netkobietyWszystkie działy
Związek na odległość, miłość przez internet

Każdy w swoją stronę...?

15 odpowiedzi2 523 wyświetleniazałożony przez Madleina24, 09.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Każdy w swoją stronę...?

Witajcie! W tym dziale jestem po raz pierwszy, jednak liczę na to, że ktoś wesprze dobrą radą. Mój problem pewnie jest bardzo podobny do większości w tym dziale, jednak jest pewna różnica. Do rzeczy...
Mam 23 lata, w październiku rozpocznę V rok studiów. Mam chłopaka z którym jestem cztery lata, planujemy wspólną przyszłość. Mój chłopak jest w moim wieku i też został mu ostatni rok studiów. Problem polega na tym, że po studiach on chce wrócić do rodzinnego miasta (oboje stamtąd pochodzimy) i tam zacząc pracę. Dodam, że jest to bardzo mała mieścinka przy wchodniej ścianie Polski, więc jak dobrze się domyślacie z pracą jak i wszystkim innym tam jest po prostu ciężko. Ale on ma niemal pewną pracę w zawodzie, za nawet miłą kasę. Ja studiuję jeszcze drugi kierunek, więc zostaje mi dodatkowo jeszcze 1,5 roku studiowania dłużej. I to jest 1,5 roku na które musielibyśmy się rozstać. On przez ten czas chce iść na studia zaoczne i pracować tam na tygodniu. Ja musze skończyć studia. Kiedy my będziemy się widywać skoro w co drugi weekend on bedzie na wyjedzie a na tygodniu oboje jesteśmy zajęci? Tu na studiach mieliśmy trochę prywatności, mimo, że mieszkaliśmy osobno, tam on będzie znów mieszkał z rodzicami... kiedy i gdzie mamy się widywać? Co dwa tygodnie przy niedzielnym obiedzie i tam ma wyglądać nasze życie przez 1,5 roku minimum?
Chciałam o tym porozmawiać z moim chłopakiem, ale on zaczyna i kończy to jednym zdaniem "jakoś sobie poradzimy".
Dla mnie to jest bardzo ciężkie. Znam mojego A., i wiem, że w wolne weekendy też nie bedzie miał dla nas zawsze czas. Czy jest szansa, że związek może przetwrać takie głupie rozstanie? Po co ludzie się decydują być ze sobą skoro i tak są skazani na życie osobno? Ja rozumiem, że każdy ma prawo się realizować. Ale do tej pory to miało wyglądać tak, że będziemy pracować tu gdzie studiujemy. I nie przewidywaliśmy takiej sytuacji aż tu nagle on już wszystko sobie zaplanował.

2 Ostatnio edytowany przez adam_K (2013-09-09 13:12:22)

Odp: Każdy w swoją stronę...?
Madleina24 napisał/a:

