Witam, jestem 30 letnim mężczyzną razem z partnerką jesteśmy od 10 lat razem z czego 9 lat ze sobą mieszkamy. Planujemy dosyć poważnie wspólną przyszłość, obecnie jesteśmy na etapie oglądania mieszkania do zakupu. Jednak gdzieś w środku mam pewne wątpliwości.
Będę zupełnie szczery z Wami, ale partnerka przestała mi się podobać fizycznie. Często łapie się na tym, że chodząc na spacery porównuje inne kobiety z wyglądu. ( ja też nie jestem jakiś przystojniak wiem - po prostu mówie szczerze co czuje) Do tej pory uważałem siebie za dojrzałego mężczyznę, ale coś we mnie pęka i nie rozumiem dlaczego. Spędzamy ze sobą wspólnie czas - gramy w piłkę w planszówki jest super na prawdę, ale gdzieś się przebija do mnie ten "wygląd"
Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje - jestem na etapie kupna mieszkania a nagle mam takie rozterki. Nie wiem jak wyglądają moje uczucia do niej - kiedy jestem z dala od domu i nie widzimy się długo to odczuwam tęsknotę, ale czasami gdy jesteśmy ze sobą to potrafimy ze sobą zamienić kilka zdań - czy to w Waszych związkach jest normalne ? Tak samo jak u Was jest z uczuciem - po x latach czujecie jeszcze jakieś motylki ? Skąd wiecie, że kochacie swojego partnera/partnerkę ?
Podobne tematy
Jak walczyć z przechodzonym związkiem? Nie da się. Można zapobiegać zanim to się wydarzy. U Ciebie to już się wydarzyło. Już za późno. Twoje wątpliwości będą coraz większe im bardziej poważne kroki trzeba będzie podjąć. Nie masz do tego związku przekonania i będzie tylko gorzej.
3 2023-06-22 11:15:59 Ostatnio edytowany przez 123qwerty123 (2023-06-22 11:17:05)
Porównujesz jej wygląd teraźniejszy do tego jak wyglądała 10 lat temu. Porównujesz zatem 30latkę, do 20 latki. Nic dziwnego, że się zmieniła z wyglądu i wtedy była bardziej ponętna.
Mężczyźni którzy są w związkach z 30latkami zapewne gdyby zobaczyli wersję swojej kobiety gdy miała 20 lat pomyśleliby, że była wtedy atrakcyjniejsza
Większość z nich nie ma takiego porównania, bo nie znało swojej partnerki gdy ta miała 20 lat. Ty takie rozkminy masz, bo masz porównanie. Znałeś ją gdy była młodsza.
Większość mężczyzn, nie ma tak długich relacji, aby być z kimś prawie od dziecka (w przestrzeni 10 lat - gdy ma się te od 20 do 30 lat większość ludzi ma kilka związków za sobą) A jeśli już się zdarzy taka relacja to taka para jest już dawno po ślubie, mają dzieci, obowiązki i nie mają czasu na takie rozkminy " Oj Halinka jak miałaś 20 lat lat to miałaś takie boskie ciało, byłaś taka gładka, a teraz po 30stce to już Ci zmarszczki widać"
Z obecną partnerką jestem 10 lat i wystarczy, że pomacha mi gołą dupcią (nawet w formie żartu, droczenia się), a ja już sztywny tam gdzie trzeba. Ale to też wynika z tego, że nie jest pierwszą z jaką byłem w poważnym związku, ani tym bardziej pierwszą w łóżku. Więc to była świadoma decyzja.
Jeśli zostałeś ze swoją partnerką dlatego, że zabrakło powodów, żeby zerwać, to jest to słaby budulec. Obecnie to jest między wami przywiązanie i przyjaźń, i to fajnie, ale to za mało.
A jeśli już się zdarzy taka relacja to taka para jest już dawno po ślubie, mają dzieci, obowiązki i nie mają czasu na takie rozkminy " Oj Halinka jak miałaś 20 lat lat to miałaś takie boskie ciało, byłaś taka gładka, a teraz po 30stce to już Ci zmarszczki widać"
Nie wiem....mnie np podnieca i napawa dumą fakt, że mogłem być świadkiem i uczestnikiem takich zmian.
