Mając kilka do słownie lat zachorowałam na białaczke, było o tyle dobrze że nie była groźna, pamietam jak jeździłam z mama do szpitala na chemie, jak spedzałam czas na oddziale, zbierałam wtedy szczykawki, dostawałam od pielegniarek, nawet kiedyś podłaczyłam swoja lalkę do kroplówki to lekarz przybiegł bo myślał ze niemowle jest bez opieki, wspominam ten czas dobrze chodź z pewnością nie było wesoło dla moich bliskich.Chemie przeszlam nawet dobrze, chodź do dzisiejszego dnia mam awersje gdy widze pewien odcień koloru czerwonego. Później tylko jeździłam na kontrole, odwiedzić pielegniarki, lekarzy a w szczególnosci panią doktor która już ne zyje ale jak to moja mamcia mówiła uratowała mnie. Zawsze wszedzie gdzie się nie pojawilam byłam najmłodsza, taka kruszynka którą sie wszyscy opiekowali, zawsze miał mnie kto bronić do tej pory tak jest. Więc żylam sobie aż do momentu kiedy 2 i pół roku temu u mojej mamy stwierdzono raka płuc.. wtedy mi sie wszystko zawaliło, mój cały świat i stabilizacja legły w gruzach, leczenie trwalo trzy miesiące - mama z dnia na dzień się poddawała chodź mówiła co innego - pewnego dnia kiedy byłam na zajęciach coś mnie wewnetrznie blokowało zeby nie wracać do domu, była niedziela, weszlam do pokoju, tato nie musiał nic mi mówić, mama odeszła.. plakałam po nocach zadawalam sobie pytanie dlaczego ona a nie ja.. w końcu doszlam do takiego momentu że łzy się skonczyły, wziełam sie w garść, trzymam się do tej pory chyba dzieki mojej mamie którą wciaz pamietam i która mi się śni, bo co nas nie zabija to nas wzmacnia!
1 2009-07-21 00:20:04 Ostatnio edytowany przez misiabe (2009-07-21 17:01:16)
Podobne tematy
zatkało mnie. Aż mi dreszcze przeszedł. Nie wiem czy bym sobie poradziła po śmierci mojej matki...
Jesteś dzielna =*
dziękuje, wiesz czasem sie sama sobie dziwie.
Misiabe, wiele przeszłaś. I strasznie mi przykro, ze straciłas najważniejszą osobę, czyli mamę. Jednak widzę, ze jesteś silną dziewczyną i dłaś sobie radę. I trzymam kciuki, aby tak było dalej.
Misiabe , bardzo mi przykro, Tobie się udało wygrać z rakiem Twojej mamie nie...Ale widocznie Bóg tak chciał. Trzymaj się cieplutko!
Dzięki babeczki
wiecie czasem tak jest... musze dac rade zeby wygrać te 3 miliony w totka ![]()
wspolczuje Ci bardzo
musi z Ciebie byc silna dziewczyna, ze dalas sobie z tym wsyztskim rade!
Bardzo Ci wspoŁczuje..
Współczuję Ci również, strata rodzica to wielka tragedia. Dobrze, że już się pozbierałaś.
wiecie co koleżnki moje dziwiły się ze ja się tak szybko pozbieralam, hmmm życie jest za krótkie zeby rozpaczać więc żyje z dnia na dzień tak jakby jutra nie było.
Tak zgadzam się z Tobą .....a Twoja rozpacz i tak nie wróciłaby życia Twojej Mamie....I nie wiem czy ona życzyłaby sobie abyś żyła w taki sposób. Bardzo dobrze, że wzięłaś się w garść. Szczerze podziwiam...choć i mnie życie nie oszczędza ( jesteśmy w tym samym wieku
)
Będę trzymała kciuki abyś tak sobie radziła w dalszym życiu ![]()