Miesiac temu dostalam tragoczna wiadomosc ze moj syn nie zyje pojechal ze znajomymi nad wode i odszedl w nocy od nich i poszedl sie powiesic bardzo ciezko o tym pisac mial 35lat zostawila go zona zabrala 2 wspaniale coreczki nie mial znimi zadnego kotaktu zostawila mu tylko same dlugi zamieszkal ze mna bo moj maz zmarl 3 lata temu bardzo mu brakowalo tego wspanialego ojca ja robilam co moglam zeby mu pomoc ale on bardzo tesknil ale myslalam ze jakos we dwoje damy z tym wszystkim rade a teraz pozostawil mi pustke i zal w sercu z ktorym nie moge sobie dac rady synowa z dziewczynkami byla na pogrzebie(jedna ma13 lat i 7 lat)bardzo plakaly bo bardzo go kochaly mamzal do synowej ze tak postapila ale nie chce z nia zaogniac sytuacj bo to i tak nic nie zmieni a chcialabym miec kotakt z wnuczkami bo sa bardzo podobne do syna i to jednak namiastka jego mam zal ze nie pomyslal o mnie ze zostawia mnie sama
Podobne tematy
Ciężko jest coś doradzić w takiej sytuacji ,ponieważ ból musi być bardzo duży , sama mam syna i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji . Twój syn tak postąpił bo chyba nie mógł sobie z tym poradzic -może doszła do tego depresja związana z odejściem jego żony i dzieci a to już jest tylko krok do podjęcia tak drastycznej decyzji jak samobójstwo...
Jedynym lekarstwem jest chyba czas...wiem że pewnie nigdy się z tym nie pogodzisz do końca ale tak jak to ujęłaś musisz żyć dalje dla wnuczek ,które zostały po Twoim synu .
Życzę wytrwałości i dużo siły .
Ciężko jest coś doradzić w takiej sytuacji ,ponieważ ból musi być bardzo duży , sama mam syna i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji . Twój syn tak postąpił bo chyba nie mógł sobie z tym poradzic -może doszła do tego depresja związana z odejściem jego żony i dzieci a to już jest tylko krok do podjęcia tak drastycznej decyzji jak samobójstwo...
Jedynym lekarstwem jest chyba czas...wiem że pewnie nigdy się z tym nie pogodzisz do końca ale tak jak to ujęłaś musisz żyć dalje dla wnuczek ,które zostały po Twoim synu .
Życzę wytrwałości i dużo siły .
Bardzo jest mi potrzebne wsparcie psychiczne bo jest mi bardzo trudno sobie z tym wszystkim poradzic
Dano bardzo Ci wspolczuje .......wiem,ze bardzo cierpisz,ze jestes rozdarta w bolu i w swojej samotnosci.................pytasz dlaczego,dlaczego,dlaczego...........musisz przejsc przez swoja rozpacz,swoja nicosc..........wiem jak sie czujesz,wiem ,co znaczy stracic dziecko bez wzgledu ile mialo lat,ale dla ciebie zawsze zostanie dzieckiem..........potrzeba ci osoby bliskiej zebys mogla sie wyplakac i wykrzyczec caly swoj bol............zalobe bedziesz przechodzic etapami od niedowierzania po wscieklosc................az powoli ,bardzo powoli bedziesz akceptowala ,co sie stalo,bedziesz walczyc sama ze soba,bedziesz sama sie oskarzac..........ale w niczym nie zawinilas........syn byl dorosly i nie moglas wszystkiego przewidziec.Strate,ktora Ciebie dotknela bedzie trwala z toba,bol moze po latach bedzie miejszy,albo bedziesz powoli przyzwyczajac sie do swojego bolu i razem z nim pojdziesz przed zycie.......ja tak ide od 45 m-cy ja i moj bol
Powinnas skorzystac z porad psychoterapeutki.... .bo byla mi bardzo pomocna,pomagala mi przejsc,a jak ,co "wytlumaczyc",a le zawsze moglam sie "wygadac" wiec i Tobie radze!Sciskam i przytulam !K
Dana. Czas mija a bol pozostaje, z czasem sie z nim oswajamy i uczymy sie zyc na nowo inaczej. Poradzisz sobie z tym wszystkim napewno. Masz racje, nie warto zaogniac sytuacji z synowa, nie przywroci to tego co bylo a kontak z wnuczkami moze wyjsc na dobre. Pozdrawiam i zycze wytrwalosci.
Witaj. Wiem że żadne słowa nie wymażą tego bólu. Żadne słowa nie zdołają cię pocieszyć. Jednak wiem jedno ból może ukoić nasz Pan Bóg on zna nas najlepiej, zna nasze smutki , jest to nasz ojciec który pociesza jedynie on może dać ukojenie. Otacza nas niepojętą miłością . zwróć się do niego , podziel się bólem właśnie z nim. On wydał na świat i na śmierć swojego własnego syna aby tak cierpiał abyśmy żyli w niebie. Proszę cię o modlitwę abyś mu powierzyła i pozostawiła pod jego tronem te swoje cierpienie on ukoi twój ból. On jest wszechmocny, , on może wszystko. Tylko wystarczy mu zaufać. Pozostań z Panem Bogiem. Zacznij się duZo modlić i czytać Pismo święte
Sam prawie zostałem takim synem - nie miej do niego żalu. Rozumiem go. Nie ma tu twojej winy. Po prostu był zbyt wrażliwy na to co go spotkało. Płacz uspokaja. Nie wstydź się go.
