netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Odległość - jak z nią walczyć?

23 odpowiedzi3 404 wyświetleniazałożony przez LabyrinthEar, 13.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odległość - jak z nią walczyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez NoNieWiemNo (2013-09-13 12:47:05)

Temat: Odległość - jak z nią walczyć?

Cześć. Potrzebuję trzeźwego spojrzenia na moją sytuację.
Jestem z chłopakiem rok, znamy się 6 lat. Żyjemy w związku na odległość, ale planujemy za kilka miesięcy zamieszkać w jednym mieście. Spotykamy się jak najczęściej się da - czasem co 2 tygodnie, 3, na 3 dni, tydzień, jak jest wolne od pracy/szkoły to spędzamy je z reguły razem, w wakacje było to kilka tygodni. Jeździmy do siebie na zmianę, jest ok. Jeżeli chodzi o zaufanie też jest dobrze. On jest dobrym człowiekiem, szanuje rodzinę, pracuje (raczej toruje sobie drogę w super firmie, ale narazie jest "chłopcem na posyłki"). Niezbyt często gdzieś wychodzi, ale jak już to idzie z nim siostra, z którą ma dobry kontakt (ja w sumie też), więc jestem spokojna. Jakaś minimalna zazdrość jest, z którą staram się uporać, ale zrozumiałam, że tu nie ma jego winy. Jak jesteśmy ze sobą to jest cudownie, super, wiadomo - nie zawsze kolorowo, ale nawet podczas jakiejś sprzeczki to nasza miłość wisi w powietrzu, za chwilę przytulimy się, pogadamy. Jest dobrze. Naprawdę jest dobrze, a nawet i bardzo dobrze.

Tylko...
ODLEGŁOŚĆ.

Przez nią daję mu się poznać ze złej strony. Przez nią jestem wściekła i robię awantury o nic. Nie radzę sobie z tym, wiecznie obiecuję sobie, że to ostatni raz, mówię, że żałuję. On wie, że na żywo jestem inna, ale męczy go to, że kiedy się nie widzimy to co chwilę się kłócimy.
Dobrze, że jest źle tylko gdy się nie widzimy, ale po co w ogóle kiedykolwiek ma być źle?
On się do mnie zraża, ma dość, często krzyczy, przeklina, czasem powie, że jestem żałosna. Wiem, że jestem żałosna. Nagadam mu, a potem myślę - jak ja mogłam? I przepraszam... I tak w kółko. Irytuje mnie wiele rzeczy, które robi, jak się nie widzimy.
Niby nie zabraniam mu gdzieś wyjść, niby rozumiem, że może spędzić czas z kimś innym, albo sam ze sobą, jednak ja, durna, często mam fochy. Przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę...

Przykład? Umówiliśmy się, że w poniedziałek wieczorem pogadamy na skype. Z pracy wrócił wcześniej niż zawsze, mało się odzywał (film oglądał, grał - przecież może), a ja jak na szpilkach i foch, że on się nie odzywa, to i ja się nie odezwę. Czekam i czekam, aż o 20 piszę, że idę spać (co nie było prawdą), a on, że mieliśmy gadać, a ja, że nie będę z nim gadała na wieczór kiedy jesteśmy zmęczeni. Że skoro nie ma mnie na żywo nie znaczy, że w ogóle mnie nie ma, że jakbym była obok, to przecież spędzałby ze mną czas. A on, że przecież umówiliśmy się na wieczór i właśnie miał dzwonić, a ja dalej swoje... Czy ja jestem normalna?

Kolejny przykład: wczoraj wyszłam z kolegami, on ze swoimi. Wróciłam koło północy, on jeszcze nie. Ok, spoko, poszłam spać. Budzę się koło 2 - zero znaku życia (mamy układ, że jak wracamy do domu to się meldujemy, że jest ok), dzwonię, a on, że siedzi jeszcze z kolegami. Ja już coraz bardziej wkurzona i niespokojna (o co?), nie mogłam usnąć. Pisał o 5, że wraca no i wzięło mnie o 5 nad ranem na awanturę. Dlaczego? "Bo jak jestem u Ciebie to o 22 jesteś zmęczony i chcesz spać, a z kolesiami siedzisz do rana; bo jak jestem u Ciebie to mówisz, że musisz się wyspać, bo rano praca, a idąc z kolegami nie przejmujesz się tym". Kiedy powiedział, że w pt nie musi iść (w czw i śr też nie był), to ja, że: "Jak jestem to nie odpuścisz sobie, nawet jak proszę nie zostaniesz ze mną, nawet jak byłam z mamą to pracowałeś zamiast z nami spędzić czas", dodałam, że skoro miał 3 dni wolnego + weekend, to mógł przyjechać do mnie. Jego gadka, że nie ma kasy, ja, że jakby chciał przyjechać, to by jej nie wydawał (tyle co wydał starczy na bilet w jedną stronę do mnie, a dopiero mówił, że nie ma grosza...), a on, że chciał się spotkać z kolegami, ja, że woli kolegów ode mnie, że woli z nimi pić niż wydać na bilet do mnie, a on, że tak, bo sam na sam z nimi był ostatnio pół roku temu. Mówię, że oni nie uciekną, a on, że ja też nie...