Witajcie! W tym dziale jestem po raz pierwszy, jednak liczę na to, że ktoś wesprze dobrą radą. Mój problem pewnie jest bardzo podobny do większości w tym dziale, jednak jest pewna różnica. Do rzeczy...
Mam 23 lata, w październiku rozpocznę V rok studiów. Mam chłopaka z którym jestem cztery lata, planujemy wspólną przyszłość. Mój chłopak jest w moim wieku i też został mu ostatni rok studiów. Problem polega na tym, że po studiach on chce wrócić do rodzinnego miasta (oboje stamtąd pochodzimy) i tam zacząc pracę. Dodam, że jest to bardzo mała mieścinka przy wchodniej ścianie Polski, więc jak dobrze się domyślacie z pracą jak i wszystkim innym tam jest po prostu ciężko. Ale on ma niemal pewną pracę w zawodzie, za nawet miłą kasę. Ja studiuję jeszcze drugi kierunek, więc zostaje mi dodatkowo jeszcze 1,5 roku studiowania dłużej. I to jest 1,5 roku na które musielibyśmy się rozstać. On przez ten czas chce iść na studia zaoczne i pracować tam na tygodniu. Ja musze skończyć studia. Kiedy my będziemy się widywać skoro w co drugi weekend on bedzie na wyjedzie a na tygodniu oboje jesteśmy zajęci? Tu na studiach mieliśmy trochę prywatności, mimo, że mieszkaliśmy osobno, tam on będzie znów mieszkał z rodzicami... kiedy i gdzie mamy się widywać? Co dwa tygodnie przy niedzielnym obiedzie i tam ma wyglądać nasze życie przez 1,5 roku minimum?
Chciałam o tym porozmawiać z moim chłopakiem, ale on zaczyna i kończy to jednym zdaniem "jakoś sobie poradzimy".
Dla mnie to jest bardzo ciężkie. Znam mojego A., i wiem, że w wolne weekendy też nie bedzie miał dla nas zawsze czas. Czy jest szansa, że związek może przetwrać takie głupie rozstanie? Po co ludzie się decydują być ze sobą skoro i tak są skazani na życie osobno? Ja rozumiem, że każdy ma prawo się realizować. Ale do tej pory to miało wyglądać tak, że będziemy pracować tu gdzie studiujemy. I nie przewidywaliśmy takiej sytuacji aż tu nagle on już wszystko sobie zaplanował.

Jeżeli się Kochacie to nie jest problem. Po pierwsze to nie wieczność tylko półtorej roku. Po drugie: są święta, wakacje, urlopy, długie weekendy i inne nieoczekiwane okazje. Poza tym internet, telefony, listy tradycyjne. Miłość nie zna przeszkód.
Problemem tu nie jest to że będziecie oboje dalej od siebie..Ale to że Ty chyba nie bardzo chcesz tam wracać do tej  małej (uroczej zapewne) mieścinki na wschodzie Polski. Bo mieliście zostać tu gdzie studiujecie, a nie tam. I o tym powinnaś z nim porozmawiać przede wszystkim. Bo w gruncie rzeczy nie chcesz tam wracać, Prawda?.

3

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Nie chce tam wracać, ale ten problem już rozwiązaliśmy, że zgodziłam się tam wrócić właśnie dla niego. Ale to miało być dopiero za kilka lat gdzy zdobędziemy jakieś doświadczenie, jakiąś kasę na rozpoczęcie współnego życia. A teraz to... Dla mnie życie z kimś przez telefon i internet nie ma sensu. Życie jest za krótkie by marnowac je na związki online. Takie jest moje zdanie na ten temat. I boje się, że oddalimy się od siebie przez tą rozłąkę. I nie będzie do czego wracać.

4

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Tym bardziej, że po tych czeterech latach żyłam myślą, że skończymy studia i będziemy wreszcie razem, tak naprawdę razem... a nie, że będziemy się widywali jeszcze rzadziej niż teraz.

5 Ostatnio edytowany przez adam_K (2013-09-09 13:38:07)

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Zgodziłaś się na ten  krok w bliżej nieokreślonej przyszłości (kiedyś), ale nie jesteś do tego przekonana tak naprawdę w tym momencie, i będziesz się z tym męczyć bo się po prostu wahasz..Bo kto tam wraca do Włodawy, Chełma, Dorohuska, Sawina, Łopiennika, Rejowca, Łęcznej, Dubienki etc?. Mam smutną refleksję na ten temat i nie będę się rozwodził. Ale właśnie Ty kwestię sentymentów powinnaś rozstrzygnąć

To nie jest tylko życie uczuciowe  przez internet i telefon, to próba dla związku, ale przy obopólnej wyrozumiałości to żaden problem. Życie jest krotkie, ale czasem zmusza nas do związków online, czasem na lata a nie na półtorej roku (cóż to jest).Tylko widzisz, myślę że nie jesteś na taką formę gotowa.

