Witam,
od dłuższego czasu borykam się z pewnym problemem, a mianowicie chodzi o mojego ojca. Mam 22 lata, studiuję, mam chłopaka mieszkam z rodzicami. Zawsze są problemy, gdy chce wyjść z domu, spędzić czas z przyjaciółmi, wyjść ze znajomymi do lokalu. Jego argumentem jest to, że on nie może zmrużyć oka, gdy nie ma mnie w domu. Nie wracam późno, ale w tygodniu po godzinie 22 zawsze jest telefon, że gdzie ja się podziewam że mam wracać do domu, bo jest już późno. O spontanicznym wypadzie ze znajomymi nad morze, na domówkę do kogoś mogę zapomnieć
nieważne czy jest to okres wakacyjny czy rok akademicki. Tak jest od zawsze. Wydaje się, że najlepszym sposobem może być rozmowa, ale problem w tym, że z nim nie da się porozmawiać. Od razu są nerwy, krzyki. Męczy mnie to, bo nigdy nie sprawiałam problemów wychowawczych, teraz jest czas na to, żeby spotykać się z przyjaciółmi, mieć jakieś życie towarzyskie, fajne wspomnienia czy cokolwiek ale niestety nie w moim przypadku
Akceptuje mojego chłopaka, ale według niego skoro mam chłopaka to powinnam wszędzie wychodzić tylko z nim, a dla mnie nie ma problemu, że wyjdę sobie ze znajomymi na piwo, podczas gdy on spotka się ze swoimi kumplami. Rujnuje mi życie towarzyskie, zawsze muszę pierwsza wracać do domu, dla niego 22 to już późna pora o której trzeba być w domu.
O wyprowadzce mogę zapomnieć, nie pracuję, studiuję, nie dam rady się sama utrzymać.
Co zrobić?
Ta sytuacja powoli siada mi na psychikę... ![]()
Podobne tematy
po prostu powiedz wychodzę i wyłącz telefon
Najlepszym sposobem jest wyprowadzka.
Witam,
, nie pracuję, studiuję, nie dam rady się sama utrzymać.
Znaczy się, tak naprawdę nie jesteś dorosła.
A numerów z wyłączeniem telefonu bym nie próbowała, bo to może zaognić jeszcze bardziej stosunki z ojcem. Dla niego jesteś wciąż małą dziewczynką, którą trzeba się opiekować. I za którą czuje się odpowiedzialny. Zresztą to co się ogląda w telewizji, czyta w gazetach i internecie pobudza wyobraźnię rodziców.....
Dopuki studiuje i nia ma (chyba) 26 lat, obowiazek utrzymania spada na rodzicow. Z drugiej strony po co isc na wojne tam, gdzie mozna probowac dogadac sie polubownie?
Autorko, pora chyba uswiadomic ojcu, ze nie jestes juz tą mala dziewczynką, o ktora tzreba sie trzasc. Owszem, mozna doceniac troske rodzica, ale jesli uniemozliwia nam zycie, warto porozmawiac o tym otwarcie. Co z tego, ze sie denerwuje i zlosci. Wyjdz, przeczekaj atak gniewu, za chwile probuj znowu
.
6 2013-12-16 10:34:20 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-12-16 11:13:32)
Benita, nie masz racji.
Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy
Art. 133. § 3. Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się.
I jeszcze:
Art. 91. § 1. Dziecko, które ma dochody z własnej pracy, powinno przyczyniać się do pokrywania kosztów utrzymania rodziny, jeżeli mieszka u rodziców.
§ 2. Dziecko, które pozostaje na utrzymaniu rodziców i mieszka u nich, jest obowiązane pomagać im we wspólnym gospodarstwie.
Oddział 2 Władza rodzicielska
§ 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo.
Autorka jest dorosła, może poszukać pracy i iść na swoje. Dobrze by jej to zrobiło.
Wyjścia ma dwa - rodziców nie zmieni, dogadać też się z nimi nie da - może więc zaakceptować z pokorą ich zachowanie i wymagania, albo może się wynieść. Od niej zależy, co jej bardziej pasuje.