6 2023-06-22 11:31:13 Ostatnio edytowany przez NiebieskiLD (2023-06-22 11:32:34)
Z obecną partnerką jestem 10 lat i wystarczy, że pomacha mi gołą dupcią (nawet w formie żartu, droczenia się), a ja już sztywny tam gdzie trzeba. Ale to też wynika z tego, że nie jest pierwszą z jaką byłem w poważnym związku, ani tym bardziej pierwszą w łóżku. Więc to była świadoma decyzja.
Jeśli zostałeś ze swoją partnerką dlatego, że zabrakło powodów, żeby zerwać, to jest to słaby budulec. Obecnie to jest między wami przywiązanie i przyjaźń, i to fajnie, ale to za mało.
Z jednej strony masz racje, bo popęd i te sprawy są ważne, ale czy to ma aż takie znaczenie, kiedy w gre wchodzi wspólne życie z osobą która jest dobrą kobietą ?
Edit - wiesz zawsze znajdzie się ta ładniejsza, młodsza atrakcyjniejsza i tylko to ma być powodem aby zerwać ?
Zaczęło robić się poważnie, na horyzoncie zamajaczyły zobowiązania ( kredyt) i nagle, tak o, obudziłeś się któregoś pięknego dnia, i stwierdziłeś że twoja partnerka przestała ci się podobać.
Paradne.
Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale ludzie się starzeją ( szok i niedowierzanie) i nasze ciała ulegają zmianie.
Co by się stało, gdybyście mieli wpadkę?
Ciało kobiety w czasie ciąży ulega dużym zmiana.
Czasem nieodwracalnym.
Co by się stało gdyby zachorowała/ miała wypadek.
Stwierdził byś " aleś ty szpetna, nie mogę się przemóc" ?
Współczuję tej kobiecie, bo ewidentnie trafiła na Piotrusia pana.
Następna sprawa, jak ty chłopie mogłeś się nie oświadczyć przez 10 lat?
I zgadzam się z Jackiem, staż nie ma tu nic do rzeczy.
Ja jestem żonaty od 6 lat.
I wystarczy y żoną uśmiechnie się lubieżnie, a robię się sztywny.
Człowiek jest istotą seksualną, a seks jest jednym z fundamentów związku. Bo to nie tylko fizyczność, ale i sposób pokazywania (i doświadczania) uczuć.
Wiesz jak się czuje osoba w związku, która czuje, że nie jest atrakcyjna dla swojego partnera (lub partnerki)? Na dłuższą metę to ryje dekiel. I co - będziesz bił konia do pornosów gdzieś w ukryciu do końca życia? Czy może będziesz jej torbę na twarz zakładał, bo jak to tak uprawić seks z osobą, która się nie podoba? Albo sam zamykając oczy za każdym razem będziesz się masturbował jej ciałem (bo to już nie jest seks) fantazjując o kobietach mijanych na ulicy? Bo na pewnym etapie tak będzie wyglądać, skoro przestała ci się podobać.
Jak sobie wyobrażasz przyszłość w takim związku za kolejne 5 czy 10 lat?
Opcje masz dwie.
1) rozstać się
2) porozmawiać szczerze i wspólnie z nią popracować nad ogniem namiętności, abyś znów zaczął jej pożądać i aby ona ci się zwyczajnie podobała
Współczuję tej kobiecie, bo ewidentnie trafiła na Piotrusia pana.
To trochę bardziej skomplikowane, bo zdarzenia jakie podałeś są faktycznie powodem wielu rozwodów lub materiałem na setki godzin małżeńskich terapii.
Tylko, że moja partnerka ma na prawdę poukładane w głowie i w ogóle - nie jest jakąś tępą dzidą i myśląc o tym, że mogę trafić na kogoś kto jest powiedzmy atrakcyjny ale inteligencją nie będzie odbiegał od buta mnie przeraża.
To fajnie, a to poukładanie w głowie i w ogóle wywołuje u ciebie erekcję? Nie? No popatrz...
Dlatego ci napisałem - pogadaj z nią uczciwie, że nie czujesz tego żaru co wcześniej. Może jakieś cosplaye albo jakieś kinky zabawy spowodują, ze spojrzysz na nią inaczej.
