netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

i co tu robic...:(

5 odpowiedzi1 929 wyświetleńzałożony przez klaudiaw25, 07.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez klaudiaw25 (2013-12-07 23:08:27)

Temat: i co tu robic...:(

witam!
postanowilam tutaj napisac bo juz nie mam sie komu pozalic i nie wiem co robic.
Jestem mezatka od 5 lat, a znamy sie ok. 8 , miedzy nami zawsze byly jakies zgrzyty ale jakos szlismy razem...moj problem z mezem zaczal sie chyba w czasie pierwszej ciazy czyli ok 5 lata temu, pracowalam wtedy na umowe zlecenie no i wpadlismy, nie mialam umowy wiec bylam na jego utrzymaniu, co oczywiscie prawie codziennie mi wypominal...bardzo mnie to bolalo bo jednak zawsze myslalam ze jak jestem jego zona to raczej nie powinnam takich slow od niego slyszec, tym bardziej ze nie bylam jakis leniem, w ciazy tez nie narzekalam ze cos mnie boli czy cos, w domu zawsze obiad czekal, posprzatane, na zakupy nawet te wielkie dzwigajac proszek 5kg i jeszcze torbe zakupow chodzilam sama z wielkim brzuchem,zeby nie zawracac mu glowy, i znowu nie sluchac ze musi "na mnie za******lac" wszystko jakos przezylam bo myslalam ze sie zmieni po porodzie. No i niby byl spokoj jakis czas moze miesiac,dwa bylam po cc wiec troche mi pomagal i myslalam ze bedzie juz normalnie, ale po pewnym czasie znowu to samo, zdarzylo sie pare razy ze powiedzial ze musi robic na mnie i na dziecko, nieraz mialam ochote odejsc, rzucic to wszystko, ale zawsze mialam nadzieje ze sie zmieni, nie mialam nigdy normalnej rodziny( jestem z rozbitej, ojciec byl alkoholikiem) i marzylam o tym zebym ja i moje dziecko mialO fajna i zgrana rodzine...w koncu udalo mi sie zapisac mala do przedszkola kiedy skonczyla 2,5 roku a ja sie wzielam za szukanie roboty,ale ze bylo ciezko, do tego corka zaczela chorowac wiec szlo mi to topornie, nie dosc ze mialm wiecznie chore dziecko, wyrzuty ze nie moge znalezc roboty to jeszcze meza ktory zamiast jakos mnie wspierac to potrafil jeszcze dobic, ze nie umiem znalezc pracy, ze jak tak dalej pojdzie to sie wyprowadzimy do jego rodzicow, bo nie bedzie nas stac na wynajmowanie mieszkania itd. pozniej zaczal tez byc w stosunku mnie agresywny szczegolnie jak wypil potrafil mi naublizac przy wszystkich, wykrecac rece, czy popychac, nie wiem czemu sobie na to wszystko pozwalam...ale ok ok.poltora roku temu znalazlam prace, mala zaczela w miare regularnie chodzic do przedszkola, ja zarabialam na mieszkanie, bo mieszkanie w miescie na wynajmowanym to moj wymysl, bo moglibysmy "za darmo" mieszkac na wsi u jego rodzicow(od razu zaznacze ze nie wyobrazam sobie mieszkac z tesciami z powodu o ktorym nie chce tu pisac), zgodzilam sie na to wiedzac ze ze swojej wyplaty nie zobacze ani grosza, ale cieszylam sie ze bede miec jakis wklad w nasz budzet domowy. No ale zawsze trzeba sie do czegos przyczepic, no i oczywiscie wg. meza za malo zarabialam, nic przez to moje mieszkanie w miescie nie moglismy niby odlozyc i takie tam....w sumie wiem ze to glupio zabrzmi,ale sama nie wiem skad we mnie tyle sily ze tyle lat tego slucham. pozniej on stracil prace bylo troche ciezko, ale wierzylam ze jakos sie pouklada dorabial na czarno i jakos wiazalismy koniec z koncem, pozniej stalo sie cos czego sie nie spodziewalam. Nadchodzily ostatki dawno nigdzie nie bylismy, (bo ja wiecznie w pracy po 12 h dzien i noc jak mialam wolne to chcialam poswiecic czas dziecku) a ze siostra wybierala sie na jakis koniec karnawalu w lokalu to i my sie skusilimy, boze