Witajcie Kochane forumowiczki.
Długo zastanawiałam się, z kim mogłabym porozmawiać na ten temat i ze smutkiem doszłam do wniosku, że nie ma nikogo, komu mogłabym znowu się zwierzyć.
Ja i mój chłopak jesteśmy razem od prawie 4 lat. Oboje jesteśmy studentami, pracujemy.
Na początku naszego związku on bardzo się starał - był słodki i kochany. Kiedy trafiłam z powodu poważnej choroby do szpitala, on się mną opiekował i odwiedzał, potem też jeździł ze mną na wizyty kontrolne do lekarzy, wytrzymywał, kiedy z bólu miewałam napady złości i wyżywałam na nim.
Jedynym problemem naszego związku było to, że on nie potrafił dogadać się z moimi przyjaciółmi, a ja z jego. Zdarzało się, że wychodziliśmy razem z moimi dwoma przyjaciółkami, które on także wcześniej znał, czy z jego przyjaciółką gdzieś do pubu, ale było to raczej sporadycznie. Częściej czas spędzaliśmy z swoim towarzystwie. Kilkakrotnie, kiedy wychodziliśmy z moimi znajomymi on obrażał się o coś i wychodził, nie raz zostawiając mnie samą gdzieś dalej od domu.
On jest gitarzystą i w październiku 2010 założył sobie zespół, który całkiem go pochłonął. W styczniu zeszłego roku dowiedziałam się, że on mnie zdradził. Sam się przyznał po tym, jak po raz kolejny się pokłóciliśmy o to, że on nie ma dla mnie czasu (Wtedy wyglądało to tak, że nigdy nie miał pieniędzy by gdzieś ze mną pójść, poza tym zawsze znalazła się okazja, by napić się ze znajomymi, iść z nimi na koncert lub do klubu (tak, na to pieniądze miał)). Jak sam wtedy też powiedział, zdarzało się, że gdy się pokłóciliśmy szedł ze znajomymi do klubów, wyrywał "co lepsze" dziewczęta i hulaj dusza piekła nie ma.
Rozstaliśmy się. Starałam się trzymać w kupie i nie narzekać za bardzo przyjaciołom ani rodzinie, ale nie chciałam zostawać sama- przez pierwszy tydzień bałam się samotnych nocy, że nie wytrzymam i będę płakać, więc powiedziałam trzem najbliższym przyjaciółkom co i jak i one się mną opiekowały.
Kiedy z nim rozmawiałam kilka dni po rozstaniu przyznał, że nie chce do mnie wrócić i że w sumie dobrze, że się rozstaliśmy, oraz że mnie nie kocha. Cieszył się swoją wolnością i że może grać tyle, ile chce. Nie obchodziło go to, co poczułam kiedy to mówił...
Wyprowadził się do kolegów, rzucił studia i pracę, liczył się tylko ten jego zespół.
Kilka miesięcy później zaczęliśmy ze sobą sporadycznie rozmawiać, podczas pewnej rozmowy przyznał, że potrzebuje pomocy, bo nie ma pieniędzy. Zabierałam go do lokali, pożyczyłam mu też trochę pieniędzy, po czym nakłoniłam, by porozmawiał ze swoimi rodzicami, aby mógł zamieszkać u nich z powrotem. Zrobił to wszystko i w końcu wrócił do domu i na studia a my rozmawialiśmy przez gg lub spotykaliśmy się na długość herbaty, by porozmawiać - jak się okazało, rozmawiało nam się równie dobrze jak wcześniej - poczucie humoru zawsze było czymś, co nas łączyło
Jakiś czas temu były powiedział mi, że przez te kilka miesięcy zrozumiał swój błąd i chciałby do mnie wrócić, ale na innych zasadach- że teraz już będziemy chodzić na imprezy razem, abym mogła mu znowu zaufać, że nie będzie oszukiwania i niedomówień, że będziemy robić razem więcej rzeczy. Zaprosiłam go na wspólne wyjście z moimi najbliższymi znajomymi, było nas 7 osób i tym razem świetnie się bawiliśmy. Potem były kolejne, w tym również wyjście z jego znajomymi i też było dobrze. Rozstał się też ze swoim zespołem. Powiedział, że będzie czekać, aż się zdecyduję, by dać mu jeszcze szansę i że tym razem jej nie zmarnuje. Zaczęliśmy się znowu spotykać i było całkiem dobrze.
Problem tylko w tym, że np. dzisiaj przez cały dzień była między nami cisza, aż w końcu mi napisał smsa, że jest ze znajomymi, z którymi być może pojedzie w trasę na koncercie...
Ja czuję, że go kocham, ale czy jest sens wchodzić w to drugi raz? Ja, stojąc w samym środku tego nie wiem co mam zrobić. Przyjaciele mówią, że kiedy rozmawiali z nim, potwierdzał ja bardzo mu zależy, byśmy do siebie wrócili. Co byście zrobiły? Czy jest sens komuś takiemu jeszcze zaufać...?
Przepraszam, że tak chaotycznie to wszystko przedstawiłam. Nie chcę rozpisywać się bardziej, bo już napisałam cały esej
Naprawdę chciałabym, by doradził mi ktoś, kto stoi z boku.
Pozdrowienia ![]()