netkobietyWszystkie działy
Samotność

Samotność 50 i plus

38 odpowiedzi5 582 wyświetleniazałożony przez babeczka cynamonowa, 29.11.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność 50 i plus

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1

Temat: Samotność 50 i plus

Witajcie:)
Dziś dołączyłam go grona Netkobiet i aż zła jestem na siebie, że od jęczenia zaczynam, ale chyba doszłam do punktu, w którym trzeba się choćby wirtualnie wygadać, bo w realu  nie ma przed kim. Problem jak w tytule - samotność i to nie w wieku pozwalającym powiedzieć: " ee... tam, wszystko przede mną", ale w tym magicznym, w granicy 50, gdzie już raczej płci przeciwnej urodą i świeżością na kolana nie powalę,  i  w ogóle bliżej już, niż dalej. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem " po przejściach", pewne sprawy zawaliłam sama, inne zawaliły się same, niemniej zastanawiam dlaczego tego doszło, że jestem i czuję się tak samotna.
Niepokoi mnie coś, co zauważam  w swoim myśleniu. Powiadam sobie: " no, dobra, jakbyś w końcu wylazła z domu i znalazła jakieś towarzystwo, to pewnie byś kogoś poznała"  Oznacza to, że pierwsza myśl jest konstruktywna, zakłada optymizm i chęć działania. Ale tylko pierwsza, bo zaraz przychodzą następne, bliższe wycofania i rezygnacji, bo :
- poznać kogoś nie sztuka, sztuka podtrzymać znajomość
- diabli wiedzą, kim ten poznany tak naprawdę będzie i jak się rozwinie znajomość, bo w głodzie bliskości mogę dać się wmanewrować w toksyczne emocje, a jak się zauroczę, to jakiś czas minie zanim zacznę normalnie patrzeć, a jak to " normalnie" nie będzie ok, to po kiego mi tę żabę jeść?
- stara już jestem i mam swoje nawyki, a jak mi "nowe", np taka M jak miłość zapuka do drzwi, i jeszcze za obopólną zgoda się zagnieździ
to się zaczną tarcia i kompromisy, potem znów tarcia i kompromisy, a jako że jestem ugodowa, to kompromisy będą po mojej stronie " no bo warto i trzeba", nawet kosztem samej siebie, wiec pewnie w końcu tarć nie będzie. I mnie też.
- A ponadto jak po latach samotności, samodzielności, samodecyzyjności, które ewidentnie wypaczają psychikę i czynią z normalnej kobiety mentalnego babochłopa, znów uznać czyjąś obecność i prawo tej osoby do decyzji, niekoniecznie zgodnych z moimi.
-itd... itd
Potem warczę na siebie, że zachowuję się jak dziewica, co to by chciała, ale boi się, wiec albo cierpię na kryzys wieku średniego, albo jestem niedostosowana społecznie i  mam zryte pod beretem, bo związki przecież niejako same się tworzą i staja się naturalna częścią naszego funkcjonowania, a ja tu punktuję i przewiduję coś, co jeszcze nawet nie zaistniało.
Chciałam więc po prostu spytać : mam zryte pod beretem i "kierunek psycholog marsz", żeby naprostować, czy inni też tak mają, więc mieszczę się w statystycznej normie i tylko trzeba się ogarnąć?

2

Odp: Samotność 50 i plus

Zaniepokojona jesteś swoim myśleniem i wynajdowaniem powodów, dla których lepiej będzie Ci samej.
Po pierwsze, nie ma obowiązku (na szczęście) bycia w związku. Chcesz - dobrze. Nie chcesz - drugie dobrze.
Po drugie, jeśli chcesz, to czemu ma służyć wymyślanie przyczyn rozpadu jeszcze nieistniejącego związku. Twierdzisz, że jesteś ugodową, że do tej pory ustępowałaś, że takie ustępstwa okazały się niedobrymi dla Ciebie. Skoro to wszystko wiesz, to dlaczego upierasz się przy dalszym działaniu na swą niekorzyść?
Po trzecie, dlaczego Twa motywacja do skorzystania z pomocy psychologa jest uzależniona od zachowania innych, nie zaś Twą niewygodą i trudnościami?

Czytając Twój post przypomniała mi się "Bajka o osiołku" Aleksandra Fredry.

