netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

nieszczęsliwa.....

81 odpowiedzi16 179 wyświetleńzałożony przez Iwosia, 21.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 82 ]

1

Temat: nieszczęsliwa.....

Witam.
Nie daje rady,jestem wykonczona ciaglymi kłotniami,oskarzeniami,jestem zmęczona płaczem,zyciem,wszystkim....
Kłocimy sie co tydzien,co weekend,kedy mam wolne jestesmy pokloceni,oczywiscie to moja wina,ja wszystko zaczynam a przeciez nie mam powodów,jak to jest?on nigdy nie ma powodu do klotni,on jest wspanialy i cudowny,czego ja chce?po klotni ciche dni,5 dni,tydzien,najdluzej chyba tydzien,odpuszczam po kilku dniach,zaczyn mi go brakowac,nie wracamy do tematu i jest dobrze kilka dni....i odnowa....tak od roku,nie wiecej,co tydzien,moze w lato bylo raz miesiąc w miare dobrze bo mu mama zmarła,wiec stalam z boku czekalam,wspieralam zeby nie czul sie sam,ale nie wytrzymalam dluzej,gotuje sie we mnie wszystko i wybucham....potem raz zaluje raz nie.....bo przeciez czepiam sie glupot.i zawsze klotnia o jedno,ze mnie nie wspiera,ze nie przytula,nie caluje,malo czasu mi poswieca,a kiedys na 15 minut jechal zeby sie ze mna zobaczyc....wiem to byl na poczatku,jeszcze byly motyle...ale do cholery ja potrzebuje milosci,czulosci,wpsarcie,pomocy,mieszkam sama z dzieckiem.....on nie reaguje on nic nie robi.Napisalam mu meila ze mi zle ze brakuje mi go ze potzrebuje jego bliskosci,sexu,milosci itd.nie zrobil nic.....załamałam sie....kocham tego czlowieka ale on ma mnie chyba gdzies....twierdzi ze nie,ale pokazuje co innego....ja jestem nienormalna czy on?zostawic go?jestem po przejsciach,maz mnie zostawil po 8 latach malzenstwa z problemami,zostalam z niczym i sobie poradzilam,wyszlam w miare na prosta,pracuje radze sobie ale bez milosci nie potrafie zyc......mam juz chyba depresje...jest weekend czyli jestesmy poklocenie od wtorku,piszemy wzajemne oskarzenia smsami i nic z tego nie wychodzi...napiszcie cos ..nie mam sily juz,nie mam sily isc do pracy.....

2

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, toś se znalazła faceta.... Jeśli to nie Twój mąż to kopnij dziada w d..e...Zakładam, że nie kłócicie się jak on ma potrzeby. Wtedy potrafi być czuły, nie? A potem spodnie w garść i nara... Wiesz na czym polega związek więc nie będę nawet pisać... Mogę napisać maila do Ciebie?

3

Odp: nieszczęsliwa.....

Witaj pewnie ze mozesz napisac meila,wszystko co tutaj od was usłysze bedzie dla mnie taką podpora,jakąs podpowiedzia co robic....Dzis przegiął,wczoraj byl na imprezie pracowniczej,na to mial czas,i ochote tak...napisalam mu dzisiaj ze nigdy mu nie wybacze tego jak mnie ostatnio potraktowal,jak rzecz...nie napisalam definitywnie ze koniec ale min,wlasnie to mialam na mysli,a on jak zwykle ze sama zaczelam...i tyle.Jestesmy dorosli mamy ja 33 a on 35 lat,ludzie jak mozna byc takim podłym,egoista,jak?jak napisze mu ze koniec(bo glownie nasze kłotynie sa przez smsy),to nie bedzie mial zadnego poczucia winy,tylko sie jeszcze obrazi ze jak ja moglam go zostawic przeciez on tyle dla mnie zrobil.....co ja jeszcze z nim robie?ale to sie tak tylko mowi....dwa lata to jednak cos....ja wiem jak facet powinien traktowac kobiete(zreszta on wczesniej mnie tak wlasnie traktowal),dlatego to mnie boli najbardziej,ze jak go poznalam to sie dziwilam ze facet moze byc taki czuly a teraz....a moze on kogos ma?
Dzis mi moze mniej smutno bo jestem na niego wsciekła,ale caly czas o tym wszystkim mysle....jestem ciekawa czy cos zrobi,czy poczekac czy nie....

4

Odp: nieszczęsliwa.....

Wydaje mi sie ze jak facetowi zalezy to chyba odpusci swoja dume i w koncu cos zrobi chocby po miesiacu tak?czy nie?sama niewiem....a moze po miesiącu to juz zapomni i ma swiety spokoj bo przyzwyczai sie...napiszcie cos,gubie sie,niewiem juz nic.....;(

5

Odp: nieszczęsliwa.....

Był ze mną dwa lata i nie kochal mnie nawet odrobine,nic....szok.jak ja sie pozbieram,niewiem.....nie da sie

6

Odp: nieszczęsliwa.....
Iwosia napisał/a:

Był ze mną dwa lata i nie kochal mnie nawet odrobine,nic....szok.jak ja sie pozbieram,niewiem.....nie da sie

pozbierasz się, nie od razu, bo wszystko trzeba przetrawić, przeboleć, ale się pozbierasz.

7

Odp: nieszczęsliwa.....

wiem ze wszystko da sie przezyc wiem....ale boli,cięzko i boli....narazie jest dopiero pierwszy dzien kiedy nie napisal nic,wczoraj ostatni moj sms to nienawidzę Cie....,i cisza i bedzie cisza.........wiem,juz go znam.jak mozna byc z kims i nic nie czuc....czemu tak dlugo,?tysiac pytan i co cwile w telefon ale trzymam sie muszę,bo musze isc do pracy,musze dzieckiem sie zając...
i tak go nigdy nie bylo,w najwazniejszych dla mnie chwilach jego nie bylo....bedzie bolec długo,niechce juz nikogo;(((

8

Odp: nieszczęsliwa.....

Ej, nie patrz tak pesymistyczne w przyszłość. Nie zawsze mamy pod górę.
Na razie cię boli. Choć to wytarty frazes, wytarty ale sprawdzony i nie jeden go już wypróbował - czas leczy rany.
Byłaś z kimś kogo kochasz, ale nie czułaś się kochana. Po co tkwić w takim związku?
Na razie nie chcesz nikogo. Za jakiś czas zechcesz i oby to był mądry porządny człowiek.

9

Odp: nieszczęsliwa.....

Z tego co wiem, to Twój drugi nieudany związek. Czemu Ci Twoi mężczyźni są tacy źli? Masz do nich pecha? Czy raczej jest tak, że po pewnym czasie zaczynają się podobne problemy. Ten związek zapewne już jest przegrany i chyli się ku upadkowi, ciekawe jak będzie z następnym.

10

Odp: nieszczęsliwa.....

Bo bylam za dobra....,wierzylam za kazdym razem ze jestem dla niego wyjatkowa....ale okazuje sie ze to nieprawda.Kiedy mu zmała mama,pomagalam jak moglam,lecialam po pracy gotowalam obiadki zeby jego tata mial zeby on mial,martwilam sie o wszystko,kupowalam koszule,buty i dbalam zeby Krzysiowi nic nie zabraklo.pojechalam okna mu pomylam bo biedny zostal sam z ojcem no to kto mu to zrobi?skoro z nim jestem no to trzeba...,posiwcilam dla niego wszystko....,zylam chyba nim a nie sobą...to najgorsze..a on nie docenil nic....ja wcale tegoi wszystkiego nie musialam robic tak?ale chcialam zeby wiedzial ze jestem dla niego zawsze i to byl błąd...
Napisal ze jak nie to nie...prosil sie nie bedzie...powiedzcie mi czy on nic kompletnie nic nie czuje po rozstaniu?mimo wszystko jednak troche czasu bylismy ze soba,nie ma serca?kamien?wiem ze nie czulam sie kochana i caly czas sobie to powtarzam ze po co mi ktos taki skoro niedawal mi nic od siebie......;((
Myslę sobie ze jesli by mu zalezało to by cos zrobil,a jak nie to nic....chociaz znam go troche i wiem ze ma taka dume ze woli sie rozstac niz przyznac ze nie moze mu byc zle bezemnie....pisze chaotycznie...to rodzaj autoterapii dla mnie wybaczcie...
A jesli chodzi o poprzedni zwiazek to calkiem inne powody bylam z mezem 7 lat od prawie trzech juz nie jestem z nim...narobil mi dlugow klamal,bral kredyty nie splacal,popijal a ja niczego swiadoma zylam szczesliwa bo uczucie bylo.Wyszlam za maz z milosci,niewiem co sie potem stalo,mysle teraz ze nie podołal ten moj mąz wszystkiemu,ccial zebym miala wszystko a tak sie nie da....a potem znikną od tak zostawil mnie samą z dzieckiem bez pracy z dlugami i wielkim szokiem,ale dalam rade pozbieralam sie...a tu masz los....

11

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, jeśli nie wiążą was żadne więzy formalne to skończ to... Traktuje Cie jak wyjście awaryjne, jak manekina do zaspokajania potrzeb... Tak ja to widzę.
Może Twój wysiłek, żeby dbać o niego, o jego dom i ojca uznał to za OCZYWISTĄ SPRAWĘ, w końcu od tego baba jest...? Ty dajesz z siebie wszystko- on nic

12

Odp: nieszczęsliwa.....
adamajkis napisał/a:

...ciekawe jak będzie z następnym.

smile:):):)

13

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, Ty potrzebujesz ciepła, uczucia, wsparcia i jak w dym weszłaś w związek, myśląc że jak będziesz na każdą potrzebę, to on odpłaci Ci uczuciem. Jemu było wygodnie, tylko wygodnie. Miał uprane, posprzątane, ugotowane i kogoś do łóżka.
Gdyby mu na Tobie zależało dbałby o Ciebie.
Chciałabyś tkwić  w związku w którym jestseś tylko służącą?
Jeśeś silną kobietą, wyszłaś cało z poprzedniego związku. Wyjdziesz i tym razem.

14

Odp: nieszczęsliwa.....

Nie wytrzymalam napisalam smsa..czy jest teraz szczesliwy,napisal  ze nie nie jest ale wykonczylam go psychicznie podobno chce ochlonąc,potrzeba mu czasu......a moze on jest taki bezwzgledny i chlodny z racji zawodu?jest policjantem....a juz nic nie robie nic......dzisiaj wychodze na impreze z kolezankami i mam nadzieje ze sie bede dobrze bawic..:)
A tak wogole to tak sobie  mysle ze moze ze mna cos nie tak,za duzo chce?albo niewiem......jestem ładna,podobno atrakcyjna kobieta i tak sie czuje niedowartosciowana wiec moze tu problem...ze potrzebuje ciaglego udowadniana ze jestem taka czy siaka...o rany.......zmykam do pracy,nie mam siw w co ubrac......milego dnia:)

15

Odp: nieszczęsliwa.....

Rózne rzeczy słyszy się o mundurowych. Do tego zawodu wskazane są konkretne predyspozycje.

Aż tak bardzo domagasz się potwierdzenia, że jesteś "taka, siaka i owaka"?
Ja czasem lubię usłyszeć coś miłego, jak za dlugo nie slysze, to się domagam smile

Dobrze że postanowiłaś wyśjć z domu smile powinno to poprawić Ci samopoczucie.

16

Odp: nieszczęsliwa.....

Dajemy sobie szanse ostatni raz.tylko po co?dlaczego dla swietego spokoju?bedzie rozmowa,tylko co powiedziec,jak sie zachowac?ze niechce takiego zwiazku?ze nie chce zycia na pół gwizdka....niewiem czy jestem gotowa na rozmowe,zapytal czy w srode,napisalam ze raczej nie moge...musze pomyslec...niewiem co i jak razem zle osobno gorzej...mowi ze brakuje mu mnie i tyle...nie wystarcza mi to,nie daje satysfakcji,boje sie...ta rozmowa moze byc bolesna dla mnie,tak naprawde nie znam go dzis musze zapytac co go przy mnie trzyma...,ze chce znowu probowac.on chyba nie umie zyc w zwiazku,co robic co mu powiedziec,nieraz razem plakalismy ,czyli jego serce nie jest cale z kamienia,rąbek serca cos tam czuje...jest bezwzgledny,zasadniczy,jak z nim rozmawiac,a moze go olac troche niech wie ze nie moze byc mnie pewny na stówe,poradzcie cos...rozmawiac czy jeszcze o czym..........Boze czuje sie strasznie...co robic.....;(

17

Odp: nieszczęsliwa.....