Zdecyduj się może autorze, co jest Twoim problemem, bo najpierw piszesz, że wizualnie przestała Ci odpowiadać Twoja partnerka, a potem smęcisz coś o motylkach i uczuciach. Czy mam rozumieć, że u Ciebie uczucia sprowadzają się do pociągu fizycznego? W takim razie mylisz pożądanie z milością.
Nie jestem po prostu pewny czy tą kobietę kocham. Stąd pytam jak to jest u Was. Bo może moja miłość weszła w inny poziom i tak to się objawia, że kiedy jej nie ma to mi jej brak a z drugiej strony jak już jest to w sumie nic z tego nie wynika. Temat sexu w sumie przyznam racje "Jack Sparrow" A co do postu Magdaleny - czy miłość bez pożądania jest możliwa w takim razie ? Jestem mężczyzną i chciał nie chciał kobiety przykuwają wzrokiem jak mam to powstrzymać, aby skupić się na swoim związku i nie patrzeć na to co mają inni ?
czy miłość bez pożądania jest możliwa w takim razie ?
Tak. Np do rodziców. Acz Edyp udowodnił, że i to niekoniecznie.
Jestem mężczyzną i chciał nie chciał kobiety przykuwają wzrokiem jak mam to powstrzymać, aby skupić się na swoim związku i nie patrzeć na to co mają inni ?
Jest różnica pomiędzy tym, że oko od czasu do czasu poleci bezwiednie, a czym innym ślinienie się, fantazjowanie i zazdroszczenie pięknych kobiet innym facetom. To nie jest zależne od chcenia. Nie zapanujesz nad tym.
A co do postu Magdaleny - czy miłość bez pożądania jest możliwa w takim razie ? Jestem mężczyzną i chciał nie chciał kobiety przykuwają wzrokiem jak mam to powstrzymać, aby skupić się na swoim związku i nie patrzeć na to co mają inni ?
Ludzie rożne kombinacje przerabiają. To są ich wybory.
Poniekąd sam sobie odpowiedziałeś, że u Ciebie nie ma ani pożądania, ani miłości, skoro zastanawiasz się czy w ogóle może istnieć miłość bez pożądania.
Po co Ci ten wątek? Co właściwie zostało w Twoim związku oprócz przyzwyczajenia?
Tyle rzeczy tu jest do rozkopania i przeorania że to głowa mała. Ale to nie Twoja wina autorze, po prostu takie mamy czasy że edukacja psychologiczna żadna, duży porównań poprzez social media i człowiek już sam nie wie czego chce w pewnym momencie. Ja tu widzę parę problemów:
1) Po pierwsze, schemat dzielenia ludzi na dobrych i złych, mądrych i głupich, puszczalskich i porządnych. Przejawia się to też na tym forum często gęsto gdzie niektórych się stygmatyzuje bo chodzą na prostytutki, innych się wywyższa bo ma jednego partnera całe życie. U Ciebie się to przejawia w tym zdaniu:
"Tylko, że moja partnerka ma na prawdę poukładane w głowie i w ogóle - nie jest jakąś tępą dzidą i myśląc o tym, że mogę trafić na kogoś kto jest powiedzmy atrakcyjny ale inteligencją nie będzie odbiegał od buta mnie przeraża."
Dla mnie to oznacza że u Ciebie w głowie panuje czarno-biały podział, albo ładna czyli tępa, albo dobra i miła ale nieatracyjna. Why not both?! Przecież laski które robią sobie rybie usta itp. też mogą być inteligentne, a brzydkie kobiety głupie jak bela. Co więcej - to się u jednej osoby może zmieniać z wiekiem, w wydarzeniami życiowymi. Każdy z nas ma swoje dobre i złe strony, nikt nie jest w pełni albo zupełnie dobry, albo zupełnie niedobry. Co prowadzi nas do punktu drugiego, mianowicie:
2) To normalne że zwracasz uwagę na inne kobiety, jesteś wzrokowcem i tak działa Twój umysł że przykuwają one Twoją uwagę. To się dzieje z automatu, poza Tobą. ALE JUŻ W TOBIE ZAPADA DECYZJA CO TY Z TYM DALEJ ROBISZ i ta decyzja definiuje jaką drogą chcesz iść. Nie jesteś bezradnym misiem któremu się głowa obróciła za laską i już musi za nią iść bo poczuł motylki w brzuchu. Tutaj kłania się psychoedukacja i etapy miłości, że na początku zazwyczaj jest fascynacja która opada z czasem.
