Witam, jestem Sebastian mam 24lata trafiłem tu przypadkiem ale to chyba dobre miejsce aby się zwierzyć...znajomi zazwyczaj są stronniczy a tu każdy może spojrzeć na mój problem "z boku".
No to od początku
, pracuję w firmie w której na zorganizowanych pokazach sprzedajemy różne "cuda" (garnki,pościele wełniane itp...) wiąże się to z ciągłymi delegacjami po Polsce, tu właśnie poznałem ją...Emilkę. Pojechaliśmy na wspólna delegacje, to było niecały rok temu od razu mnie zaciekawiła,nie musiałem długo czekać bo praktycznie od pierwszej rozmowy okazało się że znalazł swój swego
Bardzo naciskaliśmy oboje na szefa aby utworzył z nas stałą grupę bo ona mieszka ode mnie około 300km i nie moglismy widywać sie tak często jak tego chcieliśmy...no i po jakiś 4miesiacach od poznania się udało! Na początku łączyło nas bardzo mocne koleżeństwo jednak szybko przekształciło się to w większe uczucie nie wiedziałem jeszcze czy to miłość czy potrzeba bliskiej osoby. Dogadywaliśmy się fenomenalnie, knuliśmy plany o wspólnym mieszkaniu jeśli chodzi o sprawy "łóżkowe" to było naprawdę ciepło...pocałunki,przytulania,myziania,sex oralny w pewnym momencie mogło dojść do czegoś więcej jednak nie mogłem... dotarło do mnie że czuje do niej naprawde coś wielkiego,chciałem znać jej uczucia co do mojej osoby,czy są poważne.Konkretnie chciałem sformalizować nasz "związek" no i się zaczęło...powiedziała mi że jestem ważny tylko narazię nie chcę się wiazać,że potrzebuje czasu...początkowo bylo to dla mnie dziwne ale pomyślałem sobie OK nie mogę naciskać tylko starać się zrozumieć.Od tamtego momentu stała się bardziej chłodna,stwierdziła że jednak nie zamieszkamy razem choć mieliśmy już wszystko ustalone,obejrzane i dogadane mieszkanie,mało tego w tym samym czasie zaczął kontaktować się jej były z którym była 3 lata jednak nie byli razem od roku bo on ją dwukrotnie zdradził.Bylem zazdrosny i gotowało się we mnie po raz pierwszy zaczeły sie kłotnie między nami ona podtrzymywała że chce być nadal sama i że z byłym nic ja nie łączy...trwało to i trwało,co raz rzadziej się widywaliśmy,nawet omijała pracę i tam nie moglismy się spotkać...dusiło mnie wszystko,pokluciliśmy się strasznie ja oczekiwałem odpowiedzi ,ona nie odpowiadała...byłem zły krzyczałem,nagle obróciła się na piecie i wyszla z mojego mieszkania od wtedy przez miesiac nie utrzymywaliśmy kontaktu...Ona jak i ja jbyliśmy za dumni żeby zrobić jakiś krok ku poprawie relacji.Oboje byliśmy uparci ,brakowalo mi jej jak tlenu,choś jej nie było widywałem ja w sklepie,na balkonie w snach nie moglem przestac o niej myślec...dotarło do mnie że ja ją najprawdziwiej kocham...po tym miesiacu przypadkiem spotkalismy się w biurze od razu pobiegłem w jej strone a ona w moją...nie było pytań,wyjaśnień,odpowiedzi.Wszystko wróciło znów się spotykaliśmy byliśmy dla siebie czuli i szcześliwi,nie chciałem juz naciskac na wspolne mieszkanie czy oficjalny zwiazek bo czulem ze zaraz samo tak się stanie.To były takie 2 "miesiace miodowe".Któregoś wyjazdu wracalismy do domu i odstawialiśmy ja po drodze bo przejezdzaliśmy 10km od jej miejscowości a miała umówioną kosmetyczkę zatem nie mogła wracać ze mną,myślałem że podjedzie po nia siostra bądz brat...jednak ku mojemu zaskoczeniu był to ten jej były!przywitali się całusem w policzek zatem pomyślałem że poprostu tak jak mówiła spotykają się koleżeńsko.Na nastepnym wyjezdzie zauważyłem że coraz częściej wychodzi z kimś rozmawiać przez telefon,zauważyłem że to właśnie ten były zatem nie myśląc długo postanowiłem z nią o tym poważnie porozmawiać...okazało się że ona się z nim spotyka jednak nie jest z nim,on ma jakąś inną ale ona czuję do niego coś więcej...coś takiego jak do mnie!...nie wytrzymałem ,musialem wyjsc wszystko przemysleć.Nastepnego dnia spokojnie i czule wyznalem jej po raz pierwszy że ja kocham,że jestem zazdrosny,ze nie chce się nią z nikim dzielić...poprosilem ja żeby zdefiniowała uczucia,żeby pomyślała na poważnie o wszystkim bo ja cierpie i nie chce byc tym drugim...Po tygodniu przyjechala do mnie i szczerze pogadaliśmy powiedziała że nie zrezygnuje z niego , że ze mnie tez nie chce ale nie kocha mnie a z nim łączyły ją 3 lata,znów powiedziała że nie bedzię ani z nim ani ze mna w związku.Ja na to powiedziałem ze rozumiem ale konczymy nasze spotkania,nie bedziemy juz nawet w pracy sie widywac...poprostu ze znikne w jej zyciu,byly placze,prosby,gniew...ta rozmowa była tydzien temu ona dzwoni szuka kontaktu,czuje ze z dystansem nie jest juz czula ale jednak pamieta o mnie...ja nie moge wytrzymac kocham ją nie wiem co bedzie dobre...czy mam o nia walczyc i tak,czy naprawde zniknac na zawsze...pragne jej.
Proszę dajcie mi jakieś rady,co robić? przepraszam za chaos w pisowni ale nie mysle teraz...
Podobne tematy
ona powinna deklarować się, czego tak naprawdę chce, a to czy masz się o nią starać., to już twoja decyzja, bo to zależy od ciebie jak długo wytrzymasz w takim układzie i czy jesteś wystarczająbo cierpliwy
Dziewczyna ma bardzo niedojrzałe i nieodpowiedzialne podejście do uczuć bliskich jej osób. W zasadzie ma je głęboko w nosie bo poza własnym interesem niewiele ją obchodzi. Na dodatek jest nieszczera i nie wie, czego chce. Moim zdaniem jesteś dla niej przysłowiową zapchajdziurą (wybacz szczerość), tkórej głównym zadaniem jest pomóc jej uporać się z tym, co czuje do byłego. A jeśli przy okazji złamie ci się serce, cóż... twój problem.