Witam wszystkich,
postanowiłem napisać w tym dziale, Z chęcią z kimś porozmawiam - na każdy temat. Zdaję sobie sprawę jak to brzmi, ani elegancko, ani się nie określam. Po prostu chciałbym porozmawiać, załapać dystansu do zasad jakie sobie kiedyś ubzdurałem, nieco się wyluzować ![]()
To nie to samo co rozmowa w cztery oczy... ale i na takie jestem otwarty.
Podobne tematy
jakie to na przykład zasady? żeby zacząć trzeba zacząć :-P
Ogólnie mówiąc brak kontaktu z ludźmi, brak rozmów o czymś innym niż sprawy codzienne, wiadomości itd.
Nie wiem sam czemu się zamknąłem, ale czas najwyższy to zmienić ![]()
Uważasz, że forum to najlepsze miejsce na początek tych zmian?
Sama chęć do zmian to już coś, a forum? Miejsce jak miejsce. Od czegoś trzeba zacząć ![]()
6 2013-10-22 09:29:25 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-22 09:30:10)
Uważasz, że forum to najlepsze miejsce na początek tych zmian?
Chyba wiem do czego "pijesz" więc już odpowiadam.
To nie tak, że nagle sobie uświadamiam i szukam kontaktu... w internecie, że siedzę tam gdzie siedziałem do tej pory.
Nie. Postanowiłem i robię to w świecie rzeczywistym: rozmawiam znacznie znacznie więcej z rodziną, ze znajomymi, odrzucam tematy które dla mnie kiedyś były tabu. W przyszłym tygodniu wybieram się na studencką zabawę otrzęsinową. Pierwszą imprezę od kiedy studiuję, pierwszą nawet od wcześniejszego czasu. Nie wiem jak będzie, ale wiem, że nie idąc niczego na pewno nie zmienię. A przecież jak pójdę, to chyba nikt mnie nie ugryzie, prawda?
Równocześnie napisałem tu, bo nie mam możliwości rozmowy tak często, jak chciałbym to robić.
Niech to będzie wymiana korespondencji przez email, a nawet tradycyjny list.
Dla mnie to dużo.
czasami jest tak, że nie ma się co powiedzieć. I niektórzy rzeczywiście prowadzą na tyle monotonne zycie, że nie bardzo mają o czym opowiadać. Nie mając zainteresować, nie ma czym zainteresować innych. Nie wiem, czy taki jest akurat Twój powód, oby nie... Ale jeżeli np. robisz coś ciekawego - tak jak na przykład jedna z Forumowiczek - choinki z makaronu, to warto to wrzucić w przestrzeń. Tzn., ja Tobie nie chcę doradzać... bo być może zupełnie błądzę. Ale chcę sprowokować jakąś Twoją wypowiedź.
8 2013-10-22 09:51:56 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-22 09:53:02)
Ogólnie jestem postrzegany jako nudziarz, bo głównie siedzę przed komputerem "i coś tam dziwnego robię". Robi się to, czego ludzie na ogół nie widzą, czasami bezinteresownie pomaga z różnymi problemami na tym gruncie (tak na forach jak i w realu). Poza tym coś, co jakiś czas temu "odkryłem", o ile to jest dobre słowo. Wielką przyjemność sprawia mi wylewanie swoich wrażeń z używania czegoś na papier, albo raczej ekran. Dużo recenzuję, wpadam na pomysły dziwnych artykułów w najmniej oczekiwanych sytuacjach, takich jak np. smarowanie kanapki masłem... To się może wydawać dziwne, ale tak po prostu jest. Człowiek robi zupełnie coś innego, a nagle do głowy przychodzi mu pomysł na to, o czym mógłby napisać, o czym mógłby podzielić się z innymi. Obecnie powoli kończę inżyniera informatyki i jak miałem w planach magisterkę, tak obecnie zastanawiam się czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem dziennikarstwo, bo widzę w tym coś niesamowitego.