Oczywiście jest milion innych pytań np. dlaczego 10 lat chodzicie za rączkę zamiast zacząć formalizować, czy o tym rozmawialiście i np. uznaliście że was ślub nie kręci czy w ogóle udajecie że tematu nie ma i np. dziewczyna czeka na oświadczyny "ale nie zapyta bo kobieta nie powinna wymuszać" a Ty czekasz nie wiesz na co, albo wiesz że tak naprawdę nie chcesz z nią brać ślubu co jest też ok i za rok jej powiesz że sorry bejbe, ale idę w długą.
Pamiętaj tylko proszę że też poniekąd marnujesz jej czas (ona co prawda mogłaby się upomnieć, no ale...)
ALE JUŻ W TOBIE ZAPADA DECYZJA CO TY Z TYM DALEJ ROBISZ i ta decyzja definiuje jaką drogą chcesz iść. Nie jesteś bezradnym misiem któremu się głowa obróciła za laską i już musi za nią iść bo poczuł motylki w brzuchu. Tutaj kłania się psychoedukacja i etapy miłości, że na początku zazwyczaj jest fascynacja która opada z czasem.
Nikt nie decyduje o tym, co mu się podoba i co go pociąga. Nie decydujesz o tym, że pomidorówka ci smakuje. Nie decydujesz o ty, że lubisz kolor czarny od czerwonego, nie decydujesz o orientacji seksualnej i pociągu fizycznym. Albo cię coś kręci, albo nie. Upodobania z czasem potrafią się zmieniać, ale tylko nieznacznie.
Oczywiście jest milion innych pytań np. dlaczego 10 lat chodzicie za rączkę zamiast zacząć formalizować
Nie te czasy, aby zadawać takie pytania. To nie ma znaczenia, BA system jest tak skonstruowany, że lepiej pozostawać poza związkiem małżeńskim. I mówię to jako żonaty facet. Po prostu w życiu jest zbyt wiele bonusów dla np samotnych mam, aby ewentualne bonusy ze wspólnego pitu to zmieniły. I co najważniejsze - to nie absolutnie żadnego znaczenia w kontekście pociągu FIZYCZNEGO, bo CIAŁO partnerki przestało mu się podobać. A nie ma to znaczenia, ponieważ pod kątem inteligencji itp jak najbardziej jest ona materiałem na długoterminowy związek.
18 2023-06-22 15:35:18 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2023-06-22 18:08:33)
ale czasami gdy jesteśmy ze sobą to potrafimy ze sobą zamienić kilka zdań - czy to w Waszych związkach jest normalne ? Tak samo jak u Was jest z uczuciem - po x latach czujecie jeszcze jakieś motylki ? Skąd wiecie, że kochacie swojego partnera/partnerkę ?
Nie wiem czy to normalne, ale powiem z mojego doświadczenia. Po 7 latach nadal gadamy godzinami i nadal jest duże pożądanie. Tak jan napisał Jack, wystarczy niewielki gest i od razu wszystko działa "tam gdzie trzeba"(nie u mnie, jbc jestem kobietą).
Znam małżeństwa, którym po 30 latach buzia się nie zamyka i co chwila się wspólnie śmieja i żartują jak para nastolatków. Nie zaglądam kazdemu do domu i nie sprawdzam więc nie wiem jaka jest norma, ale ja bym tego nie zaakceptowała.
Polecam nie szukac odpowiedzi na forum ale wśród znajomych. Czy znasz jakieś stare małżeństwa które podziwiasz za ich więź? Czy jesteście do nich podobni? Czy w porównaniu ze znajomymi wasze relacje sa chłodniejsze czy bardziej serdeczne?
Mieszkanie możecie kupić, bo to dobra inwestycja, nawet jak nie będziecie razem jego wartość urośnie, potem sprzedacie z zyskiem.
Bardziej zastanawia mnie dlaczego po 10 latach nie oświadczyłes się? Nie jesteście małżeństwem?