Jest wiele takich sytuacji. Nie poznaję sama siebie, ale jak jest daleko, to jestem zazdrosna o wszystko co robi, bo robi to zamiast być ze mną. Często przesadzam, wiem, że ma trochę nauki, że niby coś przez te 3 dni wolnego liznął notatek, ale ja dalej zaparta, że mógłby się uczyć w pociągu (a z własnego doświadczenia wiem, że nauka w pociągu to żadna nauka). Jak widzicie - NIE RADZĘ SOBIE Z TYM i nie wiem co mam zrobić, nie chcę by totalnie się do mnie zraził.
Plusem jest to, że mówi, że chce przyjechać (bo wie, że będzie dobrze). Zła jestem, on i tak chce przyjechać do mnie i wiem, że za lekko ponad tydzień (po jego poprawce) by do mnie się zbierał... A tak, to ja mam wrażenie, że to tylko moja inicjatywa, bo ja ciągle o tym gadam, a on nie.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Bałam się tego związku, ale jedynie ze względu na zaufanie. Ale je mamy. Więc czego chcieć więcej?
Dajcie mi porządnego kopa i przemówcie do rozsądku... Chyba, że on faktycznie coś robi nie tak, ale naprawdę czuję, że to ja jestem prowokatorką do takich sytuacji, chyba nie da się tego ukryć...

2

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Witaj

Wiesz on się czuje osaczony,przynajmniej tak widać
z twojej historii.Jednak powinnaś nad sobą popracować.
Zając się Mega porządkami... hobby , aby zająć czas
bez niego.Wyciszyć swoje niepotrzebne nerwy.
Powiem Ci że jak tak dalej będziesz robić,w końcu
coś złego z tego się wykluje...a nie życzę Ci tego.
Wiem że to nie jest łatwe,sama miałam swoje Szczęście
daleko ode mnie ... smile

Życzę powodzenia... Popracuj nad Sobą smile

Pozdrawiam serdecznie

3

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Ja też myślę, że musisz stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie ostro "ogarnij się". Chłopak pracuje, uczy się i jeszcze znajduje czas dla ciebie smile To, że chce od czasu do czasu wyjść z kolegami to normalne, nie broń mu. Lada dzień podrośnie, zacznie się praca, rodzina (nie wiem ile macie lat). Wtedy koledzy się kończą raz na zawsze i zostają tylko wspomnienia jak to się "świrowało z kumplami". Trochę więcej zaufania i dystansu do takich sytuacji. Nie zamkniesz go przecież w klatce żeby był tylko twój big_smile Paradoksalnie taka paranoiczna zazdrość o pierdoły może szybciej rozwalić związek niż co innego.

4

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
szakisz napisał/a:

Ja też myślę, że musisz stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie ostro "ogarnij się". Chłopak pracuje, uczy się i jeszcze znajduje czas dla ciebie smile To, że chce od czasu do czasu wyjść z kolegami to normalne, nie broń mu. Lada dzień podrośnie, zacznie się praca, rodzina (nie wiem ile macie lat). Wtedy koledzy się kończą raz na zawsze i zostają tylko wspomnienia jak to się "świrowało z kumplami". Trochę więcej zaufania i dystansu do takich sytuacji. Nie zamkniesz go przecież w klatce żeby był tylko twój big_smile Paradoksalnie taka paranoiczna zazdrość o pierdoły może szybciej rozwalić związek niż co innego.

