Witam opiszę swoją ciekawą historię. Byłem w związku z pewną osobą kilka lat w sumie to już planowane były zaręczyny i ślub. Nagle w pewnym momencie kiedy ona dowiedziała się że niedługo jej się zaręczę, zaczęła się oddalać odemnie. Pewnego dnia po 8 latach razem stwierdziła że "nie pasujemy do siebie" i że to koniec itp. ja oczywiście starałem się jakoś to ogarnąć, dowiedzieć się o co chodzi ale nic się nie dowiedziałem, przyjeżdżałem z kwiatkami itp żeby wróciła albo chociaż wyjaśniła co zrobiłem źle ale mimo wszystko dalej dostałem tylko odpowiedź że do siebie nie pasujemy i tyle. Uważam po kilku miesiącach można powiedzieć komuś że nie pasuje do kogoś a nie po 8 latach i przynajmniej jakieś wyjaśnienia powinienem otrzymać po takim czasie.
Po tym rozstaniu stwierdziłem że w sumie to była racja że nie pasowaliśmy do siebie bo była anty na wszystko, wspólne spotkania ze znajomymi wiecznie siedziała małomówna, jakieś imprezy gdzie ktoś wynajmował lokal i robił urodziny, wszystkie koleżanki w sukienkach z racji eleganckiej imprezy ona zawsze w jeansach i sweterku.
Wiecie jak to jest w młodym wieku, cały czas jakieś imprezy takie eleganckie urodziny, sylwestry itp a ona tak odmiennie ubrana od reszty.
Nadmienię że nie miała powodów do kompleksów czy coś takiego, była atrakcyjna.
Kiedyś pamiętam sytuację z prezentem który jej kupiłem a były to spodnie te pseudo skórzane (na tamte czasy były dosyć drogie i modne) więc stwierdziłem że zrobię jej taki prezent bo sama mówiła że to fajnie wygląda itp. Ale po przymierzeniu mojego prezent powiedziała że fajne i oddała siostrze i nigdy w nich nie chodziła.
Następny prezent był taki że wybierze sobie coś ze sklepu i ja po prostu za to zapłacę żeby była zadowolona i używała tego, więc padło na bieliznę, traf chciał że byliśmy w sklepie gdzie pracowała żona mojego kolegi, po krótkiej rozmowie zaprowadziła ją na dział z bielizną i tam były wiadomo jakieś koronkowe rzeczy itp po czym moja była stwierdziła że ona weźmie ten zestaw taki babciny że tak to nazwę, do dzisiaj pamiętam spojrzenie koleżanki na mnie (jeszcze sobie pomyślała że mam jakiś fetysz babcinej bielizny na swojej kobiecie czy coś) , nie ukrywam że mi też się to nie podobało ale zapłaciłem za to, ważne że ona była zadowolona z tego.
Ogólnie teraz uważam że wszystko co kobiece to była na nie, czemu tak było ? Sam tego nie wiem. Ale tkwiłem w tym mimo wszystko i nawet chciałem się oświadczyć.
A teraz coś ciekawego, po rozstaniu ze mną dziwnym trafem zeszła się po 1-2 miesiącach z jednym z największych patusów w okolicy, który był zupełnym przeciwieństwem mnie, palił co 5 minut papierosa, pił na umór, szukał zaczepek itp. Dodam tylko że ona nienawidziła zapachu papierosów, robiło jej się niedobrze od tego. I teraz ciekawa historia, od momentu kiedy z nim jest zaczęła hodować paznokcie, malować na czerwono i ubierać się bardziej kobieco z tego co widziałem.
Dla mnie to jest totalnie niezrozumiałe.
Może ktoś bardziej doświadczony w relacjach mi to wyjaśni ? Już pomijam fakt że czuje się tak jak by mi zmarnowała najlepsze lata życia a poznanie teraz kogoś już nie jest takie łatwe jak kiedyś. Próbowałem coś na tinderze ale tam jest dramat żeby spotkać kogoś normalnego. Zagadanie na ulicy też nie wchodzi w grę bo nigdy nie musiałem tego robić więc podejrzewam że słaby ze mnie podrywacz.