netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

20 odpowiedzi3 547 wyświetleńzałożony przez kipka, 04.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Witam, możliwe, że podobny wątek istnieje ale nie umiem go znaleźć a potrzebuję pomocy błagam.

Mój chłopak w grudniu zeszłego roku targnął się na życie- został uratowany. Zrobił to w sumie z niezrozumiałych powodów, rozstaliśmy się on próbował ze swoją exdziewczyną powrócić do związku ale ta namieszała mu w głowie i zostawiła, próbował się zabić. Po nieudanej próbie, przyszedł do mnie, samotny, zagubiony, chciałam mu pomóc, wróciliśmy do siebie. 2x był u lekarza, mówił jaką wielką głupotę zrobił i że już nigdy tak nie postąpi. Jakiś miesiąc temu wybuchła kłótnia ( byliśmy nad jeziorem na noc ), krzyki, wrzaski, prośby, chciał wyjść ale mu nie pozwoliłam. Rano udało nam się porozmawiać, chciał pójść się utopić. Zaczął tłumaczyć, że był podpity, dało mi to do myślenia ale nic z tym nie zrobiłam. Wczoraj mieliśmy poważną rozmowę, (wygarnęłam rzeczy przez które mnie rani ) on wpadł w panikę, zaczął płakać nie chciał mówić. Znów dopiero rano przyznał, że jest nikim, że mnie rani, że nie powinien żyć. Tłumaczyłam ile dla mnie znaczy i jak bardzo jestem z nim szczęśliwa, jak bardzo kocham. On jest jakiś obojętny, nie wiem co robić. Nie stać nas na terapie, pomóżcie, nie chce go kiedyś stracić.

2 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-10-04 17:08:15)

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

niech idzie do lekarza rodzinnego i dostanie skierowanie do psychiatry..

tym bardziej, że ma za sobą próbę samobójczą

inaczej utrwali mu się taka a nie inna rekacja na zyciowe porazki...

3

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
kipka napisał/a:

Witam, możliwe, że podobny wątek istnieje ale nie umiem go znaleźć a potrzebuję pomocy błagam.

Mój chłopak w grudniu zeszłego roku targnął się na życie- został uratowany. Zrobił to w sumie z niezrozumiałych powodów, rozstaliśmy się on próbował ze swoją exdziewczyną powrócić do związku ale ta namieszała mu w głowie i zostawiła, próbował się zabić. Po nieudanej próbie, przyszedł do mnie, samotny, zagubiony, chciałam mu pomóc, wróciliśmy do siebie. 2x był u lekarza, mówił jaką wielką głupotę zrobił i że już nigdy tak nie postąpi. Jakiś miesiąc temu wybuchła kłótnia ( byliśmy nad jeziorem na noc ), krzyki, wrzaski, prośby, chciał wyjść ale mu nie pozwoliłam. Rano udało nam się porozmawiać, chciał pójść się utopić. Zaczął tłumaczyć, że był podpity, dało mi to do myślenia ale nic z tym nie zrobiłam. Wczoraj mieliśmy poważną rozmowę, (wygarnęłam rzeczy przez które mnie rani ) on wpadł w panikę, zaczął płakać nie chciał mówić. Znów dopiero rano przyznał, że jest nikim, że mnie rani, że nie powinien żyć. Tłumaczyłam ile dla mnie znaczy i jak bardzo jestem z nim szczęśliwa, jak bardzo kocham. On jest jakiś obojętny, nie wiem co robić. Nie stać nas na terapie, pomóżcie, nie chce go kiedyś stracić.

Witaj!

Twój chłopak ma niestety nierówno pod sufitem. Moim zdaniem Ty sama nic nie zrobisz, bo to On musi chcieć się zmienić a nie Ty. Z postu wynika, że Jemu nie zależy na Tobie - naraża Cię na cierpienie psychiczne. Więc możesz być wsparciem w Jego chęci zmiany i rozumiem, że się na to piszesz. Przychylam się do słów EndAluzji. smile
Pamiętaj - zmiany ma chcieć On i potwierdzać to czynami a nie Ty i tylko Ty... smile

4

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
End_aluzja napisał/a:

niech idzie do lekarza rodzinnego i dostanie skierowanie do psychiatry..

tym bardziej, że ma za sobą próbę samobójczą

inaczej utrwali mu się taka a nie inna rekacja na zyciowe porazki...

