Jestem mężatką grubo po 30, ale czująca się dosyć młodo, czasami nawet za bardzo. Mam syna, męża i domowy zwierzyniec. Obecnie nie pracuję, taki wymuszony wybór życiowy i czuję się bardzo samotna. Praktycznie całymi dniami siedzę sama, sprzątanie, obiadek, spacer z psiakiem, zakupy itd. Taka typowa proza. Brakuje mi kogoś z kim mogłabym pogadać, pośmiać się, pożartować, a czasami ponarzekać. Czasami trudno jest się wbić w istniejące posty, więc może jakaś kobietka się odezwie. Idzie zima, trochę więcej czasu, coraz więcej samotności, może warto czasami z kimś pogadać o czymś, albo o byle czym.
1 2013-10-18 15:56:46 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-18 15:58:19)
Podobne tematy
cześć, 32 na karku, syn 6-tygodniowy, 2 koty. Męża brak - wyprowadził się 2 tygodnie temu (chce rozwodu ze mną). Samotność doskwiera mi od niedawna, ale bardzo. Co prawda poniedziałek od piątku niedzieli prawie niczym się nie różni, ale dzisiaj wyjątkowo smutno mi w naszym pustym mieszkaniu. Mój synek chwilowo śpi, ale pewnie zaraz zacznie się polka. Skąd jesteś?
Witaj serdecznie, dobrze, że ktoś się odezwał, może wreszcie będę miała z kim pogadać. Jestem z Lublina, miasta Budki Suflera i Bajmu. Ja mam 10 letniego syna, z mężem żyję poprawnie, ale ciągle nie ma go w domu, a nawet jak jest to jest wiecznie zmęczony i zasypia na kanapie. Syn idzie spać, a ja najczęściej walczę z książką, chociaż ostatnio bawię się w robienie choinek z makaronu. Przynajmniej czas jakoś ucieka i nie zastanawiam się nad beznadzieją życia. Przez siedzenie w domu coraz częściej mam depresję, ale wiem, że inni mają gorzej. Zazdroszczę ci tak małego synka, bo mój już powoli zaczyna chodzić swoimi drogami. Ten czas tak szybko ucieka, że te 10 lat minęło jakby w sekundę. Jak będziesz miała czas to zaglądaj częściej.
4 2013-10-18 21:14:41 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-10-18 21:16:28)
Czasami trudno jest się wbić w istniejące posty, więc może jakaś kobietka się odezwie. Idzie zima, trochę więcej czasu, coraz więcej samotności, może warto czasami z kimś pogadać o czymś, albo o byle czym.
Otóż i to!
Zgłaszam się:)
Proszę o rozmowy o byle czym i trudne tematy,wszystko przyjmę, byleby miało to poziom powyżej 6-ciu lat (starsza córka), bo czuję, że sama przy dzieciach, trochę się uwsteczniam:D
Mam 2 dzieciaków, córka 6l, syn 4l. Wszystko fajnie, dzieciaki cudne, ale brakuje mi "pogaduszek" z osoba dorosłą.
Dolnosląskie. Może jest ktoś w miarę blisko. Jeśli nie,nie szkodzi ![]()
Robi się coraz fajniej. Myślałam, że jestem jedyną kobietą na świecie, która czuje się samotna. Ja już się dawno uwsteczniłam. Teraz jestem na poziomie 10-latka i pasji do piłki nożnej. Nie powiem kocham sport, sama biegam, chodzę na kijki, jak byłam młoda grałam w siatkę, ale ile można. Z mężem niestety nie porozmawiam o babskich sprawach, nawet o książkach nie za bardzo, bo on nie ma czasu czytać, a oglądając filmy zasypia na kanapie. Nawet kawę często piję sama, mam te nieszczęście, chociaż niektórzy mówią, że szczęście, mieszkać w dzielnicy domków jednorodzinnych. Sąsiedzi mówią sobie dzień dobry i do widzenia przed bramą i tyle się widzi ludzi. Istny koszmar. W zimie pustka na osiedlu, w lecie pustka, w dzień praktycznie nikogo się nie spotyka. Nie wiem może to jest tylko moje odczucie, ale parę lat wstecz ludzie jakoś bardziej garnęli się do towarzystwa, jakoś było inaczej. Teraz wsadzają tyłki w samochód i do przodu. Czasami się zastanawiam, może ze mną jest coś nie tak, ale przecież nie będę zaczepiać ludzi na ulicy aby pogadać, albo na siłę zapraszać na kawę. Bezpieczniejsze chyba okazuje się forum. Dolnośląskie jest dosyć daleko od lubelskiego, ale droga internetowa jest bardzo krótka.
ohhh... ja też biegam. Tzn po ciąży dopiero będę odbudowywać formę, ale miło przeczytać, że kobietki w okolicy 30 coś robią. Bo w mojej miejscowości, w moim otoczeniu kobietki nie robią nic... Z kijami też dużo chodziłam - jeszcze z mężem... teraz to będę chodzić (a może z czasem biegać) z wózkiem. Monika, biegałaś może w jakichś biegach ulicznych?