3

Odp: Samotność 50 i plus

Dziękuję za odpowiedź, ale mam wrażenie, że chyba niejasno się wyraziłam, więc uściślę: Zaniepokojona jestem swoim myśleniem, bo nigdy ani nadmiernie ostrożna/ podejrzliwa nie byłam, ani też nie jest u mnie normą chłodna kalkulatywność. To coś nowego.
Nie sądzę też, abym wynajdowała powody, dla których będzie mi lepiej samej. Raczej nie będzie. Ale, w pewnym wieku trudniej jest wejść w nowe role, bo za latami stoi ogół doświadczeń życiowych - pytam więc osoby w zbliżonym wieku, czy też miewają podobne rozterki. Wiadomo, w młodym wieku inaczej się wchodzi w relacje, inaczej, gdy za partnerami stoją lata doświadczeń w poprzednich związkach, bo przecież druga osoba  z kosmosu nie spada: ma swoje doświadczenia, nawyki, jest ukształtowana, więc i o kompromis trudniej.
Istotnie, napisałam, że jestem osobą ugodową, natomiast nigdzie nie ujęłam informacji, że dotychczas ugodowość działała na moją szkodę. Ugodowa, nie oznacza godząca się na wszystko, natomiast każdy kompromis z definicji oznacza rezygnację z jakiej tam cząstki "swojego" i tylko w tym kontekście to zaznaczyłam.
Psycholog wbrew pozorom nie zmieni mojego myślenia, to mogę zrobić jedynie ja, on może mi wskazać  drogę jak tego dokonać, jeślibym sama nie umiała jej znaleźć.
Pytam natomiast, czy inni odczuwają podobnie, bo  jeśli tak, to widać po prostu w pewnym wieku jest trudniej o decyzję z różnych powodów. Jeśli natomiast inni nie mają takich obiekcji, to po prostu zdziwaczałam i coś z tym trzeba zrobić.
I nie wiem, czy w tekście to widać, ale ja wymieniając te punkty ( dlaczego nie lub tak) ironizuję sama z siebie, że mi takie myśli po głowie chodzą.

4

Odp: Samotność 50 i plus
babeczka cynamonowa napisał/a:

(...)Istotnie, napisałam, że jestem osobą ugodową, natomiast nigdzie nie ujęłam informacji, że dotychczas ugodowość działała na moją szkodę. Ugodowa, nie oznacza godząca się na wszystko, natomiast każdy kompromis z definicji oznacza rezygnację z jakiej tam cząstki "swojego" i tylko w tym kontekście to zaznaczyłam. (...)

W pierwszym Twym poście przeczytałam, że:

babeczka cynamonowa napisał/a:

(...)jako że jestem ugodowa, to kompromisy będą po mojej stronie " no bo warto i trzeba", nawet kosztem samej siebie(...)

Przepraszam, widocznie opacznie zrozumiałam Twe słowa.

5

Odp: Samotność 50 i plus

Nie, to ja wyraziłam się niejasno, nie ma za co przepraszać smile

6

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko,odpowiem krótko i na temat:pod beretem masz równo,tylko sie ogarnij/cokolwiek to oznacza/
A na serio to w/g mnie wiek "silnie dorosły" ma to do siebie,że analizuje wszystko-no prawie.Tylko krowa na pastwisku nie ma "bólu istnienia".
A tak naprawdę to zadziwia mnie rosnaca lawinowo samotność ludzi.
Czemu tak się dzieje?
Takie czasy czy co?

7 Ostatnio edytowany przez babeczka cynamonowa (2013-11-30 12:56:20)

Odp: Samotność 50 i plus

Zuza, myślę, że takie czasy. Ludzie powchodzili w jakieś skorupy, ogrodzili się nimi od innych i mówią, że im dobrze. Gdzieś tam, wewnątrz mają pragnienia i marzenia właściwe wszystkim i wbrew pozorom niezmiernie podobne. Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu w świecie realnym powoli tracimy zdolność komunikacji z innymi i coraz trudniej jest wyrażać siebie. Bywa też, że czasem zbyt mocno analizujemy, zamiast po prostu odczuwać, ale odczuwanie może jawić się jako groźne, bo odsłania najdelikatniejszą warstwę - duszę, a w modzie dziś deptać to, co delikatne. Darwin i Nietzche  z radością zacierają ręce - teoria naturalnej selekcji osobników słabych urzeczywistnia się - współczesny świat należy do silnych jednostek.
Eh, może to tylko czarnowidztwo?
Dzięki za życzliwe słowo:)

8

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko,czarnowidzctwo czy nie,należy coś z tym zrobić!
Pierwszy krok już postawiłaś-jesteś tu!
Małymi kroczkami dojdziesz do celu-tego Ci życzę!

