Mój związek wisi na włosku. Mam wybrać: odejść czy zostać.
W skrócie:
Jesteśmy razem 4 lata. Na początku była bajka, później zwykłe życie a później monotonia. Jednak były dobre chwile jak i te złe. Wielu rzeczy się od niego nauczylam (jazda na nartach, rolkach, żeglowanie), to oczytany, mądry człowiek który potrafił opisywać znaleziony kamyczek, patyczek czy co tam jeszcze, bardzo interesujący. I bardzo dobry dla mnie: gotował, dbał, pytał, dzwonił, kupował różne rzeczy, żeby mi było jak najlepiej, zawsze zadawał pytanie: Na co masz ochotę? Życie mieliśmy dosyć fajne, ale .... czegoś mi zaczęło brakować.
Były też złe chwile: jego wybuchowość, agresja, nienawiśc względem innych ludzi, gdy dłużej postał w kolejce potrafił na głos komentować , że w tym sklepie pracują sami idioci, albo jak ktoś mu podszedł pod nogi to albo agresywnie sie przepchnął albo skomentował.
W towarzystwie gdy miał zły humor milczał lub był niemiły. Parę razy zrobił mi wstyd. Pił 3 piwa dziennie minimum. Nie sprzątał, chyba że go ładnie prosiłam. Ciągle mówił że gdzieś wsadzam rzeczy. Czasami mowil mi niemile slowa jak się bardzo zezłościł typu "Spier..", potrafił gotować 2 godziny dla mnie a gdy przyszłam kazał mi szybko czegoś próbować i nie było innej opcji (że np. chce koniecznie zrobić siku) poprostu mam próbować i już.
Namiętność zgasła, wydaje mi się że nie pasujemy pod tym względem do siebie. Nie czuję podniecenia , często się przymuszałam, albo wkurzał mnie w trakcie czymś, że np. nie był męski tylko się pytał czy dobrze czy inaczej itp. Zawsze mu mówiłam żeby działał a nie gadał. Gadał że dawno się nie kochaliśmy i mnie to irytowało że jeszcze mniej mi się chciało albo w ogóle.
Kiedyś gdy nie było widelca (czystego) i on robił aferę to ja podbiegałam i mówiłam że zaraz umyję o co tyle złości.
Póżniej po prostu mówiłam żęby leczył te nerwowość, albo żeby sobie umył.
A jeszcze póżniej było coraz gorzej i więcej nienawiści mojej do niego.
A ostatnio spotkał dziewczynę w pracy którą tylko przytulał i dawał buziaki w policzek. Gadali w nocy na gadu i flirtowali.
Wiem że mnie nie zdradził ale zraniło mnie to.
Prosi żebyśmy szli do terapeuty , z jednej strony nasze życie było dobre, dużo ciekawych chwil, miejsc, spotkań, randek. On jest dobrym chłopakiem. Ale z drugiej jego wady, nerwowość, i moje wypalenie, znudzenie, znużenie tym związkiem, a jak pomyśle o seksie ...
No i mam wybrać albo go masakrycznie zranić (jak powiedziałam że chce się wyprowadzić to z nerwów stracił przytomność) i zerwać znajomość (bo nie chce mieć mnie jako przyjaciółki choć ja bym chciała, ale mowi że tego psychicznie nie wytrzyma), albo spróbować jeszcze raz i iść z nim do terapeuty i może się uda. ale nie wiem czy chce. ale z drugiej strony gdzie znajde takiego chlopaka?