nie wiem co robić jak się zachować - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie wiem co robić jak się zachować

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: nie wiem co robić jak się zachować

Witajcie.
Na wstępie zaznaczę, że to trudna sprawa. Potrzebuję trzeźwej oceny sytuacji i rady.
Mianowicie....
Zaczęło się niewinnie. Poznaliśmy się w klubie, spotkaliśmy kilka razy. Najpierw on chciał czegoś więcej, potem ja. Po 2 miesiącach milczenia odezwał się, ponieważ chciał się spotkać. Od tamtego spotkania byliśmy razem.
Początkowo widywaliśmy się co weekend, czasami wpadał do mnie w tygodniu ze względu na moją szkołę jego pracę no i odległość- 70km.
Po pół roku trwania naszego związku stracił pracę, ja miałam trudną sytuację w domu i postanowił przeprowadzić się do mojego miasta. Najpierw mieszkaliśmy u mnie (w domu rodzinnym), a potem on znalazł pracę i wynajęliśmy mieszkanko.
Zaczęło się piekło. Żadne z nas nigdy wcześniej nie było w na tyle poważnym związku, żeby ze sobą zamieszkać. Ani on ani ja nie wiedzieliśmy w pewnych sytuacjach jak się zachować. On twierdził, że potrzebuje przestrzeni, że jak się zamkniemy tylko na siebie to się udusimy. Zaczął wychodzić z domu sam, coraz częściej i coraz częściej, na imprezy piwka i spotkania z kolegami, a ja siedziałam wtedy w domu. Kiedy chciałam o tym pogadać, on wybuchał. Po czasie zaczęłam być tak struta sytuacją, że to już ja zaczynałam awantury o to. Zdarzało się tak, że pół nocy przepłakałam na mieście na ławeczce, zrobiło mi się zimno i w środku nocy wracałam do domu rodziców po to, żeby rano złagodzić sytuację i o niej "zapomnieć". Niejednokrotnie wracałam do rodziców zapłakana. Prośbą ani groźbą nic nie zdziałałam.
Przy rodzinie mówił, że jestem dla niego najważniejszą kobietą, ale czyny świadczyły co innego.
Potem właściciel mieszkania wymówił nam je, mieliśmy miesiąc żeby znaleźć nowe. Przeprowadziliśmy się. Po czasie, kiedy czytałam nasze rozmowy na portalu społecznościowym, doszłam do szokujących wniosków- gdy tylko zbliżał się weekend on planował kolejną "banie" ze znajomymi, już ustalał co by tu robić a życie kręciło się wokół imprez i alkoholu. Nie dbaliśmy wtedy o nas. Mówiłam, że chciałabym czasami żyć trochę spokojniej, zadbać o nas a poszaleć zawsze można, byle nie tak często. Wynikała z tego kłótnia, bo zdziadziejemy i najlepiej to jakbyśmy zamknęli się w domu w fotelu i kapciach na nogach.
W nowym mieszkaniu odczuwałam, że jest już lepiej. Postrzegałam to jako nowy start w przyszłość jednocześnie mając nadzieję, że wszystko co było złe poszło w chol.rę. Ale intuicja mówiła mi, że coś się dzieje a moja czujność jest uśpiona na chwilę. Zaczęłam być straszliwie zazdrosna i zaborcza, wynikały awantury po których on trzaskał drzwiami i wracał rano, pijany. Możecie mówić co chcecie, ale gdybym nie miała tych przeczuć nie byłabym aż taka. Zaczęłam czytać jego prywatne wiadomości w telefonie, w komputerze. To co widziałam było straszne. Flirtował z kobietami- nie zdradzał, ale chyba lubił jak inne się nim interesują. Uważałam, to za normalne, bo wtedy pomiędzy nami nie układało się zbyt dobrze. Starałam się nie być zazdrosną, zawsze o siebie dbałam, proponowałam wspólne wyjścia, ale on odbierał to sceptycznie i mówił że przesadzam z tymi kobietami.
Te kobiety pisały do niego nawet w środku nocy, wkurzyłam się i raz napisałam do jednej z nich, za co potem otrzymałam burdę że nie powinnam itd.
Potem było już tylko gorzej. Czytałam w jego wiadomościach, że zaprasza te kobiety do naszego wspólnego mieszkania, z jedną umawiał się na sex bez zobowiązań i to właśnie z ta która wypisywała do niego w nocy.
O sytuację z sexem bez zobowiązań wytoczyłam awanturę. Kiedy spakowałam potrzebne rzeczy w nocy i wyszłam z domu powiedziałam, że to koniec. Kiedy byłam już u rodziców pisał smsy że mnie kocha i przecież wiem ze mnie nie zdradził. Na następny dzień wyjaśniał, że ta laska jest łatwa a on chciał to sprawdzić. Tłumaczył, że był głupi ze nigdy czegoś takiego by mi nie zrobił i ze się zagalopował. zadawałam mu pytania, co by zrobił gdyby w pracy zaczęli o tym gadać (oni razem pracowali) albo gdyby ona nagle zapukała do drzwi, bo podał jej adres, stwierdził że nie interesuje go to co mówią ludzie a on by z nią i tak nic nie zrobił. Uwierzyłam. Ale pewności nie miałam.
Tym kobietom, które zapraszał do naszego mieszkania pod moją nieobecność na piwko czy herbatę, zwierzał się ze wszystkich naszych prywatnych problemów. Ja o tym wszystkim wiedziałam od początku, ale bałam się powiedzieć bo nie chciałam żeby odszedł i miałam nadzieję, że to minie.
Ale nie wytrzymywałam psychicznie i co jakiś czas wynikały z tego powodu kłótnie, po jednej "większej" powiedział że to koniec że on mnie nie kocha. Wiele razy przychodziłam do niego, patrzyłam na stół pełen butelek po piwie i wódce z wcześniejszej imprezy z kumplami, chciałam wrócić łzy cisnęły mi się do oczu a on odpowiadał, że jak patrzy na mnie to nie ma nawet ochoty mnie przytulić. wtedy postanowiłam "o nie tak dalej nie będzie"  i zaczęłam wybijać go sobie z głowy.
