Ilekroć zdarzy mi się czytać dramatyczny wątek o zabarwieniu miłosnym, w ponad 99% stwierdzam, że są problemy, bo nie ma rozmowy.
Jednocześnie napawa mnie zdziwieniem fakt, że tak trudno otwarcie porozmawiać z osobą, z którą teoretycznie chce się spędzić całe życie- jeśli ludzie w wieku 20-kilku lat mają problemy by rozmawiać ze sobą, co będzie później? A może.... tego później nie będzie? Albo będzie, ale przybierze charakter trwania przy sobie "bo dzieci", "bo kredyt" ?
Jak wyglądają rozmowy (nie o codziennych obowiązkach lub zakupach) w Waszym związku?
Czy rozmawiacie z partnerem/ką o wszystkim?
A może wolicie przemilczeć problem, by nie było "afery" ?
No i jak ważnym czynnikiem jest rozmowa w Waszym związku?