Po 7 latach małżeństwa mąż spakował torbę i zostawił mnie z dwójką małych dzieci. Najpierw stwierdził, że uczucie się wypaliło, nie ma między nami komunikacji, mamy inne priorytety, potem, że potrzebuje przestrzeni. Nigdy nie sprecyzował co dokładnie to oznacza.
Faktycznie w ostatnim czasie bardzo się od siebie oddaliliśmy. Dużo pracowaliśmy, do tego natłok obowiązków, dwójka małych dzieci? Późno wracał z pracy, zmęczony, miałam żal, że nie mogę liczyć na jego pomoc, mi również nie było lekko. Przechodziliśmy kryzys, ale nie podejrzewałam, że będzie chciał odejść. Ale stało się ![]()
Uzgodniliśmy, że będzie spędzał weekendy z dziećmi. Często te weekendy spędzaliśmy w czwórkę. Było naprawdę fajnie i dawało mi to ogromną nadzieję, że wróci? Przez rok cierpliwie czekałam, niestety nie dawał żadnych sygnałów, że znów możemy być razem. Podjęłam wtedy decyzję o powrocie do rodzinnego miasta.
Dzieci nadal zabiera w każdy weekend?. ale do mojego nowego mieszkania już nie ma wstępu? Chciał, ale się nie zgodziłam. Za dużo by mnie kosztowało udawanie szczęśliwej rodziny w weekendy.
Bardzo się w tej sytuacji męczę, tkwię w zawieszeniu pomimo, że wiem, że on decyzję podjął już dawno. Cały czas nie mogę uwierzyć, że odszedł z tych powodów, które podał. Dodam, że pobraliśmy się z wielkiej miłości, na początku byliśmy bardzo szczęśliwi, trudności zaczęły się pojawiać, kiedy na świat przyszły dzieci? Ale kto ich nie ma?
Co sądzicie o tej sytuacji? Pomóżcie mi się ocknąć, że naszej rodziny już nie ma? Ja chyba cały czas mam nadzieję, że ?wkońcu? zatęskni?
Dodam jeszcze, że z początku mówił znajomym, że spodziewał się mojej innej reakcji na wyprowadzkę (nie wiem jakiej), że chciał mną wstrząsnąć itp. Ale ja nie widziałam miłości w jego oczach. Był taki wypalony i daleki? I nadal jest ? takie mam wrażenie, choć teraz nie wiem co w jego życiu się dzieje. Myślicie, że źle postąpiłam nie próbując go zatrzymać? Że nie walczyłam tylko pozwoliłam, żeby odszedł i sam zadecydował? Czy mógł uznać, że nic do niego nie czuję i dobrze zrobił? Często obserwuję w jego zachowaniu taką zawiść, zazdrość, że sobie radzę bez niego, zupełnie jakbym mu coś zrobiła... Może któryś z panów wytłumaczy mi to zachowanie?
Dziękuję tym co przebrnęli przez ten długi wątek, pomóżcie proszę bo nie mogę się cały czas pozbierać