Witam, możliwe, że podobny wątek istnieje ale nie umiem go znaleźć a potrzebuję pomocy błagam.
Mój chłopak w grudniu zeszłego roku targnął się na życie- został uratowany. Zrobił to w sumie z niezrozumiałych powodów, rozstaliśmy się on próbował ze swoją exdziewczyną powrócić do związku ale ta namieszała mu w głowie i zostawiła, próbował się zabić. Po nieudanej próbie, przyszedł do mnie, samotny, zagubiony, chciałam mu pomóc, wróciliśmy do siebie. 2x był u lekarza, mówił jaką wielką głupotę zrobił i że już nigdy tak nie postąpi. Jakiś miesiąc temu wybuchła kłótnia ( byliśmy nad jeziorem na noc ), krzyki, wrzaski, prośby, chciał wyjść ale mu nie pozwoliłam. Rano udało nam się porozmawiać, chciał pójść się utopić. Zaczął tłumaczyć, że był podpity, dało mi to do myślenia ale nic z tym nie zrobiłam. Wczoraj mieliśmy poważną rozmowę, (wygarnęłam rzeczy przez które mnie rani ) on wpadł w panikę, zaczął płakać nie chciał mówić. Znów dopiero rano przyznał, że jest nikim, że mnie rani, że nie powinien żyć. Tłumaczyłam ile dla mnie znaczy i jak bardzo jestem z nim szczęśliwa, jak bardzo kocham. On jest jakiś obojętny, nie wiem co robić. Nie stać nas na terapie, pomóżcie, nie chce go kiedyś stracić.