Nie mogę powiedzieć, abym poza tym nie miał żadnych zainteresowań. Czasami uważam, że jest ich za wiele, przez co żadne nie jest rozwinięte w stopniu jaki by mi odpowiadał... takie chore ambicje, choć ostatnio pewien znajomy mówił mi, że nie ma się o co obawiać. Trzeba na chwilę zatrzymać się w tym wchodzeniu po drabinie na górę i spojrzeć, zobaczyć jakie już są widoki, jak wysoko już się zaszło. W ostatnich tygodniach wróciłem do fotografii. Kiedyś bardzo mi się to podobało, po prostu pewne sytuacje, w szczególności "małe dziwne żyjątka", nazywane przez wiele osób zwykłym robactwem. Ich obserwowanie, uchwycenie było czymś niesamowitym. Z czasem jakoś przeszło, znudziło się... może dlatego, że wychodziłem z domu z zamiarem, że "na pewno zrobię kilka dobrych zdjęć". A tak nie można przecież. Trafi się, wtedy mogę się cieszyć. Nie ma co jednak wyszukiwać niczego na siłę, trzeba mieć umiar. Teraz gdy mam mam kilka zdjęć zapowiadających się dobrze to niezależnie od tego co się dzieje chowam aparat i go już nie wyjmuję. Cieszę się tym co widzę, nie chcę ponownie zaciągać kredytu. Trochę irytuje mnie to, że nie jestem w stanie obrazem komuś pokazać pełni zdjęcia. Dla osoby oglądającej to statyczny obrazek, dla mnie to wspomnienie danej chwili, tego co w tym momencie czułem, ogólne wrażenie budowane przez otoczenie, a nawet wydarzenia dni poprzednich. W efekcie jest to pewien sposób na utrwalanie własnych wspomnień, dla niektórych zaś po prostu zdjęcie drzewa, listka, biedronki, takie jak wielu innych. Dla mnie każde jest unikalne.
troublemaker napisał/a:Uważasz, że forum to najlepsze miejsce na początek tych zmian?
Chyba wiem do czego "pijesz" więc już odpowiadam.
To nie tak, że nagle sobie uświadamiam i szukam kontaktu... w internecie, że siedzę tam gdzie siedziałem do tej pory.
Nie. Postanowiłem i robię to w świecie rzeczywistym: rozmawiam znacznie znacznie więcej z rodziną, ze znajomymi, odrzucam tematy które dla mnie kiedyś były tabu. W przyszłym tygodniu wybieram się na studencką zabawę otrzęsinową. Pierwszą imprezę od kiedy studiuję, pierwszą nawet od wcześniejszego czasu. Nie wiem jak będzie, ale wiem, że nie idąc niczego na pewno nie zmienię. A przecież jak pójdę, to chyba nikt mnie nie ugryzie, prawda?Równocześnie napisałem tu, bo nie mam możliwości rozmowy tak często, jak chciałbym to robić.
Niech to będzie wymiana korespondencji przez email, a nawet tradycyjny list.
Dla mnie to dużo.
Dobrze odgadłeś moje intencje. Chciałam uświadomić, że sam kontakt przez internet nie wiele zmienia. Widzę jednak, i jestem mile zaskoczona, że forum to dla Ciebie
dopełnienie a nie wyłączność. Cieszy mnie to - zawsze miło jest obserwować i rozmawiać z ludźmi czynu - takimi, którzy nie tylko marudzą na swój los, ale biorą go we własne ręce.
Z chęcią przeczytałabym jakiś Twój artykuł, może ten na który wpadłeś robiąc kanapki?;)
Fajnie piszesz - zastanów się porządnie nad tym dziennikarstwem.
Bez_Nazwy
Zwykle tak jest że jak z chłopców stajemy się mężczyznami odnajdując wybrankę losu i rozładowując przy tym napięcie nazbierane w kawalerskim życiu, to wiesz mi, drzewa przestają być unikalne a i biedronki tak nie podniecają
Także uroczy minimalisto, dobrze by było choćby dla zdrowia ,jak byś swój obiektyw skierował z liści na płeć piękną co by móc wspólnie cieszyć się darem natury a i szybciej na ludzi byś się odblokował..
no, od razu lepiej. Rzeczywiście, teraz jest się czego złapać. a co do zbyt wielu zainteresowań, to myślę, ze nie ma sensu patrzeć na nie w kategoriach zostania mistrzem we wszystkim, lub którymkolwiek temacie.
wychodzenie do ludzi czasami nie jest łatwe, w sumie to mam tez mam z tym problem. Myśle, ze to sie czesto zdarza osobom, kto re chcą rozmawiać o Czymś. muzę to wywyższanie sie z mojej strony, ale nie chciało mi sie ani otwierać, ani nawet być wsród dziewczyn, których głównym problemem były rajstopki i szaliczki. po prostu nie moja bajka...
