Chciałabym się podzielić moja historia,bo nie wiem co dalej mam robić...a wygląda ona tak z mężem zawsze pragnęliśmy dziecka,odkąd pamiętam ,ale jakoś nie wychodziło więc postanowiliśmy zostawić decyzje losowi.Z teściowa jakoś nie chcieliśmy mieszkać,więc postanowiliśmy jechać za granicę,dorobić się trochę.kupić mieszkanie...tak tez sie stało.Wróciliśmy na stałe do Polski w tym czasie znalezliśmy prace,mieliśmy własny kąt,do szczęścia brakowało nam tylko dziecka...niestety jeden dzień przekreślił wszystkie nasze marzenia,a moje życie straciło sens juz na zawsze...dowiedziałam się,że mam raka szyjki macicy i konieczne jest usunięcie całego narządu.Przeszłam też radioterapię.W tym czasie jakoś dawałam radę,moje myśli skupiały sie wokół leczenia itd,ale teraz z dnia na dzień widzę,że jest ze mną coraz gorzej,wszystko mnie denerwuje ,z byle powodu płaczę.Czasem jak kładę się spać to proszę Boga,żeby już się nie obudzić,żeby ukrócił już to moje cierpienie...Wiem,że mojego męża tez unieszczęśliwiłam...Dodam jeszcze,że regularnie się badałam,chodziłam do gin przynajmniej raz w roku i nic,nic nie wybadał...Mam ogromny żal do niego ,do siebie...Gdy oglądam zdjęcia szczęśliwych mam to czuję jak mnie boli serce,myślę,że mi kiedyś pęknie z tego żalu....mam dość, nie widzę sensu,nie wiem co dalej
Podobne tematy
Kopciuszek wiem że teraz jesteś załamana a pocieszenie niewiele da ale pomyśl co dalej,nie załamuj się.Teraz jedynym wyjściem jest adopcja czy nie myślałaś o tym? Może tak miało być jak jest, żebyś dała dom i miłość jakiemuś dziecku.Też w życiu wiele przeszłam ale wiem że dopóki się żyje zawsze jest nadzieja.
Dopóki "stoisz" psychicznie w tym miejscu nic się w twoim życiu nie zmieni. Nie jesteś gotowa do myślenia i chcenia czego innego. Jest mnóstwo możliwości , aby żyć dalej i być szczęśliwą, ale na pewno nie, tkwiąc w rozpaczy, depresji i przekonaniu, że świat się zamknął.
Znam tysiące osób, które chciałyby sie z tobą zamienić, jakby to okrutnie nie zabrzmiało. Najważniejsze jest to, że żyjesz. To nie twoja wina, że byłaś chora i doświadczyłaś tego czego doświadczyłaś i to nie twoja wina, że masz teraz tak, a nie inaczej. Szkoda tylko, że ten najpiękniejszy czas twojego życia ucieka bezpowrotnie, zmarnujesz sobie życie sama do reszty tkwiąc w tym marazmie. Spróbuj zobaczyć piękno świata, on jest tobie dany, a ty go odtrącasz, spróbuj zobaczyć nędzę świata, to jest tobie oszczędzone, a ty tego nie widzisz.
Pragnienie dziecka można zrealizować na mnóstwo innych sposobów. Tylko trzeba otrzeźwieć, porozmawiać z mężem i zrobić plan działania. Samo, to przychodzi tylko nieszczęście, weźcie los w swoje ręce i walczcie dalej razem.Wiem co to długoletnia depresja dlatego jestem taka oschła i kategoryczna, ale mam swoje doświadczenia i z perspektywy swoich lat wiem, że depresja to odsunięcie człowieka od możliwości korzystania z życia, cieszenia się własnym życiem. Jeśli masz obok siebie kogoś kto cię kocha , piekęgnuj to, a reszta przyjdzie sama. Pozdrawiam Cię, życzę zrzucenia z siebie tego kamienia i spojrzenia słońcu "prosto w oczy".
Twoje życie nie jest skończone. Ty nie możesz ogarnąć się po chorobie.
Poszukaj dobrego terapeuty, pomocy psychiatrycznej, sama z depresji nie wyjdziesz.
Bardzo mądrze napisała Ci Kurcze.