zebym wiedziala to nigdy bym na nie poszla, a ja nawet specjalnie wolne wzielam w robocie...przed impreza prosilam meza zeby nie pil za duzo bo wiedzialam jaki jest jak wypije, obiecal ze nie bedzie. No ale na obietnicach sie skonczylo jeszcze przed dwunasta byl juz tak nawalony, ze szkoda slow oczywiscie ze mna nic sie prawie nie bawil zabawial innych gosci, a jak juz zobaczylam ze chodzi i zaczyna wiec wyjelam telefon przy stoliku i napisalam do osoby ktora miala po nas przyjechac zeby jak moze po nas przyjechala nie wiedzialam ze on stoi za mna, no i przy tych wszystkich ludziach mnie uderzyl ja wybieglam, w szoku, a on szarpal sie z jakimis co staneli w mojej obronie...malo z tego pamietam choc nie pilam za duzo bo bylam zmeczona o 19 zeszlam z pracy o 21 juz bylismy na sali, bylam w szoku. Po tym wszytskim wyprowadzilam sie na jakis czas od niego, zdalam sobie sprawe ze tak byc nie moze ze za czesto sie to zdarza, to co pisalam wczesniej te popychanie, wykrecanie rak,a w swieta bozego narodzenia bylam na antybiotyku bo mialam cos z nerkami i zrobila mi sie straszna grzybica w buzi od tego taka ze nie moglam nic jesc ani prawie mowic a on za to ze cos nie tak powiedzialm, zlapal mnie tak mocno za twarz ze az sie poplakalam, no i pozniej to ze mnie uderzyl przy wszystkich powiedzialm dosc....zapisalam sie na terapie, zaczelam wierzyc w siebie, i w to ze moze uda nam sie uratowac malzenstwo, poprosilam zeby poszedl ze mna na terapie oczywiscie zgodzil sie, mial zapisac sie do AA no wlasnie mial, ja mu wybaczylam corka jest za nim bardzo czesto sie pytala o tate i wrocilam, a on nie zrobil nic...nie pil jakis czas, pozniej dostal robote na tirach wiec praktycznie sie nie widzielismy jakis czas niby bylo lepiej, pojechalismy nawet na wakacje, jakos powoli zaczelo sie ukladac, w wrzesniu dowiedzialam sie ze jestem w znowu w ciazy, niby sie cieszyl. Poszlam na zwolnienie bo zle sie czulam, i do teraz siedze w domu, no i oszaleje, jezdzi na tych tirach na tych pauzach pije rowno, bog wie co robi bo przeciez jest zagranica, i rzadko dzwoni. A ja siedze i sie zamrtwiam czy aby czegos nie odwali po pijaku. Prosilam go zeby zmienil prace, ale ma caly czas wymowki, ze nigdzie tyle nie zarobi itd. najgorsze jest to ze boje sie ze jemu takie zycie zaczelo sie podobac, ma troche wolnosci, spokoj, nikt mu nie marudzi ani ja ani dziecko. Ja nie watpie ze praca moze i ciezka, ale skoro sie tak zali wszytskim jak to ma zle to czemu nie znajdzie nic innego tym bardziej ze dla kierowcow pracy duzo...Ja siedze calymi dniami sama z corka za 5 miesiecy nastepne dziecko a on nawet nie chce slyszec o zmianie pracy:( przepraszam ze tak pisze chaotycznie, ale teraz tez mam nerwa bo zadzwonilam, a on juz nawalony z jakimis kolesiami...nie mam sily ja wiem sama sobie jestem winna, ale czasami mysle czym sobie na to zasluzylam? Mam 26 lat, nikomu nic nie zrobilam, nie puszczalam sie, zawsze patrze najpierw na innych pozniej na siebie. Czuje sie czasami jak rzecz, ktora moj maz nabyl, i ma . Teraz tez pluje sobie w twarz stalam wczoraj nad garami jedzenie mu gotowalam do roboty chociaz nie mam sil, mam skurcze biore leki i na co mi to? na to zeby dzis moj maz sie dobrze bawil i jeszcze rzucal mi sluchawka, jak mu powiedzialm zeby w koncu zmadrzal i wlasnie slysze jak ciezko pracuje? Nie wiem, nie wiem jak mam do tego czlowieka dotrzec? odeszlam nie podzialalo, nawet to ze bedzie mial w koncu upragnionego syna nie dziala, nie wiem rece mi juz opadaja...