Razem źle osobno jeszcze gorzej.
Wydaje się że to osoba, która czuje, że ciągłe bycie razem ją udusi. Może boi się zwykłej codzienności, że jej nie podoła, że się nie sprawdzi. Tobie nie wystarcza takie trochę razem, a trochę osobno. Być może czujesz się jak przedmiot do zaspokajania męskich potrzeb.
Jeśli tak czujesz to mu to powiedz.
Bez Ciebie też mu źle, więc może postawić sprawę jasno, albo razem na cały gwizdek, albo wcale. Wóz albo przewóz. Tylko musisz mieć świadomość, że to może być koniec.

18

Odp: nieszczęsliwa.....

Bardzo mało napisałaś o Twoim związku. Jak wyglądały Wasze spotkania, jak często się widywaliście? Co to znaczy, że okazywał za mało czułości? W ogóle nie przytulał, nie całował? Jakich dowodów wdzięczności oczekiwałaś, po tym jak pomogłaś po śmierci mamy?

19

Odp: nieszczęsliwa.....

Dziewczyno, ale braków emocjonalnych z dzieciństwa i pierwszego małżeństwa nigdy nie nadgonisz. Niestety musisz sobie zadać trud spojrzenia na siebie od tej strony.Jesteś trochę jak rozkapryszone dziecko, chcę tę zabawkę, teraz, już ,natychmiast. Niestety póki sama tego nie zrozumiesz i nie zdasz sobie sprawy, będzie ci coraz gorzej, związek nie polega na bezwzględnym zaspakajaniu twoich potrzeb, choćby były najpiękniejsze.

20

Odp: nieszczęsliwa.....
morte81 napisał/a:

Bardzo mało napisałaś o Twoim związku. Jak wyglądały Wasze spotkania, jak często się widywaliście? Co to znaczy, że okazywał za mało czułości? W ogóle nie przytulał, nie całował? Jakich dowodów wdzięczności oczekiwałaś, po tym jak pomogłaś po śmierci mamy?

Wystarczyloby czasem powiedziec,dziękuję Kochanie ze jestes,albo dziekuje Ci ze w tych trudnych chwilach jestes przy mnie i moge na Ciebie liczyc,od tyle zeby powiedzial,to duzo?ze tyle chce?ale nic...
wczesniej widywalismy sie czesto prawie codzien,czasem on zostawal na noc,czasem nie ale prawie codziennie,zawsze mówił ze jestem" przytulak" ale czesto mi w zartach mowil ze mąz mnie rozpiescil jak ksiezniczke(bo to prawda,)i wogole,ja mama zachorowala bylo jezdzenie do szpitala,ja przy nim caly czas,potem gdy zmarła w lato  musial sie zaopiekowac ojcem ktory ma 80 lat,wiem ze to tez bylo dla niego wyzwanie,musial sie nauczyc prac,gotowac,sprzatac bo wczesniej robila to mama a jeszcze wczesniej zona,ale pomagalam mu jak moglam,jak sie poklocilismy to wiecznie wypominal ze jemu jest teraz ciezko ja mam focha i jest sam itp.sory On ma 35 lat...
za malo czulosci tzn,jak ja sie nie przytule to nie ma,jak nie pocaluje to nie ma,jak jest klotnia to potem musze go przepraszac ze zaczelam i on biedaczek musi tydzien dochodzic do siebie i dopiero po tygodniu sie ze mna spotka...jakas masakra...tak jak on chce.A dzis juz dwa tygodnie minęły od klotni tak jeszcze nie bylo,wczoraj troche popisalismy mialo byc spotkanie jutro rozmowa ale dzis znowu.....zapytalam co mu daly te dwa tyg beze mnie?i co go przy mnie trzyma.wiec odpisal ze znowu szukam problemu wymyslam,rozplakalam sie zadzwonilam,mowilam i plakalam ze mnie nie kocha ze,ze niew znam go nie wiem oc on czuje itp.a on swoje ze robie problemy ze juz wczoraj bylo ok to ja odnowa i takie bzdury,ze ja chyba niewiem czego chce i sie wylaczyl....za chwile sms,rob sobie co chcesz,bo tylko problemy i problemy a on ma juz dosc i nie ma siły...wiec ja ząb za ząb ze ok.ostatnio sie duzo rzeczy wydarzylo w moim zyciu i ze zrobie tak jak on chce.i cisza.....odpuszcze,mysle ze on nic nie rozumie...niewiem juz nic niewiem.........a tak wogole to moje potrzeby nie sa zaspokajane wogole i zadne jak to napisala KURCZE.

21

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, to nie tak, chciałam ci tylko zwrócić uwagę na to, że związek nie polega tylko na bezwzględnym spełnianiu twoich zachcianek, ten facet najwidoczniej tego nie umie i boi się natarczywości z jaką się tego domagasz.Myślę, że niestety źle trafiłas. Policjanci po szkole są "lekko" utwardzani, a nie rozemocjonowani. Myślę, że on by nawet i chciał być z tobą, może nawet nauczyłabyś go romantyzmu na co dzień, ale potrzeba na to czasu i cierpliwości. Stąd te powyższe słowa.Też jestem kobietą i też marzyłam o tym co ty, tylko niestety nasi panowie tego nie umieją i nie rozumieją. Prędzej jakiegoś artystę potrzebujesz niż policjanta, albo ucz.

22

Odp: nieszczęsliwa.....

Dzięki:)ale dalas mi nadzieje ze jakos moze cos jeszcze sie da zrobic,coc niewiem bo oboje jestesmy wykonczeni....ale niestety mnie zawsze pociagaja tacy....a potem mi zle:( a moze zabardzo jestem taka no czuła zaborcza czy jak?i moze niecierpliwa dobrze napisalas....moze powoli z czasem jakos sie uda jesli jeszcze cos z tego bedzie wogole ale ja chce mimo wszystko....kocham go.odpuszcze oleje go troche i moze cos sie zmieni..z tego co wiem w poprzednim zwiazku tez sobie zyli kazdy sobie i sie moze przyzwyczail ale miedzy innymi dlatego sie rozwiedli,juz niewiem...poczekam i zobacze nie skresliłam go jeszcze całkiem.

23

Odp: nieszczęsliwa.....

Zniszczył mnie,zniszczył mnie psycicznie,....jestem wrakiem czlowieka,wyladowalam wczoraj na pogotowiu z nerwica i depresja.,,on mnie doprowadzil do takiego stanu ze zyc mi sie juz niechce,jestem winna wszystkiego co sie miedzy nami zdarzylo,wszystko moja wina,..jestem smieciem dla niego,nie dla mnie szacunku nawet troche.zrobil ze mnie wredna,zła kobiete,uwierzcie mi to nier prawda...co mnie przy nim trzyma?co?powiedzcie.jestem chora psychicznie chyba,musze sie leczyc bo jak mozna byc z kims kto cie zle traktuje ze az wpedza w chorobe?patrze w lustro i nie widze tej kobiety ktora bylam,to ktos inny,ja sie boje samotnosci,chyba dlatego sie go trzymam.musze znalesc psychiatre jakas terapie zeby moc wyleczyc sie z uzaleznienia bycia z kimkolwiek,Boze....przegralam zycie wszystko,jest we mnie pustka i zal ogromny zal,moja dusza płacze,niewiem co robic,jak zyc...potrzebuje pomocy.mam przyjaciol,mam,ale kto tego nie przezyl niewie...nie umie powiedziec odchodze,nie umie ajest mi zle,boje sie powiedziec,on i tak uzna ze to moja wina.gdyby on pierwszy powiedzial ze odchodzi moze byloby lepiej.nie wytrzymam juz dluzej...jak napisalam wczoraj ze jestem na pogotowiu to odpisal ze naprawde jestem nienormalna,zebym sie leczyła.szok...dlaczego nie umie tego skonczyc..blagam pomozcie mi..

24 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-10-18 10:24:05)

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, a co Ty robisz źle, czy powiedział Co mu się nie podoba w Twoim zachowaniu, czy zwrócił Ci uwagę na to co powinnaś w sobie poprawić?
Malo piszesz o nim, mało też o sobie. To za mało, żeby obiektywnie spojrzeć na wasz związek i dać Ci jakąś godną wcielania w życie radę.
Ty piszesz pod wpływem emocji i tylko i wyłącznie o tym, że Ci źle.
Możemy Ci współczuć, ale radę dać trudno.

Boisz się samotności? Czy strach przed samotnością jest tak wielki, że trwasz w niepewnym związku, który wpędza Cię w chorobę?
Czy dwoje dorosłych ludzi nie może na spokojenie ze sobą porozmawiać? Powiedzieć czego od siebie oczekują i wprowadzać to w życie ?

Iwosia co ty narozrabiałaś w tym związku, a co on w nim zrobił niedobrze? bo to samo się nie zrobiło, że jest źle.

25

Odp: nieszczęsliwa.....

On jest typem strasznym,beznadziejnym przypadkiem....nic go nie rusza,nic...kiedys szalał na moim punkcie,calowal,przytulal,jak sie obudzil to najpierw do mnie dzwonil  zeby mi powiedziec dzien dobry dopiero wstawal.przyjezdzal nawet na 15 minut,zeby tylko mnie zobaczyc,naprawde bylam szczesliwa.....bardzo szczesliwa,czulam ze jestem wazna czulam ze dla mnie zrobi wiele,wszystko sie zmienilo niewiem kiedy poprostu niewiem... teraz twierdzi ze sie czepiam i mam fochy o byle co.czepiam sie bo ma mnie gdzies,bo mnie nie przytula nie mam u niego wsparcia,nigdy go nie ma jak go potrzebuje,nigdy by nie przyjechal jak jest obrazony o byle co tylko musi mnie ukarac za to ze sie z nim o cos poklocilam cichymi dniami,bo tak go wyprowadzilam z rownowagi ze on musi ochlanac ksiąze,z tydzien musi mnie karac tym ze do mnie nie przyjedzie,porozmawiac tez niechce bo musi ochlonac,przez smsy jak zbyt duzo pisze i mu mowie jak krowie o co mi chodzi to stwierdza ze wymyslam i zebym mu dala spokoj.on stawia warunki,on jest najwazniejszy a najgorsze jest to ze on wmawia mi to ze on to smiec a ja jestem tylko wazna,ze nie mam szacunku do niego i takie bzdury wyssane z palca.jestem u skraju wytrzymania.wszystko dla niego robie,wszystko..za bardzo sie poswiecam i nie mam nic w zamian. on nawet sexu nie potrzebuje,raz na dwa tyg.kiedy on chce bo jakbym ja to nie ma,jak sie poklocimy to oczywiscie jest moja wina.ja go musze przepraszac i ja musze pierwsza sie odezwac bo inaczej on sie nie odezwie...jak sie kiedys poklocilismy i go przytrzymalam kilka dni i sie nie odezwalam,dopiero po 4 dniach to napisal oburzony ze teraz sobie przypomnialam?masakra..kiedym mu napisalm meila o tym co czuje co bym chciala zmienic,czego mi brakuje to olał to nawet nie powiedzila czy przeczytal.jak pojechlam do niego kiedys z placzem ze nic sie nie stalo zeby on sie obrazil,poszlo o bzdure,wygarnelam mu wszystko ze mnie zle traktuje ze jestem na ostatnim miejscu zawsze,ze ma wazniejsze rzeczy odemnie,ze jestem z nim nieszczesliwa to mi powiedzila zebym nie wymyslala i ze sie zachowuje jak idiotka...i wyszlam nawet do drzwi mnie nie odprowadzil....a jak powiedzialam ze sie lecze na depresje bo mnie doprowadzil do takiego stanu to mi odpowiedzial ze wiesz naprawde sie lecz TY jestes nienormalna. Najlepiej jest jak nic od niego niechce,jak jestem z boku i niczego nie oczekuje,wtedy jest dobrze,a ja sie dusze tłamsze z uczuciami,bo chce spedzic normalnie z nim wieczor bo mi go brakuje bo mi zle bez niego a on ma mnie gdzies.....powiedzcie mi ja jestem nienormlana czy on?chce partnerstwa,milosci...on nic mi nie umie dac....

26

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, co dobrego daje Ci ten związek?
Ja nic takiego nie znalazłam.
Facet jest niezrównoważony emocjonalnie.
Uzależniłaś się od niego i świata po za nim nie widzisz.
Wykańcza Cię psychicznie.
Strzela fochy z byle powodu, a Ty za wszystko go przepraszasz.
Nie zmiękczysz go, ani nie zmienisz. Na dłuższą metę się przy nim zamęczysz.
Nie myślałaś żeby to skończyć?