6

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Nie, jestem przekonana i tego chce. Dla niego to zrobię. Po prostu całego życia nie opowie się w jednym wątku. Częściej ja robiłam coś bo jemu na tym zależało i rezygnowałam ze swoich pragnień, marzeń bo wybierałam jego. I to jest normalne w miłości. Chciałam teraz po prostu by on mnie zrozumiał i żeby stało się coś żebyśmy nie musieli się rozstawać - nie na tylko - a na AŻ póltora roku. Wyjazdy za granicę, gdyby dla nas to była konieczność wyjechaliśbyśmy razem. Rzuciłabym wszystko. Ale to nie jest wyjazd, niby mamy ze sobą kontakt, ale jaki to kontakt...

7 Ostatnio edytowany przez adam_K (2013-09-09 14:15:25)

Odp: Każdy w swoją stronę...?
Madleina24 napisał/a:

Nie, jestem przekonana i tego chce. Dla niego to zrobię. Po prostu całego życia nie opowie się w jednym wątku. Częściej ja robiłam coś bo jemu na tym zależało i rezygnowałam ze swoich pragnień, marzeń bo wybierałam jego. I to jest normalne w miłości. Chciałam teraz po prostu by on mnie zrozumiał i żeby stało się coś żebyśmy nie musieli się rozstawać - nie na tylko - a na AŻ póltora roku. Wyjazdy za granicę, gdyby dla nas to była konieczność wyjechaliśbyśmy razem. Rzuciłabym wszystko. Ale to nie jest wyjazd, niby mamy ze sobą kontakt, ale jaki to kontakt...

To tylko Polska:). Jeden weekend Ty pojedziesz do domu po smalec i wałówkę, w kolejny On Ci przywiezie bigos i słoiki;). Zleci jak z bata strzelił. Półtorej roku to mało:).
Żeby stało się to co Ty chcesz On musiałby zrezygnować ze swoich sentymentów i tam nie wracać. Ale Ty i tak za bardzo nie chcesz tam wracać, wolałabyś być tutaj gdzie jesteś. Nie powinnaś bowiem tego robić dla niego, ale również po to żeby być samej szczęsliwą z tego powodu. Poza tym jeżeli rezygnujesz z czegoś dla miłości, to i ze swoim nowym wyborem musisz czuć się dobrze.
I absolutnie nie krytykuję Ciebie, bo tu nie chodzi o jakieś odległości banalne.Chciałabyś żeby teraz stanęło na Twoim, więc teraz Ty próbuj przekonać go do kompromisu.
Przekonuj faktem że moglibyście tutaj zdobyć więcej doświadczenia, więcej zarobić i nie zerwiecie kontaktów z domem który i dla Ciebie jest ważny, bo właśnie tam chcesz wrócić powiedzmy za jakieś 4 lata.

8

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Masz jeszcze rok, przez który wiele może się zdarzyć a już lekko panikujesz.
Jak czytam o poświęcaniu się dla faceta to mam przed oczami kobietkę, która kocha trochę za bardzo, przekraczając pewną nienaruszalną dla mnie granicę, poświęcanie pragnień i marzeń w imię miłości. Co takiego dokładnie poświęciłaś.
I co oznacza, że Twój facet ma prawie pewną pracę po zakończeniu studiów?