@Paweł-1979:
Przyznam szczerze, że zawsze miałem opory przed fotografowaniem ludzi, może nie licząc własnej rodziny (a i to niewiele). Jakoś tak uważałem, że może to im przeszkadzać, tym bardziej, że sam nie przepadałem nigdy być fotografowany czy nawet oglądać siebie na zdjęciach.. Teraz sobie zadaję pytanie: czemu? co mam sobie do zarzucenia? Nic takiego?... Nie wiem jak to ująć, ale wręcz w myślach debatuję sam ze sobą o co mi właściwie przez cały długi czas chodziło, co ja sobie takiego ubzdurałem że nie było kontaktu, był lęk przed nim. No i najważniejsze, mówię samemu sobie, że nie ma powodów.
Te zdjęcia, może to i dobry pomysł. Jak ktoś nie będzie chciał lub się zdenerwuje to nie ma problemu, usuwam i nie ma.
Co tu można powiedzieć, że najwyżej dostanę w twarz?
@AKEME
To jakieś chore ambicje, że jak się człowiek za coś weźmie, to musi szlifować, szlifować i dążyć do perfekcji, a chyba czasami trzeba odpuścić i po prostu stwierdzić "jest dobrze, naprawdę więcej nie trzeba".
Problem o którym piszesz chyba u mnie występuje. Nie przepadam za rozmowami o sprawach błahych, o pogodzie, o, za przeproszeniem, pierdołach. Z drugiej strony teraz uważam, to jest zawsze jakiś początek, przecież jeżeli rozmowa się rozwinie, to temat przestaje być problemem, po prostu sam się znajduje. Trzeba "tylko" się przemóc.
A umiesz wbić gwoździa?
Dziwne pytanie... umiem, umiem wbijać gwoździe. Choć nie jestem specjalnie utalentowany manualnie to też nie powiedziałbym o sobie, że mam dwie lewe ręce. Prędzej niechęć do różnych robótek tego typu, bo jakoś nigdy nie czerpałem z tego niczego, po prostu trzeba było coś zrobić to się zrobiło. Jak wychodziło to już zależy od przypadku no i zupełnie inna historia ![]()
Dziwne
To był taki mały żart z mojej strony ![]()
Aha... no to powiedzmy, że nie załapałem ![]()
Odniosłem się do tego bezpośrednio.
wydaje mi się, ze czasami łatwiej w necie do całkiem obcej osoby powiedzieć szczerze o swoich pragnieniach, marzeniach, wyznac sekrety. Dlatego nie dziwię sie . te rozmowy mają wiele plusów , chociażby takie, że kompa możesz w każdej chwili wyłączyć, rozmowy nie są zobowiązujące:) pozdrawiam:):)
w samym rozpoczęciu rozmowy o przysłowiowej pogodzie jeszcze nie ma nic złego, jezeli ta rozmowa sie potem rozwija w jakims kierunku. ok. rok temu byłam na wyjeździe służbowym z moim przełożonym i takich asystentek jak ja było wiele... przy stole rozmawiały jedynie o kotleciku i sosiku. przy nastepnym spotkaniu przy stole siedziałam z kierownikami i zaraz rozwinął sie ciekawszy temat. mam wrażenie, ze kobiety nie mają pasji, zamykają sie w rolach partnerek, żon, matek, etc więc ich horyzonty sa naturalnie węższe. sama teraz pewnie popadnę w taki 'wąskohoryzontyzm', bo zmiana roli życiowej wymaga ode mnie pewnych poświeceń.
No tak, jakoś rozmowę trzeba rozpocząć... tyle, że ten początek jest własnie najtrudniejszy, tym bardziej, że sam nie chcę już opisywać swojej pasji. Z doświadczenia wiem, że nadmierna wylewność o czymś tak mało interesującym jak komputery jest dla ludzi po prostu nudna. Dla mnie to pasja, coś co mnie interesuje, wciąga, zadziwia... a dla innych po prostu narzędzie (jak młotek
). Oczywiście rozumiem to, nie mam z tego powodu do nikogo pretensji, ale rozmowa np. o fotografii bywa trudna, bo zaczyna ocierać się o to co czuję robią zdjęcia.
czyli wychodzi mi, że niechętnie rozmawiasz o fotografii, bo robi się zbyt intymnie. A ludzie niekoniecznie to rozumieją i boisz się wyjść na osobę romantyczną/uduchowioną/wrażliwą etc, zwłaszcza, że takie cechy u faceta nie są w cenie. Nawet niewinny żart, który tutaj padł 'umiesz wbić gwoździa' wydaje się o tym świadczyć.... A przecież to nie tak!