27 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-10-18 22:42:21)

Odp: nieszczęsliwa.....

tysiac razy konczylam ten zwiazek ale zawsze wracam,on mowi ze on wie ze musi poczekac az mi przejdzie i za kilka dni jest ok na tydzien a potem odnowa...a jak pytam  dlaczego nie odejdzie skoro jestem złą niedobra to cisza milczy.to dzis mowie ze sluchaj jak ci zle to odejde i nie ma powrotu, to mowi ze wymyslam i ze ja chce odejsc bo on nie...czyli mam zostac ale nic dalej dla ciebie nie zrobie...mialam kiedys meza,ktory traktowal mnie jak ksiezniczke,a teraz czuje sie jak pies,zbity pies...
on jest policjantem zryty łeb chyba ,wykoncze sie,,coraz czesciej mysle by wrocic do męza.....ale nie potrafie odejsc od tego...masakra.Dzis sobie powiedzialam ze jak zapytam czy chce abym odeszla i odpowie (jak zawsze)rob co chcesz to odejde zmienie numer i odejde ale on nie powiedzial nic.....chyba najlepiej odejsc gdy nie ma powodu by zostac...jestem uzalezniona chyba masz racje i dlatego nie umie odejsc...


w ciagu ostatniego polrocza klocilismy sie co tydzien na weekend,potem tydzien przerwy az ksiaze ochlonie i tak leci czas.....

28

Odp: nieszczęsliwa.....

Odeszłam....wyłączyłam telefon,złamałam karte kupiłam nowy numer i koniec.mam dosc.mam serdecznie dosc.ma mnie za nic,za nic....napisalam mu smsa na koniec ze mam dosc,ze czuje sie jak smiec i jak kolo zapasowe,ze jestem na ostatnim miejscu zawsze k.... zawsze...i ze jest wolny....dwa lata w czwartek jest dwa lata jak sie poznalismy,trudno....narazie nie dociera,jestem wsciekla ale bede plakac nie raz,wiem ze nie byl wart.i wiem ze nic nie zrobi cocby niewiem jak chcial byc ze mna,ale nie bedzie chcial bo  do tej pory niechcial...musze chyba sie przeniesc na inny temat,jak przezyc rozstanie....cięzko bedzie cięzko,ale z nim tez bylo cięzko...dajcie mi siły..;((

29

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia. Miałaś kiedyś męża. Czemu odeszłaś od męża skoro traktował Cię jak księżniczkę? Czy odeszłaś od męża dla tego faceta?
Jeśli tak. Rozumiem jego zachowanie. Zdobył Cię. Byłaś interesująca, kiedy należałaś do kogoś innego. Już nie musi nikomu Cię odbijać. Nigdy nie błyo w nim uczucia, zwykła chęć zdobycia a brak chęci posiadania. Najwyraźniej mu się znudziło.
Wyrzuciłaś kartę, ale czy nie masz w pamięci jego numeru? Czy nie będzie Cię korcić by napisać?
Na pewno wytrwasz? Czy to tylko, by się wkurzył, na wypadek jeśli zadzwoni?

30 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-10-20 10:11:28)

Odp: nieszczęsliwa.....

Mialam męza,jak pomysle jak on mnie traktowal a jak traktuje ten....jego by serce boalało jakby zobaczyl ze ja płacze,on by sobie flaki wyrywal zebym ja miala bluzke bo mi sie spodobala.problemy nas przerosły,brak pracy,brak kasy,dlugi,problemy zdrowotne i on sie wyprowadzil i tak zostalo(ochajtalismy sie z wielkiej milosci),zostalam sama a on tak jakby uciekl do tego wszystkiego,powoli stanelam na nogi,i wtym czasie poznalam jego,wiec to nie tak do konca,bo mieszkalam juz sama z dzieckiem,wiec niebardzo mial z czym rywalizowac,a on mial zone ale to nie dla mnie odszedl od niej bo to tez juz bylo postanowione,nie nieli dzieci...itd.ale moze masz racje ze mu sie znudzilam,zona mu sie kiedys znudzila,ja sie znudzilam bo dwa lata to dlugo...z zona tez byli malzenstwem dwa lata...
A karte wyrzucilam,napisalam na koniec ze mam dosc i ze zmieniam numer...a co mam zrobic?mnie korci,ale on nie bedzie mial do mnie wiec nie bedzie pisal smsow typu,ze go wyh....,zebym nigdy wiecej nie dzwonila i takie tam...mnie korci,bardzo placze od wczoraj,biore pramolan on mnie troche zobojetnia..ciezko mi,korci mnie zeby napisac,ale niewarto bo wiem ze nic dla niego nie znacze,a jak sie odezwe to on pomysli-wiedzialem,wiedzialem ze wroci.,jak zawsze..,ale tak nie bylo jeszcze,on napewno jest wsciekly ze jak ja moglam mu to zrobic.nie o to chodzi....podswiadomie gdzies mysle ze odeszlam by zobaczyc czy zawalczy o mnie bo wie ze go kocham..
A jesli chodzi o meza to mamy bardzo dobry kontakt bo mamy dziecko on zabiera synka co weekend do siebie,i coraz bardziej mysle co by bylo gdybysmy sprobowali,bo tak naprawde nawet nie dalismy sobie wtedy szansy,a moze to znak ze z tym mi zle bo z nikim mi nie bedzie dobrze jak z mezem....jestem rozbita,rozdarta,niewiem czy potrafilabym znowu z mezem....czas,tu trzeba chyba czasu,bo oszaleje....


niechce zeby to bylo tak ze z  tym nie wyszlo to wracam do meza...bo ja na te chwile tego niechce,kocham innego,cierpie po rozstaniu,a tez niewiadomo czy maz by chcial itd.narazie meza temat jest w tyle,musze przezyc to wszystko co mnie boli teraz,..a boli przeokropnie.

31

Odp: nieszczęsliwa.....

Wygląda, że ulokowałaś uczucia fatalnie. Facet z rodzaju tych, co to mają określony okres gwarancji. Ten ma najwidoczniej dwuletnią. Żebyś Ty niewiem jak się starała, żebyś kochała najbardziej na świecie, on zdaje się ostygł.
Iwosia, masz synka, staraj się żeby dziecku dać ciepła tyle ile możesz, nie bądź smutna przy nim,bo synek może pomyśleć że on jest powodem Twojego smutku.
Teraz widzisz wszystko na czarno, bardzo cię boli i może boleć długo. Niema gwarancji, że faceta obudzi Twoje milczenie. Może mu nawet na rękę. Na siłe go nie zmusisz do milości. Miej honor i kobiecą dumę i żeby niewiem jak Cię korciło, nie dzwoń, nie pisz.
Na jednym dupku świat się nie kończy.

32

Odp: nieszczęsliwa.....

Niewiem czy wytrzymam niewiem,caly dzien dzis leze i wyje,nie moge sie pogodzic z tym ze bylam dla kogos nikim a on dla mnie wszystkim,jakies tam plany mielismy,on chyba byl przekonay ze ja nigdy nie odejde,ze sie poklocimy ze beda ciche dni ale ze nie odejde..bo nie raz mowil ze na 1 listopda to pojedziemy na grob gdzies tam,w swieta to cos tam jak bedzie wolne to cos tam,a tu buch,teraz to nawet jakbym napisala to napewno ksiaze jest smiertelnie obrazony ze ja moglam mu cos takiego zrobic.Zebym wytrwala,masakra ...tak boli....

33

Odp: nieszczęsliwa.....

nie rozumiem takiego związku gdzie kobieta poświęca się dla faceta który nie jest tego wart. by utrzymać ten związek chcą za wszelką cenę zmienić siebie albo jego. nie ma nic na siłę. dlaczego niektóre kobiety same na własne życzenie stają się nieszczęśliwe. czy to ma sens?? taki związek powoli zabija. trzeba wziąć się w garść i odejść dla własnego dobra a nie dać się zniewolić facetowi do takiego stopnia że nawet on za nas będzie myślał i decydował a my jak roboty robili to co on chce zaślepione uczuciem? męczyć się na własne życzenie?

34

Odp: nieszczęsliwa.....

Wiesz nie jest łatwo naprawde nie jest łatwo odejść...,przypuszczam ze jestem kobieta kochajaca za bardzo i tu jest problem...moja kolezanka tez sie dziwi czemu ja sie go trzymam skoro mi zle skoro on jest Piotrusiem panem,narcyzem itd.ja niewiem,poprostu niewiem,..nie umie odpowiedziec na to pytanie,czegos sie cyba boje,bólu cierpienia po definitywnym rozstaniu,niewiem....jest mi zal ale siebie...potrzebuje chyba terapii...

35

Odp: nieszczęsliwa.....
Iwosia napisał/a:

Wiesz nie jest łatwo naprawde nie jest łatwo odejść...,przypuszczam ze jestem kobieta kochajaca za bardzo i tu jest problem...moja kolezanka tez sie dziwi czemu ja sie go trzymam skoro mi zle skoro on jest Piotrusiem panem,narcyzem itd.ja niewiem,poprostu niewiem,..nie umie odpowiedziec na to pytanie,czegos sie cyba boje,bólu cierpienia po definitywnym rozstaniu,niewiem....jest mi zal ale siebie...potrzebuje chyba terapii...

Czy to znaczy że znowu odezwałaś się pierwsza?

36

Odp: nieszczęsliwa.....
Iwosia napisał/a:

Wiesz nie jest łatwo naprawde nie jest łatwo odejść...,przypuszczam ze jestem kobieta kochajaca za bardzo i tu jest problem...moja kolezanka tez sie dziwi czemu ja sie go trzymam skoro mi zle skoro on jest Piotrusiem panem,narcyzem itd.ja niewiem,poprostu niewiem,..nie umie odpowiedziec na to pytanie,czegos sie cyba boje,bólu cierpienia po definitywnym rozstaniu,niewiem....jest mi zal ale siebie...potrzebuje chyba terapii...

Iwosia, napisałaś moją historię, Twoje relacje z partnerem wypisz wymaluj DOKŁADNIE takie same chore relacje, oziębłość, lekceważenie mnie na każdym kroku, tylko liczył się ON, ja musiałam znosić w ciszy jego fochy i tylko spełniać jego potrzeby, w zamian dostawałam upokorzenie, zbudował "związek" na zasadzie wezmę ile tylko mi dasz, ale ode mnie nie dostaniesz NIC....z tym, że narcyz i piotruś pan w jednym zdradzał mnie od ponad pół roku, prowadził podwójne życie, nawet dupka nie było stać na to, żeby się przyznać, gdy pytałam czy jest ktoś trzeci....załamałam się i też napisałam podobnie jak Ty, że dość tego koniec ......byliśmy 4 lata, ale także jak u ciebie sielanka z egoistą trwała ok.2 lat, potem nerwy , kłótnie, życie obok siebie pod jednym dachem, mój strach przed odejściem...permanentne cierpienie...nie walczyłam już o niego, wiedziałam, że się nie zmieni, a ja dłużej tego nie zniosę, dobrze, że wyjechał i poszukał sobie następną ofiarę, jego wyjazd to zrządzenie losu i tak naprawdę  uratowało mi życie bo doprowadził moją psyche do całkowitej ruiny ;(...minęło 9 m-cy, nadal boli jak jasna cholera ;(, byłam z 3 miechy na antydepresanty, depresja, mam do dziś problemy ze snem,nawracające koszmary z nim w roli głównej, podjęłam terapię indywidualną bo odkryłam, że deficyty z dzieciństwa niszczą moje życie, że muszę żyć na razie dla siebie, bo nie jestem w takim stanie zbudować w przyszłości zdrowej relacji, chodzę też na grupę wsparcia dla kobiet po rozstaniu, aby popracować nad odbudowaniem mojego poczucia własnej wartości, pracujemy nad kontrolą emocji, moja samoocena przez tego narcyza spadła poniżej dna, jest trudno tyle czasu minęło, ale coraz częściej się śmieję, ukierunkowałam się na ludzi, zajęłam się sobą, zaczynam dostrzegać swoje potrzeby, na które byłam głucha i ślepa, będąc z nim, wracam do tej swojej dawnej JA sprzed tego toksycznego związku, odcięłam się od niego, nie dzwonię, nie smsuję, ucięłam to definitywnie, mimo, że 2 razy dzwonił, nie odebrałam jego telefonów przejęłam w swoje ręce odpowiedzialność za moje życie, bo byłam chorobliwie uzależniona od tego zaburzonego człowieka, też kochałam za bardzo....Iwosia, powiem wprost poprzez to cierpienie  (ten emocjonalny detoks od nich ) wygrałyśmy najważniejsza i najcenniejszą nagrodę: SIEBIE ! Odradzam się w bólu, powoli, niczego nie przyspieszam  i jest inaczej i dużo lepiej!  Trzymaj się kochana, pozdrawiam.

