Uporczywe myśli samobójcze - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Uporczywe myśli samobójcze

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: Uporczywe myśli samobójcze

Dobry wieczór,

szukam pomocy - może Ktoś ma jakieś rozwiązanie, a może po prostu ma podobne problemy. W realnym życiu nie mam z kim porozmawiać na TEN temat. To pewnie mój "krzyk o pomoc".

Sprawa dotyczy nawracających myśli samobójczych. Praktycznie codziennie mam z tyłu głowy to uporczywe "chcę odejść, nie chcę tu być". Stan ten trwa kilka lat. Mam zdiagnozowaną depresję. Na wizytach rozmawiam o tym z psychiatrą, ale mam wrażenie, że  on nie traktuje tego "serio". Kiedyś te myśli skupiały się na tym, że nie chcę istnieć - teraz nabierają realnych planów. Zaczynam myśleć, jak to zrobić, gdzie i o jakiej porze dnia. Obecnie, jedynym moim powodem, że tego nie zrobiłam jest moja mama - bardzo by cierpiała. Ale ja dłużej nie dam rady. Złoszczę się na siebie, że jestem tak beznadziejna, że nawet nie umiem po prostu żyć. Docenić to co mam, cieszyć się.

nie mam jak dawniej matowych oczu
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Uporczywe myśli samobójcze

BARDZO CIĘ PROSZĘ , poszukaj w swojej miejscowości tzw grup wsparcia (mogą być przy kościolach lub osrodkach pomocy) Jak nie znajdziesz na necie lub w kościele ,zadzwon pod niebieską linie (chyba darmowa) i spytaj ,gdzie blisko ciebie takie się zanjdują ! Dobrze by bylo ,gdybys swoje mysli zajął czymś innym -np pomocom innym ( hospicja, domy opieki -pomoc starszym) lub poszukal jakiegos hobby

3

Odp: Uporczywe myśli samobójcze

czy mozesz opisac cos wiecej o sobie? jaka sytuacja sprawila ze sie zmienilas?
bardzo czesto takei zachowania maja jakis bodziec ktory napedza na takie a nie inne mysli z ktorymi nie mozemy sobie poradzic

[tu był nieregulaminowy link]