21 2013-10-23 21:22:32 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-23 21:24:55)
Chyba tak właśnie jest... może za bardzo dałem się "omamić" temu wszystkiego co nas otacza, temu, jakie są siłowo wciskane modele ludzi. Nie będę ukrywał, nie pasuję do nich, nie czuję się dobrze gdy próbuję się do nich dopasować. A chyba nie ma po co, bo to jak zakładanie maski, sam natomiast nie chciałbym, aby ktoś zakładał maskę względem mnie. Mam duży problem z uczuciami, z ich nie tylko wyrażaniem, ale i samym... odczuwaniem? Tak to widzę i moim zdaniem problem leży w tym, że tak długo się izolowałem od ludzi, że trzymałem wszystko w sobie. Czasami puszczało gdy byłem sam i np. oglądałem film, który mnie ruszył, momenty, które dla innych na ogół nic nie znaczą. Podobnie w wypadku książek, potrafią mnie zupełnie rozkleić, choć tematyka jaką preferuję raczej nie sugeruje czegoś takiego. Są jednak chwile, w których nie jestem w stanie tego dusić, gdy musi to znaleźć ujście. Boję się o tym rozmawiać, aby nie zostać potraktowanym jak jakiś wariat... przecież trzeba być silnym, wytrwałym, nie patrzeć na to co złe...
Wyżalić, wyrzucić coś mogłem tylko poprzez fotografię, no i samemu sobie... a przynajmniej tak mi się wydawało, przecież zawsze miałem przy sobie rodzinę, na której można zawsze polegać, niesamowitych rodziców, którzy nauczyli mnie wiele i którzy zapewnili mi niesamowity start w życiu... Teraz się otworzyć nawet na nich jest ciężko, bo czy to nie byłoby na nich dziwne, że nagle się zmieniam? Znali mnie innego niż jestem... z jednej strony źle mi wiedząc, że nie byłem otwarty a z drugiej uważam, że zmieniać coś teraz w ich postrzeganiu to byłoby jak cios, tym bardziej, że własnie niektóre cechy nie są mile widziane. Pisząc tego posta jest mi z tym źle, po prostu źle.
psychologiem nie jestem, ale takie zamykanie się zawsze ma jakieś drugie dno. Coś powoduje tłumienie emocji, które kipią Ci pod pokrywką i wylewają się gdy coś oglądasz/fotografujesz. Warto przystanąć wtedy na chwilę i zastanowić się, dlaczego akurat taki kadr/film/opis w książce wywołuje to kipienie. Bo to jest tak, że nie płacze się z powodu romantycznej sceny w filmie, tylko płacze się, bo ta scena nam przypomina coś, co przeżyliśmy, tylko może nie bardzo wiemy co to było. A uświadomienie sobie powodów swojej wrażliwości niejako stanowi punkt wyjścia do zaakceptowania siebie takim jakim się jest, nawet nieprzystającym do dyktowanego przez świat modelu. Wiesz, tak trochę na zasadzie: 'OK, wiem już dlaczego beczę gdy ci kochankowie się całują', podczas gdy brak tej wiedzy rodzi raczej pytanie 'jasna cholera, co ja jestem taki mientki wafel?!'. Bynajmniej nie uwżam Cibie za 'mientkiego wafla', to był tylko przykłądowy monolog wewnętrzny.
czasami jest tak, że nie ma się co powiedzieć. I niektórzy rzeczywiście prowadzą na tyle monotonne zycie, że nie bardzo mają o czym opowiadać. Nie mając zainteresować, nie ma czym zainteresować innych. Nie wiem, czy taki jest akurat Twój powód, oby nie... Ale jeżeli np. robisz coś ciekawego - tak jak na przykład jedna z Forumowiczek - choinki z makaronu, to warto to wrzucić w przestrzeń. Tzn., ja Tobie nie chcę doradzać... bo być może zupełnie błądzę. Ale chcę sprowokować jakąś Twoją wypowiedź.