37 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-11-06 21:35:00)

Odp: nieszczęsliwa.....

Ewitta widzisz bardzo Ci współczuje bo jak sama napisalas mialas identycznie jak ja...powiem tak skonczylam to dzieki komus kto mnie postawil na nogi w koncu,ktos mnie chyba wyleczyl,to dobry znajomy,niewiem jak on to zrobil ale wreszcie zobaczylam jaki jest naprawde i jak mnie zniszczyl,jak mi zmarnowal dwa lata zycia,jak mnie nie szanowal i wiem jak powinna byc traktowana kobieta przez męzczyzne...Boze jak ja moglam prosic sie o rozmowe o przytulenie, pocalunek,znosic jego fochy ciche dni obwinianie o wszystko...wiem beda chwile smutne,bo czasem napewno dopadnie mnie dól,depresja,ale wiem ze zasługuje na szczescie o ktore nie mozna skamlec jak pies...pozdrawiam.
Ten typ sie nie zmienia,on niewie ze krzywdzi ale tez nie chce sie zmienic bo nie ma takiej potrzeby bo mu dobrze z tym jaki jest,ale napewno kiedys sie ogarnie ale kto na to by czekał?ile mozna czekac?jak mozna kogos karac za to ze mu sie nie spodobaly moje slowa,i nieodzywac sie tygodniami...nie chciec sie pogodzic,.to chore to toksyczny zwiazek..Piotrus Pan sie nie zmienia,jemu jest bardzo dobrze...oni nie zrozumia kobiet bo widza tylko czubek własnego nosa.Nie wierzylam ze nie da sie zmienic kogos takiego,ale teraz juz wierze ze nie ma sensu sie poswiecac,trzeba uciekac...ja powinnam uciec rok temu juz wtedy jak mnie zostawil sama na weselu w deszczu boso daleko od domu...Matko jak pomysle....ale bedzie dobrze,musi byc...

38

Odp: nieszczęsliwa.....

Mimo bycia w terapii mam jeszcze problem z wybaczeniem sobie własnej "ślepoty" na to jak pan K.mnie traktował, boli mnie, że mimo jaskrawych sygnałów pełnej ignorancji mojej osoby, nie reagowałam w ogóle, tak jakby mi się to należało, jakbym widziała mojego ojca-tyrana, który poniżał mnie i dawał do zrozumienia, że nie warto się moimi uczuciami przejmować, że jestem nic nie warta... dlatego nie udało mi się przed własnym katem bronić, poddałam się temu lekceważeniu, dałam się sprowadzić do roli popychadła, straszne jest uświadomić to sobie;( choć całe wnętrze przeszywał krzyk: chcę, abyś mnie akceptował taką jaka jestem, pragnę twojej uwagi, wysłuchaj mnie proszę, pokaż mi, że mnie kochasz, przytul mnie....na siłę pakowałam się mojemu ex na kolana, a jemu zapewne flaki w środku się wywracały z obrzydzenia mojej bliskości(tak strasznie potrzebowałam czułości), jak żebrałam o każdą minutę uwagi i jeszcze teraz nie mogę poradzić sobie, że to była tylko z jego strony gra, oszustwo misternie uknute, czuję się jak odtwórczyni roli naiwnej panienki z filmu "Tulipan"(a jestem już metrykalnie bardzo dojrzałą kobietą)...dotarło wreszcie do mnie, że już dawno byłam dla niego nikim, że tylko był przy mnie, bo pomieszkiwał, miał darmową wyżerkę i na zawołanie seks. Taka jest prawda. Codziennie zdaje sobie pytanie: dlaczego cierpiałam na naiwność, chore zauroczenie taką osobą i złudne przeświadczenie, że żaden inny,tylko on mi może dać szczęście? Na większość moich zapytań znam już odpowiedź, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest wytłumaczalne i racjonalne do wyjaśnienia, szczególnie w kwestii uczuć i tego wszystkiego czego nie obejmiemy rozumem....Teraz wiem jakie błędy popełniłam, ale nadal boję się, że nie rozpoznam w swoim życiu takich potworów, emocjonalnych popaprańców i wykorzystywaczy... przez takich właśnie palantów fajne i wartościowe kobiety, pełne bólu i zawodu po rozstaniu, skazują się na samotne życie...i nie dlatego, że tak chcą, ale już nie potrafią zaufać, boją się ponownego cierpienia przez które już przeszły....sorry, że tak mało optymistycznie, ale tak mnie naszło dzisiaj....
A idąc dziś za sąsiadem do bramy, który szczęśliwy trzymał swoją 10/12 letnią córkę za rękę, aż mi gardło ścisnęło, nie z zazdrości bynajmniej, ale powstała tęsknota w głębi serca za czymś czego ja nie dostałam i czego brak odciska się piętnem na moim życiu, a szczególnie na relacjach z mężczyznami.

39

Odp: nieszczęsliwa.....

Ewitta Matko jak mi przykro....czytam to co piszesz i widze siebie....wiem strach jest i narazie bedzie przed ponownym cierpienie,odtraceniem i wogole,ja dzis nie moglam zasnac bo jednak myslałam o nim mimo ze wiem ze juz nawet jakby chcial to ja niechce bo wiem ze nic dobrego mnie z nim nie czeka...ale boli fakt ze my dajemy z siebie wszystko a oni nie umieja tego docenic...i tak mam jak Ty ze jak widze kogos,rodzine dzieci to az mi serce sciska ze ja tak nie mam...nie mialam zlego dziecinstwa (chyba)ale cos jest ze mna nie tak skoro tak balam sie odejsc od kogos kto mnie niechcial...jesli masz gg to napisz do mnie pogadamy to moj numer 12729355..zawsze to pomaga,trzymaj sie cieplutko.

40

Odp: nieszczęsliwa.....

Wszystko mi wykasowało, co napisalam , no trudno jeszcze raz klepię w klawiature.. wróciłam z 1 h temu od mojej psycho.., przepracowałysmy dziś nienawiść jaką ostatnio darzę facetów..ostatnio na silowni zupełnie nieświadomie obcesowo potraktowalam faceta, który chcial ćwiczyć na tym sprzęcie co ja....juz chyba nawet moja mowa ciała nie jest w stanie zafalszować obrzydzenia do nich ;(..O dziwo moja psycho zinterpretowała to jako zupełnie coś normalnego, kolejny etap zdrowienia,, cieszy ją, że moja zlość daje upust na zewnatrz, że przestałam się obwiniać, a cała zła energia wylewa sie ze mnie jak lawa ...dzis jednak wracajac z pracy  w samochodzie ryczałam,a powód? Wstąpiłam na BP, gdzie razem tankowaliśmy, mył mi tam auto, pompowal koła..wystarczyło, aby rozkleić się na maksa, te cholerne wspomnienia wryły mi się w beret (mam wrażenie z czasem że wdzierają się ze zdwojoną siłą) a ja ich nie chcę, wypieram je a one dręczą i rozwalają mnie od środka i co mi sie już wydaje, że jest już nawet ok, to nie (wulgaryzm) wcale nie jest ok, jest ch**wo i znowu pcham ten głaz na gorę, żeby popatrzeć jak stacza się znowu i mnie przygniata...boję się, że nie mam takich zasobów siły, aby stoczyć tę walkę o siebie...nie weim czy dam radę...;(

PS.Odezwę się Iwosia, w weekend mam najazd znajomych ( zawsze u nich spontan:) ), ale w nast. tygodniu pogadamy, wierzę, że wyjdziemy z tego i bedziemy jeszcze szczęśliwe! Nastawienie takie może nie nastraja na dzis dzien, ale wierzę, że z tego syfu obje i (inne kobietki też) wyjdziemy mądrzejsze i silniejsze i pokażemy naszym krzywdzicielom,że nas nie złamali i się nie dałyśmy,a nawet nasze życie będzie lepsze, pelniejsze mimo ich nieobecności. Pozdrawiam i ściskam mocnooo
Aha i mam pytanie Iwosia, czy też myslisz o tym, kiedy się jemu zacznie wszystko pieprzyć w nowym związku ? Ja myślę o tym i mam nadzieję, że los odpowiednio odpłaci mu z nawiązką za moje cierpienie. Oj chyba do etapu "wybaczenie" przede mną dluuuuga droga...

41

Odp: nieszczęsliwa.....

Nie wiem Iwosia dlaczego, ale wpakowałam twojego byłego, bogu ducha winnego w związek z inną (wycofuję wiec moje pytanie),z twoich postów wynika, że nie porzucił cię dla innej (jak to było w moim przypadku), no widzisz ja już nawet każdemu facetowi przypisuję zdradę,kłamstwo i oszustwo...a jest to krzywdzący osąd, bo chyba są też porządni, mądrzy i odpowiedzialni...
Spokojnego snu:)

42

Odp: nieszczęsliwa.....

Jej Iwosia przez co Ty musiałaś przejść sad Facet jest chyba niestabilny emocjonalnie,zachowuje się jak niektóre kobiety podczas okresu wink Mój facet też nie był typem uczuciowca,który co chwila przytula i całuje.Jeżeli widział że akurat tego mi potrzeba to to robił.Zauważyłam że dopiero po ponad 2 latach wspólnego mieszkania (razem jesteśmy ponad 5 lat) stał się bardziej czuły,tzn.jak wstaje do pracy to trochę wcześniej żeby mnie poprzytulać,wycałować,powiedzieć mi jak słodko spałam smile jak wraca z pracy to się przytula i całuje. Życzę Ci żeby Twój przyszły związek wyglądał właśnie tak jak sobie to wymarzyłaś,bo w życiu trzeba się spełniać big_smile Skoro pisałaś że płakał to chyba taki twardy nie jest (mój od 10 roku życia ani jednej łzy nie puścił,teraz ma 25,no chyba że podczas ziewania,nawet jak dziadziuś mu zmarł - potwierdzone przez przyszłą teściową,ale to pewnie zasługa jego ojca,bo od dziecka wmawiał synom że mają być twardzi,nie dać się złamać,a o żadnym płaczu nie ma mowy) Jak sobie wyobraziłam tą sytuację o weselu,to aż ciarki przechodzą...Nie popełnij błędu i nie wracaj do tego narcyza,który za wszystko obwinia Ciebie,zawsze myślałam że to my kobiety rzucamy fochy,ale widocznie się myliłam wink Powodzenia w szukaniu tego jedynego,szczęśliwej miłości ! Bądź silna,masz dla kogo żyć - masz synka big_smile

43

Odp: nieszczęsliwa.....
Iwosia napisał/a:

Wiesz nie jest łatwo naprawde nie jest łatwo odejść...,przypuszczam ze jestem kobieta kochajaca za bardzo i tu jest problem...moja kolezanka tez sie dziwi czemu ja sie go trzymam skoro mi zle skoro on jest Piotrusiem panem,narcyzem itd.ja niewiem,poprostu niewiem,..nie umie odpowiedziec na to pytanie,czegos sie cyba boje,bólu cierpienia po definitywnym rozstaniu,niewiem....jest mi zal ale siebie...potrzebuje chyba terapii...

wiem jak to jest ciężko zrobić bo sama kiedyś przez to przechodziłam. dużo wody w rzece upłynęło za nim odeszłam i zapomniałam.
Cierpimy, bo czujemy, że dajemy więcej, niż otrzymujemy w zamian.
pozdrawiam

44

Odp: nieszczęsliwa.....