Miałam podobną sytuację w czasach liceum, nie sprawiałam nie wiadomo jakich problemów wychowawczych jednak zdarzały się wyskoki, teraz już wspominane ze śmiechem. W końcu mój tata zrozumiał, że jestem dorosła, zna moich przyjaciół wie, że z nimi nic mi nie grozi, dalej czasem gada że przed 22 w domu, z tym ,że to taki żart bardziej. Ale zawsze jak wracam później do domu to słyszę jak się budzi i sprawdza czy to ja wróciłam. Myślę, że z czasem zrozumie, że nie jesteś małą dziewczynką. Nie da rady Cię zamknąć w klatce, bo nawet jeśli teraz jesteś jeszcze z nimi to niedługo się to zmieni, a wtedy jego wpływ będzie marginalny na Twoje wyjścia i decyzje. A co na to mama? Nic nie napisałaś o tym, może dobrze byłoby z nią porozmawiać, a ona z nim.
Cynicznahipo, dzięki wielkie za te przytoczone przepisy Kodeksu. Wydrukuje sobie i będę cytować synom jak bedą za bardzo podskakiwać
![]()
Cynicznahipo, dzięki wielkie za te przytoczone przepisy Kodeksu. Wydrukuje sobie i będę cytować synom jak bedą za bardzo podskakiwać
![]()
![]()
Dobra ;p
Wiadomo, że kodeks ma się różnie do życia codziennego.
Ja się z domu wyniosłam po 18-tce, bo miałam dość.
Nie walczyłam o pieniądze od rodziców, wolałam znaleźć pracę i poradzić sobie sama.
Dzięki temu zyskałam święty spokój i luksus wolności całkowitej.
Żeby nie było - maturę i studia również zaliczyłam, równolegle pracując. Da się.
Cyniczna, byc moze. Jednak mnie sie wydaje, ze tutaj tatus jednak troche naduzywa swej wladzy rodzicielskiej. Dziewczyna 22 lata chyba moze uz decydowac o tym, jak chce spędzic wieczor? To chyba wykracza poza posluszenstwo....
Cyniczna, byc moze. Jednak mnie sie wydaje, ze tutaj tatus jednak troche naduzywa swej wladzy rodzicielskiej. Dziewczyna 22 lata chyba moze uz decydowac o tym, jak chce spędzic wieczor? To chyba wykracza poza posluszenstwo....
Oczywiście, że może zdecydować jak chce spędzić wieczór... Ale dopóki mieszka w domu rodzinnym musi się dopasować do zwyczajów w nim panujących i uwzględnić uczucia rodziców ( w tym przede wszystkim obawa o bezpieczeństwo dziecka). Oczywiście ma tez prawo do negocjacji tych zwyczajów i warunków...
2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo.
Tyle, że Autorka nie pozostaje pod władzą rodzicielską.
Wyjścia ma dwa - rodziców nie zmieni, dogadać też się z nimi nie da - może więc zaakceptować z pokorą ich zachowanie i wymagania, albo może się wynieść.
Rodziców kompleksowo oczywiście nie zmieni, ale można się z nimi porozumieć. Przynajmniej próbować.
Przychylam się w tej kwestii do zdania Benity .
Zatem wcale nie muszą to być skrajne rozwiązania.
Autorko - jak zostało wyżej wskazane przez Benitę, próbuj uświadomić ojcu pewne sprawy.
Ja go troszkę rozumiem, bo sama mam studiujące dzieci. O ile ja ich nie ograniczam w wychodzeniu czy prowadzeniu własnego życia (ale martwię się w duchu), to Twój ojciec z tym nie potrafi sobie poradzić.
Jeżeli jest problem ze spokojną rozmową to może spróbuj napisać list. Wyłóż w nim spokojnie swoje racje i poproś o ich zrozumienie.
Nawet jeśli ojciec będzie się denerwował czytając list, to jest szansa, że przeczytawszy go w całości (pewno nigdy nie mógł w całości wysłuchać Twoich racji), zastanowi się na spokojnie.
Jakie zdanie w tej kwestii ma Twoja mama?