AKEME - można robić wiele ciekawych rzeczy, o których wiedza jest bardzo niepopularna, więc opowiadanie, przykładowo, że ostatnio zrobiłem sobie z miedzianej rury antenę J-pole i umocowałem na dachu, mało kogo zainteresuje. Szczególnie, gdy się zaczne wnikać w zawiłości zagadnienia. Nie mówi się więc o tym przy ogólnym audotorium (bo po co).
Stąd powstaje pytanie, czy nie zachodzi relacja odwrotna - czyli, że to inni nie mają czym zaiteresoważ niektórych jednostek. Jak sama napisałaś w innym wpisie, nieskończone bicie piany o pończoszkach i innych szmatkach nudzi Cię. Mnie również.
Stąd czasem warto wniknąć szczegółowo, jak się mają proporcje względem zainteresowań, bo czasem jest tak, że zajmowanie się własnymi zajęciami jest kilkakrotnie ciekawsze od szukania kontaktu z ludźmi. Mi się przykładowo wielokrotnie zdażało nie pójśc na imprezke za przyczyną wkręcenia w jakieś coś. Skutek tegoż taki, że się towarzysko dziczeje, czyli traci się komunikacyjną biegłość.
Tak mniej więcej.
N4VV masz rację, podejrzewam, że w przypadku bez-nazwy to może być dwustronna sprawa. On sam mówił, że jest/był uważany za nudną osobę, jednocześnie ma dość rozbudowane zainteresowania. Poziom społeczeństwa raczej jest średni, więc zarówno społeczeństwo może tu być 'winne', nie umiejąc rozmawiać o czymś więcej niż wczorajsza impreza. pozostaje wieksza elastycznosc, lub 'dobieranie' rozmówców. Bez-nazwy skłania sie chyba ku tej pierwszej strategii.
Tak, postanowiłem spróbować być bardziej elastyczny względem innych. Bez przesady, bo jednocześnie nie widzę sensu w tym, aby zachowywać się inaczej niż naturalnie, robić sztuczne wrażenie i czuć się przez to jeszcze gorzej. Po prostu więcej kontaktu z ludźmi... ze znajomymi, z w ogóle nieznajomymi, aby poznać nowych, otaczać się różnorodnością. Przecież nikt mnie nie ugryzie (... nie ugryzie, prawda?), więc czemu nie spróbować? Czy mam cokolwiek do stracenia? Nie. Dobieranie rozmówców jest ok, tyle tylko, że czasami o nich ciężko. Kontakt via internet to natomiast kontakt, którego nie chcę ciągnąć w sensie już w to nie wchodzić tak jak do tej pory. Może to uzupełniać w jakiś sposób normalne rozmowy, ale nie może stanowić dla nich zastępstwa, a tak było i tego żałuję.
A mnie np bardzo by ciekawiło, gdyby mi rozmówca opowiadał właśnie o tych emocjach, które przeżywał, gdy robił te zdjęcia, a nie o samych zdjęciach. ![]()
Bez_nazwy, tym którzy spróbują Cię gryźć odgryź się ;-P powiedz takiemu, że jego starzy muszą mieć niezłe poletko że takiego buraka sobie wyhodowali i więcej się nie przejmuj. Albo jak nie chcesz się odgryzać, to uznaj, że nie będziesz się zniżać do poziomu planktonu. Ty się chyba łatwo zniechecasz (?). " 'X' mnie nie lubi, uważa że mędzę = ludzie uważają mnie za nudziarza --> mają pewnie rację, więc odpuszczam". A potem błędne koło. Myszeczka jak widać do zbioru 'X' nie należy.
PS. nie oceniaj moich matematycznych porównań od strony merytorycznej, z przedmiotów ścisłych jestem tempa strzała ;-P
28 2013-10-25 13:46:44 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-25 13:50:11)
Nie no, chcesz żebym opluł monitor?!
Naprawdę, nie jest tak, że wszystko i zawsze biorę w 100% poważnie, bez obaw, nie pomyślałem nawet o tym, aby coś tam brać od strony ścisłej... to, że nie załapałem poprzedniego żartu (i nadal nie łapię
) to nie znaczy, że jest beton nie do ruszenia.