Witajcie dziewczyny.
Dzis wolny dzien,wiec dzien rozmyslań,wspomnien,listopadowa pogoda strasznie dołuje...brrr,masakra.
Trzymam sie jest roznie,choc musze powiedziec ze jest lzej niz mi się wydawało....ale to chyba dzieki znajomemu,niewiem jak on to zrobil ale łatwiej przezywam to rozstanie z Narcyzem,nie pisze nie dzwoni,ja tez ,tylko napisalam zeby mi moje rzeczy podrzucil bo u niego zostaly,ma podrzucic....najgorosze jest to ze boje sie ze nie uda mi sie w nastepnym zwiazku,ze strach mnie zabije ze ciagle bede porownywac,i wogole to sie boje byc z kims odnowa,niechce mi sie,boje sie zranienia odtracenia,napewno trzeba czasu....wiecie ja niewiem jak to jest bo z męzem bylam 8lat i az tak nie przezywalam,ale tam wszystko dzialo sie powoli,powoli odchodzil,coraz mniej przyjezdzal,coraz mniej dzwonil i chyba to bylo najlepsze co moglo byc bo i ja i dziecko sie przyzwyczailismy...
Boje sie tez ze bede pakowac sie w byle jakie zwiazki,jak tylko sie ktos mna zainteresuje,oby nie....chyba tak mocno jestem zakompleksiona,niedowartosciowana..a powiem szczerze ze podobno jestem atrakcyjna kobieta i nikt mi nigdy nie dal 33 lata,tylko 25-27 ale jakos trudno w to uwierzyc...skoro nigdy sie nie slyszalo zadnego komplementu od Piotrusia Pana....
zaczelam chodzic na silownie,tam duzo czasu spedze,chcialabym znalesc jakas pasje,niewiem jeszcze ale uwielbiam czytac ksiazki,czy to pasja?niewiem...jak widac chyba nie jest ze mna az tak zle skoro mam na to siłe....ale chyba przeszlam tę najgorsza faze i dlatego,z psychotropami.Od kad zaczęłam rozmawiac z moim znajomym rzucilam wszelkie tabletki,gadamy codziennie na gg i chyba a jest dobrze..dziewczyny a jak wy sie trzymacie?ewitta jak weekend?i jak samopoczucie?pozdrawiam.

45

Odp: nieszczęsliwa.....

Aby poczuć słodycz życia,
trzeba najpierw spróbować
jego gorzkiej części...
POZDRAWIAM.

46

Odp: nieszczęsliwa.....

Cześć dziewczyny, wtaj Iwosia,
w weekend przyjechali do mnie znajomi, trochę odskoczni od tego dręczącego bólu i dołującego myslenia...zajęłam się kuchnią (poraz pierwszy od rozstania upiekłam ciasto i zrobiłam sałatkę-smutne, nie? i od dobrych kilku miesięcy zrobiam gruntowe porządki, nie znaczy,że obrastalam na co dzień w brudzie, ale pobierznie ogarniałam chałupę, aby w razie niespodziewanej wizyty kogokolwiek nie świecić oczyma...poza tym długi czas wynajdywałam tysiąc powodów aby nie robić nic...nie wiem, może ja nadal jestem w depresji?? ale chyba moja psychoterapeutka by to zauważyła ?.. czasem się zastanawiam czy ja na tych wizytach jestem sobą, czy udaję, żeby nie zawieść jej oczekiwań, mam jakieś wątpliwości,najchętniej  w ogóle nie wychodziłabym z tego jej gabinetu, bo wtedy niby wszystko rozumiem, jestem wewnętrznie spokojna,ale ten stan trwa z 1, 2 dni po, a potem wracam do punktu wyjścia, znowu niepokój, strach, przerażenie....czuję, że nie mam siły, ogarnia mnie kolokwiaalnie ujmując straszna załamka, boję się tak jak Iwosia piszę (chyba to jakieś klasyczne zachowanie), że złapię się znowu na choćby cień zainteresownia byle jakiego faceta i  polecę jak ta ćma do światła, przez które się ponownie oparzę :(......wczoraj wpadła do mnie stara kumpela (z 30 lat sie znamy), piłyśmy wspólnie wódkę, potopiłyśmy razem łzy, ja wiadomo z jakiego powodu, ona straciła pracę, takie siedziałyśmy żałosne dwie nieszczęśnice- ja podstarzala porzucona singielka, i ona przeszczęśliwa mężatka z 17 letnim stażem bez pracy.....te spotkanie towarzyskie dały mi do myslenia, że to co robię to tak naprawdę jest wszystko na siłę, uśmiecham się z musu, nie potrafię się wyluzować, już tak żartować jak kiedyś, wydaje mi się, ze wszyscy to widzą jak jestem nieszczęśliwa, że się tylko zmuszam do bycia towarzyską. Mój pan narcyz skutecznie pozbawił mnie tej otwartości, radości, apetytu na życie, które były moimi nieodłącznymi przymiotami....;( Boże ile dałabym aby powrócic do dawnej siebie, ehch
Iwosia, super, że nie piszesz, nie dzwonisz do pana piotrusia, niech spada.. ale pewnie nie unikniesz spotkania aby odebrać swoje rzeczy od niego..też przez to przechodziłam, z tym, że pan K. przyjechał do mnie po swój pie***ony motor i rzeczy z synkiem, chyba wziął go jako zabezpieczenie przed tym,gdybym miała zamiar rzucić się przed nim na kolana i prosić o powrót... nic z tego, scenariusz tego dnia mialam na miesiąc wczesniej w glowie... wiedziałam, że widzimy się ostatni raz w życiu i chcę odegrać rolę życia, może zakłamaną, ale wiem, że miał mnie wtedy, w tym dniu głęboko w du*ie, dlatego postanowiłam, że nie pokażę jemu jak cierpię, jak umieram bez niego ;(...po prostu odwaliłam się jakbym szła na wybieg dla modelek, kazałam na siebie czekać z 15 min. pod blokiem, a co... i z podniesioną glową czekałam jak uprzątnie te łachy z mojego garażu, nawet pożartowałam w tym czasie z sąsiadką i jej mężem, bo obok sprzątali swoje auto.....chyba zdębiał, a raczej na pewno ( jego zonk-bezcenne:)))) bo zawsze ta na zawołanie, ta przewidywalna, usłużna E. pokazała, że jak chce to nie jest ofiarą manipulanta i ma siłę, nie błaga, nic od niego nie chce, nawet w obliczu samotnego życia.... to nic , że potem wyłam u rodziców z bólu, będąc na tabletkach...to jest już tylko i pozostanie moje...
Iwosia, życzę Ci tej właśnie siły wewnętrznej, każdego dnia, ale wtedy kiedy (może) się spotkacie szczególnie, bo dopiero teraz wiem, po tych 8 m-cach jak ważne jest ocalenie swojej godności i szacunku do siebie....jak czytam Ciebie, to już się uśmiecham sama do siebie, bo tylko cisnie mi sie na usta MAM DOKŁADNIE TAK SAMO.. też odkrywam moje nowe zainteresowania...ja zgłębiam artykuły, książki, poradniki psychologiczne, pochłaniam je po prostu...rozpisałam się straszliwie, ale jak juz sie dorwę, to nie moge przestać :)patriotyczne pozdrówka dla wszystkich !!!

47 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-11-13 21:34:26)

Odp: nieszczęsliwa.....

Witajcie kochane kobietki:)))
Jak u was?jak evitta u Ciebie?u mnie leci,czasem łapie jakas mentalnosc,smutek czy wspomnienia,ze tu bylam z nim,to robilam z nim ....i smutno...ale juz nie moglabym sie cofnac....bylaby to porazka...jestem o krok do przodu...i wtakich smutnych chwilach gdzie pogoda tym bardziej dołuje mysle sobie,przeciez czesciej go nie bylo,wieczory samotne,niedziele samotne bo albo w pracy albo pokloceni bo ksiaze focha mial...masakra jak sobie to przypomne to mysle ze niewiele sie zmienilo przeciez ,jesli tyle przeszlam to dam rade,ale wiadomo czasem bedzie poprostu,zwyczajnie ciezko..:(
Dzis napisalam mu smsa kiedy wkoncu mi podrzuci te rzeczy,zebysmy sie nie zachowywali jak dzieci tylko normalnie ja mu oddam jego a on moje,to odpisal ze czy ja nie rozumie ze on chce miec swiety spokoj ze on niechce zebym ani ja mu odwiozla moge wyrzucic,ani niechce nic ze zostawi pod drzwiami,czy ja nie rozumie ze on nie chce?pytam czy nie nalezy sie na koniec przynajmniej normalnie oddac swoje rzeczy,to on ze nie nie nalezy sie i napisalam mu ze nic od niego niechce zeby sie nie martwil bo i tak bym  nie wrocila juz i ze juz dawno nie czulam sie tak dobrze jak teraz...wiec mi napisal zebym zyla szczesliwie i zegnam...on chyba niechce sie ze mna zobaczyc?ale dlaczego?..Ksiąze chyba nie moze przezyc ze jednak go zostawilam...chyba zdziwiony ze ja sie tym razem postawilam...ale nadal jak pisze sa emocje...ale codzien jest lepiej....chodze na silownie i dobrze sie czuje po niej:)a pozatym pracuje do 18 wiec niebardzo mam czas na cokolwiek....ale wieczory czasem ....evitta tez bym chciala chodzic na terapie pozwolilo by mi to uchronic sie przed bledami w nastepnym zwiazku bo boje sie ze znow moze byc problem,ale teraz potrzebuje czasu.....w moim miasteczku nie ma takich terapii niestety a na prywatne wizyty jeden raz w tygodniu mnie poprostu nie stac...,a Ty masz dzieci evitta?i jak sobie radzisz?pozdrawiam i trzymam kciuki:)

48

Odp: nieszczęsliwa.....

Cześć kobietki, hej Iwosia,
kilka dni minęło, dla mnie ciężkich, bolesnych, do tego cierpienie potęguje chandra listopadowa, która niestety corocznie musi się w moim przypadku pojawić...chciałabym napisać, że u mnie jest ok., że ogarnęłam to wszystko po rozstaniu i siebie samą, że wychodzę jakoś na prostą, ale jest źle,a nawet gorzej...mam wrażenie jakbym była w jakimś stanie agonii...jakby moje serce w tej walce ostatkiem sił broniło tego uczucia przed jego nieuniknionym ostatecznym zgonem.... nadal borykam się z problemami snu i koszmarami z moim byłym w roli głównej ;(...co 3 dni pojawia się w moich snach, jest szczęsliwy, zmieniony wizualnie, rozmawiamy jakby nic się nie stało, jak przyjaciel opowiada co u niego i jak dobrze jest jemu z nową kobietą....boję się bo 9 miesiąc mija a czuję, że mimo terapii, chodzenia na grupę wsparcia jestem wciąż w jakims emocjonalnym zawieszeniu, nie potrafię odciąć się od tego...może jestem z "tych" przypadków co to latami będą cierpieć, mysleć, aż do starości...Boże strasznie się tego boję...psycholożka powiedziała mi, żebym przestała się samobiczować, zadręczać, że znowu ( jej wnioski z tych snów)chcę być "za dobra", wyrozumiała...i kolejne wnioski dla mnie, żebym doceniła siebie, pokochała itp. ale tyle jest we mnie bólu, zawodu, że nie jestem w stanie iść na przód...staram się, ale nic mi nie wychodzi..;(
Iwosia, jestem pełna podziwu i cieszę się, że Ty już wiesz, że nie wróciłabyś do niego, że już mniej żalu w Tobie i super, że walczysz o odebranie rzeczy....Skoro on tak sie zachowuje jak piszesz to potwierdza tylko jak jest niedojrzały, bo co to za facet, który prostych spraw jak oddanie rzeczy, nie potrafi załatwić, dziecinada, a teksty z życzeniami o szczęściu, cyniczne mniemam, to niech sobie podaruje...nie chce kontaktu z Tobą bo uraziłaś jego ego, męską dumę  i nadinterpretowuje twoje kontakty z nim, jako chęć powrotu...cos mi się zdaje że ten Twój pan piotruś ma w sobie wiele sinych i  wobec Ciebie wcale nie obojętnych emocji i chyba sam nie wie, czego chce...nie wiem czy to dobrze i nie chcę tu dawac Ci nadziei, ale gdyby mu nie zależało na Tobie, to załatwiłby sprawę normalnie jak przystalo na dorosłych ludzi..(mój tak zrobił,echh).może wyznacz mu jakiś termin odbioru, a jak nie zareaguje to w zależności co pozostawił po sobie, wspomóż jakis Caritas, bezdomnych, albo wywal na śmietnik...Poza tym twój ex przeżył szok, że nagle "wyszłaś" ze schematu, w jaki wpasował Cię w byłym związku, nie spodziewał się, że tupniesz nóżką i wyrzucisz nagle ze swojego życia...no dla pana narcyza to już zdecydowanie za wiele, bo tosz on jest od fochowania a nie Ty, dobrze Iwosia zrobiłaś, tylko wytrwaj w postanowieniu bo u mnie pozamiatane na maksa i wiem, że reanimacja tych zwłok,ani w moim,ani w jego przypadku nie wchodzi w rachubę, poza tym sprzyja zapomnieniu odległość 350km, nie pozostawił tu żadnego znajomego ( bo w ogóle nie miał, oprócz moich, ktorzy zostali ma się rozumieć przy mnie) fajnie, że nie wiem nic o nim...może szybciej zapomnę...
Iwosia, trzymam kciuki za Twoją wytrwałość w chodzeniu na siłkę, ja ją chwilowo zarzuciłam od nadmiaru obowiązków i chęci spotykania się ze znajomymi, ale obiecałam sobie od wtorku powrót na bieżnię i zajęcia siłowe smile Chodzimy na zmianę z córką-21 lat,bo mamy karnet wspólny, ja na  bieganie, ona na zumbę i jakies tam fitnessy...tak wspominam bo pytałaś o dziecko,..dobrze, ze jest, ale nie staram się jej wdrażać w moje problemy, ona nigdy pana K. nie lubiła, mówiła o nim "gbur i cham", ale nie wiem czy nie wynikało to z jej zazdrości iz się pojawił w moim życiu, zawsze byłam cała tylko dla niej, mam jedynie żal do siebie, że będąc z nim zaniedbałam z nia relację, a poświęciłam uwagę komuś, kto na to nie zasługiwał sad Znowu wyszedł tasiemiec, odezwij sie Iwosia, pisz co u Ciebie i jak sobie radzisz..??? Mocno Cię pozdrawiam i wszystkie dziewczyny...3majcie się:)

49

Odp: nieszczęsliwa.....