Benita72 napisał/a:Cyniczna, byc moze. Jednak mnie sie wydaje, ze tutaj tatus jednak troche naduzywa swej wladzy rodzicielskiej. Dziewczyna 22 lata chyba moze uz decydowac o tym, jak chce spędzic wieczor? To chyba wykracza poza posluszenstwo....
Oczywiście, że może zdecydować jak chce spędzić wieczór... Ale dopóki mieszka w domu rodzinnym musi się dopasować do zwyczajów w nim panujących i uwzględnić uczucia rodziców ( w tym przede wszystkim obawa o bezpieczeństwo dziecka). Oczywiście ma tez prawo do negocjacji tych zwyczajów i warunków...
To jest błędne przekonanie, że skoro mieszkasz u rodziców, to masz się podporządkować we wszystkim. Jeśli byłaby obcą lokatorką, kuzynką, daleką rodziną, czy czymkolwiek innym, co się "zwaliło" rodzicom na głowę, to tak, nie ma prawa "podskakiwać". Ale ona jest ich dzieckiem i dom, w kórym mieszka, jest również JEJ domem.
Skoro studiuje, dobrze się zachowuje i nie ma jakiś dzikich odpałów, to nie ma najmniejszego powodu, by rodzice jej nie ufali i tak ją kontrolowali. Ojciec nadużywa władzy rodzicielskiej z troski, ale nadmierna troska jest toksyczna.
Autorko, mam to samo
Może nie dokładnie i nie we wszystkim, ale też prowadziłam batalie (i czasem jeszcze prowadzę
) o wychodzenie z domu nagle i niespodziewanie i różnych, ale przyzwoitych godzinach.
Tata się martwi - uszanuj to, ale musisz zacząć powoli wymagać, by i on uszanował Twoją niezależność. Ponieważ nie możesz się wyprowadzić musisz się pogimnastykować. Nie będzie łatwo i nie zawsze miło, ale czas się rozpychać łokciami i im wcześniej tym lepiej.
Przy następnej okazji do wyjścia po prostu wyjdź OZNAJMIAJĄC, że idziesz, a nie pytając czy możesz. Zacznij oznajmiać, na początku będzie ciężko, ale potem jakoś pójdzie, zobaczysz
Wychodź, nie zostawaj, nie dawaj się przekonać, odpowiadaj spokojnie i krótko i wychodź. Jak zadzwoni o 22 to powiedz grzecznie, że wszystko w porządku, dobrze się bawisz i będziesz później. Następnego dnia rano bądź miła i uśmiechnięta i jakby nigdy nic. ![]()
kasa rodziców i ich decyzje.
życie.
Mama jest po mojej stronie, ufa mi, wie jak mnie wychowała i wie jak sie zachowuje wiec z nią nie ma najmniejszych problemów ![]()
Mama jest po mojej stronie, ufa mi, wie jak mnie wychowała i wie jak sie zachowuje wiec z nią nie ma najmniejszych problemów
No to już wielki plus
To może porozmawiaj z mamą, ustalcie jakąś linię "urobienia" taty. A jak ona reaguje jak on daje Ci takie zakazy, nakazy i kontrole?
Najczęściej się nie odzywa, bo wie, że ja i tak wyjdę, a on później całą złość będzie wyładowywał na niej.
Najczęściej się nie odzywa, bo wie, że ja i tak wyjdę, a on później całą złość będzie wyładowywał na niej.
To tym bardziej powinnyście murem stanąć. Twoja mama powinna wyraźnie nie dać tacie na sobie się wyżywać, a Ty wyraźnie mu pokazać, że dorosła jesteś.
Spróbuj, trochę bitew i wojny podjazdowej przed Tobą, ale powinno zadziałać. Bo teraz jest wychodzenie, potem będzie mieszkanie, potem jak masz żyć, jak dzieci wychowywać i zawsze coś. Trzeba postawić granice.
(...)ona jest ich dzieckiem i dom, w kórym mieszka, jest również JEJ domem.(...)