9

Odp: Samotność 50 i plus

Zuza, dziękuję za życzliwe słowa.
Widzisz, to nie jest tak, że jestem absolutnie samotna, ktoś tam na zasadzie neutrona krąży, ale nie jestem pewna - z różnych powodów- co do sensowności czynienia z tej znajomości związku, więc de facto jestem sama. Mam jakieś opory, ale nie mam też specjalnie możliwości rozszerzania grona znajomych i poznawania nowych ludzi.
No i tak dumam, jak ten osioł przy żłobie...

10

Odp: Samotność 50 i plus
babeczka cynamonowa napisał/a:

Zuza, dziękuję za życzliwe słowa.
Widzisz, to nie jest tak, że jestem absolutnie samotna, ktoś tam na zasadzie neutrona krąży, ale nie jestem pewna - z różnych powodów- co do sensowności czynienia z tej znajomości związku, więc de facto jestem sama. Mam jakieś opory, ale nie mam też specjalnie możliwości rozszerzania grona znajomych i poznawania nowych ludzi.
No i tak dumam, jak ten osioł przy żłobie...

A czemu teortecznie rozpatrujesz zagadnienie ew. związku?

11

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko,to całkiem normalne,że dywagujesz.Decyzję i jej ew.konsekwencje poniesiesz sama-nikt tak naprawdę nie zrobi tego za Ciebie.
A co Ci mówi intuicja?

12 Ostatnio edytowany przez babeczka cynamonowa (2013-12-04 14:15:55)

Odp: Samotność 50 i plus

missnowegojorku teoretycznie, bo trudno nazwać związkiem dość szczególną znajomość. Znamy się długo, ok 10 lat. Gdy zmarł mój mąż facet był pomocny, wspierał mnie. Naprawdę wiele dla mnie zrobił, nie tylko w sferze emocjonalnej. Doceniam jak diabli. Ewidentnie nie jest to miłość, bardziej przywiązanie i przyjaźń. On jest sam, ja również. Mieszkamy osobno, tzn każde ma swoje mieszkanie, czasem on swoje zamyka na patyk i przychodzi pomieszkać do mnie, ale to takie mieszkania na zasadzie we dwoje łatwiej, przynajmniej jest do kogo pysk otworzyć. Niemniej, sprawę mamy postawioną jasno - pomieszkujemy  razem, ale to bardziej kumpelski związek, niż konkubinat, czyli on nie pyta czemu wróciłam za późno, a ja nie pytam " gdzie do cholery był i czemu tak długo, bo gary stygną". Ostatnio coś tam przebąkuje, że może by jednak.. bo niby młodzi nie jesteśmy, starość lezie, dzieciaki na swoim i sobą zajęte, no ta szklanka wody na starość zaraz się zrobi problemem. W sumie racja. Też mam tego świadomość.
Problem w tym, że ma sporo zalet:

- sprząta, zmywa, sam sobie pierze, wykonuje męskie prace, wychodzi ze zwierzakami, obkarmia je, robi zakupy gotuje dla dwojga i podtyka mi pod nos niezliczone herbatki oraz posiłki. Umie czytać, co znaczy, że widzę go z książką, ma swoje hobby- modelarstwo i II WŚ, sporą wiedzę, w miarę chłonny umysł. Oboje lubimy rocka, chętnie go słuchamy.  On ceni moje pasje, wyraża nimi zainteresowanie, wspiera, zachęca , ja w drugim kierunku - to samo. Polubił nawet! moje szczury. Zawsze zauważy nową fryzurę i ciuch. Umie doskonale farbować włosy i lubi to robić, wręcz domaga się, by mu pozwolić. Mamy podobne poczucie humoru, zazwyczaj zgadzamy się, co do oceny różnych spraw. Preferencje polityczne zgodne. Niby super, prawda?

