netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

High Life na procentach

11 odpowiedzi2 425 wyświetleńzałożony przez marchewa91, 13.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: High Life na procentach

Zainspirował mnie artykuł w ostatnim numerze Wprost do założenia tego tematu. Czy zaobserwowałyście u siebie albo u swoich znajomych, że traktują weekendowe picie jako sposób na życie? A co w sytuacji, gdy to picie weekendowe zamienia się w powszechną praktykę? Artykuł ten dotyka problemu młodych, zadbanych kobiet, odnoszących sukcesy, rozwijających karierę, albo studiujących. Mimo wrażeniu, że mają wszystko i niczego im w życiu nie brakuje, to jednak próbują zagłuszyć pustkę właśnie alkoholem. Autor tego artykułu podnosi tezę, że współczesne kobiety piją w równym stopniu jak mężczyźni, "po męsku", czasami nawet więcej niż oni, pomimo faktu, że alkohol działa na nie o wiele szybciej i też szybciej mogą się od niego uzależnić.

Ja mogę napisać jak to było w moim przypadku. Zawsze dobrze się uczyłam, rodzice nie mieli ze mną żadnych problemów, ale gdzieś tak w momencie pójścia do liceum, zaczęłam pić ze znajomymi. To nie było żadne picie ukradkiem, za betonową budą w krzakach. Spotykaliśmy się w domach, przy winie, było miło i dorośle. Problem zaczął się przy osiemnastkach. Wódka lała się na nich strumieniami, wszyscy pili równo kolejki, jedną za drugą. Nawet nie byliśmy wstawieni, pomimo wypijania ogromnych ilości i bardzo często, bo te osiemnastki były organizowane co 2-3 tygodnie. Na studiach weekendy zaczęły zamieniać się w codzienność. A to się piło shoty, jak nie to szampan, wino, whisky, piwo czasem też, ale to częściej w pubie w czasie wykładów. Obecnie jestem po 3. roku i zerwałam z piciem. Miałam już dość, zwłaszcza, że zaczął mi się coraz częściej urywać film. Nigdy nie powiedziałabym, że którakolwiek z moich koleżanek czy ja sama byłam alkoholiczką. Nie wygląda żadna z nas na alkoholiczkę. Po prostu dobrze się bawiłyśmy. Ale nie da się ukryć, że zaczynało się robić poważnie, zwłaszcza że sięgałam po alkohol gdy było mi smutno, a miałam ochotę poprawić sobie humor, albo były nawet takie wieczory, gdzie szłam do sklepu po wino i sama je wypijałam , oglądając jakiś film. Obecnie nie piję od blisko 2 miesięcy i czuję się o wiele lepiej sama ze sobą.

2

Odp: High Life na procentach

Ponoć dzielimy się na tych którzy wpadają  w nałogi i na tych co nie i nie chodzi o abstynentów ,tylko o to co "pociągniemy "w genach.
Jak mama czy tatuś nie wylewali za kołnierz, to i dziecko będzie bardziej podatne do ucieczki w alkohol i poddaniu się nałogowi .Są jednak ludzie którzy pocisną "maraton" Picia czy palenia a po nim z lekką ręką kończą z trunkiem bez żadnych perturbacji zdrowotno-psychicznych . Genetycy odnośnie różnic u ludzi i  różnych wpływów na psychikę przez owe substancje ,nie mają co do tego wątpliwości.
Ni mniej jednak nie sądzę że w obu przypadkach picie tylko weekendowe to pewnik do nałogu, do zaproszenia owszem ,lecz przecież to też bardzo dużo zależy od nas samych..
.

3

Odp: High Life na procentach

Ja nigdy nie odczuwalam potrzeby picia.
Nie bylo mi ono potrzebne zeby sie dobrze bawic czy czuc dobrze z sama soba smile
Nie lubie smaku alkoholu, nie pociaga mnie to.
Pije jak mam nastroj (od wielkiego swieta raz na rok jesli dobrze pojdzie)
Nie jestem podatna na nalogi jak picie, palenie czy inne uzywki.

4 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-10-13 13:21:27)

Odp: High Life na procentach

wiesz, to też nie tak, że ja sama byłam jakąś alkoholiczką z ciągami, bo takie duże picie, to może było na 1. semestrze 1. roku, ale potem właśnie piłam rzadko, ale naprawdę dużo i najczęściej w weekendy lub ostatni dzień zajęć, czyli w czwartek... nie wystarczył 1-2 kieliszki, tylko cała butelka... no ale mówię, jak już zaczęłam sama dla siebie kupować, to się przestraszyłam i przestałam.

