Na początku chciałam się przywitać i liczyć na cierpliwych czytelników bo ta historia choć trwa od kilku miesięcy będzie długa do opisania. Nie wiem nawet od czego zacząć, żeby przedstawić wszystko spójnie ![]()
Po trwającym 6 lat narzeczeństwie rozstałam się ze swoim partnerem. Głównym tego powodem była jego chorobliwa zazdrość i dzielący nas dystans + niechęć żeby ten stan rzeczy zmienić. Koniec tego związku miał miejsce 5 miesięcy temu.
Było to dla mnie doświadczenie trudne, stresujące i zbiegło się w czasie ze śmiercią mojej ukochanej mamy. Dosłownie kilka dni po definitywnym rozstaniu pojawił się w moim życiu inny mężczyzna.Nie wiem czy to ciekawość, potrzeba bliskości, pragnienie zajęcia się czymś innym, czy tęsknota za miłością- sprawiła,ze pozwoliłam mu się do siebie zbliżyć. . Nie wzbudził jednak mojego zaufania od samego początku. Jest ode mnie starszy o 11 lat (ma ich 39 ). Jest rozwodnikiem, ma dorosłego syna i jest alkoholikiem (nie pije od 4 lat). Wymienione wyżej fakty przedstawiał mi stopniowo, kiedy się poznawaliśmy. Jest zupełnie inną osobą, niż te, które poznawałam dotychczas. Nie jest wykształcony, już od pierwszych spotkań nie przebierał w słowach, bywa wulgarny i czasem prymitywny.
W początkowym etapie spotykania się myślałam, że będzie to tylko przelotna znajomość, bo zbyt wiele rzeczy mnie w nim irytowało (nawet banalny fakt, że robi straszne błędy ortograficzne, co dla mnie jako filolożki było nie do przyjęcia;) ).
Początki były naprawdę dziwne, pomimo, że dobrze nam się ze sobą rozmawiało - na każdym kroku pojawiały się nieporozumienia. Nie będę ukrywać, że bardzo szybko wylądowaliśmy ze sobą w łóżku (kolejna nowość dla mnie, bo wcześniej nie zdarzały mi się tego typu znajomości). Zaskoczyła mnie jego łóżkowa fantazja (wibratory, sznury, umiarkowana przemoc). Z biegiem czasu z zaskoczenia przerodziło się to w zaniepokojenie - bo nie przebierając w słowach wyznał mi, że jest fanem porno i nawet zaproponował mi oglądanie filmów z udziałem zwierząt ;/
Kiedy był czuły i delikatny było nam cudownie ze sobą, niestety łóżko było na początku jedynym miejscem, w którym potrafiliśmy ze sobą rozmawiać szczerze i otwarcie.
Te rozmowy stopniowo zbliżały nas do siebie i odkrywały nasze ciemne strony. Cieszyłam się , że pozwolił mi się do siebie zbliżyć. Podczas jednej z takich rozmów dowiedziałam się, że mój partner był bity i maltretowany przez swoich rodziców.
Otworzył się przede mną w tej kwestii całkowicie. Widziała i czułam jak ciężko mu to przyszło. Było dla mnie sporym szokiem wyobrażenie sobie osoby jego matki. Osoby nadużywającej alkoholu, brutalnej, autorytarnej i pozbawionej uczuć. Wiele razy później podkreślał, że to rzutowało na jego późniejsze związki z kobietami. Szuka w nich ciepła i delikatności i twierdził, że znalazł to kiedy spotkał mnie, że jestem zupełnie inna niż jego wcześniejsze partnerki (było ich bardzo dużo i to również mnie przerażało). Przekonywał mnie, że jest już teraz zupełnie innym człowiekiem i tak naprawdę to od chwili wyzwolenia się z nałogu - zaczął tak naprawdę żyć. Podziwiałam jego silną wole i determinację w tym - żeby stać się lepszym człowiekiem. Imponowało mi to tym bardziej, że mój ojciec jest alkoholikiem, jednak nigdy nie podjął próby wyrwania się z nałogu. Mijały tygodnie, dowiadywaliśmy się o sobie coraz więcej, poprawiały się nasze relacje, wydawało mi się, że budowaliśmy wzajemne zaufanie. Czułam się z nim szczęśliwa. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Zaczęłam patrzeć na niego w inny sposób, przestała mi przeszkadzać jego "prostota", mimo, że dalej bywał wulgarny i chamski. Zrozumiałam, ze się zakochałam. Z dotychczas upartej i zdecydowanej kobiety zmieniłam się w osobę bezradną. Po każdej kłótni i nieporozumieniu przychodziłam do niego bo okazało się, że to ja o upartości nie mam pojęcia. Potrafił milczeć jak grób. Przepłakałam z jego powodu niejedną noc. Coraz baczniej zaczęłam mu się przyglądać, zaczęłam wierzyć, że nie był ze mną szczery kiedy mówił o uczuciach - że mnie kocha, że nigdy mu się nic podobnego nie przydarzyło, że chciałby ze mną się zestarzeć. Czułam się wykorzystywana emocjonalnie i finansowo. Coraz częściej kłóciliśmy się, głównie o przeszłość. Nigdy nie umiał pogodzić się z tym, że utrzymuję kontakt z byłym narzeczonym. Polega on na lakonicznym odpowiadaniu na pytania zresztą -od czasu kiedy się spotykamy jest ograniczony do minimum. Zdarzyło mi się dużo razy zupełnie nieświadomie wspomnieć o nim w rozmowach. Zawsze za to przepraszałam. Doszło do tego, że zrozumiałam, że on nie ufa mi ani trochę. Było albo cudownie- albo tragicznie. Skutkowało to wahaniem nastroju, huśtawką emocjonalną. Czułam się wyczerpana. Ale zawsze wracałam. Czułam , że go kocham.
Zdarzało się, że mnie obrażał, wyrzucał mnie ze swojego mieszkania, kazał oddawać klucze i inne rzeczy. Przyczyna takich zachowań nie pochodziła nigdy "z zewnątrz". Zawsze były to kłótnie o przeszłość. Miałam potworne momenty zwątpienia w sens dalszej znajomości. Ale nigdy nie potrafiłam zdusić w sobie uczucia jakie do niego żywię. Wczoraj przyznał, że kiedy spałam sprawdzał mój telefon i smsy do byłego narzeczonego. Skłamałam ,że nie utrzymujemy już praktycznie kontaktu, poczuł się oszukany i zdradzony. Nigdy by nie zrozumiał, że nie chciałam go denerwować i że ta naprawdę lakoniczna korespondencja nic dla mnie nie znaczy a dla niego nie stanowi żadnego zagrożenia. Dużo bardziej niż fakt, że naruszył moją prywatność, zabolało mnie, że tak naprawdę po 5 miesiącach znajomości on dalej mi nie ufa. Zwątpiłam, że kiedykolwiek tak się stanie. Wyszłam z jego mieszkania tym razem spokojnie. Wiem, że on nigdy już się nie odezwie do mnie, a ja czuję tak duży żal, że po raz kolejny musiałabym stawiać się w pozycji osoby winnej. Czuję, że bardzo kocham tego człowieka, boję się, że po czasie zrozumiem, że popełniam błąd odrzucając go ale nie mam już siły żeby z nim w ten sposób walczyć i przekonywać o szczerości swojego uczucia.
Bardzo liczę na jakąś odpowiedz osoby postronnej, być może zajmującej się fachową pomocą psychologiczną i każdego kto coś podobnego przeżył.
Pozdrawiam