Hmm ,tak szczerze mówiąc nie mam z kim nawet teraz pogadać, a czuje się już tak przytłoczona i zagubiona we wszystkim, gdyby nie to że mam dla kogo jeszcze żyć to bym w depresje zapadła. Zacznę więc od początku mam męża i dwoje dzieci (dwóch synków pierwszy ma 4 lata a drugi skończone 6 miesięcy), jak się urodził mój mały Skarbek czułam się najszczęśliwszą mamą na świecie, to był kwiecień. A w maju u mojej mamy zdiagnozowano złośliwego raka płuc, cały świat zawalił mi się. Przeszła dwie chemie, trzeciej nie dożyła..... zmarła w lipcu. Po śmierci mamy zostałam sama ze wszystkimi sprawami i z mężem i dwójką dzieci i moim ojcem. Musiałam się wszystkim zająć a wtedy byłam na urlopie macierzyńskim, zamiast się cieszyć maleństwem musiałam załatwiać wszystkie sprawy z pogrzebem, potem notariusz i wszystkie inne głupie formalności. Teraz miałam wrócić do pracy na początku października ale moja pracodawca stwierdziła że nie będę dyspozycyjna bo mam dójkę dzieci i że nie ma kto się zająć dziećmi, a wiedziała dobrze że z dziećmi zostaje mój mąż w domu. Do ostatniego dnia zwodziła mnie gdy nagle okazało się ze jestem przydatna i wróciłam do pracy. Teraz moja zamiejscowa dyrektorka(bo jest ich dwie główna i zastępca) idzie na chorobowe na przynajmniej trzy miesiące i jej obowiązki spadają na mnie jestem naprawdę załamana i przerażona ja się na to nie zgadzam a wychodzi na to że nie mam wyjścia. Jak bym mogła to bym się zwolniła ale z czego będziemy żyli??Przeraża mnie to chciałam wrócić do pracy boją lubię ale nie chciałam dodatkowych obowiązków, bo wiem że sobie nie poradzę ze wszystkim, tak szczerze mówiąc nie miałam nawet żałoby po mamie bo nie miałam czasu ...ja musiałam wszystko przejąć tym co robiła mama .....mam dosyć takiej pracy i tego wszystkiego ....
Podobne tematy
Na początku serdecznie Cię pozdrawiam i współczuje z powodu straty matki. Wiem co czujesz, ponieważ sama straciłam ojca.
Twierdzisz, ze nie miałaś nawet żałoby po mamie. Moim zdaniem źle twierdzisz, żałoby nie nosi się na pokaz a w środku samego siebie i choć do tego możesz się nie przyznać - żałobę masz. Zdaję sobie sprawę, że cierpisz, że jest Ci ciężko i masz wszystkiego dość. Ba, nawet wieść o dziecku nie powoduje radości jak dawniej - wszystko to związane jest ze stratą ukochanej matki.
Wydaje mi się, że zmagasz się z depresją po śmierci matki - działasz automatycznie, ale nie masz na nic ochoty, siły. Może powinnaś pójść do lekarza, który (może ale nie musi) zdiagnozować ewentualną depresję, dał by Ci jakieś leki, które by pomogły. Osobiście wiem, ze rzucając się w wir pracy dasz radę nowym obowiązkom, ale będąc w takim a nie innym stanie po prostu odrzucasz, negujesz takie stwierdzenia.
nie chodziło mi o żałobę na pokaz (chodzi o ubranie) tylko to że tak naprawdę nie miałam czasu na to żeby się wypłakać, może przez to że nie wyrzuciłam tego z siebie dlatego się tak czuję..sama nie wiem. Zastanawiałam się nad pójściem do psychologa ale chciałabym znaleźć takiego który naprawdę pomoże mi a nie potraktuje jako następny przypływ gotówki. A co do pracy to nie łatwe ponieważ już dłuższy czas pracuję w tym samym miejscu, przed ciążą byłam bardzo potrzebna ale po urodzeniu okazałam się że nie jestem już potrzebna bo mam już dwójkę dzieci. A moja pracodawczyni stwierdziła w ostatniej chwili i pod moim naciskiem telefonicznym że jednak mam przyjść do pracy....