4

Odp: Uporczywe myśli samobójcze

Ja nieraz myślałam też na takie tematy, ale zwykle jakiś czas porozmyślam, ponakręcam się, a potem w końcu dochodzę do wniosku, że w sumie życie i tak jest krótkie, i niedługo się i tak samo z siebie skończy. Więc nie ma po co tego przyspieszać. To tylko w złym nastroju sie tak wydaje, ze to życie będzie się ciągnąć w nieskończoność. A tak na prawdę wcale nie, bo życie trwa parę chwil i już nas nie ma.
Zostawiam też sobie taką myśl - taką jakby furtkę bezpieczeństwa - że ewentualnie, jakby kiedyś zdrowie mi się posypało i życie stało się jeszcze cięższe, niż teraz, że wręcz nic z niego bym nie miała, to najwyżej wtedy nad tym pomyślę, bo to przecież można zrobic zawsze. A póki jestem jeszcze sprawna - mogę chodzić, widzieć, nie wiję się w bólach cały dzień itp - to nie ma po co przyspieszać nieuniknionego.
Każde życie kończy się śmiercią. Tak czy siak umrzesz. Nie musisz tego przyspieszać.
Czasem starczy sobie porozmyślać, jak to będzie, jak już nie żyjesz. Ja czasem lubię sobie wyobrażać, ze już leżę w ziemi, w trumnie i się rozkładam, jestem już częścią nieożywioną natury, pierwiastki wracają do obiegu i wszystko dzieje się samo, naturalnie, ja nic juz nie muszę, tylko leżę i odpoczywam :-) Większość ludzi taka wizja siebie w grobie przeraża, ja natomiast w tym widzę odpoczynek i coś wręcz miłego (jakby ta ziemia, w której leżę, otulała mnie, niczym łono matki otula płód - bezpieczny i naturalny stan:-). No ale nie mam potrzeby tego przyspieszać, bo to i tak na mnie czeka. W jakiś dziwny sposób tęsknię za śmiercią, mam tak chyba od dzieciństwa juz. Zawsze uwielbiałam spać na przykład :-) Czyli właściwie mi się podoba, jak mnie nie ma :-) Bo przecież jak śpię, to jakby mnie nie ma, jest tylko ciało, które leży bez świadomości. Śmierć też jest naturalna, jest procesem, który dzieje się bez udziału naszej woli i świadomości. Oczywiście, można wierzyć, że dusza oddziela sie od ciała i gdzieś tam istnieje, lub też w formie jakiejś bliżej nieokreślonej energii wraca do wszechświata. Ale ogółem to mnie się śmierć kojarzy dobrze :-) Warto na nią spokojnie poczekać, a każdy się doczeka. W międzyczasie spróbować z życia wyciągnąć dla siebie coś dobrego, czy jakoś to życie spróbować poprawić. Przy depresji potrzeba pomocy, trzeba się leczyć. Ale nawet w depresji można coś malutkiego zrobic dla siebie. Żeby żyło się nam lepiej, nawet z tą depresją. Wiem, łatwo powiedzieć. Mimo wszystko, zawsze mamy możliwość zrobić coś choćby maleńkiego. Np. zaparzyć sobie dobrą herbatę. Albo spróbować myśleć w sposób bardziej zrównoważony, nie katastrofizować tak. Bo często człowiek się napędza strachem, że to i tamto złego się stanie, to i tamto będzie nie do zniesienia... A tak na prawdę czlowiek potrafi znieść bardzo wiele. Tylko strach ma wielkie oczy i zabiera nam wiarę w siebie, ze sobie poradzimy.
Poza tym szkoda zabierać siebie innym. Rodzinie, znajomym.
Ja nie mam nawet wielu znajomych, ale patrząc zupełnie neutralnie i nie deprecjonując samej siebie, to wiem, ze wnoszę coś do ich życia (jak oni do mojego) i kiedy mnie zabraknie, to np. kolezanka będzie miała mniej możliwości do spotkań z ludźmi (a jest bardzo towarzyska [w przeciwieństwie do mnie:-] więc każdy ubytek w znajomościach byłby dla niej bolesny). Staram się też opiekować zwierzakami. Jak nie miałam własnych, to nawet cudzego kota kiedyś wziełam, jak taka znajoma jechała na wczasy. Nawet tej znajomej zbytnio nie lubiłam po prawdzie, ale wziełam i tak tego kota, bo lubie zwierzeta, a przy okazji cos dobrego zrobiłam dla niej też. Nie ważne czy kogos lubie, czy nie, bo i tak warto byc dobrym i tyle. Samemu dla siebie, zeby własnie jak ma sie doła, móc pomyślec, ze sie nie jest takim całkiem bezużytecznym w społeczeństwie. I że czasem cos dobrego sie komuś uczyniło i można znowu uczynić - z tego wniosek, ze jednak dla świata warto, jak ja sie nie zabiję, ale dalej będę żyła.
No i jak mówiłam, śmierć i tak stoi za rogiem. Cały czas jej oddech człowiek czuje na swoim karku. Starczy jakiś wypadek, albo jakaś żyłka człowiekowi pęknie i to nawet nie wiadomo kiedy, i jak, a juz nas nie ma... Życie jest bardzo kruche. To złudzenie, ze ono trwa dlugo i jest stabilne. A właśnie nie, bo życie wciąż wisi na cienkim włosku - to jest taki włosek zalezny od przypadku. Starczy właśnie przypadek i juz ucina nam tego włoska, i juz nas nie ma... To po co samemu siebie zabijać?
