Cześć Kobiety.
Chciałabym Wam przedstawić mój mały problem, związany z facetem. Otóż jakieś dwa miesiące temu (jesteśmy ponad 4) obiecał mi, że pojedziemy sobie gdzieś w dwójkę na weekend. Ustalaliśmy terminy i padło na mikołajki (6-8 grudnia). Cieszyłam się jak dziecko, bo bardzo chciałam mieć go tylko dla siebie (widzimy się 1-2x w tygodniu ze względu na odległość, pracę, szkołę) chociaż przez ten weekend. Jeszcze kilka dni temu dzwoniłam do niego, by potwierdzić wyjazd i przedtem OBIECAŁ mi, że na pewno pojedziemy. Okazało się, że w piątek nie da rady, ale sobota i niedziela jak najbardziej. Jestem wyrozumiała i w zasadzie dalej się cieszyłam, że jest taka możliwość. Wczoraj (czyli w piątek) chciałam się dowiedzieć szczegółów - obiecał, że zadzwoni po południu i wszystko mi wyjaśni, ale nie zadzwonił, więc zniecierpliwiona napisałam. Nie odpisał. Zmartwiłam się trochę, bo docelowo rano miał mnie zabrać z domu. Wstałam specjalnie raniutko i dalej bez odpowiedzi (tylko na fb napisał, czy jestem, zamiast wyjaśnić mi kwestie). Dopiero później dostałam wyjaśnienie. Po pierwsze "przyjedzie po południu, bo musi zostać w domu", a po drugie okazało się, że w sumie to wcale nie pojedziemy, bo coś "pokręcił" z rezerwacją i jest na następny tydzień. Nie wiem jakim cholernym cudem, bo umawialiśmy się na ten weekend. Nie mam pojęcia, czy uparł się na to jedno miejsce (jest ładne, ale dosłownie parę km ode mnie, szczerze to liczyłam na jakieś nieznane rejony), czy coś, ale zrobiło mi się bardzo przykro. Pokrótce narzucił mi swoją wolę, bo napisał, że na przyszły tydzień jest wszystko zarezerwowane i dzisiaj się spotkamy. Nie brał pod uwagę tego, że mogę nie dać rady w przyszły weekend, bo mam wyjątkowo dużo pracy. Strasznie się zezłościłam, chyba rozumiecie. Po 16 rozanielony zadzwonił, że wyjeżdża z miasta (chociaż podobno miał być w domu), ale powiedziałam mu, że nie mam ochoty się z nim widzieć (wiedziałam, że podczas spotkania pewnie się pokłócimy)... Jeszcze miał pretensję, że "wszystko ustaliliśmy". Tak naprawdę nie ustaliliśmy nic, bo nie wyraziłam żadnego zdania na temat wyjazdu. Nawet nie przeprosił, że tak wyszło. Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nim. Z jednej strony może trochę przesadzam, a z drugiej złożył obietnicę. Jak mogę mu wierzyć, skoro nie daje rady jej dotrzymać w takich "błahych" sprawach?
Ostatnio miał pretensje, że nie czuje się ze mną blisko bo nie chcę mu mówić o moich problemach (rodzinne sprawy). Przełamałam się i pierwszy raz powiedziałam o moich przeżyciach. M.in też o byłym chłopaku, który bardzo "ostro" namawiał mnie do seksu (miało już do czegoś dojść), do tego bez gumki (po tym zrezygnowałam). Chłopak ten mieszka blisko mnie. Jak zapytałam, dlaczego apartament znajduje się "tak daleko" (ironicznie, ale z dobrymi intencjami), to odpowiedział "Ostatnio mowilas mi ze chciałas to zrobic u sąsiada wiec chce byc konsekwentny w działaniu uśmiech". Zrobiło mi się bardzo przykro.. Do tego czuję, że w ogóle go nie kręcę. Rozmawiałam z nim o tym ale podobno tylko sobie wmawiam. Jak ma mi za przeproszeniem dogodzić to czuję się, jakby robił to na siłę. Nie uprawialiśmy jeszcze seksu (chociaż z mojej strony inicjatywa jest za każdym razem), nawet ma problem z tym, jak rozpinam mu rozporek..