Skoro Twoja pracodawczyni chce Ce widziec w pracy,to jednak nadajesz sie do pracy. I moim zdaniem powinnas pojsc. Nie tylko dlatego,ze dodatkowe pieniadze ale rowniez dla samej siebie. Siedzenie w domu wiele nie zdziala,nawet przy malym dziecku (moje spostrzezenie wynika z tego co widze po wlasnej mamie. Siedzi w domu po smierci ojca i przez dlugi okres czasu nic nie robila,bo nie chcialo jej sie). Sprawa placzu po mamie nie musi przyjsc z dnia na dzien. Matka mojego taty dopiero po 3miesiacach zaczela plakac i zalowac po nim. Wczesniej jakos nie umiala przebic sie czy jak to inaczej nazwac. Po prostu nie umiala, mimo ze chciala, mimo ze wspominala-nie mogla i zarzucala to sobie. Az w koncu przyszedl taki dzien...
Pomysl z psychologiem nie jest zly. Najlepiej na internecie poszukac opinii o specjaliscie-ja w ten sposob znalazlam fajnego czlowieka dla mojej mamy. Natomiast moja znajoma po smierci brata udala sie do swojego lekarza rodzinnego,ktory sam poslal ja do specjalisty. Wiec warto sprobowac.
współczuje, mieć mało wyrozumiałe szefostwo to porażka. Mój szef też kompletnie nic nie rozumie i nieważne czy ktoś mi umarł czy mi by urwało nogę czy będę ciężko chora mam być w pracy choćbym nie wiem co
Do pracy poszłam bo potrzebuje pieniędzy nie oszukujmy się trudno jest utrzymać w dzisiejszych czasach dwójkę małych dzieci, robię to tylko dla nich, by było im lepiej. I tak do końca nie mam wyjaśnionej sytuacji w pracy, ponieważ do dzisiaj nie dostałam jeszcze umowy która skończyła mi się w trakcje ciąży. Jak rozmawiałam przez telefon to moja pracodawczyni zapewniła mnie o tym że ma dla mnie umowę , no ale ja już w swoim życiu wiele słyszałam obietnic...także do końca jej nie wieżę. Ma zawitać do naszego miasta niedługo wtedy będę zmuszona postawić ją pod ścianą albo umowa i wyjaśnienie wszystkich spraw albo złoże swoją rezygnację i tyle bo już mi głowa pęka z tego wszystkiego. Chciałabym chociaż mieć jeden problem z głowy żebym mogła chociaż raz wyspać się pożądanie a nie rzucać się po całym łóżku jak mój mąż mówi. Na samą myśl już mnie brzuch boli z nerwów... masakra. Tak bardzo bym chciała gdzieś pojechać sama na dwa trzy dni zamknąć się w jakimś cichym pensjonacie i odpocząć od wszystkiego, no ale mogę tylko pomarzyć o czymś takim...
Odpoczynek po tylu istotnych wydarzeniach, które miały miejsce w Twoim życiu jest wskazany. Jeśli masz problemy ze snem - polecam kupić melatoninę (pomaga spokojnie zasnąć i wysypiać się).
Decyzję odnośnie pracy podjęłaś słuszną - dziś każdy grosz się liczy, aby móc wyżyć w naszym kraju. Sprawę z pracodawczynią musisz załatwić i to raz dwa, nie daj się wykorzystywać, bo raczej to nie jest wskazane!