Wiem. Najgorsze jest to, że ja po kłótni piszę do niego i dzwonię. A on nie chce gadać, jest niemiły, oschły, chamski, odpychający, po prostu okropny, jak nie on. Mam wówczas wrażenie, że mnie nienawidzi. I mówię mu to, że jeżeli nie chce rozmawiać niech mi to powie innym tonem i okaże trochę szacunku do mnie... Tak też było przed chwilą. Rozłączył się ironizując "biedna mała dziewczynka", ja się poryczałam jak głupia, po czym poszłam do lustra i powiedziałam: "Nie, niezależnie od tego czyja będzie wina - teraz to Ty będziesz prosił o rozmowę i okażesz mi szacunek, a nie będziesz po mnie jeździł". Nie będzie łatwo...
Wiem, że to moja wina, te kłótnie, ale potem powinno się R O Z M A W I A Ć. A on, dlatego, że ja robiłam mu wyrzut, nagle przypisuje sobie prawo do bycia nieziemsko chamskim wobec mnie i podtrzymuje to mówiąc, że to przeze mnie. Moja wina, zawiniłam, ale nie musi mnie tak traktować...
Muszę nauczyć się przestać narzucać i masz rację - zająć czymś. Dziś krok pierwszy - impreza.

5

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Ja mu się nie dziwię. Chłopak jest porządny, a dziewczyna mu robi awantury w ogóle bezpodstawnie. Też bym się wkurzył. Dobrze, że masz imprezę w planach. Pamiętaj - to że jesteś w związku, nie znaczy że nie masz zajmować się sobą. Jak się zabawisz to i nabierzesz dystansu do wszystkiego wink

6 Ostatnio edytowany przez NoNieWiemNo (2013-09-13 14:08:40)

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
szakisz napisał/a:

Ja mu się nie dziwię. Chłopak jest porządny, a dziewczyna mu robi awantury w ogóle bezpodstawnie. Też bym się wkurzył. Dobrze, że masz imprezę w planach. Pamiętaj - to że jesteś w związku, nie znaczy że nie masz zajmować się sobą. Jak się zabawisz to i nabierzesz dystansu do wszystkiego wink

Wydaje mi się, że jak i wiele kobiet mam problem z nieodzywaniem się do faceta. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam wrażenie, że jak pytam: kiedy się odezwiesz? I słyszę odpowiedź, że jutro, może pojutrze, to jestem zła, bo mam wrażenie, że marnujemy czas, a on bez sensu ucieka... A tak naprawdę nie mam na co. Kiedyś ludzie wysyłali do siebie listy, a dziś wszystko jest na JUŻ. Mam dziwne wrażenie, że kilka cichych dni to marnowanie czasu, jakieś cierpienie, bo przyzwyczaił się człowiek do codziennego kontaktu i pisania o wszystkim i ciągłego gadania. A naprawdę wiem, że zdrowo jest poczekać, przemyśleć, odpocząć. Dać za sobą zatęsknić.
Ciężko jest wytrzymać ciche dni, ale chyba lepiej tak, niż bez wyjaśnienia i opadnięcia emocji rozmawiać wciąż w nerwach... Chyba muszę wytrzymać. On ma prawo do zrzucania winy na mnie, bo to ja prowokowałam. Ale tym samym przypisuje sobie prawo do chamskiego zachowania. A to jego wina, którą tłumaczy moim zachowaniem. Jestem winna, bo dzwonię, bo on nie chce rozmawiać, bo pewnie właśnie nie chce okazywać swojej złości. Prawda?

7

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
NoNieWiemNo napisał/a:

Wydaje mi się, że jak i wiele kobiet mam problem z nieodzywaniem się do faceta. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam wrażenie, że jak pytam: kiedy się odezwiesz? I słyszę odpowiedź, że jutro, może pojutrze, to jestem zła, bo mam wrażenie, że marnujemy czas, a on bez sensu ucieka... A tak naprawdę nie mam na co. Kiedyś ludzie wysyłali do siebie listy, a dziś wszystko jest na JUŻ. Mam dziwne wrażenie, że kilka cichych dni to marnowanie czasu, jakieś cierpienie, bo przyzwyczaił się człowiek do codziennego kontaktu i pisania o wszystkim i ciągłego gadania. A naprawdę wiem, że zdrowo jest poczekać, przemyśleć, odpocząć. Dać za sobą zatęsknić.
Ciężko jest wytrzymać ciche dni, ale chyba lepiej tak, niż bez wyjaśnienia i opadnięcia emocji rozmawiać wciąż w nerwach... Chyba muszę wytrzymać. On ma prawo do zrzucania winy na mnie, bo to ja prowokowałam. Ale tym samym przypisuje sobie prawo do chamskiego zachowania. A to jego wina, którą tłumaczy moim zachowaniem. Jestem winna, bo dzwonię, bo on nie chce rozmawiać, bo pewnie właśnie nie chce okazywać swojej złości. Prawda?