Hej hej,tez się zglaszam.Meża nie ma i nie było.Dzieci też nie ma.Jest za to pies,sztuk jeden.
Hej kobiety!
dołączam do grupy
męża już nie ma, dzieci nie było i nie ma, zwierzków też póki co brak
mieszkam na Dolnym Śląsku, czasem służbowo za granicą
tak jak teraz przez najbliższe 2 mce ![]()
Też jestem bardzo samotna, pomimo męza, trojga dzieci i dwóch zwierzaków. Bo cóz to za zycie, ciagle sama, zero wsparcia, same problemy, w dodatku maz mnie kompletnie nie szanuje, nie docenia. Kiedyś nawet usłyszałam że byle kurw..a mogła mu urodzić dzieci. A moje dzieciaku są super, doskonale się uczą, takie samodzielne, mądre, pomocne. Tylko ten mój mąż taki jest nie wiem jak go nawet nazwać, chyba pier...dolny egoista, mysli tylko o sobie, rodzina ważna jest tylko na świeta, bo tak dobrze wygląda. Jak nie jest w pracy to całe dnie gra na kompie, a ja nie wiem jak pogodzić prace w domu z opięką na chorą na raka matką. Poza tym zero wsparcia jak ja mam jakiekolwiek problemy ze zdrowiem, jak byłamw szpitalu na wycięcie woreczka żółciowego to nie ruszyl sie żeby pobyć ze mną, tylko grał w te swoje gry. A mi pomagała się myć jego matka, swoja drogą wspanaiła kobieta. Niby jest a stale go nie ma. nawet nie chce mi sie dla niego starać jakoś super wyglądać, bo jak schudłam dla niego 15 kg, jak zaczęłam dla niego bardzo dbać o siebie to stale była krytyka, bo ona zamiast chwlić to ma taki chory system wartosci że krytka jest lepsza. A poza tym jak byłam taka szczupłą to kazał mi sypiuać z innymi facetami dla kasy-czy to jest normalne. Jestem 18 lat po ślubie i mam ochotę uciec tak, że mnie nie znajdzie, żeby zrozumiał jak bardzo, jestem samotna, jak jest mi starsznie źle, jak brakuje mi zwykłego pogłaskania, bez ciągłych wyzwisk. że jestem szmatą od podłogi, że jestem nic nie warta. Taka sie czuję mała przez to wszYstko. Krytka jest moim drugim ja. A wiecie co jest najgorsze? To ze mi juz przestało na czymkolowiek zależeć. Przy zyciu trzymają mnie tylko dzieci i te moje zwierzaki, które moje dzieci tak kochają. A mój mąż, cóż poprostu jest gdzies obok, o codziennie modle się, żeby zostawił nas wreszcie w spokoju, bez wyzwisk, bez krytyki, bez pouczeń co znów zrobiłam źle. Nie kocham go. Mamy dzieci. I to kaze mi z nim być.
hej dzeiwczny dolanczam do was faceci sa ulepieni z innej gliny tez czesto czje sie smotna i jest mi zle
ppozdrawiam aga jak ktos cche pogadac moje gg 11140055
Hej dziewczyny, chyba zaczniemy nocne pogaduszki, bo robi się coraz ciekawiej. Akeme, jeszcze nie biegałam w biegach ulicznych, ale się do tego przymierzam. Przez 10 lat trenowałam lekkoatletykę ( szkoła podstawowa i liceum ), ale na dystansach krótkich. Zresztą uwielbiam się ruszać, a odkąd mam mojego czarnego potwora - czarną labradorkę, to muszę się ruszać, aby panna trzymała linię. Mam jeszcze żółwicę i rybki. Także razem z mężem i synem pełny zwierzyniec.
Dojotka, przeczytałam twój wpis i się przeraziłam. Po, co ty jesteś z tym czymś, bo trudno go nazwać facetem. Dla dzieci? One nie są szczęśliwe, jeżeli my jesteśmy nieszczęśliwe to i one. Dzieci ci tylko on "zrobił", a ty je wychowujesz. Za ileś lat one opuszczą dom, a ty zostaniesz sama z potworem, i co wtedy zrobisz. Ja może nie jestem ekspertką od szczęśliwych związków, bo nie raz siedzę i płaczę w poduszkę, ale aż tak źle nie jest. Szanujemy się z mężem, mimo, że prawie się nie widujemy. Dobrze, że mam syna i te moje zwierzaki. A tak poza tym wyglądasz dobrze dla siebie, nie dla jakiegoś faceta.
Ja lubię dobrze wyglądać, przyjemnie jest patrzeć w lustro i widzieć zadbaną kobietkę. Nie pracuję zawodowo, w styczniu minie 2 lata, ale nie chodzę w rozciągniętych dresach. Źle się wtedy czuję.
Dojotka, dobrze, że masz jeszcze ok teściową, bo o swojej tego nie napiszę. Od roku czasu nie mam z nią żadnego kontaktu, bardzo fałszywy człowiek. Nawet jak w czerwcu miałam ciężką operację, to nie zadzwoniła do mnie, tylko przez męża kazała pozdrowić. Od 12 lat psuje mi krew, ale dobrze, że z nią nie mieszkam, bo chyba bym się rozwiodła.