Psychiatra na 90% da mu prochy, które zrobią z niego warzywko emocjonalne albo zrobią mu jeszcze większą huśtawę. A jak sie przyzna do mysli samobójczych to jeszcze go zamkną w zakładzie i wtedy ma przerąbane. Chyba, że trafi na kogoś sensownego, ale szansa jest niewielka. Prawa jest taka, że na takie coś najlepszy bylby psycholog i to też z tych "dobrych"...

5

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Problem w tym, że na psychiatre w naszej miejscowości czeka się miesiącami...

6

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

krokodyl666- jestem na lekach o których piszesz. Powiedz mi proszę czy je brałeś i na jakiej podstawie stworzyłeś taką opinię?

kipka- to nie nasze życie, ale wierz mi że nie czeka się miesiącami. Nawet jeżeli to co szkodzi byś go zapisała? Skoro stać go na alkohol podczas takich imprez zakrapianych to na psychiatrę też. To wydatek rzędu 80 zł / mała miejscowość, 160 duże aglomeracja. Depresja to poważna sprawa a nie temat na forumowe przepychanki co jak i kiedy.

7 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-10-04 21:28:59)

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
sluuu napisał/a:

krokodyl666- jestem na lekach o których piszesz. Powiedz mi proszę czy je brałeś i na jakiej podstawie stworzyłeś taką opinię?

kipka- to nie nasze życie, ale wierz mi że nie czeka się miesiącami. Nawet jeżeli to co szkodzi byś go zapisała? Skoro stać go na alkohol podczas takich imprez zakrapianych to na psychiatrę też. To wydatek rzędu 80 zł / mała miejscowość, 160 duże aglomeracja. Depresja to poważna sprawa a nie temat na forumowe przepychanki co jak i kiedy.

Skąd: IRVING KIRSCH, "Antidepressants and the placebo response":
z abstraktu: Results ? All but one of these meta-analyses included unpublished as well as published trials. Most trials failed to show a significant advantage of SSRIs over inert placebo, and the differences between drug and placebo are not clinically significant for most depressed patients. Documents obtained from the U.S. Food and Drug Administration (FDA) revealed an explicit decision to keep this information from the public and from prescribing physicians.

To nie jest jedyna osoba, która kwestionuje czy anydepresanty działają na to na co działać mają. Ale jedyna, która przeanalizowała dane z badań klinicznych, na których podstawie dopuszczono je do obiegu.
I tak brałam, nie pomogły, za to miałam tonę efektów ubocznych. Jak tobie pomagają to zarombiście i trójkątnie, chociaż ja bym sobie poszukała placebo, które nie rozwala wątroby i nerek i nie wiadomo czego.
Nie twierdzę, że depresja nie jest poważną sprawą. Facet może spróbować psychoterapii jesli znajdzie jakiegoś sensownego terapeutę.  Większość depresji, poza jakimiś ekstremami nie bierze się z kosmosu tylko z problemów życiowych i te trzeba rozwiązać albo jakoś nauczyc się z nimi sobie radzić, a nie ćpać prochy.

A jak juz koniecznie go ciągać po lekarzach to zacząć od neurologa. Dietetyk też może pomóc, bo może się okazać, że na badaniu krwi chłopak będzie miał za mało jakiegos pierwiastka (żelazo szczególnie ma znaczenie) albo tuż powyżej kreski. Wiele tzw. psychicznych problemów ma podłoże jak najbardziej fizyczne i psychiatrzy powinni to w teorii najpierw wykluczyć.

8

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Krokodyl666- czy brałaś te leki lub chorowałaś kiedyś na nerwicę lub depresję?

9

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
sluuu napisał/a:

Krokodyl666- czy brałaś te leki lub chorowałaś kiedyś na nerwicę lub depresję?

Napisałam to już powyżej.

10

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

czyli zacząć od rodzinnego ?

11

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
kipka napisał/a:

czyli zacząć od rodzinnego ?

Zacznij od porozmawiania z facetem. Czy on w ogóle wie, że chcesz mu w ten sposób pomagać? Czy sie na to zgadza? Czy on w ogóle wie czemu się tak czuje, co jest nie tak? Ja bym naprawdę z nim na początek porozmawiała, na spokojnie, jak jest trzeźwy a nie po jakiekś awanturze. Jeśli on nie wie czemu ma takie jazdy emocjonalne, nie ma jakiegoś konkretnego powodu to poszłabym do rodzinnego żeby mu dal skierowanie do neurologa i na badanie krwi. A jak się nic nie znajdzie to wtedy do psychologa. Psychiatra mu dużo nie pomoże, może mu dać jakieś prochy, ale czy one mu pomogą to nie wiadomo, a niektóre mogą wręcz zrobić gorzej (antydepresanty, szczególnie podczas pierwszych dni przyjmowania, mogą nawet powodować myśli samobójcze - w teorii wtedy osoba powinna być pod stałą kontrolą).
Koniec końców nie możesz mu pomóc jesli on nie będzie chciał albo w stanie sobie pomóc sam. Możesz go wspierać, ale też nie daj sobie wejść na głowę.

