesto i gesto, bo to stan zauroczenia, ktory rownie szybko moze sie skonczyc jak sie zaczal. Czas to kwestia indywidualna. Jedni moga od pierwszego wejrzenia, inni od drugiego albo osmego...
Ale pokochac to juz bywa trudniej. Nie kazde zakochanie konczy sie miloscia. Tu juz trzeba czasu, aby czlowieka poznac lepiej, zblizyc sie do niego, zobaczyc, jaki jest naprawde, bo stan zakochania to patrzenie na obiekt uczuc przez pryzmat wlasnych wyobrazen. Bo przeciez nie mozna znac czlowieka po miesiacu, dwoch czy trzech. Moze sie nam podobac, pociagac nas fizycznie, i tyle, reszta to nasza wlasna projekcja w temacie. Chcemy i wierzmy, ze jest taki, jak sobie wyobrazamy. Dlatego czesto zakochanie szybko mija, gdy ludzie razem zamieszkuja i dziela proze zycia codziennego. Znika romantyzm, wkracza rutyna. Dostrzegamy wady, na ktore wczesniej nie zwracalismy uwagi...no krotko mowiac, ksiaze z bajki okazuje sie byc zwyklym smiertelnikiem, krolewna takoż ![]()
13 2016-08-03 13:17:31 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 13:17:38)
bezczasowy, ponad czasowy ![]()
ktoś tam kiedyś powiedział albo zapisał, w każdym razie puścił w ruch "nie ma brzydkich kobiet, tylko czasem wina brak"
w przenośni i dosłownie w moim przypadku, się to ziściło ![]()
zwłaszcza jak "szaty książęce" opadają
![]()
....albo piwa ![]()
sorry, nie moglam sie powstrzymac ![]()
tak, zakochanie to pewien stan zamroczenia, czlowiek jest jakby na rauszu i wszystko postrzega w pieknych kolorach...
15 2016-08-03 13:46:26 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 13:47:00)
w kontekście moich "stanów zamroczenia" ![]()
z każdej perspektywy wyglądało to schematycznie i nie tylko tak samo
łącznie ze scenką końcową, sytuacyjnie łącznie ze zmianą baru ![]()
jak mi żona "spotwornieje", pokaże jej ten filmik ![]()
dobre ![]()
Amethis, zawsze możesz zmienić kąt widzenia i perspektywę ![]()
....albo piwa
sorry, nie moglam sie powstrzymac
tak, zakochanie to pewien stan zamroczenia, czlowiek jest jakby na rauszu i wszystko postrzega w pieknych kolorach...
No to teraz macie odpowiedź,dlaczego faceci często piją ... ![]()
18 2016-08-03 21:48:14 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 21:51:42)
adiaphora napisał/a:....albo piwa
sorry, nie moglam sie powstrzymac
tak, zakochanie to pewien stan zamroczenia, czlowiek jest jakby na rauszu i wszystko postrzega w pieknych kolorach...
No to teraz macie odpowiedź,dlaczego faceci często piją ...
Wróć ![]()
Odpowiedź czemu nie trzeźwieją ![]()
Moze dlatego skutki odstawienia takie bolesne ![]()
adiaphora : "wyglądało",
perspektywa gruntownie zmieniona, jak i kąt widzenia, ostro pracowałem na to, grunt to sie nie zatrzymywać, nawet jak sie cofamy ![]()
theonlyone, żadna to nowina, że alkohol zmienia rzeczywistość ![]()
Amethis, czyli dobrze jest, nawet jak nie jest?
Po pierwsze, pewnie podniesie się larum, ale ja pierwsza nie wyznaję facetowi miłości... Tak już mam
Po drugie, moim zdaniem absolutnie nie ma na to zasady. Nie ma określonego czasu.
Niektórzy zakochują się INSTANT, patrzą i już wiedzą, a inni potrzebują nawet i roku, by poznać, zaufać, zakochać się.