Dobrze, że dzisiaj się rozjaśnia, chyba pójdę z psem i synem na kijki, bo wczoraj to był koszmar. Przerażają mnie najbliższe miesiące, szaro, buro i ponuro. Normalnie najlepiej nie wychodzić z łóżka. Trzeba zacząć trenować, to może spotkamy się gdzieś na jakiś biegach, Polska nie jest dużym krajem, więc zawsze gdzieś można zrobić sobie obozowisko.
dziendoberek:) to może i ja dołączę:) niedawno druga 18 zaliczyłam:) na stanie 2 dzieci gimnazjum i podstawówka , mąż na wyjazdach, pies .. czasami sa takie dni że czlowiek ma chęc wygadania się wiec jesli mozna dołączę do Was:)
Dojotka, uciekaj od niego. I to jak najszybciej. On nie jest godzien by drugi raz na niego spojrzeć. Wykończysz się...
Monika, ja mam za sobą 2 półmaratony, 1 maraton i 1 bieg 10-km. To jest bardzo fajna zabawa... Fajnie, ze nie zatraciłas poczucia własnej wartości mimo średnio udanego związku. Ja sie musze odbudowac, bo mocno mnie poszarpalo odejscie meza. Taka sie czuje wzgardzona.
Jest tu więcej Dziewczyn, które mają dołka z powodu okoliczności? Dobrym sposobem na wychodzenie z dołków jest stawianie sobie celów i marzeń. Może każda z nas rzuci na forum swoje pomysły na dalsze dni/tygodnie/miesiące/lata/życie? Może to będzie inspiracją dla tych, które chwilowo tkwią w poczuciu, że już nigdy nie poczują się szczęśliwe?
Hej ,to może i ja wskoczę do Was !! Jak można oczywiście .
Mam 38 lat ,jestem mężatką od 14 lat ,dwójka dzieci -córcia -2 klasa gimnazjum ,synek -2 klasa podstawówki .
Kocham ich szaleńczo .
Czasami dobrze ,czasami źle , małżeństwo - raqz wzloty ,raz upadki ,nigdy nie jest tak dobrze ,żeby było fajniej .
Dojotka ,jestes chyba w moim wieku ,sytuacje mamy podobne ,tylko , że ja zawsze mówię ,że nikt nie jest temu winny ...
Monika ,widze ,że mieszkasz ode mnie niedaleko ,Ty z Lublina ,ja ze Stalowej .
Cieplutko pozdrawiam .
Teraz jestem w pracy ,więc korzystam póki mogę :)
I pomimo tych smutków na kawusię zapraszam z całego serca :):)
Witajcie, ja już bardzo grubo po 30, jeśli nie jestem za stara, a mam 40 lat, to chętnie dołączę do Was. Samotna w pełnym tego słowa znaczeniu. Zbliżają się długie samotne wieczory i straszą ciężką, długą zimą więc chętnie wypełnię ten czas tu z Wami.
16 2013-10-19 10:07:06 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-19 10:09:17)
Jak czytam wasze wpisy, to cała się cieszę. Internet to wspaniały wynalazek.
Izis, nikt nie jest za stary, aby do nas dołączyć, dobrze,że w ogóle chcecie dołączać.
Dorcik, jesteśmy blisko siebie, więc może kiedyś w połowie drogi......
Akeme, ja mam kilka pomysłów na życie, przede wszystkim 2 lata temu rozstałam się z nielubianą pracą, ktoś pomyśli powariowała, w dobie kryzysu. Niestety i tak firma się rozsypywała, więc oszczędziłam sobie nerwów i siedzenia po nocach. Zresztą mąż ruszał z własną działalnością i ktoś musiał się zająć synem. Niestety na rodzinę nie mogę liczyć, rodzice w innym mieście, "teściowie" szkoda gadać. I co dalej. Zaczęłam od kupna psa, ona uratowała mnie od depresji. Jak bym zamknęła się w domu to bym zwariowała, a tak musiałam parę razy dziennie wywlec tyłek na dwór. Potem i co potem. Nie będę wiecznie siedzieć w domu. Szukanie pracy , chyba nie mam do tego szczęścia. Pracodawcy potrzebuję dyspozycyjności, zapału, a ja po mojej 14 letniej karierze w firmie x nie miałam do tego chęci. Skończyłam studia pedagogiczne, zrobiłam kurs dogoterapii z moją psiną, teraz zaczynam podyplomowe z klasyfikacji pedagogicznych i w przyszłości zamierzam otworzyć coś swojego. Mam jeszcze na widoku kilka kursów, ale bez kwalifikacji nie jest to możliwe. Na razie takie mam cele i pomału dążę do ich realizacji. Nie jest lekko, ale w tym kraju trzeba liczyć tylko na siebie. Co jakiś czas chodzę do urzędu pracy i podpisuję listę i na tym się kończy.
