Może to i nie jest jakaś niesamowita historia ale po prostu chce się wygadać.. Jako że w realu nie mam zupełnie nikogo nawet wrogów to forum jest chyba jedynym rozwiązaniem. Od zawsze nie miałem zbyt wielu znajomych, ze wszystkim radziłem sobie sam aż w końcu skończyłem gimnazjum i w połowie wakacji los się do mnie uśmiechnął, napisała do mnie pewna dziewczyna, szybko znaleźliśmy wspólny język i postanowiliśmy ze sobą być pomimo tego że dzieliła nas odległość. Rozmawialiśmy dużo przez telefon, tematy do rozmów nam się nigdy nie kończyły. Minęło pół roku i doszło do tego że mnie zdradziła.. Wcześniej mówiłem jej że nigdy bym zdrady nie wybaczył ale zrobiłem to, mimo że to była miłość na odległość bardzo mi na niej zależało, wybaczyłem raz, wybaczyłem i drugi raz.. Później jakoś wszystko zaczęło iść w dobrą stronę, aż przyszedł dzień w którym powiedziała mi że w dzieciństwie dziadek ją molestował i gwałcił, przeżyłem szok.. Nie wiedziałem co powiedzieć ani co zrobić, byłem jedyną osobą która o tym wiedziała. Później dużo o tym rozmawialiśmy, nie spałem po nocach bo przeważnie wtedy mi wypisywała co z nią robił, to było okropne. Porozmawialiśmy o tym szczerze przez telefon i zrobiła coś co mnie zaskoczyło. Na drugi dzień w ogóle nie mogłem się z nią skontaktować, myślałem że to koniec ale wieczorem napisała że jego dziadka zabrała policja i że o wszystkim im powiedziała, byłem z niej dumny ponieważ nie chciała żeby ktokolwiek wiedział. Zebrałem trochę gotówki i postanowiłem pojechać do niej w dzień w którym była rozprawa. To był z jednej strony jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu i jedynie też najgorszy. Trafił do więzienia na długie lata a my korzystaliśmy z tych kilku godzin które nam zostały. Byliśmy na długim spacerze, dużo się przytulaliśmy nawet udało mi się nawiązać bardzo dobry kontakt z jej mamą. Później było już tylko lepiej. Coraz częściej była uśmiechnięta, zaczęła pisać wiersze. Czasami wieczorami wysyłała mi nagrania z życzeniami na dobranoc, 2 zachowały się do dziś. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Po dwóch latach po prostu zerwała ze mną nie podając mi żadnego powodu, na drugi dzień jeszcze dodała że jest z tym z którym zdradziła mnie pierwszy raz.. I tak o to zostałem sam, zupełnie pusty i zraniony, mijały miesiące i nagle ktoś się odezwał, nie wiem skąd miała mój numer ale zaczęliśmy pisać i rozmawiało nam się całkiem fajnie, i znów przyszedł dzień w którym wszystko się skończyło, powiedziała że dalej tak nie może, że mnie kocha i musi odejść. Ponownie się załamałem ale na drugi dzień napisała kolejna nieznajoma, okazało się że nawet mieszkamy raptem 16km od siebie tylko chwilowo mieszka za granicą ale przyjedzie na całe wakacje. Przyszły wakacje i kontakt się urwał, po wakacjach zaczęła mnie o wszystko obwiniać że mieliśmy się spotkać a ja nie chciałem i tak dalej, żeby jej nie stracić wziąłem całą winę na siebie. Minął rok, kolejne wakacje, stoję w umówionym miejscu i ona mnie wystawiła. Postanowiłem z nią zerwać bo znów zaczęła mnie obwiniać o wszystko co złe pomimo tego że nic złego nie zrobiłem. I teraz sobie tak żyję samotnie nie mając nikogo, nawet żadnego zwierzaka. Ja na samotność jestem chyba skazany. Po żadnych klubach nie chodzę bo nie lubię, do barów też nie chodzę bo niepijących tam nie lubią..
Nie musicie tego czytać ani odpisywać. Chciałem to po prostu z siebie tylko wyrzucić..