Żadna to nowość
21 2016-08-03 22:33:26 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 22:35:17)
adiaphora :
Dlugo by pisać, ale TAK ![]()
22 2016-08-03 22:33:28 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-03 22:39:29)
GosiaSrosia, ja też nie, jakaś zakonserwowana jestem mocno w tym temacie ![]()
Prędzej by mi język odpadł ![]()
Amethis, tak myślałam, że zaklinasz rzeczywistość. Też jest to jakiś sposób, ale... ![]()
A jaka jest Twoja definicja szczęścia w zwiazku? Jak często w ogole bywasz szczęśliwy?
23 2016-08-03 23:06:39 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 23:18:11)
Amethis, tak myślałam, że zaklinasz rzeczywistość. Też jest to jakiś sposób, ale...
A jaka jest Twoja definicja szczęścia w zwiazku? Jak często w ogole bywasz szczęśliwy?
Hmm
Od kilku miesięcy jade na takim miksie terapii poznawczej, behawioralnej, psychoanalitycznej oraz skoncentrowanej na doswiadczaniu, czytam o analizie tranzakcyjnej, z DDA dalem.sobie spokój, bo to ślepy zaułek dla mnie
Szczęście w zwiazku na chwile obecną dla mnie : szczerość, otwartość, przejrzystość
Jak wyznaczalismy sobie na wzajem granice, byly bitwy, ja jeszcze beretka w dodatku zryta uzaleznieniem i cala dysfunckja z domu, ona swoja dysfunkcja
Gdy przecialem pępowine własną, pozostala jej, a to zalatwione zostało, czyms co tak naprawde bylo podstawa odnowy zwiazku, nie deklaracją, nie obietnicą a postawą
Wedlug mnie jest postawa cala reszta jest na dobrej drodze, lacznie z akceptacja siebie i odmiennosci drugiej osoby
Sa sztosy i jeszcze pewnie będą, zasada jest prosta traktuj druga osobę jak sam bys chcial byc traktowany, jesli druga osoba cie rani, jest szczerosc, otwartość i przejrzystość, w pewnym sensie odwrocenie biegunów tego chorego nakrecania się
Reszta sama sie układa, z jaskini nie wyszedłem
podstawa rozmowa,i jeszcze raz rozmowa
Ten rok byl jak 1 lot na księżyc dla mnie, wiem ze determinacja jest ważna, odbudowane poczucie wartości, tylko żyć ![]()
Sam fakt ze intymność rozmowy, drastycznie sie zmieniła, swiadczy chyba o akceptacji i pewnego rodzaju szczesciu w zwiazku, nie chodzi mi o intymnosc seksualna bynajmniej, nazwalbym to psychiczno-emocjonalna
24 2016-08-03 23:24:22 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-03 23:29:50)
wiesz co, Amethis, dla mnie to byłoby mało, ale w Twojej sytuacji być może to więcej, niż się wydaje. Nie mam Twoich doświadczeń, nie znam Twoich emocji. Przejrzałam Twój watek z kwietnia i zero w nim entuzjazmu, raczej smutna konstatacja w stylu, że 'wiem, że nic nie wiem' i 'im mniej oczekiwań, tym mniej rozczarowań'.
Tylko żyć, mówisz. Tylko żyjesz więc.
Dobrej nocy. Trzymam kciuki, abyś odnalazł to, za czym tęsknisz. ![]()
25 2016-08-03 23:53:31 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 23:54:45)
wiesz co, Amethis, dla mnie to byłoby mało, ale w Twojej sytuacji być może to więcej, niż się wydaje. Nie mam Twoich doświadczeń, nie znam Twoich emocji. Przejrzałam Twój watek z kwietnia i zero w nim entuzjazmu, raczej smutna konstatacja w stylu, że 'wiem, że nic nie wiem' i 'im mniej oczekiwań, tym mniej rozczarowań'.
Tylko żyć, mówisz. Tylko żyjesz więc.
"Wiecznych prawd nie da się przekazywać mechanicznie, w każdej epoce muszą one rodzic sie od nowa w ludzkiej psychice" Jung
Moja epoka to rok
w przyszlym, nauka latania ![]()
ale fajny nick zauważyłam na liście - chwytaj życie
a w sygnaturce kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. I sobie pomyślałam, że to powinno być motto Amethisa na najbliższy czas ![]()
teraz już naprawdę dobranoc!
