netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Sytuacja bez wyjścia

15 odpowiedzi3 933 wyświetleniazałożony przez bez_nazwy, 15.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Sytuacja bez wyjścia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-15 12:24:00)

Temat: Sytuacja bez wyjścia

Witam wszystkich,
może najpierw coś o sobie, mam 23 lata i jestem trudnym człowiekiem, zdaję sobie z tego sprawę. Choć moje życie to raczej pasmo fartów, szczęścia, braku poważnych problemów,  jednak z nieznanego samemu sobie powodu odciąłem się od ludzi. Nie wiem nawet kiedy, podejrzewam że jakieś 7-8 lat temu to się zaczęło. Zostawiałem tylko bardzo małe grono znajomych, a nawet z nimi nie rozmawiałem ze wszystkim, pomimo, że to naprawdę zaufane osoby. Choć mam niesamowitą, bliską i kochającą rodzinę, z nimi też nie rozmawiałem już o swoich problemach, uznałem, że mają swoje i obarczacie ich moimi to przesada, przecież dzięki nim mam to co mam, wspaniały start, świetne możliwości i perspektywy. Zawsze stroniłem od alkoholu (nigdy nie byłem pijany), czy jakichkolwiek używek, wpadłem za to w nałóg komputerowy... Kilka lat temu można by powiedzieć że to była tylko fascynacja technologią, zainteresowanie, hobby. Gdy doszedł internet, z czasem było mnie więcej tam niż tu... bo przecież tam kontakt był łatwiejszy.
Na początku tego roku nieco się załamałem. To w co się angażowałem (projekty raczej wirtualne) padło, stwierdziłem, że straciłem 2-3 lata życia na coś bezsensownego, w tym czasie znajomi którzy się nie zniechęcali odeszli, założyli rodziny, nie mają już czasu na takie znajomości. Teraz już wiem, że to co robiłem nie było bez sensu. Skoro wtedy widziałem w tym sens, angażowałem się, działałem z kimś wspólnie, to pomimo że nie widziałem innych osób w rzeczywistości, to przecież takie własnie były "po drugiej stronie". To co robiłem miało sens, nie wyszło mówi sie trudno.. mimo wszystko z początkiem roku wpadłem w stan odrętwienia, niby wszystko ok, a jednak coś nie tak, takie życie-wegatacja, brach chęci do czegokolwiek. To chyba była, jest nadal depresja.

Wszystko zmieniło się latem. Przypadkowo, w miejscu gdzie w życiu bym się tego nie spodziewał moja uwagę zwróciła pewna kobieta. Nigdy nie zwracałem na nie dużej uwagi (wiem jak to brzmi, ale tak było), a tu jeden uśmiech, spojrzenie i moje myśli krążyły tylko wokół niej. Jestem tchórzem, nie byłem w stanie ani podejść, ani tym bardziej sensownie się odezwać. Dopiero po kilku dniach zdecydowałem się na kontakt. Zgodziła się porozmawiać, spotkać. To co stało się później uważam za najcudowniejszy okres mojego życia - w zaledwie 2-3 tygodnie zupełnie otworzyłem się przed drugą osobą. To samo widziałem po jej stronie. Długie, luźne rozmowy o wszystkim, jak nigdy do tej pory. Szybko doszło przytulenie, które dla mnie było szokiem... ja wiem, że to dla wielu osób jest normalne, oczywiste, ale dla mnie to było coś niesamowitego, nie do opisania. Później pierwszy pocałunek. Sam dziwiłem się sobie, bo można by powiedzieć, że mam swoje zasady, mam swoją godność i zastanawiałem się, co ja w ogóle robię - przytulać się, całować z osobą, którą znam tak krótko? Nie widziałem w tym jednak niczego złego, uznałem, że to pozytywne szaleństwo i tym razem nie chcę mieć wszystkiego pod kontrolą, chcę dać się porwać temu nurtowi.

