Witam, mam na imię Martyna (24lata) chciałam się wam poradzić, ponieważ sama już nie wiem co mam robić i może ktoś mi coś podpowie.
Jestem w związku już 5 lat, mamy synka który ma 2 latka. Mieszkamy razem u jego rodziców odkąd mały pojawił się na świecie. Od kilku miesięcy mam rożne myśli dotyczące naszego związku ponieważ jesteśmy niby razem ale tak jakby osobno. Maciej pracuje a ja zajmuje się synkiem w domu. Maciej gdy wraca po pracy do domu w ogóle ze mną prawie nie rozmawia, ma jakieś tam swoje zajęcia np. jedno z nich to oglądanie aut w internecie na które go nie stać. Jedyne tematy które poruszamy to dotyczą Filipka. Czuję że dusze się w tym związku :( Myślałam że to będzie facet na całe życie a tu jednak mam coraz większe wątpliwości.... niestety. Przychodzą mi do głowy myśli żeby się spakować i wyprowadzić do mamy, tyle że mam jedno ale.... zawsze chciałam żeby moje dziecko miało normalna rodzinę mamę i tatę przy sobie. Tylko nie wiem czy to ma jakiś sens żebym była z nim na siłę... ??? Ostatnio zapytałam go czy może pójdzie ze mną na kawę (chciałam jakoś spędzić inaczej sobotnie popołudnie) on na to mi powiedział, że nie bo nie jest po 40tce. Według Macieja tacy ludzie chodzą tylko do kawiarni na kawę, jednak ja nie chciałam siedzieć jak zwykle w domu i umówiłam się na ta kawę z koleżanką. Do dziś mi to wypomina ze zachowujemy się jak babcie które chodzą na kawkę i plotkują. Ja mam dość siedzenia tylko w domu i zajmowania się tylko małym. Moje życie ostatnio wygląda tak: wstaje rano, jem śniadanie z Filipkiem, idziemy na spacer jakieś zakupy, wracamy jemy obiad siedzimy w domu i później kolacja i spanie. I tak w dzień w dzień to samo, ja już po prostu mam dość takiego życia. Czuję ze Maciej potrzebuje mnie tylko do tego bym zajmowała się małym, posprzątała, wyprała aaa no i żebym poszła z nim do łózka ale na to to ja nie mam ochoty, bo jak można mieć ochotę iść z kimś do łóżka jak nawet z tą osobą nie rozmawiasz? Przytule się do niego a on na mnie patrzy jak na jakiegoś debila że co ja robię. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się całowaliśmy... ;/ np. w zeszłym tygodniu były andrzejki pytam go co robimy, a on na to ze nie wiem ale ze pewnie nic, zbliżała się godzina 19 a on oznajmia mi że jedzie na imprezę ze znajomymi, nawet nie zapytał czy może też bym nie chciała iść;/ dziś również poszedł sobie do kolegi bo robi parapetówkę. Wiecznie jestem sama. Pomału czuję, że wpadam w jakąś depresje. Nie wiem co mam już robić. Mówiłam mu że czuje że jestem mu tylko potrzebna do zajmowania się dzieckiem i w ogóle ale on nic z tego sobie nie robi nawet nic nie odpowiedział. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać;/ Tylko jak odejdę od niego to boje się że nie dam rady bo ja nie pracuje on nas utrzymuje, ale jeśli moje życie nadal będzie tak wyglądać to ja po prostu wiem że będę miała depresje bo dłużej tak nie wytrzymam. Ja od niego nie oczekuje wiele ale żeby był w tym związku a nie ciągle go nie ma zero rozmów nic kompletnie. Czuję tak jakbyśmy byli dobrymi kolegami tylko.
Pewnie trochę chaotycznie napisałam ale nie wiedziałam od czego zacząć i jak to wszystko opisać.
Mam nadzieję że jakoś mi doradzicie, coś podpowiecie.
Pozdrawiam