Życzę Ci powodzenia w życiu, wytrwałości i spokoju ducha ![]()
Nie mam problemów ze snem,, tylko mam problem z ty co się śni, mam czasem tak realistyczne sny, że wydaje mi się, że to naprawdę rzeczywistość. No ale nie o tym chciałam napisać dzisiaj. Wczoraj miałam znowu załamanie, ale to takie masakryczne że nie potrafiłam sobie z tym poradzić z małej pierdoły urósł problem do tak dużego że już mi się odechciało wszystkiego siadłam na fotelu i zaczęłam tak płakać że nie mogłam się uspokoić, przy tym kiwałam się, czułam się jak w jakimś transie. Jakbym w ogóle tam nie była. Zauważyłam teraz że jak pojawia się jakiś problem to najpierw co robię to krzyczę nie wiem sama nawet czemu, złoszczę się tak jakby ten problem miał mnie zaraz przygnieść i zdusić jak robaka. Nie potrafię przejść obok jakiegoś problemu spokojnie zaraz go roztrząsam, a potem się zastanawiam dlaczego to zrobiłam dlaczego niszczę siebie i swoich bliskich tym że ciągle chodzę wściekła i tylko krzyczę. Mój synek (4 lata), parę dni po tym jak był pogrzeb mojej mamy a jego ukochanej babci, powiedział mi "mamusiu ty tylko krzyczysz"aż mi serce zabolało, że on tak uważa że robię mu krzywdę. A ja nie chcę żeby dorastał w takim domu gdzie są ciągłe krzyki nie chce być taka ale nie potrafię najpierw jest wybuch a potem myślenie...nie chce by moje dzieci tak o mnie mówiły...aż płakać mi się chce...
Polecam zajrzeć na forum Życie Rodzinne na gazeta.pl, te dziewczyny naprawdę potrafią wirtualnie pomóc zebrać się do kupy!!!!
10 2013-10-17 00:54:13 Ostatnio edytowany przez anjan (2013-10-17 00:55:00)
przykro mi, że masz teraz takie obciążanie. a co do żałoby to mam wrażenie, że ona teraz własnie trwa. Takie wytrącenie z równowagi jest jak najbardziej naturalne, teraz w tym czasie. Jak sama piszesz mama zmarła niedawno. Dodatkowo multum obowiązków. Widzę, że jest Ci z tym wszystkim ciężko. Rozumiem Cię.
Ostatnio mało tu zaglądałam bo myślałam naiwnie że wszystko zaczęło się układać a wcale tak niebyło i nie jest. Znowu coraz częściej zaczęłam sie jak to mówi mój mąż "zwieszać się". Dzisiaj na jednej ze stron internetowych rzucił mi sie artykół o kobiecie chorej na raka i jej walce z nim. Przeczytałam go. Czytając go coraz bardziej i wyrażnie widziałam moją mamę, jej ostatnie dni i jej oczy, uśmiech to jak rozmawiała ze mną.....tak bardzo mi jej brakuje......tak bardzo bym chciała znowu przytulić się do niej i powiedzieć jej że ją kocham bo tak żadko to mówiłam jej....nie mogę chce mi się krzyczeć!!!
Myślałam, że jakoś się to uspokoiło...no i jednak nie...normalnie czuje się bezsilna. Wczoraj tak się pokłóciłam z mężem, to była sekunda wybuch i dostał w twarz...nie panowałam nad sobą ale w tej kłótni była jego też wina..sam to przyznał i normalnie ze mną rozmawiał. Ja jak nigdy wyciągnęłam do niego pierwsza rękę (co rzadko mi się zdarza bo trudno przyznać mi się do błędu) myślałam że jest ok ale się myliłam. Wracałam późno z pracy to normalnie zawsze dzwonił pytał się gdzie jestem i za ile w domu będę i szykował mi kolację ( on nie pracuje zajmuje się dziećmi) a wczoraj nic nie zadzwonił, nie odezwał się do mnie i później miał do mnie pretensje dlaczego nie odezwałam się do niego jak wracałam z pracy. W końcu nic nie jadłam i poszłam spać głodna, bo już odechciało mi się jeść po tym jak mnie potraktował. W tamtej chwili chciałam nie istnieć, gdyby nie dzieci to nie wiem czy bym się nie ubrała i nie wyszła z domu i nie wróciła....taką miałam ochotę. Nie poznaje go już przedtem był inny, nie wiem czy mu już nie zależy na mnie??czy jest tylko ze mną ze względu na dzieci??nigdy nie chciałam litości od nikogo ...tym bardziej od niego...