9 Ostatnio edytowany przez Madleina24 (2013-09-09 18:04:28)

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Poniekąd zgadzam się z tym. Też wydaje mi się, że jakby za bardzo się w to angażuję. Że przesadzam. Jednak z drugiej strony można mówić w tym przypadku, że za bardzo się kogoś kocha?
Otóż mój A. zamarzył sobie, że wrócimy po studiach na nasz wschód, będziemy mieszkać na wsi z jego rodzicami i codziennie będziemy dojeżdżać niemal 25 kilometrów do najlbliższej mieściny do pracy. Pomysł ten wydawał mi się niedorzeczny, bo:
1) nie chce mieszkać tak daleko, takie dojazdy są bez sensu
2) znalezienie pracy w tym regionie graniczy z cudem
3) nie chce mieszkac z teściami, wolałam ciasny ale własny kąt.
On za żadne skarby nie chciał się stamtąd wynosić - po znajomości - on ma bardzo pewne miejsce pracy. I nie chce wziąć pod uwagę by poszukać czego innego. Wtedy po naprawdę wielu pomysłach, nieprzespanych nocach przemyślałam to sobie i doszliśmy do kompromisu. Ok, wrócimy na ten "wschód" ale zamieszkamy w tej mieścince a nie na wsi z jego rodzicami.
Ok - pomyślałam - trudno, będzie pracował, dokończe te studia, a w weekendy bedziemy się widywać. Ale potem okazało się, że w weekendy on zaczyna studia zaoczne. Więc kiedy mielibyśmy się widywać? On nie chce by jego rodzice się dowiedzieli, że np. został u mnie na noc. Więc nawet jakby on do mnie przyjechał w ten wolny weekend to tylko na chwilę, by wrócić przed wieczorynką. Jak ja do niego przyjadę, też będziemy cały dzień spędzać w towarzystwie jego rodziców. Wiem to, bo tak wyglądają każde wakacje. I to jest czas okropny.
Ok, on ma pracę o jakiej marzył, zostanie w swoim regionie do którego się tak przywiązał...
A ja? Ja tez mam swoje marzenia i nie chce się tylko dostosowywać do niego. Liczyłam na to, że on nie postawi całej sytuacji w ten sposób. Myślałam, że zwyczajnie nastąpi jakiś ktok do przodu w tym naszym związku.

10

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Macie po 23 lata a on ukrywa, że sypia z dziewczyną i przed rodzicami zgrywa aniołka.
A jak po studiach zamieszkacie razem, to wynajmiecie dwa pokoje i wstawicie dwa pojedyncze łóżka, żeby było przyzwoicie jak was rodzice odwiedzą?
Czy on kiedykolwiek coś dla Ciebie poświęcił czy to wiecznie Ty idziesz na kompromis, lub rezygnujesz z czegoś co dla Ciebie ważne? Czy stawia Cię przed faktem dokonanym podjętych przez siebie decyzji?

Na Twoim miejscu przestałabym się martwić tą perspektywą związku na odległość za rok, a zaczęła zastanawiać czy dalej jest wam obojgu w życiu "po drodze".

11

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Agnik, kochasz kogoś? Albo kiedyś kochałaś? Tak szczerze, prawdziwie? Bo bardzo łatwo przychodzi Ci mówić o tym by się zacząć zastanawiać nad naszym związkiem. Nie ma ludzi idealnych... on mnie wkurza tym zachowaniem, a ja jego wkurzam zapewne tym przeżywaniem co będzie za rok, jak my damy rade. Ja nie chce od niego odchodzić, jest mi z nim dobrze. I nie żałuje tych decyzji i poświęcenia. chciałabym z nim po prostu być. Jak mam go skłonić do przemyśleń i rozmowy..? By nie mówił mi znów "jakoś to będzie".

12

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Oczywiście, że tak. Jak do tej pory nic nie musiałam poświęcić, niczego się wyrzekać. Mój partner liczy się z moim zdaniem i z moimi pragnieniami, ja liczę się z jego. Nigdy nawet jeśli mieliśmy skrajnie odmienne zdania, nigdy po żadnej ze stron nie dochodziło do jakiś poświęceń i wyrzeczeń. Ale każde z nas umie stawiać granice, wyznaczyć rzeczy, które muszą być i takie, które absolutnie nie mają prawa bytu, do tego dochodzi umiejętność komunikacji. Ty myślisz o miłości jako o poświęcaniu się dla partnera, ja jako o liczeniu się z jego zdaniem. Jeśli jedno wysuwa roszczenia, którym podporządkowuję się drugie to już ta relacja dla mnie jest chora.