A potem są wady, które  każą myśleć, bo:

- ma skłonność do sięgania po alkohol. To znaczy, zdarzają mu się ciągi np: kilka miesięcy nie pije, ale jak się napije, to następnego dnia leczy  kaca i... znów - wiadomo. W tym układzie mamy umowę - jeżeli chce się napić, jego wola. Ale ma zakaz - zero przychodzenia do mnie po alkoholu i respektuje go.  W przypadku  załóżmy ślubu - pierwszy punkt zapalny. Na terapię nie pójdzie, bo na psychologów patrzy jak pies na jeża, zaszyć na moje żądanie się da, oczywiście, tylko to sprawy nie rozwiązuje. Do faceta nie trafia, że dawno stracił nad piciem kontrolę.
-  w sensie spraw innych niż proste codzienne - jest bezradny jak dziecko. Załatwienie sprawy w urzędzie, planowanie działań, wszystko co wymaga jakiegokolwiek nieschematycznego działania to dla niego kosmos. Nawet po dłuższe zakupy leci z kartką, którą - uwaga- potrafi wręczyć sprzedawczyni. Decyzyjność zerowa . To inni muszą znaleźć rozwiązanie i wskazać sposób wykonania, wtedy wykona.
- Ma 56 lat i jest rencistą, wiadomo, z niezbyt wysokim uposażeniem. Jeżeli podejmie pracę - potrafi ją w dowolnym  momencie rzucić, bo coś tam albo bo nic.
- jest niesłowny - potrafi się umówić i nie przyjść, obiecać i nie dotrzymać, przy czym nie umie wskazać powodu niesłowności. Bo tak wyszło.
- ma tendencje do zrzędzenia na każdy temat. Nie awantur, wrzasków tylko klasycznego zrzędzenia.

No to mniej więcej tyle, bo faktu, że tematu spornego nie umie przegadać, tylko słucha siedzi i milczy nie zaliczam do wad, w końcu facet i na słowotok nie cierpi, tyle, że diabli wiedzą co myśli.

Myśląc o sobie - wychodzi mi tak. Mam lat tyle ile mam. W wielkie miłości  na jesieni życia specjalnie nie wierzę, choć z drugiej strony życie jest nieprzewidywalne i wszystko się może zdarzyć. Jak jest z poznawaniem nowych ludzi - wiadomo, zanim się zorientujesz kto kim naprawdę jest, czasem lata mijają,  a ponadto - też wiadomo - panowie równolatkowie raczej młodszych pań szukają, i często jeszcze mają zakusy na potomstwo. Z reguły ci ogarnięci są już zajęci, własnie z uwagi na ogarnięcie, a ci wolni ogarnięci to chyba innymi drogami chadzają niż ja. Czyli ta szklanka wody na starość staje się pytaniem i z każdym rokiem większym.
Nie wiem, czy mam jednak chęć na adopcję dorosłego  dziecka. Wychować się nie da, bo za późno, pilnować, decydować za i prowadzić z rękę - trzeba by było, jakby co.

Z drugiej strony jak sobie pomyślę o nowej znajomości, o tym " pokazywaniu się", poznawaniu, docieraniu, wgryzaniu w drugiego człowieka, to ja już chyba nie mam siły na tego męsko-damskiego menueta i zastanawiam się jak Pawlak w "Samych swoich" - " Na co mnie nowy wróg, skoro stary pod nosem"
Dlatego jak osioł stoję i w żłoby patrzę, bo do końca to nie jest to, czego oczekuję, a to czego bym chciała może nie nastąpić nigdy, albo przeciwnie, z moim pechem nastąpić  w niedługim czasie po ewentualnej decyzji.

Zuza, oczywiście, że decyzja jest po mojej stronie i nie ma takiej opcji, by ktoś ją podjął za mnie.
Wiem, że rozważam tę kwestię dość chłodno, niemal egoistycznie, może dlatego, że nie ubieram jej w płaszcz miłości - bardziej przyjaźni, która wcale nie wiem, czy nie jest od niej cenniejsza.
Intuicja mimo wszystko mówi mi nie, ale często mnie panna zawodzi, więc nie do końca jej ufam.

13

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko,jeśli mogę doradzić-zaufaj intuicji!
Szklanka wody na starość od "niedojdy na rauszu"jest do kitu!
A może tuż,tuż czeka na Ciebie...KTOŚ...?!
Hmmm...

14 Ostatnio edytowany przez babeczka cynamonowa (2013-12-04 15:05:47)

Odp: Samotność 50 i plus

Zuza, zapewne mądrze mi radzisz, tylko wiesz, ja jestem zodiakalna waga i to oglądanie wszystkiego z różnych perspektyw, a potem długie bujanie się  z decyzją w sprawach emocjonalnych ( w innych, o dziwo - nie) mam wpisane chyba w geny.
Tu bilans potencjalnych - przepraszam za określenia, bo paskudnie brzmią w kontekście rozpatrywania bycia we dwoje - "zysków" i "strat", wygląda mniej więcej tak, że dwie pozytywne cechy są zerowane przez jedną niepożądaną. Tyle, że prostym rachunkiem matematycznym sprawy nie rozwiążę, bo przecież o człowieku mówimy, a nie o założeniu konta bankowego.