Dodam, że u mnie w rodzinie nikt nigdy nie miał problemu z alkoholem, ale nie bylo nigdy też tak, że nie piło się u nas alkoholu, bo dobre wino do obiadu czy kolacji zazwyczaj jest.

Temat założyłam, żeby nie pisać o alkoholizmie czy patologiach, tylko pociągu młodych dziewczyn do weekendowego picia, które może zamienić się w nałóg. Samo to, że potrafiłam przestać praktykować to picie w odstępach czasu ... różnie, 2-3 tyg, 2 miesięczne... świadczy chyba o tym, że uzależniona nie byłam... nie zmienia to faktu, że artwiło mnie to, że jak już jest impreza, to właśnie że nie wystarczy mi wypicie piwa, czy kieliszka wina, ale to zazwyczaj przerabiało się na butelkę wina i pół butelki wódki... oczywiście wszystko w ładnej atmosferze, wręcz glamour ;/

5

Odp: High Life na procentach

Jesli piszesz do mnie to ja po prostu stwierdzilam fakt ze mnie to nie interesuje i tego nie potrzebuje do dobrej zabawy.
Bylam na studiach, nadal jestem mloda, nie mam pociagu do alkoholu.
Jesli inne panny chca sobie niszczyc zdrowie to jest to ich sprawa, mnie to ryba.
Wiem ze potrafie isc z kolezankami na popijawe, bawic sie nie gorzej niz one a przed soba miec co najwyzej szklanke Coli czy Fanty smile

Zniesmacza mnie tylko uchlanie do tzw wyrzygu od piet i zasypianie na ulicy ze spodnica zrolowana w pasie. Uwazam ze zadna dziewczyna nie powinna sie znalezc w takiej sytuacji.

6

Odp: High Life na procentach

no to już są całkiem ekstremalne sytuacje, zawsze mnie takie dziewczyny zniesmaczały, w ogóle nie ogarniam, jak można zwymiotować w innym miejscu niż toaleta... a niestety byłam świadkiem, gdzie dziewczyna zwymiotowała przy kanapach w pobliży wyjścia z klubu (i to takiego jednego z najlepszych w Warszawie), jej przyjaciele ukrywali ją później w toalecie przed ochroną. Paranoja. Innym razem siedziałam przy stole na jakiejś osiemnastce, gdy nagle 4 metry ode mnie dziewczyna zwymiotowała prosto na zastawiony stół. W takich sytuacjach zastanawiam się, czy to gospodarz nie znał swoich znajomych na tyle, żeby przewidzieć, że mogą wywinąć taki numer i jednocześnie zniesmaczyć wszystkich wokół, czy ot, był to wypadek przy pracy. Niestety pić też trzeba umieć. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jesli ktoś może bardzo dużo wypić i tego po nim nie widać (tak jest ze mną), to jest to dobre.

7

Odp: High Life na procentach

Nie wiem z czego to wynika. Dla mnie takie zachowanie jest malo kobiece.
Jesli juz nawet kogos przycisnie (czasem sie zdarza) to przeciez mozna sie dyskretnie oddalic.

Nie wiem co kobiety probuja udowodnic pijac "po mesku".
Nie wiem czemu ludzie nie potrafia dobrze sie bawic bez uprzedniego drinka.
Zupelnie jakby chcieli wyluzowac ale nie mogli w sposob naturalny i potrzebowali "rozluzniacza"...jak dla mnie dziwne no ale niech bedzie.

8

Odp: High Life na procentach

Witajcie,
problem na pewno jest. Osobiście piję maksymalnie 2 razy w tygodniu (maksymalnie 2 piwa, zazwyczaj jedno), nigdy się nie upijam.
Większość znajomych upija się regularnie. Nie widzą w tym nic złego. Standardem jest codzienne piwo wieczorem. Upijanie się minimum raz na dwa tygodnie.
A obracam się w środowisku ludzi bardzo inteligentnych i wykształconych- głównie młodzi lekarze, ale i inżynierowie czy prawnicy.
Generalnie pije się w tylu "glamour", ale często do upadłego.
Reasumując: problem istnieje i jest bardzo poważny.
Powód picia? Moje obserwacje:
1. Brak zobowiązań (więszkość znajomych nie ma dzieci, "poważnego" życia, poza pracą nie robią w życiu nic na 100%).
2. Brak wartości (coraz mniej ludzi poważnie traktuje Boga, wiarę itp).
3. Chęć zajęcia sobie czasu w weekend.
4. Wstyd przed byciem wyśmianym, że się nie pije.
5. Wzorce od starszych, którym również udało się być doktorami medycyny, poważanymi adwokatami itp mimo tego, że są alkoholikami.
Moje obserwacje są takie, że alkoholizm nie zna podziałów na płeć, poziom inteligencji, zawód, wiek, zarobki...