Próbuję jakoś bardziej z optymizmem patrzeć na świat, ale czasami ciężko. Może brak prawdziwych przyjaciół. Nigdy nie miałam szczęścia do ludzi, może ja jestem za bardzo pokorna, mało przebojowa. Sama nie wiem.
Ale bardzo się cieszę, że pomału zaczynamy tworzyć małą paczkę fajnych kobietek, które za nic mają przeciwności losu. Zawsze raźniej jest w grupie.
Dzisiaj znów zostałam sama z synem w domu, lekcje, obiad, spacer z psem, wieczorem może lampka wina. No i moje makaronowe choinki.......
17 2013-10-19 10:12:21 Ostatnio edytowany przez Dorcik (2013-10-19 10:14:25)
Monika -może kiedyś sie spotkamy ,w połowie drogi ,kto wie
Ja mam szczęście do Monik -mam dwie takie Moniki w moim zyciu
:)
Ja zawsze wychodzę z załozenia ,że jak się czegoś chce ,do czegoś dąży ,to wczesniej czy później się spełni
:)
Czytając Ciebie ,widze ,że jesteś bardzo zaradną kobietką ,dasz radę ,silna jesteś ![]()
A jak Ty robisz te choinki ?
Pochwal sie tutaj nam-kiedyś ![]()
Twoje pomysły bardziej zawodowe... z takich to u mnie konieczność zrobienia kursu, najlepiej z zakresu kadr. Ja nie dostane przedłużenia umowy o prace, wiec tez wkrótce wyląduje na bezrobociu, a przeciez jest malenkie dziecko, a mąż wziął nogi za pas... za rok będę musiała juz mieć prace i stresuje mnie mocno ta perspektywa, bo mieszkam w niedużym miescie. no ale... to za rok. z osobistych celów, na ten moment banalnych, to półmaraton w czewcu/lipcu. aa... z marzeń to przyziemne mam... wymiana mebli kuchennych. tylko troche brakuje kasy...
19 2013-10-19 12:01:09 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-19 12:02:57)
U mnie moje pomysły zawodowe to też konieczność, bo ile można być na utrzymaniu męża. Sama wiesz, miłość nie jest wieczna.
Ja meble planuję wymienić już parę lat, ale też wiecznie brakuje kasy, już się do tego przyzwyczaiłam.
Ja do Monik też mam szczęście, zawsze się nimi otaczam. Choinki robię z makaronu, pełno jest ich w internecie, na prawdę fajnie wyglądają, mój mąż na początku pukał się w głowę, ale jak zobaczył, że sprawia mi to przyjemność i fajnie wygląda to się nie odzywa. Brałam się także za wiklinę papierową, ale na razie mi to nie wychodzi, zresztą lubię robótki manualne.:)
Życie bardzo mocno dało mi w kość, choroba małego dziecka, moje wieczne problemy z kręgosłupem, brak oparcia w mężu, popieprzona teściowa i jej nie lepszy mąż, muszę być silna, mam skorupę twardą jak moja żółwica, inaczej się nie da, ale bardzo często siedzę i buczę w poduszkę. Mało kto wie o moich problemach, bo po co, nie lubię kogoś obarczać moimi problemami, zresztą sprawiam wrażenie osoby bardzo szczęśliwej, wiecznie uśmiechnięta, pogodna, a co mi pozostało, tylko w swoich czterech ścianach pozwalam sobie na chwile zwątpienia.
Zaraz biorę psa, syna i idę na długi spacer. Za tydzień zaczynają mi się zajęcia na uczelni, że mi się jeszcze chce, sama się podziwiam.:D
20 2013-10-19 12:14:07 Ostatnio edytowany przez Dorcik (2013-10-19 12:15:42)
U mnie moje pomysły zawodowe to też konieczność, bo ile można być na utrzymaniu męża. Sama wiesz, miłość nie jest wieczna.
Ja meble planuję wymienić już parę lat, ale też wiecznie brakuje kasy, już się do tego przyzwyczaiłam.Ja do Monik też mam szczęście, zawsze się nimi otaczam. Choinki robię z makaronu, pełno jest ich w internecie, na prawdę fajnie wyglądają, mój mąż na początku pukał się w głowę, ale jak zobaczył, że sprawia mi to przyjemność i fajnie wygląda to się nie odzywa. Brałam się także za wiklinę papierową, ale na razie mi to nie wychodzi, zresztą lubię robótki manualne.:)
Życie bardzo mocno dało mi w kość, choroba małego dziecka, moje wieczne problemy z kręgosłupem, brak oparcia w mężu, popieprzona teściowa i jej nie lepszy mąż, muszę być silna, mam skorupę twardą jak moja żółwica, inaczej się nie da, ale bardzo często siedzę i buczę w poduszkę. Mało kto wie o moich problemach, bo po co, nie lubię kogoś obarczać moimi problemami, zresztą sprawiam wrażenie osoby bardzo szczęśliwej, wiecznie uśmiechnięta, pogodna, a co mi pozostało, tylko w swoich czterech ścianach pozwalam sobie na chwile zwątpienia.