15

Odp: Samotność 50 i plus

Coś mi tu pachnie podjetą już decyzją.
Oby to nie był akt desperacji!
Babeczko,a nie ciekawi Cię co jest "za rogiem"?
Wiem,wiem-Pawlak i...takie tam.
Ja bałabym się ciągów pijackich.I huśtawki emocjonalnej.
Ale może to dla wagi nie jest trudne.
W każdym razie życzę Ci rozwagi i ODWAGI!

16

Odp: Samotność 50 i plus

Nie:) Nie pachnie, a Panna Desperacja nie jest moją siostrą, za to Panna Ostrożność - tak smile
Ciekawi mnie co jest a rogiem, bo w życiu zdarzają się nieprawdopodobne rzeczy. To fascynująca wędrówka.
Rozwagę zachowam smile

17

Odp: Samotność 50 i plus

No to idę "klasykiem"
"alleluja i do przodu"!

18

Odp: Samotność 50 i plus

Alleluja, Zuza, Alleluja!:)

19

Odp: Samotność 50 i plus

Ja osobiście zosawiłabym ten układ w takim stanie jak jest, po co to zmieniać?

20

Odp: Samotność 50 i plus

Z tym pozostawieniem, to trochę ryzykowna sprawa, bo im dłużej taki układ będzie trwał, tym bardziej facet będzie nabierał przekonania,że ja w zasadzie " jego", tyle, że nie zaobrączkowana. Już teraz  widzę, że mu się takie myślenie włączyło i chociaż otwartym tekstem torpeduję każde zachowanie o tym świadczące, czyli wprost mówię " słuchaj, "my" jako "my" nie istniejemy, ty masz prawo do nowych związków ja również". Słucha, potakuje, ale jestem pewna, że jest przekonany, że się kryguję jak XIX wieczna panna na wydaniu, co to przynajmniej trzykrotnie musiała odrzucić oświadczyny, zanim bez posądzenia o desperację mogła je przyjąć.
Psioogrodnictwo w klasycznym wydaniu.
Nie chcę skrzywdzić faceta i w tym kontekście sensowne byłoby kompletne zerwanie znajomości, ale... szkoda mi jej, bo poza ewidentnymi brakami to dobry człowiek przy którym naprawdę można w miarę inspirująco funkcjonować.

21

Odp: Samotność 50 i plus

No ja się wykończę tongue
Czyli dalej jesteś w punkcie wyjścia-hi,hi!
A co zmusza Cię do podejmowania jakichkolwiek decyzji? "nadwyobraźnia"pana dochodzącego?
A teraz idę po bandzie:posadź Go na "ławce rezerwowych"
cool

22

Odp: Samotność 50 i plus

Zmusza o tyle, że im dalej w las, tym więcej drzew, a "nadwyobraźnia" robi swoje:)
Próbowałam radykalnie odstawić, w sensie zakończenia znajomości, kilkakrotnie i zawsze efekt jest ten sam. Foch, wielki jak busz australijski, no, dajmy na to na miesiąc, dwa, trzy, potem patrzę na horyzont, a tu mi bumerang z miną mopsa wraca, z gotowymi tekstami jak to mu smutno było i tęsknił i w ogóle jakoś tak bezbarwnie, oraz  "mogę troszkę u ciebie posiedzieć?". Niby moja wina, bo zarzekam się, za każdym razem, że już mopsa więcej nie kupię, ale kupuję, bo mi też szkoda tej znajomości.
Czasem mam wrażenie, że to już chyba tak musi być i w końcu przez cierpliwe zasiedzenie zostanie.

23 Ostatnio edytowany przez Zuza33 (2013-12-07 10:46:33)

Odp: Samotność 50 i plus

Pozwolisz babeczka ,że zacytuje moją mamę:
"Z męższczyzną trzeba jak z psem:dobrze karmić,nie drażnić  i na noc wypuszczać"-mrugnięcie okiem i śmiech!
Jak widzę,Ty już stosujesz tą maksymę-mops/facet dobrze wie jak Cię podejść/
Nie będę Kolumbem jeśli powiem,że za Ciebie życia nikt nie przeżyje.Z facetem czy bez.
Kurcze,do końca musimy dokonywać jakiś wyborów.
Nie zawsze wychodzi to najlepiej.
Czasami się udaje-czego Ci życzę.