Minęło trochę czasu, zaczął się odzywać, przepraszać i mówić, że mówił, że mnie nie kocha i wiele tych przykrych słów pod wpływem emocji, że chciał zobaczyć czy jak dam mu spokój to wyzbędzie się uczucia do mnie, ale nie dawał sobie rady psychicznie beze mnie zapewniał że kocha, nie zrani.
Tysiące powrotów, na które zgadzałam się od razu. Bo kochałam. Ale za każdym razem znowu było to samo.
Nawet nie wiem jak to się stało, po kolejnej mega awanturze postanowiłam, że choćby poruszył niebo i ziemię to i tak mu nie wybaczę ani nie zapomnę.
Przychodził codziennie, do domu i pracy, dzwonił i pisał. Starał się cholernie, przez miesiąc czasu codziennie dzień w dzień.
Schudł strasznie. Podczas urlopu w te wakacje non stop chodził pijany, wplatał się w długi bo nie chciałam do niego wrócić a on mnie kochał i nie radził psychicznie sobie beze mnie.
Nie ulegałam od razu, przychodził setki razy ale nie dawałam się, choć w głębi serca chciałam tak bardzo być z nim i go przytulić.
Minęło trochę czasu, postanowiłam pójść do niego i wybaczyć mu to. Czekałam pod blokiem aż wróci z pracy, zaczęliśmy rozmawiać. Wyczułam z jego strony dystans i rozkleiłam się. Płakałam, a on mi odparł, że poznał koleżankę z którą dobrze mu się rozmawia przed która się otworzył i wie, że ja miałabym coś przeciwko ich spotkaniom, ale że nie chce narazie związku z żadną nową kobietą bo chce się wyleczyć z tego, w którym byliśmy oby dwoje. Owszem, i ja miałabym coś przeciwko ich spotkaniom, bo ona potrafiła przyjść do niego w środku nocy na piwo i zwierzanie się.
Moje zdenerwowanie sięgnęło zenitu, najpierw tyle czasu starał się a potem jak przyszłam po wielkich bólach chcąc wybaczyć, on odesłał mnie z kwitkiem.
Tłumaczył, że zrobił tak, bo jak przez kilka tygodni olewałam go to czuł się jak śmieć, i chciał żebym to ja starała się o niego, że z tamtą kobietą podkoloryzował a ja poddałam się po 2 dniach.
No cholera mnie wzięła- po tym co przeszłam w ogóle nie powinnam się te 2 dni starać.
znowu minęło troszkę czasu. A on nie przestawał się starać, przychodził nie tylko już do mnie ale też do moich rodziców, żeby oni zaufali mu po raz ostatni, obiecał im że mnie już nigdy nie zawiedzie, że zabłądził bo wyrwał się ze wsi i myślał że zwojuje miasto, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że się zmienił i dojrzał, że jego celem jest założenie ze mną rodziny i wzięcie ślubu, tak jak wcześniej ja tego chciałam. Nie spoczął na laurach, moi rodzice zaczęli być wobec niego ostrożni, tata jest zupełnie anty do teraz, ale ten chłopak nie poprzestaje i nadal się stara i udowadnia to też mojej rodzinie. Wiecie co jest najgorsze?? Ja wierzę w jego zmianę, zerwał całkowicie z tamtym towarzystwem, z imprezami nałogami. Zaczął zapraszać mnie na kolacje, spacery. Było super. Nadal jest w trakcie budowania zaufania u mojego taty. Wie, że lekko nie będzie ale powiedział, że będzie się starał o mnie i o ich zaufanie do końca świata.
Ale....
Psycholog wykrył u mnie depresję. Z którą nie mogę się uporać, choćbym tego bardzo chciała. Zaczęłam wątpić we wszystko, zamykam się w sobie. Kiedy się z nim potajemnie widuję widzę że się stara, żal mi go nawet dlatego, że porusza niebo i ziemię aby mnie odzyskać i także moich rodziców. Nabawiłam się wątpliwości, kiedy się widzimy przytulam go całuję ale nie jestem pewna uczuć. Była już tydzień temu sytuacja, w której miał wyjechać do rodziców do domu. Zaczął się pakować. Ale uświadomiłam sobie wtedy, że jeśli wyjedzie do swojego rodzinnego domu, ja sobie nie dam z tym rady, poszłam do niego i prosiłam żeby tego nie robił. Został. Ale kiedy został ja znowu nie wiem czego chce, z jednej strony chciałabym poczuć ulgę i uwolnić się z tego, ale wiem że to zajmie mi sporo czasu. Dodatkowo wiem, że jeśli to zrobię, czyli powiem mu ze to koniec, to od tej decyzji nie będzie odwrotu a ja będę gorzko tego żałować, bo rzuciłam faceta który ewidentnie się zmienił i byłby ze mną do końca życia. Wiem to, że byłby ze mną do końca, dlatego to trzyma mnie przy wierze. Ale nie wiem co zrobić- rzucić to w cholerę i jakoś przecierpieć, czy dać szansę ale borykać się z niechęcią czasami obrzydzeniem do zbliżeń.
Może powinnam skontaktować się z tamtą dziewczyna i zapytać wprost, czy podczas mojej nieobecności w domu coś między nimi zaszło jeśli chodzi o ten sex bez zobowiązań? Wtedy sytuacja byłaby jasna. Z jednej strony jestem pewna jego uczuć, z drugiej chciałabym uciec. Ale jeśli ucieknę mogę zrozumieć dopiero wtedy, że straciłam swoją miłość. Przez depresje jestem słaba psychicznie.
Sytuacja z jego staraniem się trwa 3 miesiące. W moje urodziny, które były niedawno, jako jedyny dał mi prezent. Niespodzianka w postaci tortu świeczek szampana i róży, zapytał wtedy czy jest jeszcze szansa i popłakał się.
A może powinnam zobaczyć na jego portalu społecznościowym, czy jest coś nie fair wobec mnie i wtedy sytuacja stałaby się jasna? Wyprowadziłby się, i ja miałabym czas żeby dojść do siebie i wydobrzeć z tego uczucia? Jestem pewna, że jeśli odkryje cokolwiek złego, od razu odejdę.
Dodam, że pomiędzy nami jest różnica wieku 3 lat. Mamy po dwadzieścia kilka.