Całe moje życie się zmieniło. Zacząłem cieszyć się każdą drobnostką, przestałem przejmować drobnostkami, z które wcześniej podnosiłem do rangi co najmniej katastrof. Zacząłem dbać o siebie, ćwiczyć, choć nigdy nic nie mogło mnie do tego nakłonić. Zmieniło się również moje nastawienie do ludzi, zrobiłem się bardziej otwarty, nieco zmniejszył się mój strach przed nawiązywaniem nowych kontaktów. Zacząłem patrzeć na życie dalej niż tylko kilka tygodni do przodu. Zacząłem planować, snuć cele na przyszłość, zamarzyłem o założeniu rodziny, choć nigdy wcześniej takie myśli w ogóle nie przychodziły mi do głowy. Mimo wszystko bałem się, bałem się tego, że sam nie wiem co czuję. Bałem się również tego, żeby niczego nie zepsuć, aby nie zachować się w jakiś głupi sposób. Bałem się tym bardziej, że z czasem przestała mówić otwarcie, mówiłem głównie ja... słuchała, nie była obojętna, ale widziałem w tym problem, doszukiwałem się go na siłę, zacząłem tracić nad sobą kontrolę. Często też wspominała o dzielących nas różnicach - wiek (jest starsza, ile dokładnie to nawet nie wiem, nie chciała zdradzić, nie naciskałem), o tym, że ja niby jestem "z wyższej półki", a to przecież nie moja, a moich rodziców zasługa... mi te różnice nie przeszkadzały. W życiu pojawił się cel, zazwyczaj zamknięty i ignorancki chciałem być dla niej oparciem, pomocą...
Nasza znajomość trwała dwa miesiące. Gdy przyszła jesień, chyba wróciła depresja. Kilkudniowy brak jej obecności, zła pogoda, wcześniejsze wątpliwości i na napisany do mnie przez internet żart że niby ją olewam zareagowałem idiotycznie - stwierdziłem że jestem zły, nie odzywałem się aż do następnego dnia. Później, za późno zdałem sobie sprawę, że to mogło przynieść jej wątpliwości, że mogła się martwić... i tak się stało. Po dwóch dniach spotkaliśmy się aby porozmawiać, stwierdziła, że na takie traktowanie sobie nie pozwoli, że nie mogę liczyć już na nic więcej niż tylko "co słychać" itd.. Zrozumiałem, jest starsza ode mnie, próbowała wcześniej i zawsze wychodziła na tym źle... a ja stałem się kolejnym problemem, choć sama przyznawała podczas rozmów, że planowała już z nikim się nie wiązać i zająć się problemami, których ma sporo. Mimo wszystko dalej się o mnie martwiła i chciała dalej utrzymywać kontakt.

Od tego czasu, już niemal miesiąca, jestem w całkowitej karuzeli emocjonalnej. Nie może to do mnie dotrzeć, że w tak głupi sposób odrzuciłem osobę, która tak bardzo zmieniła moje życie. Sumienie nie daje mi żyć... do tego ten dalszy kontakt. Martwi się, wypytuje, a ja tak nie potrafię... ona nie jest "miską" do której mają spływać moje żale. Czuję się na fair, wyszukuję problemy, jeden dzień zachowuję się normalnie, chcę prosić o drugą szansę, na drugi rzuciłbym wszystko, wszystko to leci w jej stronę... dziwię się, że chce utrzymywać kontakt z takim wariatem. Tak naprawdę jednak nie jestem w stanie się na nią denerwować, tym bardziej że mam świadomość, że to moja wina. Za nic nie mogę się zabrać, co chwila się załamuję, całkowicie rozklejam, popadam w marazm i rozpacz.
Rozmawiałem o tym z dwoma zaufanymi znajomymi. Stwierdziły, że to nie był żaden powód aby zakończyć znajomość. W chwilach trzeźwego myślenia nawet się z tym zgadzam, mam wtedy do niej żal... a z drugiej strony rozumiem, że każdy może mieć swoje zasady, że ja przekroczyłem jej zasady.

Ostatnio napisałem do niej, że nie mogę w ten sposób utrzymywać kontakt, bo to tylko powoduje niesamowity ból (nie powiedziałem tego wprost). Zadzwoniła, nie chciała zrywać kontaktu ale stwierdziła, że uszanuje moją decyzję. Powiedziałem jej, że tak nie mogę, że mam dość takiego monologu, bo dla mnie to monolog - ja mogę się żalić, mam do niej zaufanie, a z drugiej strony głucha cisza... po tym stwierdzeniu zakończyła rozmowę.
Myślałem, aby dać sobie spokój, wrócić do poprzedniego trybu życia. Ale nie chcę, bardzo nie chcę znowu wegetować, znowu być tym kim byłem, bo to nie było nic dobrego. Wyrzuciłem wszystko co mogłoby się z nią kojarzyć - wiadomości, muzykę jaka nam towarzyszyła... ale myśli zostały i cały czas wracają. Nie pomaga mi próba zajmowania się hobby, bo chwilę coś robię, a potem w krótkiej chwili tracę ochotę, szybko znowu się załamuję. Nie wiem już co mam robić... po tym jak się zachowywałem w tej karuzeli twierdzę, że dałem jej taki swój obraz, że nie zdecyduje sie na cokolwiek. A ja nie mogę funkcjonować bez myśli o niej... dla mnie sytuacja bez wyjścia, z jako informatyk tym bardziej nie potrafię sobie z tym poradzić. Bo przecież wszystko do tej pory było logiczne... przewidywalne...