2

Odp: i co tu robic...:(

Jesteś w niezwykle trudnej sytuacji. Zacznijmy jednak od początku. Bo uważam, że początek tego wszystkiego jest... w Tobie, moja droga. Nie oskarżam Cię o nic, broń Boże. Stwierdzam fakt. W Tobie, tak też jak i... we mnie. Wiem, co to znaczy mieć ojca alkoholika, rozumiem Cię. Ja mam jeszcze 18 lat, mogę wielu rzeczom zapobiec, do wielu nie dopuścić - pracą, pracą, pracą nad sobą. Ty jesteś w dużo gorszej sytuacji. Często się to zdarza - my, dzieci alkoholików wychodzimy z domów przepełnieni marzeniami o tym, że założymy wspaniałe rodziny, przepełnione miłością, wzajemnym zaufaniem i szacunkiem. Jest to lustrzane odbicie tego, czego tak bardzo brakowało nam kiedyś. Powiem krótko: Twój mąż jest XXXjem. Tak, administracjo, możecie dać mi warna. Wiesz, dlaczego nim jest? Bo wie, kim jesteś, z czym zmagałaś się kiedyś, a teraz jest dla Ciebie tym samym, czym był Twój ojciec: katem, osobą odbierającą Ci możliwość i prawo do dobrego życia. Nie wyobrażam sobie, żeby tak można było traktować kobietę, zwłaszcza własną żonę i matkę swoich dzieci. I przyznam szczerze, nie wiem, co Ci doradzić. Wiem jednak jedną rzecz: we wszystkim patrz na DOBRO DZIECI. Jeżeli będziesz musiała ponieść jakąś ofiarę, ponieś ją - w imię przyszłości. Twoje dzieci, jeżeli będą miały krztynę oleju w głowie, po latach to docenią, tak jak ja i moja siostra doceniliśmy to, co robiła dla nas przez całe dzieciństwo moja matka. Wobec swojego męża... Co jest lepsze, czy żeby dziecko wychowywało się bez ojca, czy z takim ojcem? Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie, ja, który sam bez ojca byłem wychowywany. Przede wszystkim, bądź silna, Jesteś młoda, masz jeszcze wiele możliwości. We wszystkim co się da patrz NA PRZYSZŁOŚĆ. Teraźniejszość - widzisz, jaka jest. Przeszłość też znasz, ona determinuje to, kim jesteś teraz. Spraw tylko, żeby Twoje dzieci miały lepiej, niż Ty sama w swoim domu rodzinnym. I jeszcze jedno: NIKT nie ma prawa traktować Cię jak rzeczy, NIKT. Jesteś młodą kobietą, masz tyle możliwości, jesteś wrażliwa i dobra, choć nieco zahukana. Jeżeli dobrze się tam czujesz, to uczęszczaj do grup AA, jeżeli nie, to znajdź sobie jakiegoś psychologa, jeżeli jesteś wierząca, to księdza, nigdy nie pozostaw siebie samej, bez wsparcia i pomocy. Mam nadzieję, że pomogłem, trzymam kciuki i wierzę, że Twój - że Nasz - los może być inny. Pozdrawiam smile

3

Odp: i co tu robic...:(

Jeśli dobrze wnioskuje, Twój mąż jeździ tirami, tak?
No to pewnie zarabia ponad 4 tysie...
W temacie wątku postawiłaś pytanie co robić.
Wiesz co rób?Załóż sobie konto o którym on nie będzie wiedział i odkładaj kasę...
Może jeszcze sprawy się tak potoczą ze za kilka lat wspólnie z odmienionym mężem polecicie sobie na hawaje z tych pieniędzy. Ale jeśli nie, mogą Ci być potrzebne w inny sposób...

4

Odp: i co tu robic...:(

Boże żyjesz z takim człowiekiem(upokarzał Cię,wykręcał ręce,wyzywał,wypominał,a nawet uderzył) i całą winę przyjmujesz na siebie?
Ja bym wiała gdzie pieprz rośnie,ale pierw tak jak kolega wyżej,założyłabym własne konto,odłożyła pieniądze,żeby mieć zabezpieczenie dla siebie i dzieci.Takiego męża to powinnaś mieć w czterech litrach ,a nie się przed nim płaszczyć jak śmieć.Wystarczy tylko że przejrzysz na oczy,jesteś młoda a masz tak posrane życie hmm

5

Odp: i co tu robic...:(

Dzieki za odpowiedzi, wiem ze tak powinnam zrobic:( powinnam zrobic to juz dawno, i sama sie sobie dziwie ze tak ciagle mam jakas nadzieje ze cos sie zmieni, bo czasem daje on mi jakas nadzieje:(  no i dziecko jest za nim...a co do tego konta to bardzo chetnie bym nad czyms takim pomyslala gdyby dostawala jakas wieksza sume ale dostaje ok.2000 zl z tego musze zaplacic 2 raty ,telefon, przedszkole, lekarza, w miedyczasie cos wypadnie albo leki dla mnie albo dla malej, jakies ciuszki bo w przedszkolu jak noe przetrze to.poplami...i tak zostaje i mi 600-700 na jedzenie...duzo nie duzo ale zazwyczaj wszystko idzie... moja wyplata idzie cala na mieszkanie czasem musze dolozyc, a i tak slysze ze za duzo dostaje

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026