Może lepiej pomyśleć jak swoje cierpienie zmniejszyć, bo są zazwyczaj inne sposoby, nie takie drastyczne i ostateczne. Może trzeba np. zmienić leki? A może psychoterapię przeprowadzić? A może coś w swoim życiu spróbować zmienić...?
Najlepiej próbować wszystkiego.
Najważniejszy jest ogółem nasz sposób myślenia. I wiedza. Jak ktoś ma depresję, to powinien przeczytać na jej temat wszystko, co się da... Żeby poznać tą chorobę i wiedzieć, jak sobie można ulżyć. Dużo ludzi na to choruje. Więc juz ktos przetarł ścieżki, są juz pewne sposoby wypracowane, zeby żyło się ludziom chorym lepiej.
Lekarze są też różni. Wiem z doświadczenia, ze wielu nie jest zbyt dobrych tak na prawdę. Nie doszkalają się, nie idą z biegiem czasu. Bywa, ze ktos za komuny jeszcze się wykształcił i od tego czasu jakby czas się zatrzymał, i nie było nowych metod, nowych leków itp - tak niektórzy właśnie się zachowują. Nie chce im sie dalej uczyć, zdobędą dyplom i osiadają na laurach. Ale jest duży wybór i na pewno nikt nie jest zdany na jednego lekarza. Trzeba dać szansę, ale jak mija parę miesięcy, lat i dany lekarz nam nic nie umie pomóc, to trzeba poszukać innego. Może młodszego na przykład, który jest świeżo z wiedzą najnowszą i jeszcze nie wypalony zawodowo, z pomysłami :-) Lub starszego, doświadczonego, ale który się również rozwija. Bo nie może być tak, że lekarz nie ma żadnego pomysłu na leczenie, przepisuje w kółko te same leki, nic nie próbuje nowego itp. A wiem, ze tacy są i grzeją stołki :-) Tymczasem życie ma się tylko jedno. Nie warto więc się zamykać na możliwości. Czasami trzeba dośc się naszukać za jakimś dobrym lekarzem. U mnie w mieście to nawet porządnego dentystę znaleźć, to musiałam trzech oblecieć, bo każdy tylko standardowe przypadki, a jak trochę coś nietypowego sie zdarzyło to każdy rozkłada ręce i on nie wie co z tym zrobic... Ogólnie z lekarzami bywa różnie, to tak samo jak z każdą inną dziedziną - są lepsi specjaliści, rozwijający swoją wiedzę, a są tacy, co sie nauczą podstawowych rzeczy, uzyskają dyplom i dalej już jadą w kółko na tym samym. Nie chce im się nawet pomyśleć nad danym przypadkiem (w końcu czas to pieniądz, a myślenie zabiera pare minut:-) Są też jednak i tacy ludzie, którzy lekarzami są z zamiłowania, którzy się ciągle kształcą, ulepszają swój warsztat i wiedzę. Ale nie jest tak łatwo trafić na takich.
I oczywiście, trzeba też samemu chcieć sobie pomóc, nie tylko liczyć na pomoc i że ktoś wszystko za nas zrobi. Współpracować z lekarzem - nie zapominać o porach przyjmowania leków, nie pomijac dawek, nie zmieniać sobie samemu tego, co lekarz zalecił. U psychologa z kolei trzeba mówić szczerze, nie zmyślać, nie próbować pokazać się w lepszym świetle - bo to mija się z celem. Jak psycholog zada jakąś pracę do domu, to też trzeba się z tego wywiązać. Bo jeśli człowiek sam będzie sabotował działania lekarzy, to też wtedy nie może miec pretensji, ze mu nic nie pomaga.
No ale to takie oczywiste oczywistości chyba tu piszę :-)
Też nie ma co się na siebie złościć. Wiesz, żyjesz jak umiesz i tyle. Jakbyś umiała lepiej - to byś tak żyła. Proste i logiczne :-) Po co ta złość na samą siebie? Że nie umiesz żyć? Przecież żyjesz, więc jednak umiesz żyć :-) Tylko umiesz na własny sposób, a nie na cudzy.
Nie można byc dla siebie taką surową. Każdy stara się jak umie. Jeden umie w życiu wejść na Kilimandżaro, a drugi ledwo po schodach do mieszkania wejdzie :-) Ale to nie ważne, bo tego nie można porównywać.  Każdy jest inny i ma inne możliwości życiowe. Inne okoliczności również, bo niektórzy ludzie mają łatwiej juz od dzieciństwa, a inni nigdy nie mieli dobrych warunków do rozwoju psychicznego, czy fizycznego. Nie jest prawdą, że mamy równe szanse. Mamy tylko równe szanse w stawaniu się sobą i życiu w zgodzie z sobą samym. Ale nie da się tego porównać. Bo jeden stanie się na przykład znanym sportowcem, a drugi będzie chodził o kulach. Ale każdy się stara na swój własny sposób i na miarę własnych możliwości. To samo na płaszczyźnie umysłowej i psychicznej. Są ludzie silni psychicznie, z "mięśniem silnej woli" rozwiniętym jak mięśnie u atlety, niezłomni i niewzruszeni, a są też ludzie bardzo wrażliwi na wszelkie trudności, słabi, którzy muszą ćwiczyć te swoje słabe możliwości, żeby choćby ubrać się i wstać z łóżka. I to też jest wielki sukces! Bo czasem więcej kogoś kosztuje właśnie drobna rzecz, niż innego jakiś wielki wyczyn. Trzeba by było wejśc w skórę kogoś innego, żeby się dowiedzieć ile coś go kosztowało wysiłku i energii, i samozaparcia.