Wiem, że to krótka znajomość, dla wielu osób tutaj zapewne powód do śmiechu, machnięcie ręką. Ja jednak wiem jak to odbieram, jakie zmiany zaszły w moim życiu, postrzeganiu świata, myśleniu.

2

Odp: Sytuacja bez wyjścia

krótka, nie krótka ale zobacz jaką dała Ci siłę, wiarę w siebie i motywację!
piszesz, że nie chcesz wracać do tego co było z Twoim życiem ale wszelkie Twoje zachowanie do tego prowadzi, znów odcinasz się od niej, chcesz się schować w swoim świecie, gdzie masz kontrolę, logiczne i jak napisałeś przewidywalne zasady, oraz środowisko, które bardzo dobrze znasz i nie musisz się angażować emocjonalnie, brać za kogoś odpowiedzialności.

Wydaje mi się, że Twój problem jest o wiele poważniejszy niż te, na które rady możesz znaleźć na forach. Myślałeś o wizycie u specjalisty? Spójrz, rozmowy o sobie pomagają Ci, jednak nie chcesz "obarczać" swoimi problemami bliskich, może więc osoba, która po prostu się tym zajmuje będzie dla Ciebie złotym środkiem?? Mało tego, że tak po ludzku się wygadasz to napewno otrzymasz jakieś cenne rady, wskazówki, może po takich spotkaniach poczułbyś się lżej i wtedy łatwiej byłoby Ci budować takie prywatne relacje. Już bez tych wyrzutów, że kogoś męczysz swoją osobą.
I nie odrzucaj kobiety, dla której ewidentnie stałeś się kimś ważnym. Widać, że ona Cię rozumie, zależało jej na tej znajomości skoro nie uciekła od Twoich "męczarni" (za które uważasz swoje zwierzenia). Przecież to początek znajomości, gdyby uważała Cie za jakiegoś dziwaka to nie pakowałaby się w to dalej. A ona jednak chce. Pamiętaj tylko, że każdy ma jakąś granicę cierpliwości, jedną z tych jej granic już naruszyłeś ale to zrozumiała. Nie przekrocz tej, od której nie będzie już odwrotu.

Jeśli Ci zależy, a jesteś młody więc powinno to zawalcz! Zawalcz przede wszystkim o siebie, a motywacją niech się stanie ta dobrze zapowiadająca się znajomość.

Powodzenia! 3mam za Ciebie kciuki!!

3 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-10-15 21:22:00)

Odp: Sytuacja bez wyjścia
inga09 napisał/a:

krótka, nie krótka ale zobacz jaką dała Ci siłę, wiarę w siebie i motywację!
piszesz, że nie chcesz wracać do tego co było z Twoim życiem ale wszelkie Twoje zachowanie do tego prowadzi, znów odcinasz się od niej, chcesz się schować w swoim świecie, gdzie masz kontrolę, logiczne i jak napisałeś przewidywalne zasady, oraz środowisko, które bardzo dobrze znasz i nie musisz się angażować emocjonalnie, brać za kogoś odpowiedzialności.

Wydaje mi się, że Twój problem jest o wiele poważniejszy niż te, na które rady możesz znaleźć na forach. Myślałeś o wizycie u specjalisty? Spójrz, rozmowy o sobie pomagają Ci, jednak nie chcesz "obarczać" swoimi problemami bliskich, może więc osoba, która po prostu się tym zajmuje będzie dla Ciebie złotym środkiem?? Mało tego, że tak po ludzku się wygadasz to napewno otrzymasz jakieś cenne rady, wskazówki, może po takich spotkaniach poczułbyś się lżej i wtedy łatwiej byłoby Ci budować takie prywatne relacje. Już bez tych wyrzutów, że kogoś męczysz swoją osobą.
I nie odrzucaj kobiety, dla której ewidentnie stałeś się kimś ważnym. Widać, że ona Cię rozumie, zależało jej na tej znajomości skoro nie uciekła od Twoich "męczarni" (za które uważasz swoje zwierzenia). Przecież to początek znajomości, gdyby uważała Cie za jakiegoś dziwaka to nie pakowałaby się w to dalej. A ona jednak chce. Pamiętaj tylko, że każdy ma jakąś granicę cierpliwości, jedną z tych jej granic już naruszyłeś ale to zrozumiała. Nie przekrocz tej, od której nie będzie już odwrotu.


