Witam Was Wszystkich,
od pewnego czasu zastanawiam się nad sytuacją w której teraz się znajduję , a mianowicie chodzi mi o relacje z koleżankami z którymi mieszkam w czasie studiów.
Na samym początku gdy się poznawałyśmy zrobiłyśmy sobie taki wieczorek przy piwie, ciasteczkach i gadałyśmy na różne tematy - w tym na tematy sytuacji życiowej, planach, marzeniach. Nawiązała się dyskusja o sytuacjach rodzinnych, koleżanki zobrazowały swoje -moim zdaniem sielankowe układy, na co ja powiedziałam,że moja sytuacja nie jest różowa (szykujący się rozwód, oddzielne mieszkanie rodziców, niedawna śmierć bliskiej osoby z rodziny), na co koleżanki zapytały się, jak się z tym czuję na co odpowiedziałam zgodnie z prawdą no że nie mogłam wpłynąc ani na decyzje dorosłych osób ani na to, w jakim domu dorastałam i wychowałam się. Potem już był inny temat podchwycony i jakoś ten wieczór się zakończył.
Po tym wieczorku zauważyłam wręcz nagminne opowieści dziewczyn o tym, co rodzice im kupili, o ich wspólnych niedzielnych obiadkach, o wyjazdach, nawet o takich sprawach jak co jednej czy drugiej tato kupił mamie na urodziny...Ja zazwyczaj nic się nie odzywam w takiej sytuacji, gdyż nie moge się niczym takim pochwalić ( z resztą ja nie jestem zwolenniczką opowiadania znajomym np. o tym co moja babcia dostała od cioci na imieniny, czy jaką zupe miałam na obiad w domu).
Zauważyłam również to, że gdy zaczynają się właczać te "rodzinne opowieści" to jedna przez drugą zerkają na mnie , jakby czekały na moją reakcje czy na to co powiem, raz czy dwa powiedziałam coś w stylu że "no,fajnie macie, super",po czym wróciłam np do czytania książki.
Ni chce być odebrana jako przewrażliwiona osoba, jednak czasem mam wrażenie że to wszystko jest robione przez zwyczajną złośliwość, jakby pokazanie "Ty masz źle, a my mamy tak fajnie", ja np. nie opowiadam koleżance u której wiem że jest krucho z pieniędzmi jak to ja wspaniale sobie wakacje spędziłam jeżdząc tu i tam, czy przy osobie pulchniejszej nie mówie "jejjku,zima idzie musze sie odchudzać, bo teraz na czasie jest bycie fit". Zastanawia mnie równiez to, dlaczego dorosłe osoby (23 lata) opowiadają sobie (czasem to wygląda na prawdziwą licytację u nich, bo jak jedna ledwo kończy zdanie o swoich rodzicach to już druga zaczyna 'a u mnie to....') o swoich rodzinach a nie pogadają normalnie, o swoich poglądach, hobby, ksiązkach, filmach, kosmetykach etc.
co o tym myślicie?