Zaraz biorę psa, syna i idę na długi spacer. Za tydzień zaczynają mi się zajęcia na uczelni, że mi się jeszcze chce, sama się podziwiam.:D
Czytałam wlasnie o Twoim synku,przykro mi ..Ale najważniejsze ,że dajesz radę
:) Jesteś twarda i podobna do mnie ,chyba .Ja tez wiecznie usmiechnieta , jak źle ,nie mysle ,staram się nie mysleć , i ciągnie się to wszystko.
Zastanawiam się tylko czasami ,gdzie te wszystkie uczucia jakimi sie darzyło kiedyś drugą osobę ??
Bo przeciez kiedys miłośc była ..
Ja tez mam psa i kota .Jak będe miała przyzwolenie na wklejanie zdjęć ,to sie moimi chłopakami pochwalę ![]()
21 2013-10-19 12:22:50 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-19 12:23:36)
Wiesz [b] Dorcik, ja mojego męża bardzo kocham, ale już inaczej. Przyzwyczaiłam się do niego, do jego bałaganiarstwa, braku czułości. Już mi zaczyna być z tym dobrze, mam dach nad głową, kochanego syna, mąż nie pije, nie wyzywa mnie, czego chcieć więcej?!!
Wiesz Dorcik, ja mojego męża bardzo kocham, ale już inaczej. Przyzwyczaiłam się do niego, do jego bałaganiarstwa, braku czułości. Już mi zaczyna być z tym dobrze, mam dach nad głową, kochanego syna, mąż nie pije, nie wyzywa mnie, czego chcieć więcej?!!
23 2013-10-19 12:51:49 Ostatnio edytowany przez Dorcik (2013-10-19 12:52:11)
Wiesz Dorcik, ja mojego męża bardzo kocham, ale już inaczej. Przyzwyczaiłam się do niego, do jego bałaganiarstwa, braku czułości. Już mi zaczyna być z tym dobrze, mam dach nad głową, kochanego syna, mąż nie pije, nie wyzywa mnie, czego chcieć więcej?!!
I vice versa Moniko ,vice versa
;)
Mnie juz od dawna z tym ''dobrze'' i ciągnę ...
Tylko czegoś brak ,prawda
:)
Ja się nauczyłam tej swojej ''samotności sama ze sobą ''
Chociaz nagminnie otwieraja mi drzwi tej samotni moje dzieciaki .
Aj nie daja czasami siąść i ''posamotnieć ''samej ze sobą .
Panienka dorastająca i syn z tysiącem myśli na minutę ..
Dobra lecę do domku .
Miłego ![]()
Fajny wątek, to i ja się dołączę. Samotna, bezdizetna, ale chyba coraz bardziej zadowolona z tego stanu rzeczy.
Hm ... pustka doskwiera mi bardziej teraz, gdy jestem sama w pracy za granicą. W mieszkaniu służbowym, gdzie biuro jest na parterze, sypialnie na górze. W ciągu dnia i po pracy cały czas to samo miejsce. Zwariować można ... non stop te same ściany. Jest cieplej niż w Polsce, można wyjść na spacer, ale nie ma się do kogo odezwać. Zostaje siłownia i internet
Faceci ... no cóż, po mężu - kosmicie chyba niewiele mnie zaskoczy ... dobrze, że go już nie ma. Czy będzie inny? Nie wiem, narazie cieszę się, że jestem sama.
Jak ktoś chce pogadać zostawiam gg 9517311 - Gośka.
26 2013-10-19 17:34:01 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-19 17:53:44)
Jan Paweł II powiedział " Czujesz się osamotniony. Postaraj się odwiedzić kogoś,kto jest jeszcze bardziej samotny".
Myślę,że nic dodać, nic ująć.
Jan Paweł II powiedział " Czujesz się osamotniony. Postaraj się odwiedzić kogoś,kto jest jeszcze bardziej samotny".
Myślę,że nic dodać, nic ująć.
Znam ten cytat, ale tak do końca się nie sprawdza. Chociaż...trochę się do tego stosuję, bo jestem wolontariuszką.
28 2013-10-19 18:14:38 Ostatnio edytowany przez ewoman (2013-10-19 18:15:13)
Możesz powiedzieć co robisz? Też mi chodzi po głowie wolontariat ...
no nie bardzo chcę tak publicznie o tym pisać...Ale mam do czynienia z nieszczęsliwymi ludżmi.
Cźešć dziewczyny ješli pńzwolicie to i ja do was dołącze. Mąż pracuje za granicą ja tu ź 3 dzieci nie narzekam ale cźasamí ciężko samej no i samotnie
sama nie wiem, czy lepiej być samotnym we dwoje, czy samotnym samemu. Bo przed takim zyciem (w jego odczuciu tak było między nami) uciekł mój mąż.
sama nie wiem, czy lepiej być samotnym we dwoje, czy samotnym samemu. Bo przed takim zyciem (w jego odczuciu tak było między nami) uciekł mój mąż.