Jeśli Ci zależy, a jesteś młody więc powinno to zawalcz! Zawalcz przede wszystkim o siebie, a motywacją niech się stanie ta dobrze zapowiadająca się znajomość.

Powodzenia! 3mam za Ciebie kciuki!!

Bardzo dobrze napisane, podpisuje sią pod tym

4

Odp: Sytuacja bez wyjścia

I ja tez.

Twoj wpis jest rozpaczliwy, nie wiem, kto mialby sie z tego smiac..

5

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Nie chcę wracać do tego co było.. uświadamiam też sobie, że drogi powrotnej nawet nie ma, bo nie wrócę do tego co było. To nie tak, że staram się tam wrócić... jest mi bardzo ciężko, do tej pory wszystko było proste, teraz już nie jest... Nie wiem sam jak to do końca wytłumaczyć. Cieszę się z tego co mnie spotkało, że ktoś podał mi pomocną dłoń i wyciągnął z tego bagna. Tylko ode mnie zależy, czy wpadnę do niego znowu. Jeżeli się da, staram się korzystać - rozmawiam znacznie więcej ze znajomymi, również znacznie bardziej otwarcie, aby przestali mnie mieć za zamkniętego nerda, na którego opinię "sumiennie pracowałem" przez kilka lat. Sprawia mi to przyjemność, radość, że mogę sam coś powiedzieć, że inni też zaczynają mi mówić więcej. Rozmawiałem również z najbliższą mi osobą, moją matką. Nie była to rozmowa tak otwarta jak chciałbym, ale teraz już wiem, że nie mam się czego obawiać, że możemy porozmawiać. Nie zrezygnowałem również z tego co postanowiłem sobie po nawiązaniu znajomości - ćwiczę dalej, dla samego siebie, chcę się rozwijać, zdobywać wiedzę.

Po tym wszystkim myślałem o wizycie u specjalisty, ale szybko to odrzuciłem. Wiem, że to zapewne przyniosłoby pozytywne rezultaty, ale zarazem nie wyobrażam sobie rozmowy o swoich problemach z zupełnie obcą mi osobą. Wiem, że oni starają się, potrafią nawiązać odpowiedni kontakt, ale jednak nie chcę. Pozostaje również osobisty wstyd... wiem że wiele osób się leczy, że to normalne, ale jednak... Zarówno na początku roku gdy wpadłem w nieciekawy stan, jak i zaraz po ostatnim naszym spotkaniu miałem bardzo niedobre myśli. Te jednak szybko odrzuciłem na bok przypominając sobie o własnej rodzinie... jak mógłbym zrobić im coś takiego? Nie, tak wiele dla mnie zrobili, a poza tym to nie do mnie zależy decyzja kiedy, jak i gdzie.

Po tej ostatniej rozmowie teraz boję się kolejnej... boję się, że już wyczerpała się jej cierpliwość, że zostanę odrzucony, że to wszystko już i tak nie ma żadnych szans. Wydaje mi się, że ona nie zdaje sobie sprawy jak wiele dla mnie zrobiła, co tym bardziej mnie boli, bo mając taką wiedzę, a patrząc jak się zachowuję, powinna przegnać mnie na trzy wiatry. Tłumaczyłem jej w jakim byłem stanie, ale stwierdzała jedynie, że za bardzo się obwiniam, że przecież ludzie robią o wiele gorsze rzeczy niż odcinanie się od innych... Dużo zmieniają rozmowy ze znajomymi, a także samo zawitanie na to forum - przeczytałem kilkadziesiąt wątków i widzę, że tak naprawdę trudno w moim wypadku mówić o problemach, a jeżeli nawet, to jedynie zrobionych na własne życzenie... inni mają prawdziwe, poważne problemy.
Prawda jest jednak taka, że to jak się izolowałem od ludzi stanowi dla mnie problem tu i teraz, wszystko psuje, nie pozwala na luźne podejście... Na dodatek wiem, że przeszła już w życiu wiele i z jednej strony niesamowicie mi na niej zależy, z drugiej uważam że zasługuje na księcia z bajki a nie kogoś takiego jak ja... kogoś, kto sam siebie nie rozumie, nie jest w stanie dać poczucia stabilności, kto nie jest zrównoważony emocjonalnie. Niestety dałem temu "wspaniały pokaz" w ciągu ostatnich trzech tygodni... wobec tego wszystkiego czuję, że powinienem się wycofać, że mogę być tylko kolejnym ciężarem na jej barkach, na który zupełnie nie zasługuje.