Jest sobota, a ja siedzę na kompie i nie mam na nic ochoty. Nawet wyjść nie ma gdzie, bo Ksawery nie daje żyć.
Podobne tematy
ktoś, coś? ![]()
3 2013-12-08 11:11:01 Ostatnio edytowany przez lilka987 (2013-12-08 11:11:22)
Musisz porozmawiać ze swoim chłopakiem i wyjaśnić te sprawy. Nikt tu z nas nie wie co siedzi mu w głowie, dlaczego tak postąpił. Tylko Ty możesz się tego dowiedzieć, pytając go wprost o te rzeczy.
Jezuuuu, znowu to durne ''porozmawiać''...
Nic nie da porozmawianie. Koles Cie ewidentnie ściemnia, dal dupy z terminem z jakiegoś powodu.Nie wiem- może nie miał kasy, może umówił się z inna panna na boku.Czort go znajet i bankowo nie powie co było. Teraz robi klasyczny unik w postaci ucieczki do przodu.I próbuje obkrecic kota ogonem.Nie widzisz tego???
Pitagoras, mieszasz dziewczynie. Jasne, to może to znaczyć, ale nie wiesz co się tak naprawdę stało. Sam snujesz domniemania na postawie szczątkowego wpisu. Niech dziewczyna pogada, zobaczy co się będzie działo.
Ja zdradzona mogę tylko napisać że jeśli facet nie chce seksu to znaczy a impotent, b aseksualny c zdrada ta trzecia możliwość pasuje tu jak ulał ![]()
Brak czasu, rozanielenie niestety musisz przygotować się na taką możliwość że on już ma kogoś innego ![]()
Pitagoras, mieszasz dziewczynie. Jasne, to może to znaczyć, ale nie wiesz co się tak naprawdę stało. Sam snujesz domniemania na postawie szczątkowego wpisu. Niech dziewczyna pogada, zobaczy co się będzie działo.
Nie wiem dokładnie co się stało, ale wiem ze gościu kreci.Jak zacznie go wypytywać to tylko zwiększy ostrożność i nic nie uzyska.Ona pogada, on uda skruchę, przeprosi, coś tam jej obieca na odXXXol.I dziewczyna się ucieszy ze jest super.A za tydzień powtorka.O to chodzi?
8 2013-12-09 15:40:05 Ostatnio edytowany przez cyniczna (2013-12-09 15:42:08)
Porozmawiałam, a raczej nakrzyczałam na niego.. Oczywiście, terminu nie zabookował z tego względu, że miał natłok pracy (faktycznie, jest zapracowany i jestem w stanie to potwierdzić, ale naprawdę nie trzeba sporo czasu, by to zrobić) i prezent dla mnie trochę się spóźnił. Podobno to są te powody.
Co do seksu - impotentem nie jest na pewno. Pytałam się w czym jest problem, a on mówi, że w niczym i "za tydzień". Moja frustracja narasta, a on się z tego zwyczajnie śmieje, że go proszę (co uwłacza mi, jako kobiecie..). Gdy podpuściłam go odnośnie innych metod (naturalnie, że pomyślał o zdradzie) to nagle się przejął i chciał rozmawiać. Nie o to chodzi, że jestem jakimś zwierzęciem, ale w związku czuję się jakbym była jego córeczką - zupełnie nieatrakcyjną i "niewidoczną". Zawsze staram się ładnie wyglądać, ubieram seksowne ubrania. Nawet obcy faceci się za mną oglądają, a on tylko czasami czegoś dotknie. Trochę taki pies ogrodnika.
Co do zdrady - dla "żartów" sprawdziłam jego komórkę (za pozwoleniem) i nic podejrzanego w niej nie wyczytałam. Chociaż na komórce się nie kończy... W każdym razie wierzę mu, że nic nie knuje na boku.
PS Po co by zdradzał i jednocześnie do mnie jeździł ok. 70 km w jedną stronę i nie chciał nic w zamian (tzn. seksu)?
9 2013-12-09 19:30:46 Ostatnio edytowany przez cyniczna (2013-12-09 20:15:34)
I co Wy na to? ![]()
Hm ciekawy przypadek a powied zile macie lat i il;e czasu sie spoptykacie i co ile dni ?