Dlatego takie porównania z innymi są niemądre. Oni żyją jak umieją, Ty żyjesz jak Ty umiesz.
Możesz jednak to własne życie - takie, jakie jest - rozwijać i poprawiać. Na ile dasz radę - i tu się na siebie nie złość, bo jesteś słaba. Nie jest to Twoja wina. Nie siadłaś sobie i nie postanowiłaś: o, teraz będę słaba, będę mieć depresję i wszystko będzie dla mnie trudne. Nie było czegoś takiego. Nie było tego momentu, tej decyzji. Więc to nie Ty zdecydowałaś o tym, nie jest to Twój wybór, Twój jakiś wpływ. Stało się to bez udziału Twojej świadomości i woli. Tak że nie wiń siebie, że nie potrafisz się cieszyć, a inni potrafią.
I też w tym miejscu bardzo uogólniasz. Bo bywają chwile, że Ty też umiesz się cieszyć. Może i dawno takiej chwili nie miałaś, ale na pewno były takie. Więc nie jest prawdą, że w ogóle nie umiesz. Ale skupiasz się tylko na tym, że się teraz nie cieszysz, a zapominasz o wszystkich dobrych chwilach, które miałaś. Jeśli chociaż raz cieszyłaś się czymś w życiu, to znaczy, że ta zdolność jest w Tobie. Może na razie gdzieś ukryta, zakopana pod złym nastrojem, ale można do niej dotrzeć i ją znowu wydobyć na powierzchnię.
Ja myślę, że warto dać życiu szansę. Zabić się można zawsze. Ale nie da się juz potem tego cofnąć... Jest to krok nieodwracalny. "Nie żyje się i nie umiera na próbę". Masz jedno życie i jedną śmierć. Więc moim zdaniem nie warto tego robić, bo nie wiesz, co jeszcze w życiu Ciebie czeka, a moze to coś dobrego, a nie tylko same złe rzeczy, jak to sobie wyobrażasz. Właściwie to by starczyło, jakbyś po prostu wyszła z depresji - to juz przez samo to inaczej byś patrzyła na świat. Często ludzie zdrowi tak sie nie umieją z życia cieszyc, bo im obojętnieje, jest stabilne tak, że aż nudne, nie byli oni nigdy w prawdziwym dołku, wiec nie docenią dobrego samopoczucia samego w sobie (doceniamy to przez kontrast). A człowiek wychodzący z depresji, to jakby na nowo się narodził i nagle dostrzega świat nowymi oczyma. Człowiek chory cieszy się z każdej chwili, którą odczuje bez bólu, bez cierpienia i jest ona dla niego cenna przez samo to, że zdrowa. Ma poczucie ulgi, jakby jakiś ciężki kamień z siebie zrzucił. Jest mu lżej i wtedy się cieszy byle czym - samym tym, że żyje i go nic nie boli (czy to fizycznie, czy psychicznie). A zdrowy to musi często mieć jakieś warunki spelnione (że coś mu się uda, czy inna miła rzecz sie musi wydarzyc dopiero - np. wygrać w totolotka;-) żeby tak się ucieszył z czegoś.
Ale samo się nie zrobi. Trzeba pracować nad sobą. Nad swoimi schematami myślowymi - łapać sie na tym, jak myślimy w sposób zniekształcony i próbować własne myśli "naprostować". Trzeba też szukać pomocy i wiedzy o sobie. Jak nie jeden lekarz, czy psycholog, to inny, ale trzeba szukać takiej pomocy, żeby dawała jakiś efekt. Oczywiscie to nie dzieje sie tak od razu, ale juz po paru tygodniach powinny byc odczuwalne różnice - jakie jest samopoczucie z lekami, a jakie bez. Teraz jest duży wybór leków i trzeba dobrać odpowiednie leki pod siebie. Bo też każdy organizm jest trochę inny. Czasem np. kogoś wątroba nie metabolizuje jakiegoś związku jak powinna, czy tam coś. Ja wiem w każdym razie, ze jak ludzie sie leczą psychiatrycznie, to rzadko pierwszy z brzegu lek im pomaga. Czasem potrzeba wiele tych leków sprawdzic, aż sie trafi na "swój". Bywa też, ze lek pomagał, a potem organizm sie przyzwyczaił i znowu trzeba zmienic na nowy... Więc ja rozumiem, ze to nie jest łatwa droga i nie da sie szybko, i pewnie, sobie pomóc. Ale to nie znaczy, zeby nie próbować i żeby sie zniechęcać zaraz. Dużo ludzi sie leczy i muszą tą samą drogą iść. Nikt nie mówił, ze nam będzie w życiu zawsze dobrze i lekko, i wszystko bez oporów będzie szło...
Poza tym oprócz psychiatry, leczy się też depresję psychoterapią (moim zdaniem najlepsza jest psychoterapia poznawczo-behawioralna, bo daje dośc szybkie efekty i można badać jej postępy, a nie kręcić sie w kółko, tylko właśnie da sie sprawdzić, czy proces postępuje jak należy i czy zaszły zmiany u danej osoby, w jej sposobie myślenia i samopoczuciu).
Życzę wytrwałości i zdrowia :-)