Masz rację, tylko zwróć uwagę na to, że to rodzice są gospodarzami tego domu, i mają prawo wprowadzać na swoim terenie takie zasady, jakie im się tylko podobają, a jeśli autorce z tym niewygodnie, to najprościej będzie znaleźć pracę, wynająć choćby pokój na początek, i rzeczywiście stać się dorosłą, samodzielną osobą, która sama będzie ustalała własny kodeks, w tym pory powrotów do domu. ![]()
Teo napisał/a:(...)ona jest ich dzieckiem i dom, w kórym mieszka, jest również JEJ domem.(...)
Masz rację, tylko zwróć uwagę na to, że to rodzice są gospodarzami tego domu, i mają prawo wprowadzać na swoim terenie takie zasady, jakie im się tylko podobają, a jeśli autorce z tym niewygodnie, to najprościej będzie znaleźć pracę, wynająć choćby pokój na początek, i rzeczywiście stać się dorosłą, samodzielną osobą, która sama będzie ustalała własny kodeks, w tym pory powrotów do domu.
A ona gospodarzem nie jest? Ona nie zostaje w nim i go nie "pilnuje" jak ich nie ma? Nie pomaga? Nie sprząta, nie gotuje, nie urzęduje, nie istenieje tam? To pełnoprawny gospodarz to tylko ten, co pieniądze nosi? A jeśli np, jej mama nie pracuje, to ona też nie jest gospodarzem? Uważam, że rodzina to jedność i takie dzielenia na "my" i "oni" jest niesprawiedliwa jeśli wszystko działa poprawnie. Dziewczyna ma 22 lata, jej studia i kształcenie się to też jest w pewien sposób wkład w ten dom, bo ona kształci się dla siebie, ale przecież dzięki temu w końcu się wyprowadzi, a w przyszłości być może wspomoże budżet rodzinny, gdy zajdzie taka potrzeba.
Rodzice mogą się nie godzić na chłopaka w jej pokoju po 20, spoko. Na imprezy w domu, głośne zachowanie, chamstwo, bałaganiarstwo i brak szacunku, ale fakt, że sobie dorosła dziewczyna wyjdzie, o której chce i wróci o której chce nie powinno im przeszkadzać. Nie sądze, że wraca pijana i się przez 2 godziny obija po ścianach, zapala wszystkie światła i tłucze garnki.
Pewnie, że najprościej się jest wyprowadzić, ale ja uważam, że jeśli patologii nie ma, to najpierw wypadałoby się dogadać i wypracować kompromisy, żeby każdemu żyło się w miarę dobrze.
Najczęściej się nie odzywa, bo wie, że ja i tak wyjdę, a on później całą złość będzie wyładowywał na niej.
Twoja mama boi się Twojego taty?
Jeżeli tak, to raczej otwarcie nie będzie Cię popierać.
Pozostaje metoda drobnych kroków. Spokojnie, ale konsekwentnie.
Myślę, że w tym może być trochę również mojej winy, bo nigdy mu sie nie przeciwstawiłam, przyzwyczaiłam go do tego, że zawsze jest tak jak on chce, a ja nie mam własnego zdania. Tylko czas to zmienić, bo później w każdej sprawie będzie narzucał mi swoje zdanie, a ja nie będę potrafiła mu odmówić
(...)Rodzice mogą się nie godzić na chłopaka w jej pokoju po 20, spoko. Na imprezy w domu, głośne zachowanie, chamstwo, bałaganiarstwo i brak szacunku, ale fakt, że sobie dorosła dziewczyna wyjdzie, o której chce i wróci o której chce nie powinno im przeszkadzać. (...)
Nie powinno im to przeszkadzać, ale w rzeczywistości jednak przeszkadza, i autorka powinna:
- zaakceptować to i dostosować się,
- podjąć walkę z wiatrakami, i próbować nawiązać nić porozumienia z rodzicami na tej płaszczyźnie,
- wyprowadzić się i zacząć żyć tak jak jej się podoba.
Według mnie najprostsze i zarazem najkorzystniejsze wyjście, to wyjście trzecie, bo jeśli tata nie potrafi pogodzić się z wiekiem swojej córki, a mama boi się konfrontacji z własnym mężem, to już jest swego rodzaju dysfunkcja.
A ona gospodarzem nie jest?(...)
Nie. Ona jest córką gospodarzy. Będzie gospodynią, gdy będzie miała swoje mieszkanie / dom.