Dla mnie to oznacza że u Ciebie w głowie panuje czarno-biały podział, albo ładna czyli tępa, albo dobra i miła ale nieatracyjna. Why not both?! Przecież laski które robią sobie rybie usta itp. też mogą być inteligentne, a brzydkie kobiety głupie jak bela. Co więcej - to się u jednej osoby może zmieniać z wiekiem, w wydarzeniami życiowymi. Każdy z nas ma swoje dobre i złe strony, nikt nie jest w pełni albo zupełnie dobry, albo zupełnie niedobry.
Podobnie odebralam tekst o tępych dzidach. Może kolega wstydził sie za młodu seksownych kobiet i wybrał taką miłą, acz przeciętną, bo uznał że te, które go mocniej kręcą muszą być głupsze od niej. teraz okazało sie że jednak natury nie oszukasz....
NiebieskiLD napisał/a:ale czasami gdy jesteśmy ze sobą to potrafimy ze sobą zamienić kilka zdań - czy to w Waszych związkach jest normalne ? Tak samo jak u Was jest z uczuciem - po x latach czujecie jeszcze jakieś motylki ? Skąd wiecie, że kochacie swojego partnera/partnerkę ?
Nie wiem czy to normalne, ale powiem z mojego doświadczenia. Po 7 latach nadal gadamy godzinami i nadal jest duże pożądanie. Tak jan napisał Jack, wystarczy niewielki gest i od razu wszystko działa "tam gdzie trzeba". Znam małżeństwa, którym po 30 latach buzia się nie zamyka i co chwila się wspólnie śmieja i żartują jak para nastolatków.
Polecam nie szukac odpowiedzi na forum ale wśród znajomych. Czy znasz jakieś stare małżeństwa które podziwiasz za ich więź? Czy jesteście do nich podobni? Czy w porównaniu ze znajomymi wasze relacje sa chłodniejsze czy bardziej serdeczne?
Mieszkanie możecie kupić, bo to dobra inwestycja, nawet jak nie będziecie razem jego wartość urośnie, potem sprzedacie z zyskiem.
Bardziej zastanawia mnie dlaczego po 10 latach nie oświadczyłes się? Nie jesteście małżeństwem?
Właśnie ja się czuję trochę jak w takim starym małżeństwie a to coś mnie boli a to to a to tamto zawsze coś. Moja kobieta jak miała 30 ste urodziny zaczęła to tak przeżywać jak by była starą babcią ja tego tak nie widzę powiem więcej jesteśmy młodzi
A co do ślubu - hmmm powiem tak. Nie lubię balów, wesel , ślubów wszystko takie sztuczne nawet uśmiechy. Ślub dla ślubu ok ale ślub, aby się pokazywać rodzinie z którą się nie widuje czy coś to nie bardzo. Jestem trochę zamknięty w sobie można powiedzieć i kiedy mam iść do ludzi to średnio mi to odpowiada a taki ślub wiąże się z tym, że jeszcze jesteś na 1 miejscu. Nie wiem jak to inaczej wyjaśnić.
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:NiebieskiLD napisał/a:ale czasami gdy jesteśmy ze sobą to potrafimy ze sobą zamienić kilka zdań - czy to w Waszych związkach jest normalne ? Tak samo jak u Was jest z uczuciem - po x latach czujecie jeszcze jakieś motylki ? Skąd wiecie, że kochacie swojego partnera/partnerkę ?
Nie wiem czy to normalne, ale powiem z mojego doświadczenia. Po 7 latach nadal gadamy godzinami i nadal jest duże pożądanie. Tak jan napisał Jack, wystarczy niewielki gest i od razu wszystko działa "tam gdzie trzeba". Znam małżeństwa, którym po 30 latach buzia się nie zamyka i co chwila się wspólnie śmieja i żartują jak para nastolatków.
Polecam nie szukac odpowiedzi na forum ale wśród znajomych. Czy znasz jakieś stare małżeństwa które podziwiasz za ich więź? Czy jesteście do nich podobni? Czy w porównaniu ze znajomymi wasze relacje sa chłodniejsze czy bardziej serdeczne?
Mieszkanie możecie kupić, bo to dobra inwestycja, nawet jak nie będziecie razem jego wartość urośnie, potem sprzedacie z zyskiem.