Wiekowo 18 i 25. Spotykamy się prawie 4,5 miesiąca, a co do częstotliwości to różnie. W wakacje widzieliśmy się praktycznie co 2 dni, natomiast teraz jest to najczęściej 2 razy w tygodniu, ze względu na odległość i obowiązki. Dodam, że sam się deklaruje co do przyszłości związku(z tego co mówi to bardzo poważnie i "przyszłościowo" mnie traktuje, ja jego tak samo).
Jeżeli masz 18 lat to stawia w nowym świetle jego śmiech z Twojej niecierpliwości co do seksu:)
13 2013-12-09 21:41:41 Ostatnio edytowany przez cyniczna (2013-12-09 21:54:28)
No tak, może nie jestem wiekowo jakąś "staruszką" (wybaczcie, starsze rocznikowo kobietki
), ale nie jestem też bez doświadczenia. Mam parcie nie tylko dlatego, że chcę się spełnić jako kobieta (mam duże potrzeby), ale chciałabym być blisko z moim Mężczyzną i chyba jest to naturalny odruch. Nie ma w tym żadnych moich kaprysów, po prostu mam taką potrzebę.
No i swoją drogą, jeżeli on odmawia mi takich rzeczy pod byle pretekstem, to czuję się jakaś nieatrakcyjna i niepociągająca. Samo "proszenie" wydaje mi się już dosyć żenujące, ale cóż mam zrobić? Mam faceta i jestem niezaspokojona. Boję się, że gdy przez dłuższy okres tak będzie to zacznę myśleć w innych kategoriach (tj. zastępować mojego Mężczyznę innym, który mnie zadowoli). Mam wrażenie, że po X miesiącach w takim stanie naturalne instynkty przeważą. Uprzedzam krytykę - nie związałam się z nim, by czerpać radość z fizyczności.
Problem nieatrakcyjności może wydawać się błahy (sama się sobie dziwię, bo wcześniej miałam silne przekonanie, że jestem super babeczką), ale gdy po takim spotkaniu (kiedy proszę i nic) patrzę w lustro to łzy mi do oczu cisną i do głowy przychodzą mi różne, dołujące myśli ("gdybym była seksowna to na pewno by mi się nie opierał, a tak to co ze mnie za uwodzicielka..?").
Wiesz co... dziwny ten facet jest i to bardzo. Nie chcę dramatyzować i w ogóle, ale wygląda to tak jakby on chciał Cię wytresować... Przeciąga granice i patrzy co zrobisz, nie traktuje Cię zupełnie poważnie tylko się droczy. Po co chciał poznać Twoje problemy rodzinne i związkowe, skoro potem robił z tego niesmaczne żarty? Może właśnie dlatego, żeby Cię złapać mocniej. Czemu Cię drażni i nie chce seksu tylko się śmieje z Twojego popędu? Może właśnie Cię tresuje, że "dostaniesz jak zasłużysz". Z wyjazdem obiecał i popsuł, nadrobił na przyszły tydzień, ale nie wysilił się za bardzo, bo pewnie stwierdził, że i tak nie ma o co robić hałasu.
Nie widzę tego dobrze...
@Teo, właśnie sobie pomyślałam o Tobie i podświadomie prosiłam, żebyś się wypowiedziała w moim temacie. Twoje posty mają dużą wartość merytoryczną
.
Też odniosłam takie wrażenie, że mnie "tresuje". Nawet kiedy chciałam po wczorajszej kłótni mu dać buziaka to on skwitował: "Nie wiem, czy zasłużyłaś". Jest to bardzo przykre, w szczególności, kiedy wina w 100% jest po jego stronie. Nawet mnie nie przeprosił. Coraz częściej zaczynam sobie popłakiwać w poduszki, że coś ze mną nie tak.
Zadałam mu również pytanie: "Dlaczego chciałeś wiedzieć o moich problemach, skoro teraz w taki sposób o nich mówisz i rzucasz chamskimi tekstami dotyczącymi poszczególnych sytuacji najzwyczajniej mnie wku#$!ąc?". Oczywiście wszystko zbagatelizował i obrócił w żart.
Teo - w 100% trafnie oceniłaś moją sytuację. Myślisz, że coś mogę zrobić, skoro normalna rozmowa nie działa? Wydawało mi się, że ze względu na wiek i interesy, które prowadzi jest w miarę poważnym człowiekiem.