Jesteś pierwszą kobietą jaką w życiu spotkałem, która tak mądrze to wszystko rozmyśliła. Gdyby więcej ludzi takich było, można by zupełnie wyeliminować kłótnie smile Jest dokładnie tak jak mówisz. Ja sam osobiście preferuję rozmowę i dyplomację, ale zamiast wrzeszczeć w nerwach i rzucać oskarżeniami bez porozumienia, czasem lepiej przeczekać. To jest istota właśnie cichych dni.

8

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
szakisz napisał/a:
NoNieWiemNo napisał/a:

Wydaje mi się, że jak i wiele kobiet mam problem z nieodzywaniem się do faceta. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam wrażenie, że jak pytam: kiedy się odezwiesz? I słyszę odpowiedź, że jutro, może pojutrze, to jestem zła, bo mam wrażenie, że marnujemy czas, a on bez sensu ucieka... A tak naprawdę nie mam na co. Kiedyś ludzie wysyłali do siebie listy, a dziś wszystko jest na JUŻ. Mam dziwne wrażenie, że kilka cichych dni to marnowanie czasu, jakieś cierpienie, bo przyzwyczaił się człowiek do codziennego kontaktu i pisania o wszystkim i ciągłego gadania. A naprawdę wiem, że zdrowo jest poczekać, przemyśleć, odpocząć. Dać za sobą zatęsknić.
Ciężko jest wytrzymać ciche dni, ale chyba lepiej tak, niż bez wyjaśnienia i opadnięcia emocji rozmawiać wciąż w nerwach... Chyba muszę wytrzymać. On ma prawo do zrzucania winy na mnie, bo to ja prowokowałam. Ale tym samym przypisuje sobie prawo do chamskiego zachowania. A to jego wina, którą tłumaczy moim zachowaniem. Jestem winna, bo dzwonię, bo on nie chce rozmawiać, bo pewnie właśnie nie chce okazywać swojej złości. Prawda?

Jesteś pierwszą kobietą jaką w życiu spotkałem, która tak mądrze to wszystko rozmyśliła. Gdyby więcej ludzi takich było, można by zupełnie wyeliminować kłótnie smile Jest dokładnie tak jak mówisz. Ja sam osobiście preferuję rozmowę i dyplomację, ale zamiast wrzeszczeć w nerwach i rzucać oskarżeniami bez porozumienia, czasem lepiej przeczekać. To jest istota właśnie cichych dni.

Myśleć tak to ja mogę, gorzej będzie to wdrożyć w życie... Ale pierwszy raz się o to postaram, obiecuję!

9

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Dasz radę, po tym co piszesz wnioskuję, że potrafisz szybko wyciągać wnioski z błędów. Jestem pewien że wszystko się ułoży. Nie musisz przecież od razu z dnia na dzień się zmieniać i przestać się zamartwiać. Ważne jest byś powolutku wdrażała właśnie dystans do takich spraw mało ważnych. Wtedy naprawdę będzie mniej niepotrzebnych spięć. Szczęścia życzę wink

10

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Daję radę. Wczoraj po tym jak się pokłóciliśmy przez telefon - nie odzywałam się. Kiedy wychodziłam na imprezę on się odezwał, że możemy popisać. Napisał co myśli o tym wszystkim, ja mu spokojnie odpisałam i powiedziałam, że nie mam czasu, bo wychodzę. Podczas imprezy, napisał mi "Dobranoc", ja zameldowałam się nad ranem, że jestem w domu. I koniec. Cisza. Przyznam, że męcząca, ale ja nie dam za wygraną. Nie będę do niego dzwonić wiecznie. Przypomniałam sobie, że miał dziś iść na imprezę. To stwierdziłam, że i tak się teraz nie odezwie, a skoro jest tam - tym bardziej nie będę mu przeszkadzać, bo to bez sensu. A teraz co się okazało? Wlazłam na profil na fb jego koleżanki, która się do niego podwalała i o którą jestem bardzo zazdrosna i która też ma dziś być na imprezie z nim i patrzę, że ona akurat DZIŚ ma urodziny... Cóż za zbieg okoliczności! Kipię... sad

11

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

ZAŁOŻYŁAM NOWY WĄTEK, ALE 1 ZWIĄZEK = 1 TEMAT. WIĘC PISZĘ TUTAJ. SYTUACJA Z TEMATU PRZODUJĄCEGO WĄTKU NIECO SIĘ ZMIENIŁA. TERAZ ZWRACAM SIĘ Z TROCHĘ INNYM PROBLEMEM, JEDNAK TA ODLEGŁOŚĆ WCIĄŻ GDZIEŚ SIĘ TU PAŁĘTA...

