Witam!
Ostatnio doszłam do wniosku, że kobiety się nie szanują.
Słuchajcie jaka sytuacja. Idę ulicą, przede mną jakaś para, coś około 20, 30 lat. Nie wiem nie rzucali się w oczy, nagle dziewczyna gdzieś zagapiła się na ciuchy czy coś i została w tyle, a ten koleś dość głośno coś takiego: chodź tu ku... bo Ci przyp...
Przez chwile, pomyślałam, ze się w ogóle przesłyszałam, że to się nie dzieje naprawdę. Ale rzeczywiście patrze za mną stoją dziewczyna dochodzi do chłopaka, grzecznie cicho.
Gdyby do mnie obojętnie jaki facet się tka odezwał to od razu mógłby pożegnać się z wszystkimi zębami, i na miejscu zmieszałabym go z błotem i ubliżała, bluzgała żeby cały świat słyszał. I zapewne w tym momencie straciłabym cały szacunek do takiego faceta i byłby dla mnie niczym zwykłym popychadłem.
Nie wiem albo ta dziewczyna była chora psychicznie, albo zastraszona. Bo w tym momencie została tka upokorzona, że chyba sobie sprawy nie zdawała jak bardzo. Dodam, że to było południe, centrum miasta, pełno ludzi.
Byłam tą sytuacją niezwykle wzburzona. Ale jak się okazuje dla wielu ludzi to ,,normalność''.
Nie oszukujmy się nawet tu na forum, wiele kobiet pisze o tym, że facet ich wyzywa: k... dz... sz...
popier.. przypier... itd.
Szczerze dla mnie facet który powie do kobiety ty k... jest zwykłą szmatą nie zasługującą na szacunek. Ja sobie nie wyobrażam, żeby facet tak do mnie mówił. Nigdy bym tego nie wybaczyła. Nie wyobrażam sobie jak niektóre kobiety wybaczyły i mówią, że się zmienił że teraz jest lepiej, ze to nie ten człowiek. Dla mnie na zawsze taki byłby śmieciem. Nie umiałabym nawet przejść obok takiego żeby mu na złość nie zrobić.
Nie wiem dlaczego kobiet niektóre nie bronią swojego honoru.
Ja nie mówię, że ja się z facetem nie kłócę. Bo czasem się sprzeczamy. Ale bez takich wulgaryzmów. Znaczy ja potrafię zbluzgać, ale do niego nie mam śmiałości. Zresztą on nie zasługuje, na takie słowa. Nawet z esk mężem się nie wyzywałam aż tak, czy w ogóle tak na k..ch...s... t nie, nigdy. Jak dla mnie tylko patologia się tak wyzywa.
Ja nie wyobrażam sobie pierwsza wyzwać kogoś publicznie, czy kłócić się publicznie.
Ja jak zwracam uwagę facetowi czy komuś innemu to tylko w cztery oczy. I my też kłócimy się tylko w 4 oczy. Nigdy przy innych. Tylko patologia kłóci się publicznie. Ja to w ogóle mam cichy głos i słynę z delikatności. No każdy kto nigdy nie był ze mną w konflikcie tak myśli.
Chociaż mój facet mówi, że ja podobno ,,piszczę''. Właśnie on czasem woli żebym krzyknęła, o co mi chodzi. A ja jak wpadnę w histerie to zaczynam, mieć głośny piskliwy głos, płacze, krzyczę piskliwym głosem, i on zupełnie staje się bezradny. Mój najbardziej nie lubi jak płacze, bo wtedy ma wyrzuty sumienia, ale znosi to z godnością. Jak na mężczyznę przystało.
Kiedyś tak się pokłóciłam z innym facetem znajomym, o pewną rzecz, i on do mnie: nie becz bo Ci przypier... zatkało mnie, co za skończona łajza. Oczywiście zemsta byłą słodka, i do dziś nim gardzę, jak go widzę, ma szczęście,że mieszka daleko. Nie miał prawa tak powiedzieć, a kłóciliśmy się o pewną pracę. Służbowe sprawy. Ale po prostu tak mnie ten człowiek do siebie zraził, tak go nie znoszę, to było lat temu.... a ja mu to pamiętam. I cham jeden nawet nie przeprosił. W moich oczach jest on ,,mniej niż zero'' Dlatego nie wyobrażam sobie jak facet może zwyzywać kobieta a ona może wybaczyć i nawet iść po tym do łóżka. Po prostu się nie szanuje.
To mnie nieustannie zadziwia, i zastanawiam się dlaczego tak jest, dlaczego kobiety zapominają, że facet ich kiedyś wyzwał, że ich upokorzył. Dla mnie wyzwanie kobiety od k... jest 100 razy gorsze niż zdrada z drugą kobietą, na przykład. Dla mnie to coś niewybaczalnego. Wybaczyć coś takiego to stracić cały szacunek sama do siebie.