Witam....
Zle mi.wczoraj jakis dól mnie złapał niewiem....kurcze popłakałam sobie,moze nie dlatego ze Jego juz nie ma,tylko dlatego ze mi nie wyszło...no i z  zalu ze nie zrobil nic ze odeszlam o On nie zrobil nic,kompletnie nic....powinnam była wiedziec ale jednak dociera dopiero teraz...,czuje sie sama.samiusienka...masakra...:(

50

Odp: nieszczęsliwa.....

W takim związku też nie miałaś wsparcia.. byłaś sama w wielu sytuacjach, jemu nie zależało - bo przecież mówiłaś mu że go potrzebujesz a on nic z tym nie robił..

51

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, boże jak ja Ciebie dobrze rozumiem, szkoda, ze mieszkasz daleko ode mnie sad, razem chyba łatwiej zniosłybysmy te nasze dołujace fazy, wspólna kawka,zakupy i inne babskie metody na podniesienie nastroju smile.... tez myslałam, ze juz lepiej, ale kicha totalna, myslę, że obje cierpimy z powodu utraconej nadziei za jakąś stabilizacją, uczuciem, normalnością...a oni to spaprali, nie docenili , do diabła z nimi...dociera do mnie, że jesteśmy teraz w stanie detoksykacji, Ty i ja nie płaczemy za nimi, lecz nie mozemy poradzić sobie z tym chorym hajem, za tą trującą chemią, którą zafundowali nam ci "niedojrzalcy", te emocjonalne zera, mnie ciągle nachodzi myśl, że kiedy tak siedzę w tym bólu, bezsilności, wstydzie, bezradności i cholernym upokorzeniu, że dałam się tak wykorzystać jak jakaś małolata odzywa się we mnie mała dziewczynka, zasmarkana, zapłakana i głupiutka, która czeka aż jej ktoś pomoże, zaopiekuje się nią, pocieszy...Iwosia tu jest jest chyba klucz-właśnie w pogmatwanym dzieciństwie, sięgający genezy wszystkich niepowodzeń, ciagłych porażek i tego bagna, w które się ładujemy, i przez które bedę prawdopodobnie powielać w relacjach w tym przesranym swoim życiu, powiedziałam sobie DOŚĆ, ile razy można się starać, zaczynać od nowa, ufać, ile jeszcze????...netkobietka-kurcze wspomniała o tym Tobie gdzieś po drodze w jakims poście...ja chciałabym się zająć tym moim nieszczęśliwym dzieckiem,które jest w środku, chce jako dorosła kobieta opanować ten stan, być dojrzała, odpowiedzialna, nawet jak mi się nie uda , bo nie ma gwarancji jak w kazdej chorobie,że się wyleczę, jestem tak mocno zaburzona,niestety nikt zdrowy nie dałby się tak traktować jak ja w tym związku i cicho siedzieć i  udawać,że tak ma być, bo przecież wmawiałam sobie, że nie zasługuję na nic innego, dobrego..ale jestem zdiagnozowana, .. chcę próbować..mam nadzieję, że terapia mi to ułatwi, nakieruje...tyle we mnie wiary,odwagi i chęci zmian ... Jutro kolejne spotkanie grupy, pojutrze psychoterapia...czekam na to jak na nowe życie, nikt nie zrozumie, kto tego nie przeżył... odradzam się w mękach, płaczu, wszystko bym oddała, żeby sie wyzwolić z tego stanu zaiweszenia i dreptania w miejscu,a może juz poczyniłam jakies postepy?? On wydrenował mnie z poczucia mojej wartości, że już nic nie wiem....

PS. Iwosia uszyska do góry i piersi wypięte naprzód smile, nie oglądamy się za siebie, tam nie ma już nic, tylko gorzkie wspomnienia, było minęło...teraz łapiemy każdy nowy dzień, mądrzejsze, dojrzalsze i już nie tak łatwowierne i naiwne:) Buziaki

52

Odp: nieszczęsliwa.....

witam;)
w życiu nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli. każda z nas marzy o wspaniałym facecie szczęśliwej rodzince. takie rzeczy bywają już częściej w reklamach niż w rzeczywistości.
na początku jest jak w bajce ale z czasem dopada nas rzeczywistość ale nie taka jakiej się spodziewaliśmy.
sama przeszłam taką szkołę przetrwania. czy wyszłam z tego silniejsza? może w pewnym sensie tak. co wiem na pewno to to że jestem teraz bardziej doświadczona. mój mąż działał na mnie jak narkotyk. byłam całkowicie od niego uzależniona. z czasem zaczęłam spadać. żyłam bo żyłam. tak z dnia na dzień. po kilku latach przyszły jednak zbawiennie w skutkach otrzęsiny. wzięłam się w garść i zaczęłam walczyć o lepsze jutro dla siebie i swojego dziecka. powoli stopniowo uwalniałam się z tego toksycznego związku. teraz mogę powiedzieć że jestem wolna kobietą po przejściach.

53

Odp: nieszczęsliwa.....

Alis, a kiedy się przyszło u Ciebie opamiętanie, jak byłaś jeszcze z nim w związku , czy po rozstaniu? Ile zajęło Ci to uwalnianie się od toksyka??? Słyszałam, że im bardziej zatruty był związek, tym dłuzej trwa dochodzenie do siebie, ponoć toksyczne związki trwające do 4 lat ( czytałam gdzieś o tym ), nie degenerują trwale  psychiki, po tych wielo-, wieloletnie pozostają już psychiczne wraki i trzeba mieć wiele samozaparcia, aby dojść po tym wszystkim do normalnego stanu, choć blizna po przeżyciach pozostaje pewnie długo, moze czasem na całe życie.

54 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-11-21 10:17:35)

Odp: nieszczęsliwa.....

Hej....
Mam dzis wolny dzien i nic mi sie niechce...za mało czasu na pewne rzeczy a za duzo na myslenie....rany...cos zle ze mna ostatnio,kurcze mialo byc coraz lepiej a ja czuje ze spadam....niewiem czemu...bo tak naprawde nie znajduje sensu zadnego w zyciu...przeciez mam dziecko wiem....ale cos jest nie tak...chcialabym cieszyc sie zyciem oj bardzo bym chciala,,,uczucie beznadziejnosci mnie porywa...tone...Wstaje bo musze bo nie mam wyjścia,bo dziecko do szkoły,bo musze do pracy bo trzeba za cos zyc,...bezsensu...
Czuje ze sie rozpłacze,tak jak napisala ewitta,jak mala dziewczynka ktora potrzebuje opieki,ktora potrzebuje zainteresowania...przytulenia i zwyczajnego ludzkiego odruchu.rany ale sie rozkleiłam...chyba wole chodzic do pracy...a najgorsze jest to ze przyzwyczajam sie bardzo szybko do ludzi a to jest straszne...nawet do kolezanki i nie wyobrazam sobie by jej mogloby zabraknac,a wiem ze moze sie tak zdarzyc bo ma wyjechac zagranice,.niewiem co ja sama tutaj zrobie,moze bym z nia pojechala...mam natłok mysli naraz,raz mysle tak raz inaczej,ale to chyba dlatego ze potrzebuje stabilizacji,spokoju...i brakuje mi tego az tak bardzo ze szukam czegos aby choc przez chwile byc szczesliwa....Matko a ja myslałam ze wygrałam....a ja nadal jestem w czarnej d....
Ten rok byl okropny,za duzo sie dzialo,zły zwiazek,sprawy w sadzie,rozwod po 2 latach,rozstanie,to chyba za duzo na tak słaba osobe jak ja......potrzebuje wsparcia..jestem sama,nie wierze juz w nic.........:(

Co zrobic by znalesc szczescie w zyciu?a moze nic nie robic?jak byc sama ze soba szczesliwa...........?

55

Odp: nieszczęsliwa.....

TO TAKI TYP FACETA KTÓRY RACZEJ SIĘ NIE ZMIENIA.
egoistyczny samolub dla którego jestem tylko ja a nie druga osoba. dużo takich męskich typów uważa kobiety za druga kategorię. dla nich typ kobiety to podaj przynieś pozamiataj.

56

Odp: nieszczęsliwa.....

Iwosia, nosz kurde masz prawo czuc się załamana,w końcu na 2 lata związku nie da się pstryknąć palcami ot tak i zapomnieć ....jesli uczucie było prawdziwe, szczere, to byłoby bardzo dziwne, gdybyś była teraz w skowronkach KAŻDA ZAANGAŻOWANA OSOBA, NIEZALEŻNIE CZY ZOSTAWIŁA CZY ZOSTAŁA ZOSTAWIONA MUSI SWOJE ODCIERPIEĆ nie da się inaczej, nie ma skrótów na trasie do zapomnienia...chcesz wrócić do tego co było ???No proszę Cię przestań sad  mało upokarzał Cię ten egocentryk, samolub ...Chcesz wrócić,aby przekonać się o jego braku szacunku do kobiet, do Ciebie?? Zostaw tego mizoginistę w cholerę i jego wspomnienia też ...Masz dziecko, skup całą energię na jego wychowaniu, poświęć czas Wam, dogadzaj sobie ile tylko wlezie....:) Ja dziś byłam z 3 h na siłowni, wyszłam prawie na czworakach tak byłam padnięta, a jeszcze musiałam się doczłapać na psychoterapię, mało nie zasnęłam w tym fotelu u niej smile, ale ożywiłam się gdy nawijałam o ciekawych sprawach z młodości, związanych ze sportem ( 8 lat trenowałam lekkootletykę) moja niesamowita pasja:) Fajnie było u psycho, obiecałam sobie, że żadne spotkanie terapeutyczne, nie poświęcę dla Niego, to biedny żałosny jak dla mnie i do tego chory człowiek, nieszczęśliwy i tylko czuję dla niego współczucie......bo co to za życie,powiedzcie jak ktoś skupia się tylko na czubku własnego nosa, nie wie co to empatia, nie ma nic, żadnych uczuć, dla nikogo, nie zna co to miłość, dobro, uczciwość, lojalność...pogardza innymi, wykorzystuje, olewa własne dzieci, zostawia tylko zgliszcza po sobie....realizuje się tylko przez wysokie stanowisko, chęć otaczania się "lepszymi" od niego, kupowanie sobie drogich gadżetów i.... zapełnia pustkę sexem z jakąkolwiek, aby tylko zaliczyć, prymitywnie, kierujac się zwierzęcym instynktem. Ja nie chcę z kimś takim nawet przebywać, a co dopiero być w stałym związku...Zadaj sobie Iwosia pytanie: pragniesz z kimś takim być???? mam nadzieję, że odp. brzmi " NIE, W ŻYCIU!!!"
Idę juz w bety, bo powieki mi opadają.....Iwosia, a jak z twoimi treningami??? Dlaczego miałaś dziś wolne?, ja tam nawet na weekend robotę sobie znalazłam, aby nie siedzieć w chacie...Aha i już kilka dni w miarę śpię i On mi dał w nich, w tych snach święty spokój, a to już sukces, mały, a jednak smile
Wychodź dokądś...ja też przywiązuje się do koleżanek, ale otwieram się też na  nowe  znajomości, ot dziś na siłowni spotkałam moją byłą studentkę i umówiłyśmy się na kawkę (mimo 10 letniej różnicy wieku smile i o żadnej beznadziei nie chce słyszeć...totalna beznadzieja i porażka życiowa to by była jakbyś dalej w tym wspólnym g***nie z nim się taplała, a wtedy gwarant, że skończyłabyś od tych jego jazd w psychiatryku, jesteś za wrażliwa i za delikatna (tak jak ja  zresztą) dla takiego potwora....Pisz kochana, co i jak , mozesz wylać wszystko z siebie i poczujesz może upragniona ulgę....pozdrawiam i przytulam mocno:)

do alis401: Zgadzam się w 100% dupek zawsze pozostanie dupkiem, wiem, moze generalizuję, ale z autopsji wyciągam takie wnioski jak mężczyzna miał za nic kobietę i traktował jak pomiotło, to nic ani nikt nie zmieni jego poglądu w tym względzie.