Wiecie jak "zaopiekować się" facetem, który ma totalnego doła? Jak mu pomóc?

Jestem w związku na odległość, trwa to ponad rok. Było dobrze, widywaliśmy się często, ale od kilku miesięcy zaczęło się psuć. Oboje mieliśmy "w swoich światach" zawirowanie, pełno spraw do załatwiania, mniejsze i większe problemy. Przez to między nami się popsuło, rzadziej się widywaliśmy i ogólnie nastąpił ciąg złych zdarzeń, w których siebie dużo raniliśmy.

Ostatnio przyznał się, że od dawna jest zły na samego siebie, że źle kieruje swoim życiem, że jest do niczego, że w "pracy" szef mu zwraca uwagę, że gorzej mu idzie, że się nie skupia i jest leniwy, że robi masę błędów (jeden mógł być tragiczny w skutkach i wtedy mojego ruszyło, że trzeba się wreszcie ogarnąć). Na studiach jest nieprzyjemnie, ze względu na jego lenistwo na włosku wisi to czy zapłaci 5 tysięcy za powtarzanie roku (a nie zarabia pieniędzy, ta praca to bardziej jako niepłatna praktyka). Jeszcze ma kilka problemów, wszystko to odbijało się na mnie, na NAS, nie układało się ostatnio naprawdę dobrze, powiedziałabym, że było tragicznie.

Ale kiedy przyznał, że nie radzi sobie, że chce by było dobrze, że wie, że musi się za siebie wziąć - stwierdziłam, że odpuszczę czepianie, pomogę mu ze szkołą. I tak zrobiłam. W 20 minut znalazłam materiały, które on powinien znaleźć 2 lata temu ale jakoś nie mógł się zebrać. Wytłumaczyłam mu wiele rzeczy, jak np. pisać pracę magisterską, chciałam pomóc i starałam się, chociaż byłam i jestem zła, że sam tego nie zrobił wcześniej. Ale ważne, że zrozumiał błąd. Nie chcę być wychwalana w niebiosa, ale zwykłe "dziękuję" by nie zaszkodziło. A on nie docenił tego, na dodatek mówi, że sprawa w "pracy" jeszcze bardziej się pokręciła i po rozmowie z szefem poszedł się upić (sam, chyba pierwszy raz), bo taaaak mu źle. Mówię, że się pogrąży, że nie tędy droga, że po rozmowie z szefem mógł przysiąść do studiów, zrobić krok naprzód, by jeden problem mieć z głowy, a nie biadolić, że jest taaaak źle.
Przez tydzień mu pomagałam, a on nic. Miałam przyjechać do niego (sam nalegał, nie widzieliśmy się 2 tygodnie), ale powiedział, że nie mogę. No i nie wytrzymałam. Źle zrobiłam, ale była awantura, którą ja rozpoczęłam. Chciałam odejść. Ale po niej zgoda, z mojej strony czułość, że kocham, chcę pomóc i tęsknię za tym, jak jest między nimi dobrze.

Nie mogę przyjechać i boli mnie to, że znów się nie widzimy. Ale wiem, że przez ten weekend przysiądzie do pisania pracy, wiem, że to jest ważne. I dlatego odpuszczam czepianie o to, że odmówił spotkania.

Ale to nie zmienia faktu, że jest mi ciężko. Jak przeczekać ten okropny okres? Czy mogę liczyć, że weźmie się w garść i po ogarnięciu pracy i szkoły będzie miał chęć na ogarnięcie związku? Kiedy to nastąpi, ile mam czekać, ile tygodni musi minąć zanim się zobaczymy?