Zobacz podobne tematy :
Odp: nie wiem co robić jak się zachować

a może jednak powinnaś pozwolić mu wyjechać...miałabyś czas na przemyślenie wszystkiego?
kilka dni samej, bez kontaktu pozwala spojrzeć na wszystko w innym świetle...
ja osobiście po takich wyznaniach bałabym się zaufać, bo nigdzie nie jest też powiedziane, że nie zrobi tego kiedyś ponownie...

3

Odp: nie wiem co robić jak się zachować

w innym świetle spojrzeć na wszystko miałam okazje nie raz, chciałam powrotu. teraz wygląda wszystko inaczej- depresja wywołuje u mnie raz takie uczucia a raz inne. żal mi jest tez tego chłopaka, widzę jak się stara i jak cierpi. dlatego wiem, że nie będzie odwrotu jesli wyjedzie. nie wiem czy będe chciała do niego wtedy wrócić czy nie. a jesli tak mnie serce ukłuje że będe chciała i nie będzie możliwosci. nie wiem co robic

Odp: nie wiem co robić jak się zachować

Paulina, przeczytaj swoja historie jeszcze raz, tym razem udawaj, ze to nie Twoja. Co bys doradzila takiej osobie?

Ludzie sie zmieniaja, tak. Ale nie z dnia na dzien.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.
Odp: nie wiem co robić jak się zachować
paluina napisał/a:

w innym świetle spojrzeć na wszystko miałam okazje nie raz, chciałam powrotu. teraz wygląda wszystko inaczej- depresja wywołuje u mnie raz takie uczucia a raz inne. żal mi jest tez tego chłopaka, widzę jak się stara i jak cierpi. dlatego wiem, że nie będzie odwrotu jesli wyjedzie. nie wiem czy będe chciała do niego wtedy wrócić czy nie. a jesli tak mnie serce ukłuje że będe chciała i nie będzie możliwosci. nie wiem co robic

nie wracaj do niego z żalu czy litości, bo zrobisz jeszcze gorzej....pomyśl o tym czego Ty chcesz, potrzebujesz...
czy chcesz godzić się na taki związek?

6

Odp: nie wiem co robić jak się zachować

wiem, że nikt nie zmienia się z dnia na dzień. ale tutaj nie ma jakiejś jednej konkretnej bariery czasowej.
wiem, że dużo przeszedł żeby do tego dojrzeć. i wiem ze się stara juz 3 miesiące każdego jednego dnia i nocy.
zle jak jest i zle jak go nie ma.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie wiem co robić jak się zachować

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018