hej
jestem człowiekiem zranionym przez życie, przegranym i samotnym.
Jak byłam małą dziewczynką z okularkami, normalne było, że inna dziewczynka z klasy zawiązywała mi sznurówki pod ławką. Słuchałam się mojej mamy, która się mną pseudo interesowała. Nie goliłam nóg i pach. Bo mama nie pozwalała i obrywało mi się za to.Kochałam moją rodzinę Wierzyłam w każde słowo ich. Albo jak wzięłam "złote myśli"od koleżanki w czasach podstawówki na pytanie kogo nie lubisz? wszyscy z mojej klasy napisali, że mnie. Obserwowałam to byłam przyzwyczajona do nudy i samotności.
W pewnym momencie swojego życia powiedziałam sobie, nie ufaj ludziom, nie kochaj ich, nie wierz im. NIKT NIGDY NIE BĘDZIE CHCIAŁ DLA CIEBIE DOBRZE. TYLKO TY. NIE WIERZ NIKOMU.
Po prostu zamknij się na nich. UDAWAJ, ŻE WZYSTKO JEST OKI, ŻE JESTEŚ TAKA I TAKA a prawdziwej siebie nigdy nie pokazuj bo będą Cię ranić jak dotąd.
To zabrzmi paradoksalnie ale wtedy wyładniałam ludzie zaczęli mnie lubić...wszystko zaczęło się układać. Koleżanki, znajomi...rodzice nadal mieli mnie gdzieś ale podejrzewam, że mieli mnie gdzieś w gruncie rzeczy i było wszystko jedno może mieli do mnie troszeczkę więcej szacunku. Pod skorupą nadal byłam dziwolągiem, który po prostu lubi mieć swój świat, lubi być dobry.To tylko ładnie brzmi prawdziwy marzyciel ma naprawdę przerąbane.
Zaczęłam wypracowywać taki motyw, że jak jakaś koleżanka x, znajomi mnie oleją. To ja nic na to nie powiem. W ogóle nie pokąże, że mnie to zabolało. Spotkam się z inną koleżanką Y. I tak uniknę poczucia, że jestem odrzucona. Myślę sobie WASZA STRATA, LUDZIE.
Nie mam lepszego rozwiązania na ten moment. Na drugi dzien kolezanka X się odzywa i mam wyjscie awaryjne kolezanke y.
Teraz, jestem z chłopakiem ponad dwa lata. I robię taki sam schemat, tylko, że spotykam się z innym chłopakiem, który nie wie, że mam chłopaka idziemy sobie filtrujemy, czasami się przytulę, czasami pocałuje,czasami po dotykam, nic więcej.
Okropnie się z tym czuję. Ponoszę tego konsekwencje bo sumienie nie daję mi odsapnąć. Mam złe sny.
Chciałabym kochać, wierzyć... ale najwidoczniej nie potrafię robić tego zdrowo. Jak to robię to zaraz jestem odrzucona, brzydka, przegrana i samotna. ;( Nie wiem co mam zrobić.. jakich szukać alternatyw...
Tak,z rana jeszcze o tym wszystkim myślę. zaufam temu forum i powiem jak jest...w gruncie rzeczy. każdy wie,że żyjemy w absurdalnym świecie, gdzie mówi się jedno, a robi się drugie. nie wiem. okazywwanie miłości dla mnie takiej pięknej i prawdziwej nie jest takie jak w książce np mężczyźni kochają zolzy. co mi z takiego faceta uzyskanego przemyslanymi taktykami?
moja wrażliwość na świat znowu jest i ponosze za to konsekwencje
przejmuje ske losem mojej chorej babci. cały czas myślę jak jej pomoc, być przy niej. płacze na filmach. rozczulam się. a to jest niedopuszczalne. oczywiście nadal jak będę mogła to się będę babcią oopiekować ale nie będę przeżywać tego tak emocjonalnie. tak w środku. to tyle.