57

Odp: nieszczęsliwa.....

hej:)
Czas mija,dzis załamka,niewiem co sie ze mna dzieje,bylo juz bardzo dobrze i znow stoje w miejscu i mysle nad tym,cholera po co mi to......,po co wracam,kurde wiem ze dopiero minal jakis miesiac poltora...zostawil mi dzis rzeczy pod drzwiami i napisal smsa ze masz pod drzwiami....do konca pokazal jakim jest chamem....kurde a mi go zal..znaczy siebie ze sie zwiazalam z kims takim....na silownie chodze,dzis tez bylam i czuje sie po niej naprawde lepiej....
Tak mysle ze facet jak chce to wszystko zrobi dla swojej kobiety....,masz racje ewitta ze tacy jak on to ludzie bardzo nieszczesliwi,widza siebie,moj moze nie szukal innych lasek bo dla niego sex nie mial znaczenia ale praca najwazniejsza bo tam chwalony spelniony,potem samochod,dom,pies a potem ja..................Boze....,taki typ nie zna milosci,partnerstwa,czułosc znal bo mu ja dawałam....,i chce tylko spokoju to dla niego najwazniejsze,nie dorósl do rodziny,dzieci,ciepła rodzinnego.Przeciez nikt niechce byc sam,?nie umie tego zrozumiec...ale dobra..jutro sobota,pracuje do 14.potem idziemy z kolezankami na drinka...niechce mi sie ale obiecałam....cięzko na duszy,oj cięzko.....
Ewitta podziwiam Cie ,doskonale sobie radzisz:)

58

Odp: nieszczęsliwa.....

Nie radzę sobie...wcale sobie nie radzę sad..przychodzi taki dzień jak dzisiaj i znowu wpadam do tego leja po bombie i nie mogę się wydostać...byłam dziś w pracy, na siłowni, wróciłam do domu i dopadły mnie czarne myśli.. ktoś mi dziś uświadomił, że mój były żył prawdopodobnie we współuzależnieniu od swojej ex-żony-alkoholiczki, bo zawsze czułam, że gdzieś pomiędzy nami jest Ona. Moje  szczere, uczciwe uczucie nie miało szans przebicia się przez Jego uczucia do Niej silnie toksyczne, zatruwające...totalny paradoks on uzależniony od haju na jej punkcie, alkoholowych imprez, a ja od Niego, od jego osoby, która tylko mogła przy mnie być, nic więcej....Po co był ze mną 4 lata skoro wiedział, ze nie dostarczę mu takich jazd, jakie zapewniała jego ex...  układam wciąż tę puzzle i coraz głupsza jestem, nie mogę się z tymi faktami pogodzić, niby wiem, że to niczego nie zmieni, że się na amen rypsło, a mimo tego mam potrzebę zrozumienia, poznania mechanizmu jego postępowania, pewnie powody są bardziej prozaiczne, wręcz banalne..kiedy dam sobie z tym wszystkim spokój, wydawało mi się, że opanowałam już to wszystko rozumem a tu nic, zupełne zero...jeszcze jutro, niedziela do przejścia..kiedyś w ogóle nie czułam weekendów, a teraz zaciskam zęby i chcę przetrwać ten czas, nie daję rady, kiedy skończy się ta wegetacja sad

59

Odp: nieszczęsliwa.....

Jeju ale my sie musimy ucierpiec prze tych facetów,zamiast olac chama i isc dalej to my sie ciagle oglądamy za siebie,rozkminiamy rzeczy problemy,po co,dlaczego w jakim celu,a zycie toczy sie dalej,zbyt długo tracimy swoj cenny czas i energie na kogos kto nie jest nas wart!ja o tym wiem a mimo to jestem słabiutka.....:(zamiast myslec co bedzie to ja sie ogladam wstecz.....masakra
Evitta ja cie podziwiam,bo bylas dwa razy dłuzej z tym gburem i chamem niz ja,ale jak czytam jak dlugo juz docodzisz do siebie to az mnie sciska....,ja sie zapieram,staram sie nie myslec,utwierdzam sie w przekonaniu ze nie wart,ze taki ,ze owaki,ale gdzies tam w głebi zawsze wracaja tez te dobre chwile.........Boze to straszne...:(
Chodze na siłownie bo tam jakos nabieram energii i wieczory potem staja sie mniej bolesne.....:(
A TY Ewitta taka kobieta z klasa,z własnymi zainteresowaniami,niezalezna,i tak naprawde silna osoba,nie mozesz sie tak katowac,nie mozesz!wiem to trudne,takie kobiety sa najbardziej słabe....napisałam silna,bo przeszłas juz naprawde duzo i co ?i zyjesz,jestes,funkcjonujesz:)bardzo bardzo ci zyczę abys jak najszybciej zostawila przeszłosc i zyła a nie wegetowała!
Ja jestem tez niezalezna,atrakcyjna,i tez duzo przeszłam,a najbardziej mam miekkie serducho....
Dzis niedziela,ja jeszcze w łózku..,wczoraj bylam z dziewczynami na drinku ale jakos tak.....jakos mnie faceci nie interesuja.....
zyczę Kochana miłej niedzieli,jak zapełniasz ten czas?z kąd jestes Ewitta?pozdrawiam:)moze bedzie lepiej,moze sie uda...ale czas....trzeba czasu..

60

Odp: nieszczęsliwa.....

Wróciłam przed chwilą ze spaceru do pustego domu (córka wyjechała do Pragi na weekend), szłam wzdłuż drogi i ryczałam jak bóbr, obojętne mi było czy widzą to inni, na szczęście ciemno, dżdżył deszcz, szłam tak sama i szlochałam ;( ...nawet nie ma ani jednej drogi cholera jasna, którą nie przemierzyliśmy razem przez prawie 4 lata, robiliśmy te nasze codzienne trasy po osiedlu, jest to tak dla mnie strasznie bolesne a już tyle czasu minęło- byliśmy nierozłączni jak dwie papużki.....za tym przyzwyczajeniem tęsknię, za jego obecnością przy mnie.....moje koleżanki, jedna po drugiej, patrząc na to jak cierpię wracają po zerwaniu ( jedna po kilku miesiącach, druga po 2 dniach) do swoich partnerów, bo boją się tej pustki i samotności, którą ja uosabiam,tak jestem górą nieszczęścia i nie wiem ile cierpliwości i zrozumienia wykażą moi bliscy, czy ich nie stracę jak tak długo będę dochodzić do siebie, na razie mogę liczyć na ich wsparcie, ale jeszcze jak długo, tego nie wiem....
Dzięki Iwosia, dobra z Ciebie dusza, że tak mnie wspierasz, tak jak piszesz, wszyscy wokół postrzegają mnie jako silną, spełnioną kobietę pod wieloma względami, ale ja wiem, że w tym najważniejszej kwestii, aby zbudować szczęsliwy związek to już nie ..........ja czuję, że zsuwam się po równi pochyłej, chciałabym zrobić cokolwiek, aby sobie pomóc, już dopuszczam myśl wyjazdu z mojego miasta, w ogóle z dolnego śląska, ale mam tu pewną pracę, którą lubię, rodzinę, znajomych, nie jest to takie proste...Iwosia wszystko to prawda co napisałaś o mnie, jakbyś mnie znała od lat:) tylko widzisz nie potrafię zostawić przeszłości...mieliśmy razem, z nim realizować plany, kupiłam działkę pod nasz wymarzony dom, a on zmienił zdanie i poszedł do innej, wybrał dla siebie inną, lepszą i bardziej intratną opcję, a mnie oszukał, zdradził i opuścił... sad
To normalne Iwosia, że masz teraz awersję do facetów, mimo propozycji znajomych też unikam klubów, stan przejściowy, ale dający się chyba uleczyć...wolę kameralnie posiedzieć z koleżanką, jedną, drugą, pogadać, rozerwać się zaciszu domu...skupiska ludzi, a w szczególności mężczyzn na ten czas irytują mnie okropnie...i zmuszanie się nie ma żadnego sensu..
Miejmy nadzieję, że będzie lepiej, może jutro, może za miesiąc....dużo zależy od nas, dziś płacząc na dworze, mówiłam sobie na głos "dasz radę, całe życie dawałaś, nawet jak wiele razy kopy leciały w tyłek, dawałas, to teraz podniesiesz się i pójdziesz do przodu" Boże Iwosia, jak ja nam tego z całego serca życzę, aby powrócić do normalności i abyśmy zobojętniały na sprawy, przez które tak strasznie cierpimy ... serdecznie Cię pozdrawiam...a dziś dodałaś mi tyle otuchy, dzięki.

61

Odp: nieszczęsliwa.....

Witam....i znów poniedzialek,moze dobrze ze do pracy....dzien jak codzien,mały mi przychorował troche,ale damy rade...
Evitta bardzo dobrze Cie rozumiem,ze szłas ze spaceru i płakałas...,tez tak mam,...czasem w pracy juz nie moge wytrzymac i jak wyjde to ide i łzy mi lecą,i mijam ulice gdzie razem szlismy,i miejsce gdzie bylismu na kebabie,i sklep gdzie kupywalismy sweter,i zawsze jak na złosc jeszcze spotykam kogos z jego znajomych...ech...szkoda gadac....kazda mysl skierowana w przeszłosc....,nie mozna wyjsc z tego bagna...,ale ja wiem ze im bardziej bede wracac do tego co bylo tym bedzie gorzej...niechce sie mi nic....boli zycie,bola wspomnienia,...a najgorsze jak pomysle ze niedługo beda swięta i juz mi sie niedobrze robi,jak je przezyc?niechce by ktokolwiek widzial ze jest mi zle....ale ilez mozna udawac?boje sie ze nie dam rady....

62

Odp: nieszczęsliwa.....

U mnie spadł pierwszy śnieg, nic pewnie nadzwyczajnego jak w całym kraju sypie, ale wraz z jego nadejściem przychodzi myśl co ze świętami, prezentami, porządkami i tym wszystkim i dotarło dziś do mnie, że pierwszy  raz w życiu nie spędzę ich z rodziną,  ciesze się, że nie będę świadkiem tego całego rozgardiaszu wokołoświątecznego, wkurzającego mnie szwagra przy stole wigilijnym, sztucznych uścisków z ojcem, od którego dostaną pod choinkę kolejną krytykę i brak akceptacji...gdyby żyła moja mama pewnie tradycji w moim wykonaniu byłoby ciąg dalszy... moje dziecko zadbało w ferworze ostatnim, wyjazdowym aby się na tydzień wyrwać, padło na Barcelonę, okej niech będzie, nawet pasowały by mi Oborniki Śląskie czy coś innego, rok temu kroczyłam w takt dzwoneczków po galerii, wybierałam prezenty,jeszcze szczęśliwa, pełna dumy jak to mi się fajnie życie układa, czekałam z utęsknieniem na wspólne mielenie maku do ciasta, próbowanie grzańca,a co teraz??? teraz będzie niekompletnie, w osamotnieniu, smutno i zupełnie inaczej, gdzieś indziej, tysiąc kilometrów stąd.....muszę te świeta jakoś przejść...choćby dla córki.....
Przeczytałam chyba ponad setkę może więcej postów na tym forum, szukając jakiejś analogii tego co mnie kilka miesięcy temu spotkało, liczyłam mniej na pocieszenie, bardziej chodziło mi o dotarcie do wskazówek jak mam żyć dalej, czy się w ogóle da, po takim ciosie, zdradzie, uświadomiłam sobie, że mój ból po rozstaniu, to pikuś malutki :)jest przy innych sytuacjach, ciężko mi przecież, ale grzeszę okropnie tym "narzekactwem" i czarnowidzeniem, fakt zawiodłam się na kimś kogo bezgranicznie pokochałam, ale chcę patrzeć w przód, spokojnie, bez bólu, bez mielenia w młynku mojej przeszłości...najważniejsze aby zając się sobą, żyć normalnie dalej...starać się (z facetem lub bez-obojętnie ) być szczęśliwa, tyle osób przekonuje tutaj, że jest to jak najbardziej możliwe, bo chyba jest jak sie mocno chce...
Iwosia, jak synek wyszedł z przeziębienia? Czy serio pisalaś, że maszochote wybyć z kraju z koleżanką?? Dbaj o synka..i o siebie ma sie rozumiec też, moja droga towarzyszko niedoli;) Wierzę, że damy radę:) smile smile  pozdrówka dla wszystkich zagubionych i nieszcżęśliwych:)

63

Odp: nieszczęsliwa.....