Ja się łatwo nie zniechęcam, tyle tylko, że sam w sobie zbudowałem takie poczucie inności, obcości i nieświadomie je latami pielęgnowałem. Trochę jest w nim prawdy, bo wiele osób prowadziło bardzo imprezowy styl życia, mnie to nigdy nie pociągało. Na pewnym etapie, gdy ja mówiłem "nie", byłem uważany za tchórza, za ciamajdę itd. nie było mi z tym wtedy dobrze. O ile nie sprawia mi problemu to, że ktoś coś robi, bo to jego sprawa i nie chcę oceniać, o tyle nigdy nie było zgody, aby sobie dać coś narzucić, bo uważałem, że to uderza w moją godność (tak uległość jak i np. upicie się do nieprzytomności, "dla zabawy"). Jak napisałem, nigdy nie oceniałem na podstawie takich czy innych zachowań ludzi i nie chcę, aby ktoś mnie tutaj w taki sposób postrzegał. Takie coś miało miejsce tylko wtedy, gdy osoby te przekraczały pewne granice wolności. Nadal samego imprezowania, nawet "ostrego" nie uważam za złe - masz potrzebę, podoba Ci się ok... Mi się nie podoba, więc tego nie robię, po prostu zrozum to i nie zmuszaj mnie, bo wtedy stajesz się moim wrogiem. Czy ciężko załapać, że np. nie każdemu musi smakować, sprawiać przyjemność picie chociażby piwa, że woli w tej samej chwili pić wodę lub sok? Niektórym tak, ale to są parapety a nie ludzie.
Chyba właśnie wtedy, gdzieś okolice gimnazjum, postanowiłem się odciąć, ograniczyć grono znajomych do minimum, iść własną drogą, a niech inni mają swoją, beze mnie...
Chciałbym, aby to przeminęło za pstryknięciem palca, tak łatwo się nie da. Teraz staram się łapać jak najwięcej kontaktu z ludźmi, w szczególności zupełnie mi nieznajomymi. Aby utwierdzać samego siebie, że przekonanie o tym, że każdy jest zły, było błędne, nie miało podstaw. To, w jakim znajdę się otoczeniu zależy teraz w dużej mierze ode mnie.
AKEME Dzięki za komplementa. :DDD
Bez_nazwy a sprawia Ci przyjemność poznawanie nowych ludzi? Robisz to z przyjemnością, czy dlatego, żeby coś sobie udowodnić?
trochę jesteś do mnie [sprzed paru lat] podobny pod tym względem... tez stroniłam od typowych spędów których celem było upicie sie, tez byłam taką troche outsiderką, troche zbyt wrażliwa, etc. miksowałam sie nieźle, ale jednak nie ze wszystkimi. a teraz juz jestem stara :-P Przez 5 lat byłam związana z facetem [potem mężem], który bardzo stronił od ludzi, dobrze się czuł jedynie w bardzo sktrupulatnie wyselekcjonowanym towarzystwie i bardzo 'skromnym' ilościowo. I troche zatraciłam kontakt z ludźmi. Teraz, gdy mąż odszedł, mam chyba szansę, a nawet obowiązek, trochę odbudowac dawne życie towarzyskie.
@Myszeczka23:
Najpierw chciałem udowodnić sobie, że mogę otworzyć się do ludzi, nadal to sobie udowadniam. To nie jest działanie wbrew sobie, to dążenie do przekonania samego siebie, że inni nie gryzą, a przynajmniej większość ludzi. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie sprawia mi to przyjemności. Rozmowy, kontakt ze znajomymi, poznawanie nowych osób... czuję się lepiej. Ostatnio zrobiłem z rodzinką wycieczkę do pewnego opuszczonego miasteczka, dawno się tak dobrze nie bawiłem
Oczywiście gdyby zupełnie nowa, nieznana do tej pory osoba okazała się nieprzyjemna, to nie próbowałbym siebie przekonywać, że jest inaczej.
@Myszeczka23:
Najpierw chciałem udowodnić sobie, że mogę otworzyć się do ludzi, nadal to sobie udowadniam. To nie jest działanie wbrew sobie, to dążenie do przekonania samego siebie, że inni nie gryzą, a przynajmniej większość ludzi. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie sprawia mi to przyjemności. Rozmowy, kontakt ze znajomymi, poznawanie nowych osób... czuję się lepiej. Ostatnio zrobiłem z rodzinką wycieczkę do pewnego opuszczonego miasteczka, dawno się tak dobrze nie bawiłemOczywiście gdyby zupełnie nowa, nieznana do tej pory osoba okazała się nieprzyjemna, to nie próbowałbym siebie przekonywać, że jest inaczej.
bez_nazwy
A co studiujesz/ czy może już pracujesz ?