Wiesz, to zalezy od indywidualnych chyba upodobań, zresztą jak wszystko ma dwie strony medalu, są wady i zalety każdego stanu moim zdaniem.
no właśnie ja chyba wolałabym tę opcję samotności we dwoje, bo jednak jet wtedy szansa na jakieś dobre chwile. Będąc samotną samemu jest chyba gorzej, przynajmniej tak mi się wydaje... Zwłaszcza gdy jednak przez jakiś czas żyło się z kimś. Inna sprawa, że mnie samotność w pojedynkę dopadła dopiero co, więc przy wszystkich moich okolicznościach i 'świeżości' tego stanu siłą rzeczy jeszcze nie dostrzegam żadnych pozytywów. Brakuje mi nawet wieszania prania męża (a wcześniej niekoniecznie lubiłam to robić...)
W sumie też jestem "świeżo" samotna życiowo, kwestię pracy na obczyźnie pomijam w tym momencie. Ale w moim odczuciu czuję się sama, nie samotna. Brakuje mi towarzystwa ludzi ale narazie nie brakuje towarzystwa jednego mężczyzny. Jeszcze nie ten etap ![]()
Samotność we dwoje: smutne, ale prawdziwie i niestety zdarza się coraz częściej.
35 2013-10-19 22:15:02 Ostatnio edytowany przez monika74 (2013-10-19 22:17:15)
W sumie to od początku mojego małżeństwa byłam sama, a to już 12 lat. Mąż zawsze był obok, taki pokorny człowieczek, chociaż nie pantoflarz. Ja zawsze silna, podejmująca większość decyzji związanych z dzieckiem i domem. Załatwianie lekarzy, przedszkola, szkoły, psychologa, wszystko, dosłownie wszystko. Przez moje ręce przechodziły wszystkie decyzje. Jego tylko informowałam. Prawie wszystko przyjmował i dalej przyjmuje bez zająknięcia. Jestem już tym zmęczona. Jemu jest tak łatwiej, wygodniej, bezpieczniej. Niby mama w domu faceta, a jednak. Gdy jeszcze pracowałam, a bywało, że nawet 14 godzin dziennie, wtedy to była jazda. Musiałam sobie ze wszystkim radzić i jeszcze matkować i wspierać męża w trudnych chwilach. We wszystkim sama. Więc nie wiem co jest lepsze być sama, sama, czy sama w małżeństwie. W tym drugim jeszcze masz na barkach swoje dziecko i dorosłe dziecko innej kobiety, którą niekoniecznie musisz lubić.:cool:
podziwiam Cię. ja się dałam zdominować mężowi. to on zamieszkał u mnie, a ja w imię wspólnego życia, naszych decyzji i działań zrezygnowałam z siebie, swoich potrzeb. tak mnie zakręcił, że w zasadzie wszystko robiłam sama, wszystko było podporządkowane jego rytmowi dnia i w zasadzie pewnie i to przyczyniło się do naszego rozpadu. teraz, kiedy jestem sama, mieszkanie znów nabiera takich kształtów, jakie ja bym mu nadała. a jednak, brakuje mi dbania o niego. bardzo mi brakuje...
W pełni Cię rozumiem, my kobiety tak mamy, że facet może postąpić nie wiadomo jak podle my go nadal kochamy i jesteśmy wstanie wybaczyć mu wszystko. Nieraz było, że od męża usłyszałam tak przykre słowa, że szkoda gadać, zaciskałam zęby i robiłam dla niego obiad. Z jednej strony jestem twarda, a z drugiej strony chyba za bardzo sobie wzięłam do serca przysięgę małżeńską. Nie ma małżeństw idealnych, trzeba wszystko wypośrodkować, ale w jaki sposób, jak znaleźć na to przepis.
To ja Ciebie podziwiam, sama z malutkim dzieckiem. Nie wiem czy ja bym sobie dała radę, chociaż jak my kobiety musimy to możemy przenosić góry.
Hej
też chętnie się przyłaczę do pogawędek:) Mam dwie córeczki ,13 i 11 lat już panienki ale dla mnie jak dla każdej mamy są i długo jeszcze pozostana małymi dziewczynkami... Mąż jest, daleko od nas w Holandii w pracy ... zostawiam gg 4332947 piszcie ![]()
Jak Was czytam to przesteję żałować że nie mam męża.
A dzisiaj to mam strasznego doła... jeszcze-mąż wziął dzisiaj nasze koty. Sama go o to prosiłam, bo nie wyrabiam ze wszystkim. te koty były z nami od samego poczatku naszego związku, to były nasze 'dzieci'. jeszcze-mąż zabrał oprócz kotów kolejną partię swoich rzeczy, tym samym po raz kolejny konfrontując mnie ze swoim definitywnym odejsciem. Dziecko ciągle płacze, juz nie nadążam z tymi wszystkimi laktatorami, butlami, smoczkami, kupami i kolkami. bolą mnie masakrycznie plecy od niustannego noszenia, kołysania, itd. boli mnie głowa od płaczu własnego i dziecka. boli mnie w ogóle moje życie dzisiaj. jest jeszcze tyle do zrobienia... mieszkanie do ogarniecia. siedze i jedną reką piszę, a drugą karmię. za chwilę jedną ręką będę sprzątać, w drgiej kołysząc Synka. i pomyslec, ze gdyby wszystko było tak, jak jeszcze-mąż obiecał i mi przysięgał, to teraz on by karmił synka, a ja radośnie ogarniałbym mieszkanie. Zyć nie umierać... wybaczcie ze sie uzalam... mam doła. ide sprzątać...
