Cześć, jestem tu nowa, choć od dawna przeglądam to forum. Długo się zastanawiałam, czy założyć konto - przyznaję bez bicia.
Znalazłam się jednak w nowej dla mnie sytuacji, którą postaram się opisać w możliwie krótkiej formie.
Otóż mam 21 lat i tak naprawdę dopiero teraz wkraczam w świat związków. Sama wybrałam ten wiek, nie czułam się gotowa na chodzenie za rączkę, chciałam czegoś poważniejszego.
I okazja się nadarzyła - niecały rok temu poznałam przez internet chłopaka. Cudowny, z poczuciem humoru, z pasją, mogliśmy przegadać wiele godzin. Postanowiliśmy się spotkać. Nadmienię, że dzieli nas spora odległość - 400 km. W dodatku on jest obcokrajowcem, studiującym w Polsce. Pierwsze spotkanie było całkiem sympatyczne, nie rozczarował mnie. Kolejne również. Mogliśmy się spotykać raz na miesiąc, ale mimo to spróbowaliśmy stworzyć związek na odległość. Ja z góry uprzedzałam, że chcę czegoś powazniejszego, a nie tylko przelotną znajomość, bo gierki mnie nie interesują. On się zgodził. Po jakichś 7 miesiącach nadarzyła się okazja, by pobyć ze sobą i pomieszkać około 3 tygodnie nim wyjedzie na wakacje do rodzinnego kraju. Było dobrze, nie ukrywam. Od czasu do czasu żarty, jakieś docinki, rozmowy, spacery, wspólne podróże. Imponowało mi to, że jest tak wszechstronnym człowiekiem - biegle posługuje się 4 językami, uzdolniony muzycznie, szybko rozpoczął naukę na uniwersytecie bo w wieku 15 lat o do Polski przyjechał, by się dokształcać i zdobyć kolejnego magistra. A ma tylko 22 lata. Uwiódł mnie jego silny charakter, bo do tej pory mało kto potrafił mi się sprzeciwić. Zaimponowało mi to - w końcu ktoś dorównuje mi charakterem. Jednakże jest jakieś ale. Nie wiem, czy to mój wymysł, czy faktycznie coś było na rzeczy, ale postanowiłam się z nim rozstać. Jako argument padło jego podejście do związku a konkretnie sprawa aborcji. W skrócie postawił mi ultimatum - jeżeli zajdę w ciążę i zechcę zatrzymać dziecko to sama je wychowam, a on wyjedzie. Wcześniej myślałam, że może to jakiś głupi żart, ale okazało się że nie, że on boi się ojcostwa. Chwilę wcześniej pokazał mi, jak reaguje na silny strach - ucieczką. Przez wiele miesięcy zbywał moje zaproszenia do rodzinnego domu. <Ja sama mieszkam w innym mieście.>Tłumaczył, że w jego kraju poznanie rodziców świadczy o bliskim ślubie. Głupota. Prawda? Ale okej. Moi rodzice postanowili przyjechac, gdy on był u mnie. a on? On postanowił uciec! zaczął się pakować, sprawdzać pociągi. Wściekłam się, zabolało mnie to cholernie. Popłakałam się. Zmienił zdanie i został. Ponoć zrozumiał, że zachował się jak gnojek.
Jest też druga sprawa - przede mną miał 4 dziewczyny i jedną przygodę. przy czym ja wcześniej nawet się za chłopakami nie oglądałam. Byłam nieufna, ale postanowiłam to zaliczyć do przeszłości. Jednakże jedna rzecz nie dawała mi spokoju - przyznał się, że uderzył swoją eks po tym, gdy dowiedział się o zdradzie. Wiem, że dosyć mocno a ona mu wybaczyła - w końcu to ona zdradziła i zasłużyła, jak stwierdziła. Dla mnie jest to nie do pojęcia. Nigdy nie był w stosunku do mnie agresywny, chyba nawet nigdy nie mieliśmy kłótni, jedynie drobne sprzeczki. Nie miałam powodów, by się bać.
Było jeszcze parę drobnostek świadczących na jego niekorzyść, ale myślę, że one nie są istotne, bo można je było dopracować, a ja nie dałam szansy na to. Po prostu uciekłam.
Wiem, że on jest egoistą - sam się przyznawał do tego i pracował. widziałam te zmiany.
Teraz gdy się rozstaliśmy <mija miesiąc> zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Utrzymujemy kontakt. On nawet chciał wrócić. Zalezy mu na mnie. Gnębi mnie jedna rzecz - powiedział mi, że ma na oku pewną dziewczynę. Ja w złości napisałam do niego, że jak chce wrócić i jednocześnie ona mu się podoba i próbuje do niej dotrzeć, to ma wybrać. Nie będę jedną z dwóch. Wybrał mnie.
Nie wiem, czego chcę. Było nam ze sobą dobrze a ja wycofałam się, bojąc się że może się coś wydarzyć. Gdyby np. zdradził byłoby proste. A ja tylko gdybałam i doszukałam się. Wierzyć, że się zmienił? Próbować?
Nim mnie osądzicie - nigdy nie byłam w zwiazku, nie wiem jakie są standardy i czy nie wymagam zbyt wiele - odpowiedzialności za drugiego człowieka w związku?