Cześć wszystkim. Mam 22 lata, prawie 23. Skończyłam właśnie studia, mam licencjat. Wszystko było fajnie do ostatniego semestru w na uczelni. Od pewnego czasu traciłam coraz bardziej motywacje, coraz mniej chciało mi się uczyć, coraz bardziej traciłam sens wszystkiego, życia, przyszłości i tak dalej. W dodatku irytowało mnie podejście ludzi w okół, studentów i moich pracodawców. Studenci, bo część z nich nic nie robi a ma tak samo zdane jak ja, a wszystko zgapiali. TO boli, gdy się starasz a inni dostaje to co Ty, nic nie robiąc. Pracodawcy zaś, uważają nas studentów za wykształconą, tanią siłę roboczą która i tak nic nie osiągnie. Jestem sama, nie mam faceta. Nie jestem jakaś brzydka, zgrabna figura, opalona, ładne, delikatne rysy twarzy - no faceci się oglądają, ale nie mam konkretnego. Każdy jest fajny, kto robi z siebie większego głupka. W domu lekko nie jest, biedna nie jestem ale też się nie przelewa. Mam jednak swój samochód, spory dom i nie jest źle. To wszystko jednak zaczęło mnie stopniowo dobijać, krok po kroku, coraz bardziej mnie to denerwowało. Z tego wszystkie zaczęłam się bać o moją przyszłośc, czy to ma sens? czy znajde kogoś z kim będę całe życie? Czy sobie dam radę? Jak się utrzymam, czy będę mnusiała pracować żeby żyć? Coraz bardziej odechcewało mi się wszystkiego, zmuszałam się do wstawania, zwłaszcza zimą, która w ostatnich latach było piornunująco długa, denerwująca, a lata jak na złość nie było praktycznie. Miałam depresje, jak nic. Nie dawałem sobie z sobą rady, z ludźmi, którzy są fałszywi, nie wiem gdzie szukać znajomych. Z pracą, która ledwo starczała na to, bym mogła po prostu się ladnie ubrać. Nawet jak by porównać moją garderobę z facetem, to jest bardzo skromna. Nie koloryzuje. TEraz jest coraz gorzej... dobija mnie to wszystko, zaczęłam palić. Szukjałam informacji, chyba jest to schizforenia: niedozwolony link - bo objawy się zgadzają. Zaczęłam łykać leki, antydepresanty kupione w aptece. Tak by nikt nie widział. Pojawiły sie problemy z pamięcią, nie potrafię się skupić, nawet prosta notatka nie jest w stanie utkwić mi w łowie, nic. Jestem zagubiona. Przez te depresenaty czasem czuje się, nie w pełni świadoma. Jak by wszystko było takie wolne.. powolne... Dodatkowo czuje wzrok ludzi, że jestem jakaś dziwna. A kiedyś, Ci faceci się za mną oglądali, uśmiechali. Teraz chyba wyglądam jak trup i to dlatego... co robić?!