24

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko Cynamonowa!
Zawsze możecie zostać przyjaciółmi i zastrzec sobie, że nie wchodzimy sobie na teren prywatny.
Taka para nie para (nie wiem, czy dobrze zrozumiałam) to rzeczywiście trudna do przyjęcia.

25

Odp: Samotność 50 i plus

Wiesz Zuza, tak prawdę mówiąc decyzyjności na codzień, takiej wymagającej aktywności, to ja mam po kokardy. To, że podejmuję decyzje odnośnie siebie samej, to pikuś, bo oczywiste, że nikt mnie z tego nie zwolni. Ale obok tego mam chorą, 70 letnia mamę, również decyzyjnie bezradną jak dziecko we mgle, plus okresowo Misia z uroczym "a  ja nie wiem jak, bo nigdy tego nie robiłem". Na to stwierdzenie natychmiast dostaję piany na pysku, bo przecież człowiek, to nie robot, który nie zaprogramowany na coś tam  z miejsca nie ruszy, tylko myśląca istota,  od której wymaga się elastyczności i choćby minimalnej kreatywności. Jak nie robiłeś, to  do cholery spróbuj i na przyszłość będziesz wiedział!
Na razie nieustannie decyduję za innych - ot, choćby teraz. W najbliższy piątek mam przeprowadzkę, bo ze względu na stan zdrowia mamy muszę z nią zamieszkać. Mama jest słaba, toteż siłą rzeczy niewiele w tym bałaganie będzie uczestniczyć. Mam na głowie zwinięcie dwóch mieszkań i przeflancowanie dobytku do domu jednorodzinnego. Pomijam fakt, że znalezienie potencjalnych domów, ich obejrzenie i podjęcie decyzji, który wybrać, było wyłącznie na mojej głowie, przy czym wybór dość trudny, bo szereg warunków z uwagi na mamę musi być spełniony. Jak już znalazłam coś, co pasuje, to wynajmujący przedstawił taką umowę, której nikt normalny by nie podpisał, więc dwa tygodnie negocjowałam z facetem warunki, żeby  był wilk syty i to owca też mniej więcej cała.   Mama zwiała za zasłonę " ja się nie znam", Misiek miał akurat  focha, więc decyzje  na co się godzić, a na co nie + przewidywanie konsekwencji na mojej głowie. Załatwiłam. Teraz ta przeprowadzka, czyli zwiniecie mieszkań, załatwienie transportu, cała logistyka przedsięwzięcia należy do mnie. Ogarniam jakoś. Pal sześć, to małe piwo, ale jest większe : ja mam dwa psy, mama ma dwa psy, nasze psy się serdecznie nienawidzą, żeby było zabawniej - moje miedzy sobą też. Niby banał - jak je przewieźć na sporą odległość, żeby za transport kilka razy nie płacić i żeby się nie zjadły po drodze. Jak je potem pogodzić na jednym terenie?
Mama rozkłada ręce: "ja tego nie widzę, pomyśl jak to zrobić, żeby było dobrze", Misiek, co to się dwa dni temu objawił z mopsem na twarzy, wybór domu pochwalił, owszem, zdemontuje i przedźwiga co trzeba  jak palcem pokażę co i gdzie( dobrze, że choć tyle), oczywiście organizacyjna strona poza jego percepcją, pije wczoraj herbatkę i pyta retorycznie " no, a jak z psami, jak to rozwiążesz?".
Decyduję o tym, czy mama podda się operacji, czy nie, czy wyrazi zgodę na konkretny zabieg, na kiedy umówić termin wizyty, przechodzę przyspieszony kurs z zakresu onkologii w specjalizacji rak płuca z jednoczesnym pochp, decyduję o dawkowaniu leków ( słuchaj, a czy ja mogę jeszcze raz wziąć dziś inhalację interwencyjną?, przeciwdziałam bieżącym dolegliwościom: to możesz wziąć, tego nie, bo ma w składzie to czy tamto).
Czasami jak patrzę na siebie z boku, to cholera jak w matrixie - no, bo scenka taka - mama sobie siedzi i coś tam grzebie w tablecie, podnosi wzrok i pyta:  a w co ja mam się jutro ubrać, jak będziemy jechały, bo wiesz, ja zawsze się źle ubiorę i albo zmarznę albo mi za gorąco?. No więc wybieram ubranko, a potem i tak zbieram, że źle, bo za gorąco albo za zimno. Misiaczek z tekstem" co mam na siebie włożyć?" zdążył tylko raz, bo dowiedział się, że śpioszki, te w niebieskie słoniki i żeby o pampersie nie zapomniał, więc tylko się obraził, ale już więcej nie próbował.
Decyzyjność w zakresie rozdysponowania finansów też mnie nie omija.
Szczerze mówiąc mam po dziurki w nosie decydowania w sprawach bieżących. Może dlatego, w  decyzjach emocjonalnych jakoś wymiękłam, ale to też nie sprawa doraźna, ot, zrobię tak i z kapelusza, tylko implikująca jakby co, skutki długofalowe.