5

Odp: Uporczywe myśli samobójcze

Jeżeli masz myśli samobójcze to jest depresja albo jej początek. Idz do psychiatry powiedz co i jak dostaniesz antydepresant i będziesz jak nowy. Uwierz mi sama przez to przechodziłam.

6

Odp: Uporczywe myśli samobójcze
kasandraa napisał/a:

Jeżeli masz myśli samobójcze to jest depresja albo jej początek. Idz do psychiatry powiedz co i jak dostaniesz antydepresant i będziesz jak nowy. Uwierz mi sama przez to przechodziłam.

- nie przeczytałaś pierwszego postu autora.

Do autora- myśli samobójcze wymagają bezwzględnego leczenia, a jeśli Twój psychiatra ma "lajtowe" podejście do Twojego samopoczucia, zmień lekarza !

7

Odp: Uporczywe myśli samobójcze

Dziękuję bardzo za każdą opinię, każde zdanie. Dziękuję za chęć pomocy. W tym tygodniu było mi lepiej, lżej. Było mniej tych uporczywych myśli o samounicestwieniu. Postanowiłam też zapisać się na grupowe spotkania rozwoju osobistego dla DDA. Niestety, na psychoterapię zostałam dopiero wciągnięta na listę i muszę czekać ok. roku. Staram się o siebie walczyć. Małymi kroczkami może mi się uda

nie mam jak dawniej matowych oczu

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Uporczywe myśli samobójcze

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018