Ewitta ciesze sie ze nawet małym słowem moge Cie wesprzec,ja jak czytam Twoje posty to wiem ze nie jestem sama ze wszystkim,wiem ze ktos przezywa to samo i czuje sie zrozumiana,i wiesz tak jak Ty czasami mysle nad tym ze ludzie maja wieksze problemy,zyciowe tragedie a ja sie uzalam nad tym ze jakis dupek mial mnie gdzies...,ale tak to juz jest....
Synek mial grype jelitowa ale w miare szybko przeszło:)
Bylam dzis na siłowni,ale cos brakło energii,a jutro mam wolne,umówilam sie na paznokcie,potem male sprzatanie,dziecko ze szkoly i długi wieczór...moze jakos zajme sobie czas....
A o swietach juz kilka razy myslałam,wkoncu za tydzien juz grudzien.....tylko wiesz ja nie spedzalam z nim Swiat,dla niego Swieta nie maja znaczenia,on traktuje jak zwykła niedziele...nie bylo przez 2 lata niczego fajnego w Swieta,a powinno...,w sylwestra tez sie pokłocilismy o bzdure i mimo ze juz stalam wyszykowana do wyjscia moj pan nie poszedl o strzelił focha..koszmar,płakałamcała noc...,podobno jaki sylwester taki cały rok...wogole szkoda gadac,nigdy nie bylo normalnie oprocz poczatków.....
Ech znow wspominam...,Ewitta damy rade bo jestesmy silne,bo duzo przeszłysmy a teraz to musi byc juz tylko dobrze,musi.....pozdrawiam cieplutko i uciekam spac:)

64

Odp: nieszczęsliwa.....

Witajcie dołączę się do wątku ponieważ moja obecna sytuacja bardzo przypomina Wasze. Chociaż jestem dużo młodsza, nie mam rodziny a z chłopakiem jestem dopiero 1,5roku to już zdążyłam przejść największe tragedie jakie mogły mnie spotkać w związku. U mnie też zaczęło się tym że zauważył mnie, zakochał się i starał się bardzo mocno o mnie przez jakiś miesiąc, aż uległam ale długo nie byłam pewna czy coś do niego czuję. W końcu po jakichś 3 miesiącach kiedy o mnie zabiegał, przynosił kwiaty, zabierał na pizze, długie spacery, sam wyprowadził mnie z mojej depresji, stwierdziłam że go kocham. Bo kocham człowieka który mi tyle daje, który jest taki czuły i troskliwy... Miałam trudne dzieciństwa, nie było miłości pomiędzy moimi rodzicami a co za tym idzie ciągłe kłótnie... Ale to już nie istotne. Po tych 3 miesiącach kiedy już wydawać by sie mogło że skoro oboje siebie tak kochamy to będzie idealnie. Ale wszystko zaczęło się sypać, najpierw były kłótnie co miesiąc, potem co tydzień, i tak minęła cała zima, wiosna. W lecie było bardzo dobrze może dlatego ze mieliśmy czas się spotykać całymi dniami. W każdym razie przez większość związku to ja musiałam zabiegać o przytulenie i pocałunek, o seks, o rozmowę, o spotkanie... Dodam jeszcze że jakoś wszelkie pożądanie w nim wystygło, kiedy próbowałam go jakoś subtelnie uwieść żeby poszedł ze mną do łóżka to udawał że nic nie widzi, kiedy mu powiedziałam wprost czego potrzebuję, to stwierdził że kobieta nie powinna sama prosić o takie rzeczy. A wiem że to wszystko to była kara za kłótnie. Zazwyczaj było tak że ja zaczynałam rozmowę o tym ze za mało się stara, nie poświęca mi uwagi że czuję się niekochana... potem awantura... potem on (o dziwo) przekonywał mnie że to jednak wszystko moja wina, że to ja sobie coś ubzdurałam potem wytrzymywałam dzień i przepraszałam. Potem kara w postaci dni ciszy, jeszcze mniej uczucia z jego strony... I to ja wtedy musiałam go głaskać, przepraszać dowartościowywać bo PAN, skrzywdzony. Za każdym razem to ja usilnie starałam się zmieniać żeby się dopasowywać do jego aktualnych wymagań. On nie dość, że nie umie przyznać sam przed sobą, że robi coś źle, to ma niebywałą umiejętność wmawiania mi że jestem zła, okrutna... aż zaczęłam w to wierzyć. Teraz wiem że ten związek głównie opierał się na moich staraniach o jego strzępy uczucia. Piszę w czasie przeszłym bo od kilku dni mamy "przerwę" w postaci zerwania, on ma depresję, chce sobie ułożyć życie. Sam stwierdził że jemu zależy NA ZWIĄZKU (tak to ujął, na związku a nie na mnie, zawsze tak to nazywał), ale że potrzebuje przerwy. A ja nie wiem czy chcę do niego wracać bo nie byłam szczęśliwa ale nadal mocno go kocham. Wydaje mi się że on też coś czuję ale ma duże problemy z okazywaniem tego, z mojej perspektywy jego serce to kawał lodu... Teraz wiem że ma depresję ale ogólnie jest strasznym perfekcjonista stąd jego problemy z samym sobą, on nigdy mi nie mówił o swoich problemach, nigdy się nie zwierzał a potem pretensje że go nie wspieram. A jak już dowiedizłąam się o jego problemach i zaczęłam się starać, byłam blisko, to mnie odpychał, mówił że tylko go to drażni... że drażni go mój dotyk, czułość... A ja ciągle zabiegam o jego względy których i tak mi nie odwzajemni... Nie wiem czy dam radę teraz wytrwać w tej przerwie bo samotność mnie przeraża a do tego łudzę się że jak on dojdzie do siebie to będzie inny, ale z drugiej strony, tak było od zawsze z tym brakiem uczuć to nie jest tak że tylko teraz kiedy ma depresje. Ostatnia rzecz która mnie najbardziej zabolała to to, że kiedy on potrzebuje się zadowolić to ja zawsze go zaspokajam z miłości... nie możemy uprawiać seksu bo choruję przewlekle na zapalenie pęcherze, ale on mi nigdy nie podziękował, nie przytulił "po wszystkim", nie dał kwiatka, nie zabrał na randkę, po prostu jak gdyby nigdy nic wracał do rozmowy którą zaczęliśmy przed aktem. Tak ozięble. Nie wiem dlaczego ja do tej pory chcę z nim być, ale to może dlatego że ja cały czas widże w jego oczach cierpienie to serce mi pęka, on sobie ze sobą nie radzi, ja nie potrafię mu pomóc.
Wybaczcie że tak się rozpisałam. Co do Was to wierzę, że pewnego dnia obudzicie się i będzie Wam lekko na duszy, czas wyleczy rany... Powinnyście się czymś zająć, to dobrze że chodzicie na siłownię, może jeszcze jakaś zdrowa dieta i od razu samopoczucie się poprawi... Chociaż tęsknota i samotność są najgorsze... Ale bądźcie z siebie dumne bo w końcu dałyście rade i odeszłyście, to najlepsza decyzja Waszego życia, teraz będzie już tylko lepiej. Pozdrawiam ciepło

65

Odp: nieszczęsliwa.....

Witaj jaina, fajnie, że do nas dołączyłaś, nie ma to jak wsparcie wielu osób, borykających się z podobnym problemem... czytając Cię odniosłam wrażenie deja vu, opisałaś swój związek z osobą egoistyczną, która ma głęboko w poważaniu Twoje potrzeby, No motylki może i były ale się skończyły, więc zaczął sie proces jednostronnego dawania- Twojego oczywiście, przekraczania przez pana dozwolonych granic, obrażania sie o byle co i ostatecznie poniżania Twojej osoby...wierz mi, ze nic nie było mi lepiej znane w ostatnim roku niż takie właśnie wpływające destrukcyjnie na Ciebie zachowania partnera, sama opisujesz totalne poniżanie sie choćby przez fakt żebrania o seks, czułość, uwagę....Kochająca osoba nie zostawia z problemem partnera, w tym wypadku ciebie i udaje, że się sam załatwi, albo rozmyje w przestrzeni. Do tego jeszcze Pan I Władca karze cię za brak subordynacji cichymi dniami, obwinia i jeszcze oczekuje przeprosin??? To jest wyrachowana manipulacja i szantaż emocjonalny, o braku szacunku nie wspomnę...matko jak Ty musisz się z tym czuć? Właściwie to ja wiem, bo sama tego doświadczyłam z moim narcyzem i wiem ile frustracji i cierpienia to mnie kosztowało...powiem Ci, że nie wiem jakbym sobie z tą moja psyche do dziś poradziła, gdyby nie intensywna, prawie natychmiast wprowadzona terapia...Nie dziwię się, że masz przekonanie iz Ty jesteś źródłem wszelakiego zła dokonującego się w związku- widać, że Twój partner w bardziej lub mniej świadomy sposób wpływa na to jak sie postrzegasz i im więcej hardcorowych przezyć zafunduje Tobie, tym bardziej sie będziesz obwiniać, no bo przeciez On jest idealny, bez wad, więc winę ponosisz Ty,w jego mniemaniu...Powiem Ci na żadnego oryginała nie trafiłaś (można rzec klasyczny przypadek, tak jak mój, myślę że i Iwosi też)
Jaina, późno więc do meritum sprawy, zapomnij, że ów pan się zmieni dla Ciebie i w ogóle, wiem przykre to i brutalne,ale uwierz, ze prawdzie, i tak jesteś bardzo świadoma tego co nie gra w waszej relacji,a to juz połowa sukcesu do zwycięstwa ( ja będąc 1,5 roku z moim nie dostrzegałam nic, tak zaślepiona byłam durnowato, że do dziś mi jest wstyd....Podziwiasz nas za podjęcie radykalnych decyzji,mogę powiedzieć za siebie, że moja godność w pewnym momencie  zrównała się ze ścierka od podłogi i czułam takie upodlenie, aż pętla mi się tak zacisnęła  na szyi i wykrztusiłam ostatkiem sił fizycznych i psychicznych STOP!!!
Piszesz, że chcesz odejść, ale żal Ci go, bo biedny i cierpi...mam pytanie a co z Tobą, z Twoimi uczuciami??? Twoimi potrzebami, Ty się nie liczysz?? Wiem po sobie nie warto się poświęcać, gdy widzisz , że równowaga w dawaniu i braniu jest zachwiana, co ewidentnie wykazuje ta relacja..
Jaina, skupiłabym się na sobie, na własnym życiu ,przestań odgrywać rolę matki Teresy. tosz to jest dorosły facet i powinien swoje problemy rozwiązywać sam, Ty co najwyzej możesz go wspierać, nie zapominając oczywiście o sobie.....Dasz radę, sądzę, że zamierzasz się chyba z nim rozstać, tylko masz wewnętrzną blokad-strach, pustka, samotność, chęć założenia już rodziny etc...chyba odzywaja się deficyty z trudnego dzieciństwa, stąd akceptujesz ten toksyczny zwiazek....polecam psychoterapię, ale nie u każdego, po prostu profesjonalną i sprawdzoną jak masz możliwość ...Zastanów sie bo życie mamy jedno i schrzanić go dla takiego kogoś, nie warto... młoda jesteś i wiele szczęśliwych jeszcze dni przed Tobą, ale obawiam się że nie z tym człowiekiem, z którym związałaś na teraz swoj los...pozdrowienia:)

Posty [ 1 do 65 z 82 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026