27 2016-08-04 00:10:23 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 00:21:26)
Może właśnie różnica w doświadczeniach ![]()
Moj poziom ryzykowania i życia, byl na etapie adrenaliny podczas chodzenia na linie nad przepaścią, także cos tam nieco o tym wiem ![]()
Byc moze.inny kat widzenia, w temacie nie ryzykujesz nie żyjesz ![]()
Pozytywnie milego, pozdr
theonlyone, żadna to nowina, że alkohol zmienia rzeczywistość
Jeśli miałbym się czepiać szczegółów,a lubię
,to alkohol rzeczywistości nie zmienia,tylko wyobrażenie o niej...
29 2016-08-04 07:35:45 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 07:51:22)
adiaphora napisał/a:theonlyone, żadna to nowina, że alkohol zmienia rzeczywistość
Jeśli miałbym się czepiać szczegółów,a lubię
,to alkohol rzeczywistości nie zmienia,tylko wyobrażenie o niej...
A jak np pod wpływem coś ktoś naskrobie, to zmienia wyobrażenie czy rzeczywistość? ![]()
zawsze możesz zmienić kąt widzenia i perspektywę
patrząc na ten filmik od tył, też ciekawe doznania, nowego znaczenia dla mnie nabiera stwierdzenie "początek i koniec" oraz "kobiety zmienne są" ![]()
30 2016-08-04 08:07:35 Ostatnio edytowany przez theonlyone (2016-08-04 08:07:54)
theonlyone napisał/a:adiaphora napisał/a:theonlyone, żadna to nowina, że alkohol zmienia rzeczywistość
Jeśli miałbym się czepiać szczegółów,a lubię
,to alkohol rzeczywistości nie zmienia,tylko wyobrażenie o niej...
A jak np pod wpływem coś ktoś naskrobie, to zmienia wyobrażenie czy rzeczywistość?
Bezpośrednio nie zmienia.A jak ktoś przeskrobie coś nie będąc pod wpływem alko,to co wtedy jest przyczyną zmiany rzeczywistości ? ![]()
31 2016-08-04 08:34:55 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 08:36:00)
Amethis napisał/a:theonlyone napisał/a:Jeśli miałbym się czepiać szczegółów,a lubię
,to alkohol rzeczywistości nie zmienia,tylko wyobrażenie o niej...
A jak np pod wpływem coś ktoś naskrobie, to zmienia wyobrażenie czy rzeczywistość?
Bezpośrednio nie zmienia.A jak ktoś przeskrobie coś nie będąc pod wpływem alko,to co wtedy jest przyczyną zmiany rzeczywistości ?
na tym forum aż kipi od odpowiedzi na to pytanie ![]()
zacytuje może
do wyboru
wariant
I zasada
Jeżeli na ciało nie działa żadna siła lub siły działającwe równoważą sie to ciało to pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym
II zasada
Jeżeli na ciało działa siła niezrównoważona to ciało to porusza się ruchem zmiennym wartość przyspieszenia w tym ruchu jest wprost proporcjonalna do masy ciała i do wartości liczbowej działające siły
III zasada
jeżeli ciało A działa na ciało b pewną siłą F to ciało B działa na ciało A siłą F o tym samej wartości , kierunku ale o przeciwnym zwrocie
, myślę że taki detal jak "ciało" sporny w tym przypadku, poszukiwania przyczyny, już nie musi być ![]()
chyba za mocną kawę z rana trzasnąłem
grunt to dobry humor
32 2016-08-04 09:06:11 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-04 09:22:21)
ciało przyparte do muru nie stawia opóru.
prawo Ohma ![]()
i przyklad Teorii Względności, skąd ja to znam... ![]()

dobra, dosyc glupot, trzeba nieco popracowac...