A dzisiaj to mam strasznego doła... jeszcze-mąż wziął dzisiaj nasze koty. Sama go o to prosiłam, bo nie wyrabiam ze wszystkim. te koty były z nami od samego poczatku naszego związku, to były nasze 'dzieci'. jeszcze-mąż zabrał oprócz kotów kolejną partię swoich rzeczy, tym samym po raz kolejny konfrontując mnie ze swoim definitywnym odejsciem. Dziecko ciągle płacze, juz nie nadążam z tymi wszystkimi laktatorami, butlami, smoczkami, kupami i kolkami. bolą mnie masakrycznie plecy od niustannego noszenia, kołysania, itd. boli mnie głowa od płaczu własnego i dziecka. boli mnie w ogóle moje życie dzisiaj. jest jeszcze tyle do zrobienia... mieszkanie do ogarniecia. siedze i jedną reką piszę, a drugą karmię. za chwilę jedną ręką będę sprzątać, w drgiej kołysząc Synka. i pomyslec, ze gdyby wszystko było tak, jak jeszcze-mąż obiecał i mi przysięgał, to teraz on by karmił synka, a ja radośnie ogarniałbym mieszkanie. Zyć nie umierać... wybaczcie ze sie uzalam... mam doła. ide sprzątać...
Jesoo to biedna jesteś...Czemu porzucił Cię z takim maleńswem? Nic już nie da się naprawić?
Podczytywalam trochę Akemei nie wydaje mi się,żeby się cos miało naprawić. Sytuacja nieciekawa. Ale wiecznie nie może być źle. Chociaż na ta chwile tak to wygląda.
Podczytywalam trochę Akemei nie wydaje mi się,żeby się cos miało naprawić. Sytuacja nieciekawa. Ale wiecznie nie może być źle. Chociaż na ta chwile tak to wygląda.
wiecznie nic nie trwa, ale trauma jest pokazna, ez juz ją podczytałam
rossanka napisał/a:Podczytywalam trochę Akemei nie wydaje mi się,żeby się cos miało naprawić. Sytuacja nieciekawa. Ale wiecznie nie może być źle. Chociaż na ta chwile tak to wygląda.
wiecznie nic nie trwa, ale trauma jest pokazna, ez juz ją podczytałam
Słaba pociecha ale zawsze jakaś.
missnowegojorku napisał/a:rossanka napisał/a:Podczytywalam trochę Akemei nie wydaje mi się,żeby się cos miało naprawić. Sytuacja nieciekawa. Ale wiecznie nie może być źle. Chociaż na ta chwile tak to wygląda.
wiecznie nic nie trwa, ale trauma jest pokazna, ez juz ją podczytałam
Słaba pociecha ale zawsze jakaś.
ano....jesli to ja pocieszy...
Jak to mówią "umiesz liczyć, licz na siebie". Jak się jest samotnym to tylko na siebie można liczyć. Jeśli ktoś ma szczęście i przyjaciół, rodzinę co wesprą, pomogą to łatwiej znosić tą samotność.
Jak to mówią "umiesz liczyć, licz na siebie". Jak się jest samotnym to tylko na siebie można liczyć. Jeśli ktoś ma szczęście i przyjaciół, rodzinę co wesprą, pomogą to łatwiej znosić tą samotność.
jesli nie ma to jest gorzej.
Po mojemu,to zawsze powinno się przede wszystkim liczyć na siebie.Niezależnie od tego,czy się jest samemu,czy w jakimś związku,czy otoczonym rodziną. Jeśli się cos stanie i ktoś z przyjaciół lub bliskich pomoże ,to okej,ale głownie powinno sienliczyc na siebie.Ot co.
Dlatego teraz z dystansem podchodzę do wszelkich obietnic, zapewnień itp. Nawet nie chodzi tu o to czy ufać komuś czy nie, tylko o to, że czas mija, okoliczności się zmieniają, priorytety ludziom się zmieniają i o dziwo sami ludzie się zmieniają.
Dlatego teraz z dystansem podchodzę do wszelkich obietnic, zapewnień itp. Nawet nie chodzi tu o to czy ufać komuś czy nie, tylko o to, że czas mija, okoliczności się zmieniają, priorytety ludziom się zmieniają i o dziwo sami ludzie się zmieniają.
Co chcesz,wszystko płynie.
Niekiedy to dobrze,ze ludzie się zmieniają.No chyba,że na gorsze,wtedy przestaje być różowo.