Co robić? Jak pomóc chłopakowi wyjść z dołka? Jest mi cholernie przykro, że jest tak rozbity (płakał mi do telefonu ostatnio nie raz...). Ale na odległość nie mogę nic zrobić. On się mało odzywa, bo tak, poza tym jednak pisze pracę. Cieszy mnie to. Ale nie wiem jak mam się zachować po prostu. Mam siedzieć cicho i poczekać aż uporządkuje swoje sprawy? Czy narzucać się z pomocą?


Chyba musiałam się wygadać, bo nie mam komu...

12

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Też byłam w związku na odległość i niestety nie wyszło, wypaliło się i każdy poszedł w swoją stronę - ja oczywiście cierpiałam. Jednak u Ciebie nie musi się tak skończyć. Z tego co napisałaś, zrozumiałam, że mu zależy skoro gdy chciałaś odejść - zatrzymał Cię. Bardziej opisujesz swoje uczucia a jak on się do Ciebie zwraca? Czujesz, że mu zależy na Tobie czy czujesz jakby Cię od siebie odpychał? Na Twoim miejscu, dałabym mu trochę czasu, na uporządkowanie spraw bo wydaje mi się, że po prostu nagle go uderzyło, że dzieciakiem już nie jest i nie ogarnia syfu, który go otacza. Dałaś mu notatki, wyjaśniłaś wiele rzeczy... a teraz daj mu się wykazać, bo przez ciągłe "niańczenie" ( przepraszam, za takie brzydkie określenie ;p) faceci nie czują się męsko. Powiedz mu, że jak będzie czegoś potrzebował to jesteś. Zapytaj czy woli abyś dała mu czas czy chce Twojej pomocy. Niech on Ci powie czego chce, a Ty po prostu go wysłuchaj i zaakceptuj. Ogarnie życie i prawdopodobnie będzie lepiej.

13

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Jest ciągle źle, bo nie możemy się spotkać, bo on ma dużo problemów, ale rozmawialiśmy. Wiemy, że chcemy przetrwać to, wiemy, że nie będzie kolorowo i pewnie nie raz jeszcze się pokłócimy i nie raz jeszcze on będzie chodził przybity i nie raz będzie to się odbijało na mnie. Ale wiemy, że chcemy przetrwać ten okres. Powiedział wszystko, co czuje, że brak mu mnie, nas, ale, że musi posprzątać swój bałagan. I że pomóc mu mogę jedynie poprzez normalną relację, że muszę zaakceptować, że nie będzie teraz księciem z bajki, bo nie ma do tego głowy i jest za bardzo zestresowany, po prostu niech jest między nami normalnie, bez większych uniesień, ale bez pretensji i smutku. Chyba będzie dobrze. Tyle już wytrzymaliśmy, że teraz to tylko końcówka...

14 Ostatnio edytowany przez Teo (2013-11-04 20:44:07)

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
NoNieWiemNo napisał/a:

Jest ciągle źle, bo nie możemy się spotkać, bo on ma dużo problemów, ale rozmawialiśmy. Wiemy, że chcemy przetrwać to, wiemy, że nie będzie kolorowo i pewnie nie raz jeszcze się pokłócimy i nie raz jeszcze on będzie chodził przybity i nie raz będzie to się odbijało na mnie. Ale wiemy, że chcemy przetrwać ten okres. Powiedział wszystko, co czuje, że brak mu mnie, nas, ale, że musi posprzątać swój bałagan. I że pomóc mu mogę jedynie poprzez normalną relację, że muszę zaakceptować, że nie będzie teraz księciem z bajki, bo nie ma do tego głowy i jest za bardzo zestresowany, po prostu niech jest między nami normalnie, bez większych uniesień, ale bez pretensji i smutku. Chyba będzie dobrze. Tyle już wytrzymaliśmy, że teraz to tylko końcówka...

A jak sobie radzisz z pretensjami i kłótniami o nic??

PS

Czy możesz napisać do mnie na Prywatną Wiadomość? smile

15

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

NoNieWiemNo

A mi się pojawia obraz taki, że ten twój wybrany ma sprawy o których nie chce Ci mówić. Piszesz, że  powiedział, że musi posprzątać swój bałagan. Tylko, że jego bałagan to też twój bałagan. I tu powinien Ci zaufać, otworzyć się, bo jak inaczej?? Przecież chcemy znać kogoś jakim jest z jego problemami a nie tylko uśmiechem...

Czasem powie, że jesteś żałosna... Ja w swoim życiu nigdy tak nikomu nie powiedziałem, bo takim słowem niszczy się psychikę człowieka. Nie rozumiem Cię - jesteś zły, żałosny(a) - paskudne.