13 Ostatnio edytowany przez adam_K (2013-09-09 19:27:29)

Odp: Każdy w swoją stronę...?
Madleina24 napisał/a:

Poniekąd zgadzam się z tym. Też wydaje mi się, że jakby za bardzo się w to angażuję. Że przesadzam. Jednak z drugiej strony można mówić w tym przypadku, że za bardzo się kogoś kocha?
Otóż mój A. zamarzył sobie, że wrócimy po studiach na nasz wschód, będziemy mieszkać na wsi z jego rodzicami i codziennie będziemy dojeżdżać niemal 25 kilometrów do najlbliższej mieściny do pracy. Pomysł ten wydawał mi się niedorzeczny, bo:
1) nie chce mieszkać tak daleko, takie dojazdy są bez sensu
2) znalezienie pracy w tym regionie graniczy z cudem
3) nie chce mieszkac z teściami, wolałam ciasny ale własny kąt.
On za żadne skarby nie chciał się stamtąd wynosić - po znajomości - on ma bardzo pewne miejsce pracy. I nie chce wziąć pod uwagę by poszukać czego innego. Wtedy po naprawdę wielu pomysłach, nieprzespanych nocach przemyślałam to sobie i doszliśmy do kompromisu. Ok, wrócimy na ten "wschód" ale zamieszkamy w tej mieścince a nie na wsi z jego rodzicami.
Ok - pomyślałam - trudno, będzie pracował, dokończe te studia, a w weekendy bedziemy się widywać. Ale potem okazało się, że w weekendy on zaczyna studia zaoczne. Więc kiedy mielibyśmy się widywać? On nie chce by jego rodzice się dowiedzieli, że np. został u mnie na noc. Więc nawet jakby on do mnie przyjechał w ten wolny weekend to tylko na chwilę, by wrócić przed wieczorynką. Jak ja do niego przyjadę, też będziemy cały dzień spędzać w towarzystwie jego rodziców. Wiem to, bo tak wyglądają każde wakacje. I to jest czas okropny.
Ok, on ma pracę o jakiej marzył, zostanie w swoim regionie do którego się tak przywiązał...
A ja? Ja tez mam swoje marzenia i nie chce się tylko dostosowywać do niego. Liczyłam na to, że on nie postawi całej sytuacji w ten sposób. Myślałam, że zwyczajnie nastąpi jakiś ktok do przodu w tym naszym związku.

A nie wyobrażałaś sobie tego tak np, że po tym tak trudnym czasie dla was On może zechcieć się ożenić z Tobą i zamieszkać w tym miasteczku.
Jak czytam "Ok, on ma pracę o jakiej marzył, zostanie w swoim regionie do którego się tak przywiązał..." to  od razu widać że nie pałasz entuzjazmem by tam wracać. Więc może te półtorej roku pomoże wam obojgu spojrzeć na waszą miłość z innej perspektywy, i się przekonać do tego czy chcecie być razem.
Studia zaoczne poza tym są co dwa - trzy tygodnie, a nie co tydzień. I nie tylko Ty się będziesz chciała z nim spotykać, ale i On z Tobą.Więc troszkę na wyrost te zmartwienia. Jeśli naprawdę Kochacie to nie ma rzeczy nie do przejścia.

14

Odp: Każdy w swoją stronę...?
agnik napisał/a:

Jeśli jedno wysuwa roszczenia, którym podporządkowuję się drugie to już ta relacja dla mnie jest chora.

Nie do końca się z tym zgodzę.
Jedna osoba podchodzi emocjonalnie do sprawy, druga zdroworozsądkowo. Ciężko to pogodzić.
Wyraźnie Madleina24 nie radzi sobie z myślą o powrocie w "te" strony, a odległość ma drugorzędne znaczenie.
A Twój partner  Madleina24 ma rację mówiąc, jakoś to będzie.
Szczerze mówiąc co ma Ci powiedzieć? Będzie tak i tak?
Skąd on ma to wiedzieć?
kocha Cię, chce z Tobą być, więc pokłada nadzieje w to, że jakoś się ułoży (stąd ten tekst jakoś to będzie)

15

Odp: Każdy w swoją stronę...?

Dziękuję za wszystkie opinie. Nawet nie przypuszczałam, że mi to w jakiś sposób pomoże. smile

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026