Witam,
nie dawno dowiedziałam się, że mój tata nie jest moim biologicznym ojcem. Od ok. 2 lat miałam takie podejrzenie, ale dopiero teraz zebrałam się na otwartą rozmowę z mamą i podejrzenie okazało się prawdą.
Gdy mama była w ciąży on się odsunął, nie chciał nią zająć, radził usunąć ciążę. Mama -mając swój honor, jak twierdzi i nie chcąc się napraszać- wróciła do swojego byłego i to jego wpisała w akcie urodzenia i to on mnie wychował.
Tamten wiedział, że przyszłam na świat jednak w żaden sposób nie chciał partycypować w moim życiu, jedynie kiedy miałam ok. 4 lata pomógł mamie w jakiejś transakcji i od tego czasu nie pojawił się już w naszym życiu, a ja do czasu jak miałam 25 lat nie miałam najmniejszych podejrzeń, że mój "tata" nie jest tym biologicznym.
Moi rodzice jednak jeszcze jak byłam mała się rozstali, żywiąc do siebie głównie żal i nienawiść, moje dorastanie odbywało się w bardzo burzliwej i skomplikownej atmosferze. Co więcej mój "tata" w chwili moich narodzin miał 53 lata, więc wiekowo mogłabym być jego wnuczką. Ponadto jest bardzo "trudnym", kłótliwym i nie pokornym, człowiekiem i pomimo jego dobrych chęci to jednak nasza relacja nie była szczególnie bliska, wychowywał mnie liberalnie, nie przywiązując szczególnej roli do znaczenia relacji w rodzinie, przekazywanie wartości ani też do budowania własnej samooceny.
Na wiadomość o tym, że moim biologicznym ojcem jest ktoś inny poczułam mieszaninę emocji: od pewnej ogólnej niestabilności, przez wściekłość, żal, wyrzut, aż po ciekawość i nadzieję.
Zastanawiam sie czy jest sens go poznać?
Niewątpliwie zachował się beznadziejnie wobec mamy. Nie chciał też nigdy mnie poznać i to mnie w pewien sposób boli najbardziej. Jednak nie odczuwam chęci robienia mu wyrzutów. Przeważa ciekawość: chciałabym go poznać, zobaczyć jakim jest człowiekiem, poznać historię związku z moją mamą z jego perspektywy, dowiedzieć się jak się potoczyło jego życie. W chwili moich narodzin miał 35 lat, czyli całkiem sporo, nie może sie wykręcić niedojrzałością.
Obawiam się jednak tego czy nie jestem jakimś kompletnie nie normalnym, chorym człowiekiem.
Również boję się czy mnie kompletnie nie odrzuci, to by bardzo mnie zabolało.
Jest jeszcze jedna motywacja dla której chcę go poznać:
sądzę, że mam problem w nawiązywaniu, zdrowych, pełnowartościowych związków, mam pewne problemy z własną samooceną i w realnym ocenianiu zachowań, szczególnie damsko-męskich. Mam wrażenie, że musi to mieć korzenie wybrakowanej relacji na linii ojciec-córka. Jest we mnie promyk nadziei, że może pomimo tylu lat, nawiązanie dobrej relacji z biologicznym ojcem dałoby jakąś szansę na poprawę... Choć oczywiście staram sie nie mieć wobec niego żadnych oczekiwań bo to wszystko wielka niewiadoma.
Czy ktoś ma podobne doświadczenie? Poznał biologicznego ojca w dorosłym wieku?
Bardzo proszę o pomoc i opinie