Teo napisał/a:(...)Rodzice mogą się nie godzić na chłopaka w jej pokoju po 20, spoko. Na imprezy w domu, głośne zachowanie, chamstwo, bałaganiarstwo i brak szacunku, ale fakt, że sobie dorosła dziewczyna wyjdzie, o której chce i wróci o której chce nie powinno im przeszkadzać. (...)
Nie powinno im to przeszkadzać, ale w rzeczywistości jednak przeszkadza, i autorka powinna:
- zaakceptować to i dostosować się,
- podjąć walkę z wiatrakami, i próbować nawiązać nić porozumienia z rodzicami na tej płaszczyźnie,
- wyprowadzić się i zacząć żyć tak jak jej się podoba.
Według mnie najprostsze i zarazem najkorzystniejsze wyjście, to wyjście trzecie, bo jeśli tata nie potrafi pogodzić się z wiekiem swojej córki, a mama boi się konfrontacji z własnym mężem, to już jest swego rodzaju dysfunkcja.
- Przeszkadza tylko ojcu.
- Niesprawiedliwe traktowanie i bezpodstawne kontrolowanie nie powinno być akceptowalne przez nikogo wszystko jedno od kogo ono wychodzi.
- Czemu zakładać, że jej ojciec jest nieczułym, durnym bucem, do którego argumenty i odpowiednie zachowanie nie docierają? Dlaczego to musi być walka z wiatrakami? Jeszcze nawet nie próbowała, a nic nie wskazuje na to, że sobie nie poradzi i nie wypracuje własnej przestrzeni, choć teraz może to tak wyglądać.
- No tak, wyprowadzka jest najprostrza, ale w jej wypadku prawie niemożliwa, więc niech próbuje innch metod. Jak się okaże, że ojciec faktycznie jest toksyczny do szpiku kości to zawsze się może wyprowadzić, ale nie zakładajmy takiego scenariusza
Teo napisał/a:A ona gospodarzem nie jest?(...)
Nie. Ona jest córką gospodarzy. Będzie gospodynią, gdy będzie miała swoje mieszkanie / dom.
Bardzo niesprawiedliwe podejście i bardzo materialne. To jest też JEJ dom i jest pełnoprawnym członkiem rodziny, więc jest u siebie. Żyją razem więc razem powinni dojść do kompromisów, a nie tylko ona. Z jakiej racji właściwie?
Benita, nie masz racji.
Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy
Art. 133. § 3. Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się.I jeszcze:
Art. 91. § 1. Dziecko, które ma dochody z własnej pracy, powinno przyczyniać się do pokrywania kosztów utrzymania rodziny, jeżeli mieszka u rodziców.
§ 2. Dziecko, które pozostaje na utrzymaniu rodziców i mieszka u nich, jest obowiązane pomagać im we wspólnym gospodarstwie.
Oddział 2 Władza rodzicielska§ 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo.
Autorka jest dorosła, może poszukać pracy i iść na swoje. Dobrze by jej to zrobiło.
Wyjścia ma dwa - rodziców nie zmieni, dogadać też się z nimi nie da - może więc zaakceptować z pokorą ich zachowanie i wymagania, albo może się wynieść. Od niej zależy, co jej bardziej pasuje.
DOKŁADNIE! Wyprowadź się, ale pewnie to nie takie łatwe masz rację albo bierzesz odpowiedzialność za swoje życie i masz wolność kiedy w zasadzie chcesz albo się podporządkuj rodzicom
Prosty wybór, ale nie łatwy.
Zgadzam sie z Teo.
Jak tak sie mowi to mozna wyjsc z zalozenia, ze zona nie pracujaca ma sluchac meza we wszystkim. Ten kto ma pieniadze nie ma nad nami absolutnej wladzy i nad kazdym aspektem zycia naszego.
Stad sie biora ofiary, ktore wlasnie na wszystko pozwalaja komus bez zdrowego rozsadku.
To jak jej ojciec histeryzuje jest chore, i nie interesuje mnie czy ma on pienidze i daje jej te pieniadze czy nie. Jak sie kogos utrzymuje to nie znaczy, ze sie kupilo jego dusze z miejsca i cale zycie i takie myslenie jest patologia jakas.