12

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Do psychiatry nie trzeba skierowania, zapisz go od razu.

krokodyl666, sorka nie doczytałam. I jak sobie poradziłaś z chorobą?

13 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-10-04 23:23:04)

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
sluuu napisał/a:

Do psychiatry nie trzeba skierowania, zapisz go od razu.
krokodyl666, sorka nie doczytałam. I jak sobie poradziłaś z chorobą?

Zakończyłam toksyczny związek, wypłakałam się przyjaciółce (nie jednorazowo - generalnie laska mi robiła za prywatną psychoterapeutkę), zaczęłam uprawiać sport i kupiłam sobie suplement z żelaza, bo się okazało, że miałam niedobór. Generalnie z depresją jest tak (moja prywatne teoria): masz ku temu jakąś podatność ze względu na charakter i wychowanie, coś złego Ci się w życiu przydarza (niekoniecznie dramatycznego, po prostu czasem życie każdego przerasta: samotność, choroba, frustracja w pracy, kłopoty finansowe) i składasz się jak domek z kart. A wyjść z tego nie jest łatwo, bo to jest zamknięte kółko: depresja to stan beznadziei a trudno się do czegoś zmotywować i uwierzyć, że Ci pomoże jesli się nie ma nadziei. W depresji też przestaje się jeść normalnie, wychodzić do ludzi, być aktywnym fizycznie - robi się z tego zamknięty krąg i wyrwanie się z niego wymaga sily woli i często pomocy z zewnątrz. Dlatego czasem pomaga terapeuta, bo to jest ktoś komu się można wygadać i który może podsunąć Ci jakieś pomysły co zrobić ze swoim życiem. Na to nie ma recepty i złotego środka, pigułki, która Cię uszczęśliwi. Czasem przechodzi samo, czasem stajesz przed wyborem: podnieść się i walczyć albo podciąć sobie żyły i zaczynasz walczyć, czasem problem życiowy się rozwiąże i upłynie czas potrzebny na pogodzenie się z czymś. Rzadko się zdarza, że ktoś ma depresję bez żadnego powodu, guza mózgu albo coś w ten deseń. Najczęściej to jest kombinacja charakteru, okoliczności i czasem jakiś czynników fizycznych.
Natomiast tabletki bardzo często tylko stępiają afekt: nie czujesz się aż tak fatalnie,a le też nie czujesz się dobrze. Niektórzy ludzie to opisują jako efekt "zombie". Zresztą dragi na każdego działają inaczej i ile z tego to efekt substancji czynnej, a ile placebo albo przypadku też nie wiadomo.
Ludzie chcą mieć proste rozwiązania na skomplikowane problemy, a takich po prostu nie ma.

14

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

On twierdzi, że pomoc nie jest mu potrzebna bo ma takie myśli tylko w stanach skrajnych. Czuje się wtedy beznadziejnie, czuje, że kogoś krzywdzi i że nie powinno go być. CO ROBIĆ ?

15

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

krokodyl666- No tak, gratulacje. Ja próbowałam 3 miesiące i predyspozycje mam rodzinne (wszystkie kobiety z linii miały epizody). Generalnie stan się pogorszył po pierwszym leku, ale udało się wyprowadzić na prostą. Nie straciłam pracy, jestem aktywna, nie jestem emocjonalnym zombie (choć bardzo bym chciała), od 2 miesięcy pojawiają się wahania nastroju. DO tego zaczynam terapie i myślę że ze wszystkim sobie poradzę, ale to jest trudna choroba. Osobiście nie demonizuje leków, mimo złego doświadczenia. Czasami przyjaciółka może nie pomóc, a przeciąganie stanu krytyczne utrwala go! Pozdrawiam, 

kipka- on powinien chcieć sobie pomóc, a jak tego nie chce mimo twojego tłumaczenia to jego wielka strata.