6

Odp: Sytuacja bez wyjścia

To wszystko jest jedną wielką głupotą. Jest budowaniem problemów z niczego. Ta kobieta nie jest warta Twojego zainteresowania. Świadomie lub nieświadomie manipuluje Tobą, usiłując zmienić Cię, byś pasował do jej wyobrażeń. Szuka powodów do wzbudzania Twojej niepewności (różnica wieku, wyższe półki). Drobne potknięcia rozdmuchuje do niebotycznej rangi, zgrywając upokorzenie tam, gdzie nie ma ono uzasadnienia.

Kto chce, znajdzie sposób. Kto nie, znajdzie powód.
Tyle w temacie.

7 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2013-10-16 10:41:57)

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Jak napisałem, gdy staram się popatrzeć na to spokojnie, z jakimś dystansem, to mam żal. Bo czy to był powód aby powiedzieć "koniec, nie masz na co liczyć"? To wszystko co było do tego czasu to było nic? Dla mnie rozmowy, przytulenie to było coś, coś bardzo ważnego, bo nigdy się tak przed nikim nie otworzyłem, bo nigdy nie zależało mi na kimś. Jeżeli to był powód, to może faktycznie ja źle podszedłem, może za mocno się zaangażowałem... ale jak podejść inaczej, gdy ktoś tak zmienia twoje życie? Gdy ktoś zwraca na Ciebie uwagę, interesuje się, martwi... Jeżeli z kolei to nie był powód, to po co te słowa, po co potem chęć utrzymywania kontaktu?

Chęć sprawdzenia cierpliwości, jakaś forma kary? Jeżeli to drugie, to choć nie mam żadnych doświadczeń muszę przyznać, że byłoby to strasznie brutalne... można było wykląć a potem się nie odzywać, ale tak? Te niepewności też budzą we mnie teraz mieszane uczucia... po co to było? Rozumiem powiedzieć raz, dwa, bo przecież to jest bardzo młoda, świeża znajomość, a przeszłość może budować w nas lęki, obawy. Z jednej strony sam wolnę szczerość, z drugiej gdy powiedziałem, że to naprawdę nie ma znaczenia wolałem, aby zostawiła to dla siebie. Nie zostawiła, przez co i mną szargały coraz większe obawy. Teraz gdy o tym myślę na chłodno przychodzą myśli, że to może faktycznie nie miało sensu... choć co chwila się załamuję, po prostu stopniowo przestaje zależeć przez te wszystkie wątpliwości. Raz uważam że to wszystko moja wina, raz czuję się wykorzystany, do głosu dochodzi też do tej pory milcząca duma..

Nie wiem, jestem rozdarty, jak w kalejdoskopie. Nie mam odwagi zadzwonić, ale napiszę, przeproszę za to zachowanie i zarazem postaram się delikatnie dać znać co mi leży na sercu. Nie wiem czy to jest dobry krok, ale naprawdę wolę szczerość, nawet jeżeli ktoś ma mnie po tym znienawidzić.

8

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Dlaczego delikatnie? Może grzecznie, ale stanowczo. Masz prawo wiedzieć co nią dyktowało, bo zaiste to błahy powód do zerwania, gdyby wszyscy zrywali z tak błahych powodów, świat byłby pełen singli.
Mnie dziewczyna wydaje się mało stabilna emocjonalnie, to kiepski egzemplarz do budowy związku.

