Witam Was, szczerze to nie wiem nawet od czego zacząć.. Powiedzmy że zacznę odtąd. Jestem z moją dziewczyną już ponad 2 lata. Ja mam 19 lat Ona 16, związek układa nam się dobrze, widujemy się czasem na weekendy, dłużej to na wakacje, święta jakieś, piszemy ze sobą i rozmawiamy. Ale, od ostatniego czasu coś mi nie gra. Albowiem, od jakiegoś czasu nadchodzą dziwne czasy. Czasy w których Ona nie odpisuje na sms (brak środków na koncie i stanowczo nie chce abym doładował) oraz nie odbiera telefonu bo zajęciach, kończy bowiem 14.30 jakoś i o 15 próbowałem się dodzwonić. Dzwonię raz, nic, 2, 3, 4. Dałem spokój, dzwonię do jej znajomego, rozmawiam z nim, pytam czy jest u niego, on że nie ma, to okej. Głos miał jakby przestraszony, szybko zakończył rozmowę. Chwilę po telefonie zjawia się moja wybranka na fb. I po chwili rozmowy coś się jej nie udało skłamać i wydało się że gdzieś była tylko nie wiadomo gdzie, i jest taki problem albowiem jest tak już od miesiąca, nie chce odebrać telefonu, rzadko odpisuje (nawet jak doładuje jej konto) rzadziej ze mną rozmawia ogólnie, woli pisać, nawet w godzinach wieczornych co mnie dziwi gdzie zawsze potrafiliśmy przegadać do 2 w nocy. O co tu może chodzić ? Jak myślicie ? Wiem że to niby banalne ale chciałbym poznać opinię kogoś jeszcze bo jakkolwiek by to nie zabrzmiało chciałbym jej zaufać ale coś mi mówi że nie.
Podobne tematy
Tak ogólnie to uważam że niekażdorazowe odbieranie tel.nie jest jakieś specjalnie dziwne.Można nie mieć czasu,można być zaabsorbowanym czym innym itp. To ogólnie
Ale... czytałam Twój wpis w innym wątku.Czy można być od razu wysłanym do szpitala psych.na miesiąc czy dwa? można,zwłaszcza gdy ma się stwierdzoną chorobę psychiczną.Jak jest w przypadku Twojej dziewczyny-nie wiem ale wez pod uwagę że może już tam jest,dlatego niechętnie odbiera tel.Przede wszystkim powinieneś się dowiedzieć na co choruje,chorowała
Choruję bodajże na depresję, nie wiem z grubsza na co ale często wymiotuje, i płacze bez powodu. I nie, jeszcze nie jest w szpitalu bo utrzymujemy kontakt przez fb. Ale nie chętnie odbiera i nie chętnie dzwoni. I, można tam mieć telefon ? To znaczy, kontakt taki z osobami ?
Ale okej, może, napiszę to od początku bo to takie chaotyczne jest. Tak więc historia od nowa: (Chyba się nie obrazicie jak się wyżale na forum :c)
Od początku nie miałem dziewczyny, w ogóle, każda dawała mi kosza pod pretekstem znanym chyba wszystkim "Jesteś fajny ale nie pasujemy do siebie" / "Jesteś super chłopakiem ale zostańmy przyjaciółmi" Tak więc na tym polegało większość mojego życia w związkach. Pewnego razu już byłem taki zdesperowany że siedząc na gg postanowiłem poczekać aż ktoś napisze losowy. No nic, czekałem dzień, drugi, non stop, 48 godzin. (Miałem wtedy 16 lat i były to wakacje) tak więc polegało to na tym że kawa - gry - gg - kawa - gry - gg i tak w kółko. Będąc już zmęczonym tym zacząłem naprawdę od początku wakacji się podłamywać. Z racji tego że jestem gitarzystą miałem 2 elektryki wtedy tak więc byłem zły sam na siebie, że dlaczego jestem takim ciamajdą... Wszyscy na około mają dziewczynę, parę, tylko ja nie. Sądziłem że to ze mną jest coś nie tak, denerwowałem