Jest wiecznie zestresowany, wiecznie problemy, a kiedy bywasz dla niego tą wyjątkową osobą?

Ja uważam, że można być zestresowanym, mieć zły czas, ale w gości zabiera się dobry humor  i optymizm, a Ty najbliższa osoba, to czemu nie wiesz o nim nic?

16

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

NoNieWiemNo

dostałam od Ciebie wiadomość, ale nie mogę odpisać, bo mail zwrotny nie działa. Jak możesz napisać jeszcze raz i podać swój mail to wtedy będę mogła odpowiedzieć ^^

17

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?
NoNieWiemNo napisał/a:

Wydaje mi się, że jak i wiele kobiet mam problem z nieodzywaniem się do faceta. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam wrażenie, że jak pytam: kiedy się odezwiesz? I słyszę odpowiedź, że jutro, może pojutrze, to jestem zła, bo mam wrażenie, że marnujemy czas, a on bez sensu ucieka... A tak naprawdę nie mam na co. Mam dziwne wrażenie, że kilka cichych dni to marnowanie czasu, jakieś cierpienie, bo przyzwyczaił się człowiek do codziennego kontaktu i pisania o wszystkim i ciągłego gadania. A naprawdę wiem, że zdrowo jest poczekać, przemyśleć, odpocząć. Dać za sobą zatęsknić.

Wow... nie wierzę. Mam dokładnie to samo, ale nigdy nie pomyślałam, aby to tak ująć z tym uciekaniem czasu. Muszę zwolnić...

18

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Remi - wiem jaki to jest bałagan, wyżej napisałam. Problemy w pracy, z magisterską też. Nawet jakbym chciała to nie pomogę, bo na jego pracy się totalnie nie znam. Także on sam musi ten.bałagan sprzątać.
Teo - wyślę wieczorem.

19

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Kiedy wszystko powoli zaczyna się prostować, układać, wyjaśniać; kiedy sprawy niezałatwione stają się załatwionymi; kiedy on czuje mniej stresu i osiąga jakieś małe sukcesy - wszystko wraca do normy. Naprawdę jest dobrze, bo jest luźno, nie ma stresu.
smile

20

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

To dobrze, oby tak dalej! A kiedy macie razem zamieszkać?

21

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

W styczniu. smile Nie razem, ale w tym samym mieście. smile

Przetrwaliśmy najgorsze (tzn jak dotychczas najgorsze, nie wiadomo co przyniesie jutro) i jakoś się powoli składamy, jest ok.

22

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

I o to chodzi - by pokonywać trudności, a nie zrażać się przy najmniejszym niepowodzeniu. Podoba mi się Twoje podejście! Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Powodzenia!

23 Ostatnio edytowany przez ddona (2013-11-14 13:12:26)

Odp: Odległość - jak z nią walczyć?

Mam podobny 'problem' z moim ukochanym odległość, do tego powiedział mi o długu który musi spłacić. Myślał, że się wystraszę, ale nie podeszłam do tego na spokojnie, ze zrozumieniem, przeciez ludzie mają gorsze problemu. Za każdym razem gdy odniesie jakiś sukces w pracy, małe kroczki dalej, chwale go 'widzisz wiedziałam, że Ci się uda' i to działa smile Też mieszkamy 100 km od siebie ale widujemy się co tydzien w każdy weekend na zmiane. Wtedy jest czas na zatrzymanie się. Mam bardziej ja problem z jego przeszłościa przez co było kilka spięć, co pisałam w innym wątku, ale stwierdziłam, nie ma co marnować czasu na to co było trzeba się pogodzić, nie zmienię tego. Mieliśmy myśleć od tego miesiąca nad zamieszkaniem razem i co dalej, ale odsuneliśmy to do wiosny. Przez tą spłatę. Trudno poczekam smile, muszę go wspierać bo kto inny jak ja. Ma wiele stresu w domu i w pracy, a wydaje mi się, że to ja powinnam być taka osobą przy której się ukoi. Nie ma też co zabraniać chodzić na imprezy, piwo ze znajomymi to odstresowuje. I ty rób to samo wink. Do wszystkiego podchodzić na spokojnie, czasem nawet bez emocji, trzeźwo. To działa. Im więcej emocji w wyjaśnianiu negatywnych sytuacji tym gorzej dla związku.

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odległość - jak z nią walczyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026