Bardziej zastanawia mnie dlaczego po 10 latach nie oświadczyłes się? Nie jesteście małżeństwem?Właśnie ja się czuję trochę jak w takim starym małżeństwie a to coś mnie boli a to to a to tamto zawsze coś. Moja kobieta jak miała 30 ste urodziny zaczęła to tak przeżywać jak by była starą babcią ja tego tak nie widzę powiem więcej jesteśmy młodzi
A co do ślubu - hmmm powiem tak. Nie lubię balów, wesel , ślubów wszystko takie sztuczne nawet uśmiechy. Ślub dla ślubu ok ale ślub, aby się pokazywać rodzinie z którą się nie widuje czy coś to nie bardzo. Jestem trochę zamknięty w sobie można powiedzieć i kiedy mam iść do ludzi to średnio mi to odpowiada a taki ślub wiąże się z tym, że jeszcze jesteś na 1 miejscu. Nie wiem jak to inaczej wyjaśnić.
Gdybyś chciał to poszlibyście do urzędu załatwić sprawę i ta cała rodzina nawet nie musiałaby wiedzieć.
Ale nie chciałeś. Więc dlaczego nie chciałeś tak naprawdę?
Witam, jestem 30 letnim mężczyzną razem z partnerką jesteśmy od 10 lat razem z czego 9 lat ze sobą mieszkamy. Planujemy dosyć poważnie wspólną przyszłość, obecnie jesteśmy na etapie oglądania mieszkania do zakupu. Jednak gdzieś w środku mam pewne wątpliwości.
Będę zupełnie szczery z Wami, ale partnerka przestała mi się podobać fizycznie. Często łapie się na tym, że chodząc na spacery porównuje inne kobiety z wyglądu. ( ja też nie jestem jakiś przystojniak wiem - po prostu mówie szczerze co czuje) Do tej pory uważałem siebie za dojrzałego mężczyznę, ale coś we mnie pęka i nie rozumiem dlaczego. Spędzamy ze sobą wspólnie czas - gramy w piłkę w planszówki jest super na prawdę, ale gdzieś się przebija do mnie ten "wygląd"
Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje - jestem na etapie kupna mieszkania a nagle mam takie rozterki. Nie wiem jak wyglądają moje uczucia do niej - kiedy jestem z dala od domu i nie widzimy się długo to odczuwam tęsknotę, ale czasami gdy jesteśmy ze sobą to potrafimy ze sobą zamienić kilka zdań - czy to w Waszych związkach jest normalne ? Tak samo jak u Was jest z uczuciem - po x latach czujecie jeszcze jakieś motylki ? Skąd wiecie, że kochacie swojego partnera/partnerkę ?
Generalnie to jesteś nachalnym idiotą, niszczącym człowieka psychicznie. Szczerze współczuję dziewczynie, która bez zastanowienia w tą relację wdepnie.
To w końcu jak to jest? W którym miejscu przestała Ci się nie podobać? W czym Ci imponuje? Macie wspólne zainteresowania?
Pociąga Cię fizycznie, macie satysfakcjonujący seks?
Poza tym, jeśli teraz nie macie o czym rozmawiać, to wcześniej pewnie było podobnie, to dobrze nie wróży, bo to też znaczy, że będziecie się ze sobą nudzić.
Uczucia mają to do siebie, że bledną, mijają, a też są żywe do śmierci, wszystko zależy od nas.
Nie wiem w którym miejscu to nie stało się nagle. Mamy wspólne zainteresowania lubimy sport, filmy często gramy w planszówki. Mamy kilka zwierząt w mieszkaniu. Pamiętam jak było na początku film nie trwał nawet 10 min a my już w tango a teraz jak jest raz na 3 dni RAZ na tydzień to cud. Teraz jest lato to chyba bardziej się na patrze na dziewczyny z miasta i potem chodzę nabuzowany. Z sexem jest różnie, bo ona nie jest gotowa na eksperymenty a do tego jak mówiłem czuje się staro i nie daje rady dłużej bo ją plecy bolą czy coś przez to wachlarz pozycji można policzyć na jednej dłoni. Nie wiem kiedyś chodziliśmy na imprezy fajnie, ale w pewnym momencie zaczęła się izolacja. W sensie wszędzie we dwoje i sami. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłem kiedy udało się spotkać ze wspólną znajomą na piwie czy coś.