@Teo, właśnie sobie pomyślałam o Tobie i podświadomie prosiłam, żebyś się wypowiedziała w moim temacie. Twoje posty mają dużą wartość merytoryczną
.
Też odniosłam takie wrażenie, że mnie "tresuje". Nawet kiedy chciałam po wczorajszej kłótni mu dać buziaka to on skwitował: "Nie wiem, czy zasłużyłaś". Jest to bardzo przykre, w szczególności, kiedy wina w 100% jest po jego stronie. Nawet mnie nie przeprosił. Coraz częściej zaczynam sobie popłakiwać w poduszki, że coś ze mną nie tak.
Zadałam mu również pytanie: "Dlaczego chciałeś wiedzieć o moich problemach, skoro teraz w taki sposób o nich mówisz i rzucasz chamskimi tekstami dotyczącymi poszczególnych sytuacji najzwyczajniej mnie wku#$!ąc?". Oczywiście wszystko zbagatelizował i obrócił w żart.
Teo - w 100% trafnie oceniłaś moją sytuację. Myślisz, że coś mogę zrobić, skoro normalna rozmowa nie działa? Wydawało mi się, że ze względu na wiek i interesy, które prowadzi jest w miarę poważnym człowiekiem.
Jeeej, kolejna fanka ^^ Czekaj... napawam się chwilę... moment XD
Ok ![]()
Powiem Ci tak, oczywiście zrobisz jak zechcesz, ale no. Wiem co to wielkie uniesienia i wiem, co to znaczy rezygnacja, próba ratowania, decyzja o odejściu i w ogóle... Ale tak ogólnie, z własnego doświadczenia radzę Ci, daj sobie z nim spokój. Szkoda nerwów, czasu i w ogóle. 4 miesiące to krótko, poboli i przestanie, a wydaje mi się, że oszczędzisz sobie tym wielu miesięcy płaczu i lat męki... Serio. Zakochany facet tak nie robi. Zwariowany facet na punkcie dziewczyny zachowuje się zupełnie inaczej niezależnie od wieku i stanowiska. I to też mówię z doświadczenia ![]()
Ciężko przyjąć mi takie coś do wiadomości. Głównie dlatego, że tylko w tej jednej sferze jest do dupy. Reszta jest idealna i prawie, że jak z bajki... Zobaczę, czy coś zdziała w tym tygodniu i na tej podstawie wysnuję wnioski. Zastanawiam się, dlaczego mnie w taki sposób traktuje, tzn. na pewien sposób "tresuje"... Do pewnego momentu wydawało mi się, że jest to zdrowy szacunek do mojej osoby (wie, że wielu poprzedników nie popisało się pod tym względem), ale wraz z każdym spotkaniem, na którym go proszę o coś, to mam wrażenie, że to działa w inną stronę. Poza tym deklaruje BARDZO MOCNO, że chce spędzić ze mną resztę życia i czuje "to coś". Chodzący paradoks?
Ciężko przyjąć mi takie coś do wiadomości. Głównie dlatego, że tylko w tej jednej sferze jest do dupy. Reszta jest idealna i prawie, że jak z bajki... Zobaczę, czy coś zdziała w tym tygodniu i na tej podstawie wysnuję wnioski. Zastanawiam się, dlaczego mnie w taki sposób traktuje, tzn. na pewien sposób "tresuje"... Do pewnego momentu wydawało mi się, że jest to zdrowy szacunek do mojej osoby (wie, że wielu poprzedników nie popisało się pod tym względem), ale wraz z każdym spotkaniem, na którym go proszę o coś, to mam wrażenie, że to działa w inną stronę. Poza tym deklaruje BARDZO MOCNO, że chce spędzić ze mną resztę życia i czuje "to coś". Chodzący paradoks?
Przede wszystkim przestań prosić, przestań się dopominać, przestań sugerować. Nic, zupełnie. I zobacz jak na to reaguje. Jeśli zacznie sam zabiegać o zbliżenie i im będziesz bardziej obojętna, tym on będzie bardziej chciał, to znaczy, że to ten typ co lubi zdobywać. Może to dobre na krótko, ale na dłuższy okres to nie wróży najlepiej.