A co studiujesz/ czy może już pracujesz ?
Powoli zbliżam się do końca inżyniera na informatyce.
Do tego dorabiam z wizją stałej pracy po zakończeniu studiów w tym samym miejscu ale pełnym wymiarze pracy (no i zastanawiam się nad magisterką).
ona.wersja.beta. napisał/a:A co studiujesz/ czy może już pracujesz ?
Powoli zbliżam się do końca inżyniera na informatyce.
Do tego dorabiam z wizją stałej pracy po zakończeniu studiów w tym samym miejscu ale pełnym wymiarze pracy (no i zastanawiam się nad magisterką).
No i super! zajmij się tym, wyjdź do ludzi (łatwo powiedzieć) a więcej nie będziesz musiał pisać w tym dziale. Ja dziś siedzę w domu (sobota wieczór, sic!) i jakiegoś doła złapałam. Ale wierze, że jest to chwilowe
Informatyka - świetna sprawa! moja wiedza na ten temat ogranicza się do włączenia i wyłączenia kompa ![]()
35 2013-10-26 23:46:18 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-26 23:53:35)
Problem w tym, że w moim otoczeniu w zasadzie osób o podobnych zainteresowaniach to szukać jak ze świecą w ręku... Albo może inaczej, są, ale powiedzmy interesują się trochę... a gadanie ze mną na tematy związane z informatyką to dla wielu osób: "zieeeewwww... dżisis, co za nerd..."
Co innego jak raz jeden jedyny w roku mam okazję spotkać się z większą grupą podobnych sobie nerdów... Jakby ktoś spoza tej grupy stał z boku to by pewnie się posikał ze śmiechu, takie lecą dyskusje, a kawały to zapewne byłyby uznawane za suchary roku... wtedy mogę tak siedzieć i dyskutować godzinami.
Poza tym żadnych atrakcji, miejsc do wyszalenia się też nie ma, więc nawet nie ma "jak spróbować" wyjść do ludzi w taki sposób... Urok małego, podupadającego miasteczka. Zastanawiam się, czy właśnie po skończeniu studiów nie zrobić rewolucji we własnym życiu w tym zakresie i nie rzucić się do czegoś większego (mam na myśli Wrocław). Problem w tym że... nieco nie odpowiada mi ten tryb życia "wielkomiejskiego", no i brak miejsc odludnych, spokojnych, bez żadnego hałasu. Może za bardzo się ich uczepiłem? No ale spokój zawsze mi towarzyszył i czułem się z tym zawsze dobrze.
Problem w tym, że w moim otoczeniu w zasadzie osób o podobnych zainteresowaniach to szukać jak ze świecą w ręku... Albo może inaczej, są, ale powiedzmy interesują się trochę... a gadanie ze mną na tematy związane z informatyką to dla wielu osób: "zieeeewwww... dżisis, co za nerd..."
Co innego jak raz jeden jedyny w roku mam okazję spotkać się z większą grupą podobnych sobie nerdów... Jakby ktoś spoza tej grupy stał z boku to by pewnie się posikał ze śmiechu, takie lecą dyskusje, a kawały to zapewne byłyby uznawane za suchary roku... wtedy mogę tak siedzieć i dyskutować godzinami.
Poza tym żadnych atrakcji, miejsc do wyszalenia się też nie ma, więc nawet nie ma "jak spróbować" wyjść do ludzi w taki sposób... Urok małego, podupadającego miasteczka. Zastanawiam się, czy właśnie po skończeniu studiów nie zrobić rewolucji we własnym życiu w tym zakresie i nie rzucić się do czegoś większego (mam na myśli Wrocław). Problem w tym że... nieco nie odpowiada mi ten tryb życia "wielkomiejskiego", no i brak miejsc odludnych, spokojnych, bez żadnego hałasu. Może za bardzo się ich uczepiłem? No ale spokój zawsze mi towarzyszył i czułem się z tym zawsze dobrze.
1. szukasz dziury w całym i narzekasz
2. przeczytaj ksiązkę albo gazetę i pogadaj z ludzmi o dupie marynie, a nie o informatyce. zobacz ja zagadałam, że nie znam się na kompach. wiec możesz prorozmawaić zkimś i pożartować na temat niewiedzy
3. nie wierzę że ludzie w małych miastach nie imprezują/ nie robią domówek/ nie chodzą na spacery/ nie poznają się - genralnie że wszędzie ciemno i głucho
37 2013-10-27 00:35:00 Ostatnio edytowany przez Carpathia (2013-10-27 00:37:02)
A umiesz wbić gwoździa?