się, żyłem pod presją. Kontakty ze znajomymi utrzymywałem dobre jednak nikomu się o tym nie żaliłem. Raz siedząc wieczorem w domu postanowiłem że mam dość. (Ahh te młodzieńcze lata) W gitarze miałem dość cienkie struny, tak więc wziąłem ją i zacząłem grać bez kostki, ostatecznie skończyło się to dla mnie źle gdyż skóry praktycznie nie miałem pod paznokciem na środkowym i wskazującym palcu. Ale, dość o tym, godzina około 1.30... Napisała pewna dziewczyna. A nóż róż sądziłem że to może przeznaczenie jakieś czy czort wie co, pobiegłem szybko po jakiś bandaż aby móc skutecznie konwersować i ot. Na początku normalnie, potem po miesiącu pisania takiego non stop wyżaliła mi się że ma problemy emocjonalne. Depresja i że wymiotuje od czasu do czasu, gadka szmatka dalej, po następnym miesiącu coś zaczęło się psuć między Nią a Jej chłopakiem, wtedy tak mi mówiła. Pisaliśmy tak dalej przez kolejne 3 miesiące jako znajomi. Wtedy mi oznajmiła że tak naprawdę napisała do mnie dlatego że zerwała z chłopakiem a chciała się tylko komuś wyżalić, i chciał nie chciał coś Jej się we mnie spodobało gdy tak pisaliśmy i wymieniliśmy się zdjęciami. No cóż, brzydka nie była, do najpiękniejszych też nie należała, ale myślę, cóż, spróbujmy. Zapytałem się Jej czy miałaby coś przeciwko związkowi na odległość, wyjaśniłem co jest z moim życiem "prywatnym" i Ona tak samo. (Szybki teleport żeby nie zanudzać do kolejnych wakacji) nie wiem, pokłóciliśmy się o coś. I mi nagle jakaś szajba odbiła, próba zespołu, gram jak opętany ze złości jak to u mnie bywa i wchodzi znajomy z jakąś koleżanką. I pomyślałem, a co tam, może spróbuję... Związek przez internet to nie dla mnie, Ona nic nie była warta. Tak więc zagadałem, okej, Ona też, było spoko, oświadczyłem dziewczynie z internetu że nie mogę tak i żeby nie pisała ani nie wydzwaniała do mnie. Przyjęła to. Dzień później strasznie rozbolało mnie serce, pamiętam to jakby to było wczoraj. Strasznie bolało mnie serce, żołądek, i słabo się czułem. Postanowiłem nigdzie nie wychodzić, myślałem że jestem chory. Dopiero po 2 tygodniach tej ciężkiej że choroby uświadomiłem sobie że tak naprawdę jestem szczęśliwy z panną z internetu, nie mogłem w to uwierzyć. Albo ogłupiałem albo byłem bezmózgi. Tak czy siak bezmózgi to ja na siebie mówiłem po tamtym okresie. Zadzwoniłem do pani P. (Dziewczyna z internetu) i powiedziałem co mi leży na sercu. Ona także, tak naprawdę czekała na mnie cały ten czas, a zgodziła się na to bez walki bo "Zależy mi na Twoim szczęściu..." Zrozumiałem wtedy wszystko i wróciłem do Niej, jednak to nie było to samo... Trochę częściej się kłóciliśmy, Ona zrobiła się trochę chłodniejsza przez pierwsze 2 miesiące dla mnie. Potem było fajnie, tak jak wtedy, nie licząc kłótni. Kłótnie głównie były spowodowane moją straszną zazdrością o Nią... Kiedy umawialiśmy się na dzień razem (przez skypa mieliśmy rozmawiać) od 10 do wieczora, albo i nawet do rana. Wszystko ładnie pięknie ale, do 12, nie ma jej, dzwonię raz, nic, pewnie śpi. O 13 wchodzi na fb i mówi że przeprasza ale spała. I oświadcza iż dzisiaj nie może rozmawiać bo znajoma do Niej przychodzi. No dobrze, moja zazdrość nie pozwalała mi zostawić tak tego. Wiedziałem która to znajoma i wysłała mi ich rozmowę z której dowiedziałem się że tak serio to znajoma pytała się czy Ją odwiedzić a Ona bez żadnego protestu zgodziła się, i nawet nie wspomniała o mnie, znajoma pytając się do kiedy może zostać, odpowiedziała: "Do kiedy chcesz, u mnie nikogo nie ma, najwyżej pomożesz mi posprzątać pokój