Summerko, ja bym rada była z przyjaźni, absolutnie mnie taka forma satysfakcjonuje, ale druga strona chce więcej i zaczyna mnie traktować jak swoją partnerkę. Jestem pewna, (bo już to grałam), że każdego faceta ode mnie wypłoszy, bo nagle znajduje w sobie niesłychane pokłady kreatywności w zakresie zniechęcania do kolejnych spotkań. Kiedyś przyjechał do mnie kolega, chyba z 10 lat się nie widzieliśmy. Misiaczek natychmiast jak diabeł z pudełka wyrósł pod furtką," a nie, nie przeszkadzajcie sobie, ja tylko przyjechałem porządek w komórce zrobić, no, przecież chciałaś i męczyłaś mnie od  dwóch tygodni, a dziś mam czas". Porządek zrobił co prawda na błysk, ale skończył, gdy kolega wsiadł do samochodu i odjechał. I co chwila przybiegał sytuację oblukać, plus zdążył się z kolegą w kwestii technicznej dotyczącej sposobu ocieplenia stropu  ściąć.

26 Ostatnio edytowany przez Summerka (2013-12-07 18:00:12)

Odp: Samotność 50 i plus

No to już tylko od ciebie zależy, jak dalej postąpisz:)
Zawsze z kolegą możesz umówić się poza domem, jeśli z M. jesteś w takiej zażyłości.

Tak malowniczo o tym opowiadasz, że przypomina się "Piąta pora roku" - filmowa opowieść  o owdowiałej nauczycielce i taksiarzu oraz ich perypetie miłosne. Nie wiem, czy oglądałaś?

27

Odp: Samotność 50 i plus

No to babeczko...masz przerąbane!
Z mamą-bardzo Ci współczuję.
Moja zmarła na raka wątroby-trzymając mnie za rękę.
"mopsik"fajnie kombinuje-cwany jest.
Trzymam za Ciebie kciuki-siłaczko!

28

Odp: Samotność 50 i plus
babeczka cynamonowa napisał/a:

Pytam natomiast, czy inni odczuwają podobnie, bo  jeśli tak, to widać po prostu w pewnym wieku jest trudniej o decyzję z różnych powodów. Jeśli natomiast inni nie mają takich obiekcji, to po prostu zdziwaczałam i coś z tym trzeba zrobić.
I nie wiem, czy w tekście to widać, ale ja wymieniając te punkty ( dlaczego nie lub tak) ironizuję sama z siebie, że mi takie myśli po głowie chodzą.

To, że trudniej o takie decyzje, jest, moim zdaniem, oznaką myślenia i niechęci do podejmowania ryzyka. Ale jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije:)

29

Odp: Samotność 50 i plus

Summerko, " Piątej pory roku" nie oglądałam, ale sobie obejrzę, bo już sam tytuł mi się podoba:)
Niby prawda, mogę się ze znajomymi umawiać poza domem, tylko jakoś tak dziwnie byłoby mi z własnego domu zwiewać, żeby z kimś się umówić na spokojnie, niekoniecznie we troje smile Ale zawsze to jakieś wyjście awaryjne.

kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije:)

Wiesz, ja bym chyba od  ryzykownego szampana z partnerem posiadającym niepokojące wady, wolała chamskie wino marki wino, z człowiekiem, co do którego mam gwarancję, że jest stabilny.
Bo o ile tę Kubusiopuchatkowość w zakresie decyzyjności jestem w stanie przełknąć, no, trudno, konia można nauczyć tańczyć, to może jak będę bardzo cierpliwa to i  z chłopa coś tam wykrzesam, tak to okresowe popijanie, niechęć do pracy oraz niesłowność są cholernie źle wróżące, a magikiem nie jestem i na resocjalizacji geriatrycznej się nie znam.
Zuza, bardzo mi przykro, z powodu Twojej mamy. To straszne, gdy luzie nie gasną ot tak, ze starości, tylko z powodu choroby, i dopiero śmierć przynosi wolność od bólu.