Natomiast jeśli nic nie zacznie działać tylko dopytywać się "co się stało, o co Ci chodzi", to sama nie wiem... dałabym sobie z nim spokój.
Wiesz, nie obraź się, ale masz dopiero 18 lat i na pewno masz zupełnie równo pod sufitem
Ale jednak facet tyle lat starszy od Ciebie, który deklaruje osiemnastce, że chce z nią resztę życia i to po 4 miesiącach nie jest w pełni normalny... Oczywiście związek tak, miłość tak, ale takie deklaracje? Nie bardzo... Po pierwsze, że dla niego to jest ryzyko - jesteś młoda, więc jeszcze 500 x może Ci się zmienić. Skoro bierze Cię jako pewnik, to może chce sobie Ciebie "wychować" właśnie. Poza tym obiecywanie 18 latce cudów na kiju, deklaracje, śluby itp, to też jest nie fair bo w tym wieku, co bardziej romantyczna chłonie to jak gąbka, a potem płacz ![]()
Moja rada, nie wiąż się za bardzo, nie przywiązuj, obserwuj. Idealnie i bajka "ale". Jak jest idealnie i bajka, to nie ma "ale"
Wiem co mówię ![]()
Przede wszystkim przestań prosić, przestań się dopominać, przestań sugerować. Nic, zupełnie. I zobacz jak na to reaguje. Jeśli zacznie sam zabiegać o zbliżenie i im będziesz bardziej obojętna, tym on będzie bardziej chciał, to znaczy, że to ten typ co lubi zdobywać. Może to dobre na krótko, ale na dłuższy okres to nie wróży najlepiej.
Natomiast jeśli nic nie zacznie działać tylko dopytywać się "co się stało, o co Ci chodzi", to sama nie wiem... dałabym sobie z nim spokój.
Tak też zrobię. Podobno szuka jakiegoś miejsca, by mnie zabrać w przyszły weekend. Zobaczymy czy sprosta temu TRUDNEMU zadaniu ![]()
Wiesz, nie obraź się, ale masz dopiero 18 lat i na pewno masz zupełnie równo pod sufitem
Ale jednak facet tyle lat starszy od Ciebie, który deklaruje osiemnastce, że chce z nią resztę życia i to po 4 miesiącach nie jest w pełni normalny... Oczywiście związek tak, miłość tak, ale takie deklaracje? Nie bardzo... Po pierwsze, że dla niego to jest ryzyko - jesteś młoda, więc jeszcze 500 x może Ci się zmienić. Skoro bierze Cię jako pewnik, to może chce sobie Ciebie "wychować" właśnie. Poza tym obiecywanie 18 latce cudów na kiju, deklaracje, śluby itp, to też jest nie fair bo w tym wieku, co bardziej romantyczna chłonie to jak gąbka, a potem płacz
Moja rada, nie wiąż się za bardzo, nie przywiązuj, obserwuj. Idealnie i bajka "ale". Jak jest idealnie i bajka, to nie ma "ale"
Wiem co mówię
Rozumiem o co Ci chodzi i najbardziej mnie uderzyło ten argument, że chce mnie sobie wychować. Kurczę, bo to tak idealnie pasuje do tych wszystkich schematów, że aż zaczynam w to wierzyć. No ale już wczoraj mu oznajmiłam, że nie potrzebuję drugiego tatusia, a więc "wychowawcy". Zobaczymy co to będzie w weekend. Będę z Wami na bieżąco.