" Tak więc trochę się zdenerwowałem, zrobiłem kłótnię, no bo moim zdaniem było po co. Następna kłótnia była o to że poszła do szkoły, ja zostałem w domu bo byłem chory. Napisała mi sms, że źle się czuje i jedzie do szpitala. Ja zmartwiony dzwonię do Niej i nic, dzwonię do Jej znajomej, a Ona mi łaskawie oświadcza że jednak pani P. jest w szkole i nic Jej nie jest. Wróciła normalnie do domu o tej o której kończy, i zrobiłem kolejną awanturę... No cóż, inaczej nie umiałem, rozmawiałem z Nią normalnie na początku i zapytałem się dlaczego mnie okłamała. Ta oświadczyła że mnie w ogóle nie okłamała ani razu. Ja w awanturę, no nic, wyszło na niczyje bo "chciała sprawdzić moją wierność" czy coś takiego, no okej. Powiem że było u Niej jeszcze parę kłamstw które odłożyłem poprostu w nie pamięć bo uznałem że nie warto się gniewać za byle co. Powiem na boku że ani razu Jej nie okłamałem. Tak więc nasz związek stoi teraz że tak powiem na ruchomym moście który nie wiadomo czy się zawali. Powiem Wam że naprawdę nie chce Jej opuszczać, uratowała mnie tak naprawdę... (nie pisałem na początku ale teraz nie chce mi się przewijać całej historii tej) jak to gówniarz próbowałem wszystkiego, wplątałem się nie w te strony i chyba wiecie sami co mam na myśli... Zaczęło się od papierosów skończyło na jakichś okolicznych wynalazkach... Wracając do tematu, uratowała mnie od tego. Dla Niej postanowiłem to zostawić, to wszystko, dziś jestem zdrowym, czystym człowiekiem bez nałogów. To dzięki Niej, i, często mówię do Niej "Księżniczko". No ale wracając do tej nudzącej lektury którą nabazgrałem będąc pod wpływem senności. Mam nadzieję że coś z tego zrozumiecie jeśli będzie chciało Wam się czytać, jeśli coś to pytajcie. Chcę z grubsza znać odpowiedź, czy Ona może kłamać ? Dlaczego ? Dlaczego mi to robi ? Skoro zarzeka się że mnie kocha, i że chce mi oddać każdy swój pierwszy raz... Moim zdaniem to dziwne, ale wole się upewnić. Znajomym się nie wyżale bo i tak już jestem dziwakiem wśród szkoły... Nie chcę być w jeszcze gorszej sytuacji...
Prosiłbym Was poprostu o radę, o szczerą radę...
P.S.
Jakoś miesiąc temu bodajrze dwa, rozmawiając na skypie ułożył się mniej więcej taki dialog.
"Kiciu, a wiesz co ?"
"Tak ?"
"Tak bardzo mi na Tobie zależy że... No, że chcę Ci coś dać jak przyjadę następnym razem"
"A coo ?"
"A coś na paluszka"
I wtedy się popłakała jak nigdy dotąd. W sumie to ja też uroniłem łzę ale to prędzej ze szczęścia. I teraz, no, nie wiem, chcę was prosić o szczerą pomoc bo nie wiem co mam zrobić kompletnie, czy Ona mnie okłamuje ? Może ma kogoś na boku ? Jak sądzicie o tym ?
Taaak, wiem że to kompletny chaos, przepraszam, byłbym w ogóle wdzięczny jeśli ktoś by to chociaż przeczytał i napisał zdanie rady...
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich którzy tu zajrzeli ![]()