16 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-10-05 11:52:44)

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
sluuu napisał/a:

krokodyl666- No tak, gratulacje. Ja próbowałam 3 miesiące i predyspozycje mam rodzinne (wszystkie kobiety z linii miały epizody). Generalnie stan się pogorszył po pierwszym leku, ale udało się wyprowadzić na prostą. Nie straciłam pracy, jestem aktywna, nie jestem emocjonalnym zombie (choć bardzo bym chciała), od 2 miesięcy pojawiają się wahania nastroju. DO tego zaczynam terapie i myślę że ze wszystkim sobie poradzę, ale to jest trudna choroba. Osobiście nie demonizuje leków, mimo złego doświadczenia. Czasami przyjaciółka może nie pomóc, a przeciąganie stanu krytyczne utrwala go! Pozdrawiam,

kipka- on powinien chcieć sobie pomóc, a jak tego nie chce mimo twojego tłumaczenia to jego wielka strata.

3 miesiące to jest bardzo krótko. Mi zajęło dłużej. I to nie znaczy, że to nie wróci. Ale prawda jest taka, że czasami nic może nie pomóc - niektórzy popełniają samobójstwa i nie zawsze coś na to można poradzić, to jest już niestety wybór tej osoby - nie możesz kogoś przywiązać pasami do łóżka i kazać mu żyć, bo tak (no chyba, że jesteś psychiatrą - oni czasem mają takie metody).
W sytuacji kryzysowej najlepiej jest jeśli się po prostu z tą osobą jest. Co czasem jest cholernie trudne, bo depresja często objawia się agresją i unikaniem ludzi. Takie sytuacje rzadko trwają długo, to jest zwykle "napad", który trwa kilka godzin, czasem dni i potem osoba się na jakiś czas stabilizuje do następnego razu. Z mojego doświadczenia dobrze jest taką osobę zmęczyć - jak się uda delikwenta przepędzić przez godzinę po lesie to jest tak zmęczony, że nie ma sily na robienie sobie krzywdy. Tylko jak ktos ma naprawdę mocny problem to pilnowanie takiej osoby to jest praca całodobowa i nikt tego na dłuższą metę nie wytrzyma. Dlatego przydaje się psycholog albo jakakolwiek inna osoba, która potrafi odpowiednio pogadać, wyciągnąć z dołka, ale to może trwać miesiące. A czasem najlepiej jest tę osobę zostawić i powiedzieć, żeby wróciła jak się ogarnie - niektórym pomaga jak sobie powiszą za jedną rączkę nad przepaścią i zastanowią dobrze czy na pewno chcą się puścić, wiedząc, że nikt ich nie złapie. I wiele osób w takiej sytuacji zaczyna walczyć. Niektórzy się puszczają... Na to nie ma jednej dobrej rady, każdy jest inny, dla każdego to są inne przyczyny.
Moim zdaniem z takim czymś trzeba najpierw wykluczyc przyczyny związane z chorobą fizyczną albo jakimis niedoborami. Jak to nic nie wykaże to wybrac się do dobrego psychologa. I okazywać tej osobie wsparcie, ale bez dawania sobie wejść na głowe, bo jak ktos ma depresję to nie ma nic bardziej pociągającego niż uwiesic się na kimś, kiedy samemmu sie nie ma siły żyć. Ale prawda jest taka, że jak ktos nie chce dać sobie pomóc to nic nie da się zrobić a robienie czegoś na silę może tylko pogorszyc sprawę.
To nie jest oczywiście wyjście na epizod, kiedy ktoś świruje i próbuje skoczyć z mostu. ale na takie coś już w ogóle nie ma recepty. Tzn. możesz zadzwonić po policję/karetkę i zamknąć kolesia w psychiatryku, ale jest duża szansa, że Cię za to ciężko znienawidzi albo co najmniej straci zaufanie i następnym razem jak się coś będzie dziać to Ci o tym nie powie.

17

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Ja również zdecydowanie doradzam wizytę u psychiatry.
Lekarz jak każdy inny. Trafi się dobry, trafi się zły.

Jeśli była próba samobójcza i myśli samobójcze ciągle powracają to nie ma na co czekać. Znów trafi się gorszy dzień i będzie po prostu za późno na cokolwiek.
Nie wierz mu, że sobie radzi z problemem. Próba samobójcza jest dowodem, że sobie nie radzi. Jest chory. Krzywdzi Cię tym, nawet jeśli tego nie robi celowo, jest po prostu chory.

Wierzę w terapię psychiatryczną. Wierzę też w leki, które przepisują psychiatrzy.