9

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Nie uda Ci się patrzeć spokojnie. Przez emocjonalny stosunek nie masz dystansu. Jeśli dobrze zrozumiałem, ona się wypięła dlatego, że się nie odzywałeś. Nijak nie jest to wystarczającym powodem do reakcji o takiej skali i konsekwencjach. Nie pozwalaj sobie na wzbudzanie w sobie nieuzasadnionego poczucia winy - nie wyjdziesz na tym dobrze. Jej zachowanie jest niespójne - skoro nie pozwoli się tak (czyli jak?) traktować, powinna uciąć kontakt. Prawdę mówiąc, w obecnej sytuacji sam powinieneś uciąć kontakt, ale wątpię byś chciał i mógł.

Nie jesteś odpowiedzialny za jej przeszłość. Nie ma żadnego uzasadnienia projekcja jej przeszłych doświadczeń na Ciebie. To jest jej, nie Twój problem. Jeśli ona nie potrafi oddzielić przeszłości od teraźniejszości, oznacza, że nie jest gotowa na nowe relacje i nic nie możesz z tym zrobić - ona powinna. Jeśli ona nic nie zrobi, może okazać się, że pozostanie niezdolna do związku na wieki wieków amen.

Na Twoim miejscu, przełączył bym się w tryb pasywny. W opcję maksymalnie bezpieczną. Zero inicjatyw, wyjaśnień, wyłącznie grzeczne i rzeczowe odpowiadanie na ew. pytania, pozdrowienia, czy inne zainicjowane przez nią formy kontaktu. Nie ma sensu się wywnętrzać zbytnio - najczęściej jest to odbierane źle, bo zrozumiane opatrznie - czyli przez pryzmat własnych nadinterpretacji.

Inaczej mówiąc: wyluzuj.
Wyluzuj.
Wyluzuj i obserwuj.
Jeśli ona jest wartościową dziewczyną i zależy jej na Tobie, przemyśli i sama będzie dążyć do naprawy sytuacji.
Jeśli nie, i tak nie możesz nic sensownego z tym zrobić.
Możesz natomiast łatwo zepsuć.

10

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Pojawił się kontakt, ale nie chce mi powiedzieć w czym polegał problem, ujmując to krótko i bez ceregieli, wykręca się od tego...
Z każdym dniem czuję się coraz gorzej myśląc od tym, że się przed kimś tak otworzyłem. Było zaufanie, teraz ze mnie ucieka w tempie ekspresowym.
Nie wiem co zrobię, nie wiem jak się zachowam, ale postanowiłem zakończyć tę znajomość, bo czuję, że teraz tylko sam siebie rozdrapuję.

11

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Wykręca się, bo do przyznania rzeczywistych przyczyn konieczna jest wiwisekcja własnej psychiki i odwaga by tego dokonać. Pytania do niej są proste, a jesli ktoś nie chce odpowiedzieć na proste pytania, trudno ufać.
Nie wiem tylko, czemu się czujesz gorzej. Nie ma powodu.

12

Odp: Sytuacja bez wyjścia

Bo czuję się oszukany, nikomu nie ufałem, a gdy już zaufałem, gdy we mnie zaczęło wyrastać coś więcej, okazało się, że to jest zupełnie nieważne.
Teraz zaczynam żałować całej tej znajomości, tego, że zdecydowałem się nawiązać z nią kontakt. Może lepiej byłoby prowadzić takie życie jak do tej pory, bez myśli, bez uczuć.

13

Odp: Sytuacja bez wyjścia
bez_nazwy napisał/a:

Bo czuję się oszukany, nikomu nie ufałem, a gdy już zaufałem, gdy we mnie zaczęło wyrastać coś więcej, okazało się, że to jest zupełnie nieważne.
Teraz zaczynam żałować całej tej znajomości, tego, że zdecydowałem się nawiązać z nią kontakt. Może lepiej byłoby prowadzić takie życie jak do tej pory, bez myśli, bez uczuć.

Nie, raczej nie. Równowaga, wybalansowanie jest dobre. Też jestem typem potrafiącym wkręcić się całkowicie w interesujące mnie zagadnienia (techniczne) - tym niemniej nie da się oszukać potrzeb psychiki na dłuższą metę. Trzeba trochę powalczyć z własnymi emocjami - gdy stają sie upierdliwe, uciekam w zawiłości techniczne tak mocno, że wszelkie emocje zostają wyparte. (Notabene ma to znaczne pozytywne skutki uboczne. smile)

14

Odp: Sytuacja bez wyjścia
bez_nazwy napisał/a:

Bo czuję się oszukany, nikomu nie ufałem, a gdy już zaufałem, gdy we mnie zaczęło wyrastać coś więcej, okazało się, że to jest zupełnie nieważne.
Teraz zaczynam żałować całej tej znajomości, tego, że zdecydowałem się nawiązać z nią kontakt. Może lepiej byłoby prowadzić takie życie jak do tej pory, bez myśli, bez uczuć.