Hah, Iceni wymiatasz, znajome pytanie, ciekawe skąd hę?
![]()
Od razu przypomniał mi się kawał, ze spuszczającym się pająkiem
"Masz może młotek"? ![]()
1. szukasz dziury w całym i narzekasz
Nieco tak, bo narzekam. Nieco nie, bo nie szukam wcale dziury.
Po co?
2. przeczytaj ksiązkę albo gazetę i pogadaj z ludzmi o dupie marynie, a nie o informatyce. zobacz ja zagadałam, że nie znam się na kompach. wiec możesz prorozmawaić zkimś i pożartować na temat niewiedzy
Ale ja nigdzie nie napisałem, że jak rozmawiam z kimś, to tylko o informatyce. Było tak przez jakiś czas, ale sam się z tego wyleczyłem widząc totalny brak zainteresowania. Póki nikt nie pyta o to lub jakiś konkretny problem, to nie wiadomo że jestem informatykiem. Nie jest tak, że nie ma tematów do dyskusji.. ale o pogodzie czy wspomnianej dupie maryny też dyskutować nie mam zamiaru, bo to istna strata czasu. Nie lubię tego, czcza gadanina dla samego gadania. Oczywiście nie tak, że zawsze trzeba rozmawiać o czymś wielkim, zawsze "planować jak zdobyć świat", no ale najczęściej takie coś dla samego bycia do niczego nie prowadzi, nie rozwija rozmowy. Może źle tu ująłem bo we wcześniejszym poście pisałem inaczej. Po prostu, zależy od rozmówców, zależy od tego czy chcą rozmawiać i czy są w stanie wyrażać to, co ich interesuje.
3. nie wierzę że ludzie w małych miastach nie imprezują/ nie robią domówek/ nie chodzą na spacery/ nie poznają się - genralnie że wszędzie ciemno i głucho
Wszystko co wspomniałaś robią. Niemniej okazji jest o wiele mniej, a już na pewno że multum osób podobnych wiekiem wyjechało...
Spacery? To uwielbiam, bo okolice są wspaniałe. Tyle, że spotkać kogoś to jest cud... nie przesadzam, jest jak jest.
witam pisałeś,że kończysz studia przez tyle lat nie zawiązałeś żadnych znajomości które pozwolą ci wyjść z tego twojego "świata" do ludzi?
Nie.
Bo dopiero teraz uświadomiłem sobie istnienie problemu.
Źle... bardzo źle. Ale z drugiej strony dobrze, że w końcu dotarło o do mnie.
41 2014-01-15 20:13:12 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2014-01-15 20:13:27)
Niebawem miną trzy miesiące od momentu gdy zarejestrowałem się na tym forum i opisałem swoją historię. W tym czasie chyba wiele się zmieniło. Pracowałem i pracuję nad sobą wytrwale, niemniej mam wrażenie, że zaczynam przegrywać tę walkę. Wiem już, że jestem sztandarowym przykładem introwertyka - powiedziały mi o tym nie różnego rodzaju testy na to, ale po prostu spojrzenie we własną przeszłość, oraz odczucia rodzące się w pewnych konkretnych sytuacjach. O ile z pewnością wygrałem z własnym ciałem, doprowadzając je do stanu z którego jestem dumny i którego nigdy wcześniej nie osiągnąłem, o tyle czuję się nadal bardzo słaby, a może i nawet słabszy psychicznie. Stałem się pewniejszy siebie. Rozmawiałem z wieloma osobami, także z tego forum... a nadal czuję ból i gdy patrzę się na siebie z boku, w tych chwilach czuję pogardę dla kogoś, kto nie wygląda na prawdziwego faceta, bo jest tak słaby.
Mijają trzy miesiące, a ja nadal mam momenty totalnego doła, całkowitego załamania. Przechodzą po chwili. Niemniej powracają, raz częściej, raz rzadziej. Wszystko to powoduje, że nie jestem w stanie podjąć dalszych kroków aby ze sobą walczyć, jestem tym po prostu zmęczony... Chciałbym móc cofnąć czas, chciałbym móc nie przeżyć tego co przeżyłem. Dano mi coś wspaniałego, a zarazem coś sprawiającego mi teraz ból niemalże dzień za dniem.