Teo napisał/a:Wiesz, nie obraź się, ale masz dopiero 18 lat i na pewno masz zupełnie równo pod sufitem
Ale jednak facet tyle lat starszy od Ciebie, który deklaruje osiemnastce, że chce z nią resztę życia i to po 4 miesiącach nie jest w pełni normalny... Oczywiście związek tak, miłość tak, ale takie deklaracje? Nie bardzo... Po pierwsze, że dla niego to jest ryzyko - jesteś młoda, więc jeszcze 500 x może Ci się zmienić. Skoro bierze Cię jako pewnik, to może chce sobie Ciebie "wychować" właśnie. Poza tym obiecywanie 18 latce cudów na kiju, deklaracje, śluby itp, to też jest nie fair bo w tym wieku, co bardziej romantyczna chłonie to jak gąbka, a potem płacz
Moja rada, nie wiąż się za bardzo, nie przywiązuj, obserwuj. Idealnie i bajka "ale". Jak jest idealnie i bajka, to nie ma "ale"
Wiem co mówię
Rozumiem o co Ci chodzi i najbardziej mnie uderzyło ten argument, że chce mnie sobie wychować. Kurczę, bo to tak idealnie pasuje do tych wszystkich schematów, że aż zaczynam w to wierzyć. No ale już wczoraj mu oznajmiłam, że nie potrzebuję drugiego tatusia, a więc "wychowawcy". Zobaczymy co to będzie w weekend. Będę z Wami na bieżąco.
Oznajmienie to jedno, teraz musisz mu też pokazać
Zacznij mieć swoje dodatkowe zajęcia, mniej czasu, więcej własnego zdania. Nie złość się tylko rób swoje i obserwuj. Jeśli zaczną się awantury z jego strony, fochy wysublimowane wymuszanie czegoś na Tobie, to znaczy, że definitywnie chce sobie Ciebie wychować, a wtedy zwiewaj.
AhHAHAHAH, nie ma to jak internetowe rady, co? Wg mnie sprawa wyglada inaczej. Facetowi pomylil sie termin albo moze rzeczywiscie nie mial kasy i zablefowal bo bylo mu glupio. Ale to chyba nie powod do foszkow i dasow, a tym bardziej klotni?
2 - co Wy z ta zdrada? Facet ma 25 lat, dziewczyna 18. Gdybym sam zechcial spotykac sie z dziewczyna w takim wieku, tez pomyslalbym 10x zanim bym sie z nia przespal. Cholera, dziewczyno, Ty jestes mloda. Nie mowie o Tobie ,ale "niuniom" w Twoim wieku chodza rozne glupie pomysly po glowie. Poczawszy od zlapania na dziecko, konczac o falszywe oskarzenia. Moze jest zwyczajnie odpowiedzialny?
Litosci...
Rady, którymi się lekko sugeruję. Nie ma nic złego w tym, że chcę się podpytać o takie a nie inne przyczyny zachowania mojego Mężczyzny. Chcę zobaczyć, co myślą o tym inne osoby, niejednokrotnie bardziej doświadczone. Problem pieniężny odpada na 100%, to wiem na pewno. Pomylony termin? Trąbiłam mu o tym od kilku tygodni i jeszcze sam tydzień przed mi obiecywał, mało tego wskazując wymienioną datę. Nawet jeśli już by mu się coś pomyliło bądź nie dał rady - zrozumiałabym, gdyby wcześniej dał mi znać, a nie tego samego dnia, kiedy mieliśmy pojechać.
Gdyby był odpowiedzialny i szczery, to powiedziałby mi o swoich obawach, nieprawdaż? Zawsze wydawało mi się, że fundamentem funkcjonowania facetów jest wyłożenie kawy na ławę.
AhHAHAHAH, nie ma to jak internetowe rady, co? Wg mnie sprawa wyglada inaczej. Facetowi pomylil sie termin albo moze rzeczywiscie nie mial kasy i zablefowal bo bylo mu glupio. Ale to chyba nie powod do foszkow i dasow, a tym bardziej klotni?
2 - co Wy z ta zdrada? Facet ma 25 lat, dziewczyna 18. Gdybym sam zechcial spotykac sie z dziewczyna w takim wieku, tez pomyslalbym 10x zanim bym sie z nia przespal. Cholera, dziewczyno, Ty jestes mloda. Nie mowie o Tobie ,ale "niuniom" w Twoim wieku chodza rozne glupie pomysly po glowie. Poczawszy od zlapania na dziecko, konczac o falszywe oskarzenia. Moze jest zwyczajnie odpowiedzialny?Litosci...
Proszę Cie...