Każdy z nas (na pewno) przeżył w swoim życiu miłość toksyczną, bardzo trudną, która boli okropnie. Widzę tutaj podobny przypadek.
Musisz zdać sobie z tego sprawę, że nigdy nie znajdziesz miłości łatwej. Każda miłość bez względu jak będziesz ją przeżywał niesie za sobą różnorakie zakręty, niepewności i wahania.

Powiem Ci, że jesteśmy w podobnym wieku. Z doświadczenia wiem, że powiedzenie 'czas leczy rany' zazwyczaj się sprawdza. Jeśli doszedłeś do tego i sam w głębi serca czujesz, że z tej mąki już chleba nie będzie to urwij szybko znajomość. To jeszcze trochę poboli, ale z czasem przestanie i być może za miesiąc będziesz na to wszystko obojętny.

Wiadomo, że zawsze łatwo powiedzieć komuś i skrytykować. Zdaj sobie z tego sprawę i pamiętaj o tym, że to zauroczenie (bo za chwilę nim może się okazać) i tak wyrwało cię z marazmu który opisujesz. Zmieniło Twoje życie (z tego co czytałem) totalnie. Uświadom sobie, że znowu masz farta i chwytaj każdy następny dzień. Bo jak powiedział w jednej ze swoich książek Paulo Coelho "Zaw­sze trze­ba wie­dzieć, kiedy kończy się ja­kiś etap w życiu. Jeśli upar­cie chce­my w nim trwać dłużej niż to ko­nie­czne, tra­cimy ra­dość i sens te­go, co przed na­mi."
Nie po to wyrwałeś się z marazmu, żeby znaleźć się w marazmie.

Oczywiście wybór zawsze należy do Ciebie. Życzę więc powodzenia wink

15

Odp: Sytuacja bez wyjścia

W weekend odbyliśmy ostatnią rozmowę telefoniczną. Na moje pytania dlaczego zdecydowała tak a nie inaczej stwierdzała, że naprawdę przez to zachowanie poczuła się źle. Próbowała załagodzić moją złość (trudno było jej nie ukrywać), odwoływała się niestety do swojej przeszłości, do tego co ją spotkało ze strony innych osób (coś o wiele, wiele gorszego)... nie mówiłem już tego, ale zabolało, bo ja nie byłem jej przeszłością, ja byłem teraźniejszością i chciałem być przyszłością... zachowałem się idiotycznie, to nie ulega dyskusji. Tyle tylko, że ja w takim wypadku nawet bym nie pomyślał o zerwaniu kontaktu i za to mam do niej wielki żal. W trakcie tej rozmowy zdałem sobie sprawę z tego co napisał Czeko - niestety nie widzę możliwości, aby z tej mąki był jakikolwiek chleb... a przecież nie mogę nikogo zmuszać na siłę.

Patrząc się na to jak zachowywałem się w ostatnim miesiącu, czyli cykle polegające na budowaniu w sobie jakiejś nadziei, a potem zdawanie sobie sprawy że i tak do niczego to nie prowadzi zakończone coraz mocniejszymi upadkami na deski zdecydowałem się przeprosić za wszystko co złe, podziękować za wszystko co dostałem, życzyć dobrze na przyszłość i ostatecznie zerwać kontakt. Pomimo, że sama nie chciała zrywać kontaktu, ja nie potrafię inaczej... jeżeli jakiś pozostanie, jeżeli zostawię cokolwiek co mi się z nią kojarzy to myśli które wracają będą zajmować cały czas, a to doprowadza mnie stopniowo do szaleństwa. Mam natomiast wrażenie, że czas teraz chociaż chwilę pomyśleć o sobie. bo inaczej któregoś z takich upadków mógłbym już nie przetrwać. Macie rację, zostałem wyciągnięty z otchłani i muszę przede wszystkim wykorzystać właśnie to. Załamka niczego nie zmieni, w niczym mi nie pomoże. Lepiej z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo tego co jest za mną i tak nie da się już zmienić. Dziękuję wam za takie słowa.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Sytuacja bez wyjścia

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026