Oczywiście to nie jest jak z antybiotykiem, że zaraz będzie po problemie. Trzeba czekać tygodniami na pierwsze efekty, miesiącami dobierać, zmieniać, zmniejszać, zwiększać dawki leków.

Osoba z mojego otoczenia też miała próbę samobójczą. W sumie dobrze się stało, bo to jej wreszcie uświadomiła, że naprawdę ma problem, bo nerwicę - moim zdaniem - wyniosła już z dzieciństwa. Później dochodziły kolejne problemy. Też krzywdziła ludzi wokół. Ale ona tego nie widziała. Była chora.

Początek terapii to rzeczywiście był szok. Dosłownie żyła w innym świecie. Odlatywała. Gdyby wtedy przerwała, pewnie też uważałabym, że to jedna wielka ściema, która polega tylko na nafaszerowaniu człowieka prochami, by nawet mu się ręką nie chciało ruszyć, co dopiero podejmować jakieś próby samobójcze. Jednak z czasem lekarzowi udało się dobrać lek, dobrać dawkę. Dziś to nie ten sam człowiek. Jedyne czego żałuję, to że leczenia rozpoczęła tak późno. Wiele, wiele złego się stało. Jej bliscy noszą w sobie wiele blizn, które może z czasem dadzą o sobie znać. Niestety. Z tego co wiem, nadal jest pod kontrolą lekarza, ale leków nie bierze już stale.
Czasem z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy się męczą. Męczą siebie i bliskich. Latami cierpią, ale nie wierzą w to, że mogliby sobie pomóc.

18

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE
KajkaKa napisał/a:

Ja również zdecydowanie doradzam wizytę u psychiatry.
Lekarz jak każdy inny. Trafi się dobry, trafi się zły.

Jeśli była próba samobójcza i myśli samobójcze ciągle powracają to nie ma na co czekać. Znów trafi się gorszy dzień i będzie po prostu za późno na cokolwiek.
Nie wierz mu, że sobie radzi z problemem. Próba samobójcza jest dowodem, że sobie nie radzi. Jest chory. Krzywdzi Cię tym, nawet jeśli tego nie robi celowo, jest po prostu chory.

Wierzę w terapię psychiatryczną. Wierzę też w leki, które przepisują psychiatrzy.

Oczywiście to nie jest jak z antybiotykiem, że zaraz będzie po problemie. Trzeba czekać tygodniami na pierwsze efekty, miesiącami dobierać, zmieniać, zmniejszać, zwiększać dawki leków.

Osoba z mojego otoczenia też miała próbę samobójczą. W sumie dobrze się stało, bo to jej wreszcie uświadomiła, że naprawdę ma problem, bo nerwicę - moim zdaniem - wyniosła już z dzieciństwa. Później dochodziły kolejne problemy. Też krzywdziła ludzi wokół. Ale ona tego nie widziała. Była chora.

Początek terapii to rzeczywiście był szok. Dosłownie żyła w innym świecie. Odlatywała. Gdyby wtedy przerwała, pewnie też uważałabym, że to jedna wielka ściema, która polega tylko na nafaszerowaniu człowieka prochami, by nawet mu się ręką nie chciało ruszyć, co dopiero podejmować jakieś próby samobójcze. Jednak z czasem lekarzowi udało się dobrać lek, dobrać dawkę. Dziś to nie ten sam człowiek. Jedyne czego żałuję, to że leczenia rozpoczęła tak późno. Wiele, wiele złego się stało. Jej bliscy noszą w sobie wiele blizn, które może z czasem dadzą o sobie znać. Niestety. Z tego co wiem, nadal jest pod kontrolą lekarza, ale leków nie bierze już stale.
Czasem z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy się męczą. Męczą siebie i bliskich. Latami cierpią, ale nie wierzą w to, że mogliby sobie pomóc.

Miesiącami zmieniasz dawki leków - skąd wiesz, że to leki pomogły a nie miesiące, które upłynęły i fakt, że ktoś się w końcu zainteresował. Też znam kolesia, który brał leki i twierdził, że bez nich żyć nie może. Poszedł na psychoterapię, jest bez leków i zmienił się całkowicie. I znalazł sobie dziewczynę. Wcześniej zachowywał się jak totalny dupek i żadna kobieta nie mogła go znieść. Przy tym - takie problemy rzadko biorą się z powietrza. Czasami to ta rodzina, która tak biedna cierpi składa się z ludzi, którzy sami potrzebują psychoterapii a potem zdziwienie, że jakieś dziecko w rodzinie świruje czy próbuje sobie krzywdę zrobić. Znam trochę ludzi, którzy próbowali popełnić samobójstwo i w 100% to było przez porąbane relacje rodzinne albo w związku. Tego lekami nie rozwiążesz i to jest przerzucanie calej odpowiedzialności na "chorą" osobę. Owszem, to ta osoba musi swój problem rozwiązać, ale udawanie, że to jest jakaś choroba biorąca się tylko z jej wnętrza a nie z wpływu otoczenia jest głupie.