Trzeba zawsze w życiu wziąć poprawkę na to, że ktoś może się wycofać z obietnic i trzeba będzie liczyć tylko na siebie. Takie to zimne podejście, ale łatwiej się potem odnaleźć gdy zostaniemy wyzuci z naszych marzeń o pięknej przyszłości.
moja mama przyjechała trochę pomóc. dzięki Dziewczyny za zrozumienie. zaraz idziemy kąpać synka, jeszcze tylko dogrzeję pokój. pewnie jak już jeszcze-mąż zabierze resztę rzeczy, to się uspokoję choć trochę, bo nie będzie już aż takiego szarpania nerwów.
Siedzę sobie w czterech ścianach sama i nie ma nawet do kogo ust otworzyć - to jest dopiero samotność ![]()
Różne są rodzaje samotności, ale chyba najgorsza to ta, gdzie otacza Cię tylko i wyłącznie "martwa natura"
Siedzę sobie w czterech ścianach sama i nie ma nawet do kogo ust otworzyć - to jest dopiero samotność
Różne są rodzaje samotności, ale chyba najgorsza to ta, gdzie otacza Cię tylko i wyłącznie "martwa natura"
Ja tez siedzę teraz sama.Popijam herbatę,uwilam sobie z koca legowisko na kanapie i jednym okiem podczytuje forum,a drugim oglądam. 'Bożą podszewkę'.Ale mi dobrze ![]()
Lubiłam ten serial. Na czym teraz leci?
56 2013-10-20 21:17:34 Ostatnio edytowany przez rossanka (2013-10-20 21:18:30)
Lubiłam ten serial. Na czym teraz leci?
Był na TVP seriale.Nagralam w tygodniu i oglądam z dekodera.Druga seria juz leci.Mało co z niej pamietalam.
Świetnie zagrana rola przez Agnieszkę Krukówną. Z tego co wiem, tez nie ma dziewczyna szczęścia w miłości.
58 2013-10-20 21:30:16 Ostatnio edytowany przez rossanka (2013-10-20 21:31:37)
Świetnie zagrana rola przez Agnieszkę Krukówną. Z tego co wiem, tez nie ma dziewczyna szczęścia w miłości.
A w drugiej serii jej role przejęła Kinga Preis.W miloscvi jak w miłości,p Krukowna ma chyba większe problemy niż to,czy mieć faceta,czy go nie mieć.Tak czytalam.
Hm ... normalnie zaczynam zazdrościć posiadaczkom TV
Też siedzę sama, ale na kanapie w biurze i jednocześnie mieszkaniu za granicą. Dobrze, że jest internet chociaż, bo poza tym kompletna pustka. Całe szczęście, że znajomy swoimi sposobami sprawił, że mogę oglądać polskie seriale i filmy w necie. Zawsze coś, ale żywego człowieka brakuje, fakt.
I co tam dziewczynki ? jak niedziela mineła ?
niedziela...? kiepsko... choć były jaśniejsze chwile. Ale jest poniedziałek. Trzeba spojrzeć w teraz i jutro, a wczoraj zostawić tam gdzie jego miejsce. Zwłaszcza, że nie ma po co pielęgnować pamięci o wczorajszej niedzieli.
Tak trzeba myśleć o tym co fajnego się przydarzy w tym tygodniu
a nie rozpamiętywać co mineło ... prosto się mówi gorzej troche zrobić
ale bądzmy dobrej myśli że spotka nas coś fajnego ![]()
Moja mama zawsze powtarzała, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Każda z nas miała, ma i za pewne będzie miała beznadziejne chwile, będziemy chciały zakopać się w dół i z niego nie wychodzić. Zdarza się, co to by było za życie be z kłopotów. Stres potęguje działanie, jest istotą naszego życie. Trzeba tylko potrafić się z nim obchodzić.
My kobiety jesteśmy silne, to my zostajemy z małymi dziećmi, to my zajmujemy się chorymi i niepełnosprawnymi, to my bierzemy sobie na barki wszystkie problemy świata.
Akeme, dasz radę. Jesteś silną kobietą, doły są normalne w Twojej sytuacji. Ale pamiętaj, masz dla kogo żyć i do kogo się uśmiechać. A tego dupka, którego nazywasz mężem niech "szczury zjedzą". Nie mogę zrozumieć jak facet zostawia swojego 6-tygodniowego syna, nie mieści mi się w głowie. Chociaż w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe, faceci zachowują się jak psy, zjeść, zaspokoić swoje potrzeby seksualne i pójść spać.
Ale jutro będzie lepiej, bo gorzej już nie będzie.:)
A ja bym chyba chciała kochanka... ![]()
Ale się fajnie wątek rozwinął
Szkoda, że tak mało czasu...
czy ma ktoś pomysł na wydłużenie doby??:D Ja bym tak 36 godz chciała, może powyrabiałabym się w końcu ze wszystkim...
A ja bym chyba chciała kochanka...
No, czasem by się przydał ![]()
Ale jutro będzie lepiej, bo gorzej już nie będzie.:)
A widziałaś film "Gorzej być nie może" ? po tym filmie już nigdy tak nie twierdziłam
Kristian Slater gra i Cameron Diaz chyba.