9

Odp: High Life na procentach

Alkohol jest dla ludzi tylko trzeba umieć go pić. Ja w sezonie letnim piję piwo prawie codziennie, po 2-3 wieczorem. Jak się robi chłodniej, to nie piję, bo mi się nie chce. Na imprezy rzadko chodzę ale jak jest i się pije, to piję. Piję tyle żebym był w stanie dotrzeć do domu samodzielnie lub żeby żona nie musiała mnie na plecach do samochodu czy taksówki targać. Za stary jestem już bowiem na urywanie filmu big_smile Jak nie mam ochoty pić albo nie mogę, bo prowadzę, to żadna presja otoczenia na mnie nie działa.

10

Odp: High Life na procentach

ale tu chodzi o picie przez kobiety, a nie ogółem

Gamble, ja głównie właśnie mówiłam o środowisku prawniczym, ale i medycznym, biznesowym, finansowym, itd. Poniekąd się to bierze może i ze stresu, chęci odreagowania, ja tak miałam na początku samym. Picie "glamour" nie jest codzienne, ale właśnie wykonywane zrywami, rzadko, ale jak już to na ostro, do upadłego... Póki co się trzymam, bo i czasu nie mam na spotykanie się ze znajomymi... nie wiem, jednak co będzie za miesiąc, czy dwa, jak się zacznie sezon imprez karnawałowych.

Wiem jedno, alkohol mi nie służy, ani zdrowotnie, ani moralnie. Kac moralny jest czasem 100 razy gorszy od takiego normalnego.

11

Odp: High Life na procentach

Ja nie mogę wypowiedzieć się z własnego doświadczenia, bo nie przepadam za alkoholem, nie smakuje mi, a zwłaszcza piwo (za gorzkie dla mnie, niedobrze mi po nim, nawet smakowe mi nie smakuje), a jak coś napiję się to symbolicznie na okazje, czyli urodziny, Sylwester czy wesele, no taka okazja, gdzie już jest alkohol i warto symbolicznie to uczcić, ale to symbolicznie, czyli lampka szampana czy dwie, najwięcej raz na weselu 2 lampki szampana, 2 kieliszki wódki.

Nigdy więcej nie wypiłam i nie ciągnęło mnie. No czasem jeszcze jak koleżanka zaproponowała, to napiłam się bez okazji, jakiegoś drinka czy w klubie z chłopakiem, ale to właśnie rzadko i symbolicznie. Nie przepadam i nie czuję potrzeby po prostu, chyba podobnie jak moja babcia, bo ona też zawsze rzadko piła, nigdy z tym nie miała problemu. Natomiast parę innych osób w mojej rodzinie miało problem z alkoholem, mężczyzn. Ja wdałam się "na szczęście" w babcię.

Natomiast, jeśli chodzi o koleżanki, to problemu u nich nie ma, bo one też rzadko piją, nie potrzebują alkoholu, by się dobrze bawić, a jak piją, to po prostu nie przesadzają i nie jest dla nich antidotum na stres itp. Z tym, że fakt, nie raz słyszałam przechwałki jakichś ludzi, który to ile wypił, kto zaliczył "zgona" itp. Z nimi raczej nie miałabym o czym gadać, bo mamy inne tematy.

Z Tobą czy Twoimi znajomymi, to pewnie co innego marchewa91, bo piliście wprawdzie sporo, ale jakiś "fason", że tak powiem trzymaliście i na pewno alkohol nie był Waszym ulubionym tematem, dlatego mimo odmiennych upodobań, pewnie byśmy się dogadały smile No, ale dobrze, że mimo wszystko zauważyłaś, że jest problem, że warto to ograniczyć, bo alkohol nie powinien być lekarstwem na doła itp.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026