Co do uczuć --> jak ponownie rozpalić to ognisko ? Nie mówie, żeby było jak na początku, ale żeby był jakiś lekki żar.
Nie wiem w którym miejscu to nie stało się nagle. Mamy wspólne zainteresowania lubimy sport, filmy często gramy w planszówki. Mamy kilka zwierząt w mieszkaniu. Pamiętam jak było na początku film nie trwał nawet 10 min a my już w tango a teraz jak jest raz na 3 dni RAZ na tydzień to cud. Teraz jest lato to chyba bardziej się na patrze na dziewczyny z miasta i potem chodzę nabuzowany. Z sexem jest różnie, bo ona nie jest gotowa na eksperymenty a do tego jak mówiłem czuje się staro i nie daje rady dłużej bo ją plecy bolą czy coś przez to wachlarz pozycji można policzyć na jednej dłoni. Nie wiem kiedyś chodziliśmy na imprezy fajnie, ale w pewnym momencie zaczęła się izolacja. W sensie wszędzie we dwoje i sami. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłem kiedy udało się spotkać ze wspólną znajomą na piwie czy coś.
Co do uczuć --> jak ponownie rozpalić to ognisko ? Nie mówie, żeby było jak na początku, ale żeby był jakiś lekki żar.
Nie masz nic do gadania, tyle Twoje co sobie napiszesz. Beka z typa.
Ale ty jej nie kochasz, co gorsza widać ewidentnie, ze jesteś nia rozczarowany.
nic z tego nie będzie, daj kobiecie spokój.
26 2023-06-22 21:03:58 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-06-22 21:06:18)
Nie wiem w którym miejscu to nie stało się nagle. Mamy wspólne zainteresowania lubimy sport, filmy często gramy w planszówki. Mamy kilka zwierząt w mieszkaniu. Pamiętam jak było na początku film nie trwał nawet 10 min a my już w tango a teraz jak jest raz na 3 dni RAZ na tydzień to cud. Teraz jest lato to chyba bardziej się na patrze na dziewczyny z miasta i potem chodzę nabuzowany. Z sexem jest różnie, bo ona nie jest gotowa na eksperymenty a do tego jak mówiłem czuje się staro i nie daje rady dłużej bo ją plecy bolą czy coś przez to wachlarz pozycji można policzyć na jednej dłoni. Nie wiem kiedyś chodziliśmy na imprezy fajnie, ale w pewnym momencie zaczęła się izolacja. W sensie wszędzie we dwoje i sami. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłem kiedy udało się spotkać ze wspólną znajomą na piwie czy coś.
Co do uczuć --> jak ponownie rozpalić to ognisko ? Nie mówie, żeby było jak na początku, ale żeby był jakiś lekki żar.
A Ty myślisz, że jest recepta, otóż nie ma...
Marzy Ci się, żeby było... też nie będzie, bo stopniowo wygaszaliście w piecu, więci żar zgasł... Tak bywa często, bo nie zdajemy sobie sprawy jak ważne jest podtrzymywanie tego ognia, tym bardziej w pierwszym poważnym związku.
Myślę, że powinieneś odejść, póki nie ma ślubu i dzieci.
Post autora zwrócił moją uwagę (zresztą PONOWNIE, a nie pierwszy raz) na jeden fakt: otóż znam dosłownie JEDNĄ parę która przetrwała będąc ze sobą od czasów licealnych lub ciut powyżej (autor i jego partnerka są ze sobą od 20 roku życia). Może po prostu to za wcześnie by tworzyć ten docelowy związek, by móc sobie pozwolić na przechodzenie do kolejnych etapów (mieszkanie razem, zaręczyny, ślub, dziecko/dzieci, bycie z dziećmi i troska o nie na kolejnych etapach ich życia , by skutecznie mierzyć się z wyzwaniami tego dorosłego życia) bez ryzyka że nim do tych etapów dojdzie, to związek będzie przechodzony? Jak się stara stworzyć docelowy związek w wieku 20 lat, to chyba w lwiej części wypadków jest to skazane na porażkę.
Jak się stara stworzyć docelowy związek w wieku 20 lat, to chyba w lwiej części wypadków jest to skazane na porażkę.
Bo jest się zupełnie innym człowiekiem w wieku 20 lat i np. 30 lat.