Najprosciej jest sie wyprowadzic, trudniej zmienic podejscie ojca do Ciebie - ale moim zdaniem to konieczne bo teraz kontroluje to, a w przyszlosci nie wiadomo jak bedzie sie we wszystko wtracal.
Musi sie nauczyc, ze sa granice i tyle.
Zachecam przy tym do znalezienia pracy jakiejs.
Za dlugo bylas ulegla i teraz to bedzie przeszkoda do wolnosci.
Właśnie chodzi o to, o czym pisze Nina - jestem prawie pewna, że ojciec Autorki spojrzałby na wszystko inaczej, gdyby Autorka znalazła pracę. Pokazałaby tym, że jest odpowiedzialna. A od tego już potem tylko krok do wyprowadzki, która przecież i tak kiedyś nastąpi.
Nina, bardzo ladnie napisalas. Fakt, ze dziecko jest zalezne od rodzicow (a do pewnego etapu po prostu nie ma innej opcji), nie oznacza, ze stanowi ich wlasnosc. Ma swoje potrzeby, w kazdym wieku rozne. Normalne jest, ze 22 dziewczyna chce miec swoje zycie towarzyskie, chce troche o sobie decydowac i naprawde nie musi sie ze wszystkiego tlumaczyc. Nie mysle, zeby tzreba bylo az wyprowadzac sie z domu, zeby to osiagnać (tak jak pisala luc, niepotrzebne tu rozwiazania skrajne), bo zamieszkiwanie z rodzicami, kiedy jeszcze nie mamy wlasnej rodziny i sie uczymy, ma niewatpliwe plusy. Po co z nich rezygnowac? Podjecie dodatkowej pracy tez nie rozwiaze wszystkich problemow, bo problemem tutaj nie jest wlasne utrzymanie, tylko wzajemne uszanowanie swoich zasad. Obowiazkiem autorki w jej sytuacji jest przede wszystim pomoc w gospodarstwie domowym i nauka!, i nie mamy powodu sądzic, ze dziewczyna sie z tego nie wywiazuje. Wiec dlaczego ma sie wyprowadzac? Co wiecej, wyprowadzka rowniez wydaje mi sie troche "ucieczką", bo tak jak pisala Teo, autorka jest w jakims stopniu w nim gospodarzem.
Sniezynko, warto zostac i stawic ojcu czola i przekonac go, ze potrafisz o siebie zadbac w pewnych kwestiach
Najlepiej rozmawiac o konkretach. Dlaczego nie ma do Ciebie zaufania np? Smutne jest to, ze nie masz "oficjalnego" wsparcia w mamie. Fajnie, jak rodzice maja wspolne stanowisko w sprawach dotyczacych dzieci. Ale sama tez mozesz probowac cos z tym zrobic.
To jest do zrobienia ale trzeba być twardą. Wielu rodziców ma takie zajawki, u mnie było nawet ciekawiej bo mama jest sama, tata zmarł kilka lat wcześniej. Dobrze następnym razem zakomunikować że wrócisz o 23 i BEZWZGLĘDNIE o tej godzinie wrócić, np z wyjścia z koleżankami. Jeśli zadzwoni o 22, przekaż spokojnie, że wracasz później i tyle. Może po powrocie będzie miał pretensje ale kilkukrotne powtórzenie schematu go uelastyczni. Jeśli się boi, że jesteś poza domem późno, upewnij go, że idziesz z bliskimi osobami, że nie wrócisz sama na piechotę 3km przez dzikie blokowisko... i rób swoje. Jeśli będzie dalej stosował podejście "przez Ciebie nie mogę spać" zaproponuj moje rozwiązanie - ja kupiłam mamie tabletki z melatoniną
Na początku było jej ciężko, nawet jak się wyprowadziłam to zdarzały się telefony typu a gdzie Ty jesteś, czemu nie w domu... Po prostu ze spokojem. I nie wpadaj w pułapkę zbyt obszernych tłumaczeń - kto, z kim, gdzie..., bo skończy się tym że tata będzie dzwonił na komórki znajomych z którymi rzekomo jesteś ![]()