Ciało rzucone na łoże,traci na oporze ![]()
34 2016-08-04 09:37:53 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-04 09:48:04)
taaaa, albo - powyżej kolan opór maleje a wzrasta napięcie hłe, hłe.
a tak wracajac do kwestii chwytania zycia, o czym wczoraj wspomnialam. Tak mi przyszło na myśl, że wielu myli chwytanie zycia z reanimacją zycia. Prawie to samo, ale jednak robi roznice ![]()
Wszystko zależy od osoby, konkretnego związku etc. Nie da się określić. Zresztą takie prawdziwe uczucie przychodzi długo. Przedtem to może być jedynie jakaś fascynacja, zakochanie, cokolwiek.
36 2016-08-04 14:14:57 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 14:18:32)
a tak wracajac do kwestii chwytania zycia, o czym wczoraj wspomnialam. Tak mi przyszło na myśl, że wielu myli chwytanie zycia z reanimacją zycia. Prawie to samo, ale jednak robi roznice
upartością mi to trąci ![]()
reanimować to można przez jakiś czas od "zaniku oznak życia" wiemy kogo, w moim mniemaniu można tu spokojnie wspominać o pulsie, rytmie, itd itp
skłaniam się dziś bardziej do twierdzenia żeby myśleć o chwytaniu życia trzeba się na nowo narodzić, a reanimacja to podtrzymywanie starego, w dodatku za wszelką cenę
w zasadzie moje dno, i sugerowane zewsząd porady odbicia się od niego, były dla mnie zwykła ściemą, albo moje pojmowanie jest z jakiejś innej planety
można spokojnie wzrastać od nowa, od niczego się nie odbijając,
mam podobnie w związku, wymagało to dziwnych zabiegów, etap przedłużonych motylków mam za sobą, małżonka też, bo przecież miłość nie jest uczuciem, to ściema emocjonalno-seksualnego podejścia do życia
Wszystko zależy od osoby, konkretnego związku etc. Nie da się określić. Zresztą takie prawdziwe uczucie przychodzi długo. Przedtem to może być jedynie jakaś fascynacja, zakochanie, cokolwiek.
wracając do oporów i napięć
można równie dobrze rzec, że szybkość "zakochania u faceta" zależy od głębokości oporu i siły napięcia potrzebnej do przełamania oporu
, bo czas gra tu tak naprawdę piąte jak nie dalsze skrzypce, może poza przypadkiem bolesnego napięcia jako wskazówki w tykającym zegarze
sprowadza się to tylko i wyłącznie to stanu zero jedynkowego, albo jest opór albo go nie ma, albo jest napięcie albo go nie ma ![]()
kwestia też z jakiego punktu startujesz, jak z tak zwanej czarnej inez, to może to trwać wiecznie, i być mylone z miłością którą samo w sobie to coś nie jest
żartując, w moim przypadku randkowałem 18 lat ![]()
no ale jak się kroków nie zna, to pupa zbita, nie zatańczysz, siedzisz w kącie
37 2016-08-04 14:51:31 Ostatnio edytowany przez Tomek4811 (2016-08-04 21:14:10)
W moim przypadku to zeby sie zakochać potrzebuje od dwóch godzin do kilku miesięcy. Wszystko co trwa dłużej niz pół roku jest dla mnie wymęczone i nie rokuje dobrze. Tak jak juz kilka razy pisałem to choc raz mi sie udało zakochać w przeciągu 2 godzin to i tak trwało to około miesiąc zanim dotarło do mnie ze sie zakochałem i powiedziałem o tym kobiecie. Choc nie uważam sie za desperata to nie jestem fanem długich zachodów i długiego obwąchiwania sie. Uważam ze albo coś zaiskrzy stosunkowo szybko albo uczucie jest "wymęczone" => nie rokuje dobrze.
Zdarzylo mi sie rownież ze zaiskrzyło mi ni stad ni zowad do kobiety która długo znałem.
A odnośnie Twojej koleżanki to uważam, ze słusznie, ze sie martwi ale z drugiej strony niech nie panikuje i niech mysli pozytywnie choc radziłbym jej nie angażować sie głębiej w ten związek dopóki nie usłyszy "kocham Cie" od chłopaka. Jej szanse na udany związek oceniam na 50%.