Przerąbane, to może nie, po prostu trudniej i z tym muszę się pogodzić.
O tak, Puchatek jest cwany, ale tylko w tym jednym zakresie, bo cwaności, takiej jak rozumiemy ją ogólnie nie ma ani troszkę. Chyba nawet moja i tak szczątkowa jest większa od jego, bo tak w ogóle, to naprawdę dobry człowiek.

30

Odp: Samotność 50 i plus

No to mamy klasycznego pata.
Powodzenia w prozie życia codziennego!
No i dużo zdrowia /bo musisz mieć siłę coby wszystko udźwignąć/

31

Odp: Samotność 50 i plus

Summerko, " Piątej pory roku" nie oglądałam, ale sobie obejrzę, bo już sam tytuł mi się podoba:)
Niby prawda, mogę się ze znajomymi umawiać poza domem, tylko jakoś tak dziwnie byłoby mi z własnego domu zwiewać, żeby z kimś się umówić na spokojnie, niekoniecznie we troje smile Ale zawsze to jakieś wyjście awaryjne.

    kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije:)

Wiesz, ja bym chyba od  ryzykownego szampana z partnerem posiadającym niepokojące wady, wolała chamskie wino marki wino, z człowiekiem, co do którego mam gwarancję, że jest stabilny.
Właśnie z tym akurat bym się zgodziła. Ale z tym piciem szampana chodziło mi raczej o  świętowanie czyli zwycięstwo, jeśli się o coś walczy:) Życzę Ci Babeczko Cynamonowa, żebyś jak najczęściej świętowała zwycięstwo, pijąc szampana z kimś, kogo lubisz.

32 Ostatnio edytowany przez babeczka cynamonowa (2013-12-08 18:12:41)

Odp: Samotność 50 i plus

Zuzo i Summerko

Bardzo Wam dziękuję, nawet nie macie pojęcia, jak bardzo mi się porozjaśniało to i owo, w czasie, gdy z Wami  rozmawiałam.
Również życzę Wam, abyście miały w życiu jak najwięcej okazji do świętowania zarówno drobnych jak i wielkich  zwycięstw:)

33

Odp: Samotność 50 i plus

Babeczko-dziękuję za życzenia.!
Ale...użyłaś określenia- zwycięstw-nie to że sie czepiam słówek.Nie traktuję swego życia jako pola walki.
Raczej jest to dla mnie "zaczarowany" świat.
Raz on mnie czaruje-raz ja jego i jest fajnie.
Czasem śmiesznie,czasem łzawo.
I zwyczajnie.

34

Odp: Samotność 50 i plus

Dziękuję Babeczko Cynamonowa za życzenia.

Zuza, ja też nie traktuję życia  jak pola walki, a jednak są zwycięstwa i porażki.

Ciekawa jestem, dlaczego traktujesz życie jak zaczarowany świat.

35

Odp: Samotność 50 i plus

...bo jestem pozytywnie zakręcona:)=)

36

Odp: Samotność 50 i plus
Zuza33 napisał/a:

...bo jestem pozytywnie zakręcona:)=)

Czy zdradzisz, na czym polega to pozytywne zakręcenie?:)

37

Odp: Samotność 50 i plus

A moja mama mówi : kto nie ryzykuje ten w ciupie nie siedzi.
Jeśli są wątpliwości, uzasadnione popijaniem i życiowym wygodnictwem "mopsa " to Babeczko sama odpowiedz na pytanie czy rzeczywiście warto.
Popijający panowie to pierwszorzędni manipulanci, niejedna fajna Babeczka przygarnęła sobie biednego misia , a później to już tylko terapia dla współuzależnionych, Al-anion, wizyty u psychiatry i tym podobne atrakcje. Myślenie za siebie i za nieodpowiedzialnego mopsa.
Najczęściej jest tak, że skoro intuicja podsuwa wątpliwości to znaczy , że nie należy się w związek pakować.
Ale każdy kowalem swojego losu.
Babeczko jesteś osobą zaradną , bezkonfliktową i o pogodnym charakterze  jak widać z postów o pogodnym usposobieniu. Idealna ofiara dla popijającego mopsika.
Życzę zdroworozsądkowego wyboru, tym bardziej że jak piszesz szału uczuć z Twojej strony raczej nie widać.

38

Odp: Samotność 50 i plus

babeczko cynamonowa-odezwij się!

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność 50 i plus

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026