19

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Skąd wiem, że to leki a nie miesiące miały wpływ? Bo sytuacja trwała od 20-25 lat, a pewnie i dłużej, tyle sama jestem w stanie ocenić, odkąd zaczęłam co nieco rozumieć, a wyrównanie stanu nastąpiło w ciągu roku-dwóch.
To też opinia tej osoby. Ona sama wiele razy mi mówiła, że bardzo jej leczenie pomogło.

Nie jest tak, że nikt w tym czasie nie próbował pomóc.

Oczywiście że problem nie wziął się z powietrza. Pisałam, że nerwica była rezultatem ciężkiego dzieciństwa. Wtedy nikt nie pomógł. Późniejsze sytuacje też nie polepszyły sprawy (zdrada, oszustwo, toksyczny związek). Choć już i tu zaważyły w jakiś sposób mogły zaważyć tendencje chorej osoby do wchodzenia w relację na siłę, niedostrzeganie tego, że ktoś jest zły itp. czy do trwania w niej kosztem właśnie zdrowia psychicznego. Jeśli chodzi o osoby z bliznami to miałam akurat na myśli dzieci, które dość długo nie miały wpływu na sytuację, a bardzo na niej jednak ucierpiały. Niestety takie sytuacje zataczają krąg... który czasem trudno przerwać.

Nie oskarżam tej osoby, właśnie rozumiem, że po prostu była w takim stanie, może rzeczywiście nikt nie umiał jej pomóc, ale też myślę, że tu trochę jak z alkoholikami, ważne by osoba sama chciała sobie pomóc, by uwierzyła, że ma problem... a nie że to wszyscy wokół są źli... i wywołują w niej takie a nie inne reakcje.

Potrafię obiektywnie ocenić otoczenie, na pewno niedoskonałe, ale potrafię też dostrzec irracjonalność zachowań tej osoby... taką irracjonalność, w której zdrowy człowiek mocno się gubił.

Nie mam nic przeciwko psychologom. Myślę, że rzeczywiście warto od nich zacząć, bo ich metody są mniej inwazyjne. Znam ludzi, którym pomogli. Można też połączyć obie terapie. Jednak traktowanie psychiatry jako kogoś kto tylko potrafi człowieka nafaszerować lekami i zrobić z niego warzywko jest też sporym przegięciem. Myślę, że sama psychoterapia nie wszystkim pomoże. Kontrolowane przyjmowanie leków wg planu, który także przewiduje np. że od niektórych człowiek się uzależnia i trzeba je zmieniać, wycofywać... i generalnie dąży się do odstawienia ich.

20

Odp: MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Moim zdaniem lepiej jest spróbować wszystkiego innego zanim się zacznie kombinować z lekami. A co do 20-25 lat to są takie problemy psychiczne, które się po kilkunastu latach same stabilizują (naturalna remisja, np. przy tzw borderline personality disorder). Nawet schizofrenia ma lepsza prognozę spontanicznego wyleczenia w krajach, gdzie nie stosuje się psychotopów na dużą skalę niż w krajach rozwiniętych, co sugeruje, że te leki moga nawet pomóc na krótki czas, ale na dłuższą metę przeszkadzają w rozwiązaniu problemu (dane z badań WHO:
Jablensky A, Sartorius N, Ernberg G, et al. (1992). "Schizophrenia: manifestations, incidence and course in different cultures. A World Health Organization ten-country study". Psychol Med Monogr Suppl 20: 1?97.).
Te leki mogą zrobić dużo gorzej psychicznie niż początkowy problem, są uzależniające (jak już je bierzesz to nigdy nie odstawiaj nagle, bo to się może źle skończyć) i mają ciężkie efekty na zdrowie fizyczne, które mogą się skończyć silnym upośledzeniem albo śmiercią. Wiem, aspiryna tez ma efekty uboczne, ale nie na taką skalę. A badania kliniczne wykazują tylko mały odsetek osób, którym to pomaga i nawet te badania są kwestionowane ze względu na efekt placebo.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » MÓJ PARTNER MA MYŚLI SAMOBÓJCZE

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026