Skoro taki odpowiedzialny to czemu się z 18 tką zadaje jeśli sie boi, że jej coś do głowy strzeli?? No chyba nie bardzo
On ma 25 lat i pracuje i wydaje mi się, że jakby faktycznie coś takiego wypadło, to by jej zwyczajnie powiedział, bo czemu nie? A jeśli faktycznie tak było, to gówniarz, a nie facet i tym bardziej nie warto się z takim zadawać ![]()
Dziewczyno jeżeli Ty o takie coś robisz chłopakowi awanturę to boję się myśleć co się dzieje kiedy wydarzy się naprawdę coś poważnego...
Dla mnie obietnica to obietnica. Naprawdę to nie wymagało dużo wysiłku, poza tym tak jak już pisałam - zrozumiałabym, gdyby dał mi wcześniej znać, że nie da rady. To zmieniłoby obraz całej sytuacji i nie wpadłabym na to, żeby robić mu jakąkolwiek awanturę. Tymczasem:
a) trzymał mnie w solidnej niepewności aż do godziny i dnia planowanego wyjazdu (podczas gdy mogłam sobie zaplanować inne rzeczy)
b) nie raczył mnie nawet przeprosić
c) wyjazd bezpośrednio wiązał się ze spełnieniem mojej potrzeby i obiecał mi to już paręnaście tygodni przed
Rozumiem, że jest tylko człowiekiem, popełnia błędy, nie jest idealny, ale wiedział również, że cholernie mi na tym zależy
.
No i jak sytuacja wygląda?
Przedwczoraj zwierzyłam się Mamie odnośnie X. Nie mogła uwierzyć, że ten czarujący i inteligentny chłopaczek ma w sobie takie pokłady skur&$(&stwa. Na początku odnosiła się z rezerwą do wszystkiego, co powiedziałam, ale szybko przekonała się, że mam rację (nie chciało jej się uwierzyć nawet w to, że nie jest w stanie mi odpisać na smsy). Napisałam mu więc wiadomość (on wcześniej też napisał co się ze mną dzieje, bo nie może się dodzwonić) odnośnie wyjazdu brzmiącą: "Czy coś zrobiłeś w kierunku naszego wyjazdu, który miałeś zaplanować? Gdzie jedziemy? Mikołaj był tydzień temu". Moje przewidywania w 100% się sprawdziły ku zdziwieniu Rodzicielki. Odpisał dzień po. Mało tego, treść nie miała nic wspólnego z moim zapytaniem: "Słońce ja nie pojawię się w ten weekend. Będę dostępny dopiero w niedzielę po południu. Przepraszam. Jestem cały, więc nie martw się". Zszokowało mnie to, że użył słowa "Przepraszam", chociaż mam wrażenie, że to tylko przykrywka. Oczywiście pierwsze muszę to zakończyć (zakładam, że na ultimatum nie pójdzie, albo zgodzi się, a później i tak będzie to samo, chociaż kto wie...), chociaż będzie bardzo ciężko. Boję się jego reakcji, skoro brał mnie za PEWNIK i mówił, że "i tak jesteśmy na siebie skazani". <---jakiś bełkot według mnie, ale przeraziłam się nie na żarty, w końcu każdy wie, jaki to słowo ma wydźwięk. Wczoraj jeszcze dzwonił, ale nie odebrałam. Zobaczymy co będzie z dniem dzisiejszym.
28 2013-12-15 19:34:32 Ostatnio edytowany przez flogger (2013-12-15 19:35:19)
Facet który kocha tak się nie zachowuje, dziewczyna sama nalega żeby spedzić razem czas a on coś kręci. Jak dla mnie mocno podejrzana sprawa, raz może coś nie wyjść ale następnym razem staje się na uszach żeby to naprawić.
Że tak odświeżę temat - jestem znowu szczęśliwą singielką :-). Przełamałam się dwa tygodnie temu, kiedy definitywnie przekroczył granicę.
Bez obrazy, ale gratuluję Kochana!
Kochający mężczyzna nie olewa swojej partnerki, stanie na głowie, by spełnić swoje obietnice, a już na pewno nie odmówi czułości swojej ukochanej. Cieszę się, że otworzyły Ci się oczy i przestałaś dawać mu się poniżać, bo czym innym ma być proszenie o chwilę czułości, o spełnienie obietnic, o kontakt?
Każdy zasługuje na osobę, która będzie nas szanować, a nie pogrywać w głupie gierki. Dobrze, że z gierkami się przeliczył.
a czym przekroczył granice?