8 2013-09-16 10:52:10 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-09-16 10:53:23)
Wyobrażam sobie co możesz przeżywać, śmierć dziecka dla rodzica jest niewytłumaczalna.
Tym bardziej śmierć samobójcza. Życie czasami bywa brutalne i niektórzy nie potrafią udźwignąć tego co im przyniosło.
Mam 18-to letniego syna, w wieku 16 lat się zakochał. Wiadomo pierwsze miłości i problemy w nich, nam dorosłym wydają się śmieszne, te ciągłe rozstania i powroty.
Nic w zyciu trwałego, tym bardziej pierwsze miłości. Mój syn bardzo przeżył rozstanie. Początkowo wydawało mi się, że jakoś się z tym upora. Niestety, było ciężko. Wtedy bardzo bałam się że może sobie coś zrobić. Był na skraju załamania. Wydawać by się mogło, że to jeszcze dziecko, to i ta miłośc była dziecinna, jemu wtedy zawalił się caly świat.
Nie obeszło się bez leczenia psychiatrycznego, miał głęboką depresje, przy pomocy leków i terapi wychodzi z dołka, to już dwa lata, jest coraz lepiej.
Na początku umierałam ze strachu o niego, bardzo się bałam że może sobie coś zrobić. Gdybym mogła wzięłabym to jego cierpienie, byle widzieć choć cień uśmiechu na jego twarzy.
Nie miej do niego żalu, był bardzo wrażliwy, nie potarafił się w tym wszystkim odnaleźć.
Bardzo Ci współczuje.
Bardzo dziekuje Wam wszystkim za wsparcie jest mi ono bardzo potrzebne moj syn byl bardzo wrazliwy za kazdym razem kiedy gdzies wychodzil i dlugo nie wracal bardzo sie balam bo dla niego rodzina byla najwazniejsza mam do niego nieraz zlosc ze zostawil mnie samom zabraklo mu tego taty ktory na wszystkomial rozwiazanie ale wierze ze teraz jest z tata i juz go zadna kobieta nie skrzywdzi ten bol nieraz jest nie do zniesienia dwoje naj blizsze osoby mnie oposcily teraz jest najgorszy czas bo jesien i zblizajace sie awszystkich Swietych to bedzie koszmar modle sie za nich i wierze ze oni nademna czuwaja
siły przede wszystkim życzę w walce z bólem z czasem uśmiechu i zaakceptowania tego co nieakceptowalne.
siły przede wszystkim życzę w walce z bólem z czasem uśmiechu i zaakceptowania tego co nieakceptowalne.
I ja się pod tym podpisuje ...
Współczuje..
Dana - wiedz że myślę o tobie nieraz, pomodliłbym się za ciebie ale po ostatnich przeżyciach jakoś straciłem wiarę. Nie mam już nic więcej do dodania poza tym co tu napisano. Spotykaj sie z ludźmi. Zmuszaj się do tego bo oni sami rzadko do ciebie przychodzą co nie wynika z tego że nie chcą cię widzieć, trochę pewnie nie wiedzą jak z tobą rozmawiać... i o czym.
Dana - wiedz że myślę o tobie nieraz, pomodliłbym się za ciebie ale po ostatnich przeżyciach jakoś straciłem wiarę. Nie mam już nic więcej do dodania poza tym co tu napisano. Spotykaj sie z ludźmi. Zmuszaj się do tego bo oni sami rzadko do ciebie przychodzą co nie wynika z tego że nie chcą cię widzieć, trochę pewnie nie wiedzą jak z tobą rozmawiać... i o czym.
Tyle zlego co mnie spotkalo w ciagu ostatnich 3 latach to juz nie mam nanic sily i ochoty jeszcze mialam durzo sily bo bardzo chcialam pomoz mojemu synowi ale mi sie nie udalo i nie moge sie z tym pogodzic dlaczego w tak glupi sposob odszedl i zostawil mnie z takim bolem samam
...dlaczego w tak glupi sposob odszedl i zostawil mnie z takim bolem samam
CZY to coś zmieni, jeśli napiszę, że widocznie INACZEJ nie umiał lub nie miał JUŻ siły?
moi rodzice mogli mieć córke samobójczynie... teraz po tym co się stało nie wiem co oni musieli poczuć... mamą chyba mocno wstrząsnęło bo ten jedyny raz potem ze mną porozmawiała jak matka z córką... ale potem jej szybko przeszło... moi rodzice to czasem mam wrażenie że chyba by się cieszyli gdyby mi się udało...
moi rodzice mogli mieć córke samobójczynie... teraz po tym co się stało nie wiem co oni musieli poczuć... mamą chyba mocno wstrząsnęło bo ten jedyny raz potem ze mną porozmawiała jak matka z córką... ale potem jej szybko przeszło... moi rodzice to czasem mam wrażenie że chyba by się cieszyli gdyby mi się udało...
Nawet sobie nie wyobrazasz jaki to jest bol kiedy matka musi pochowac swoje dziecko i to jeszcze gdy ono samo targnelo sie na swoje zycie caly czas zadaje sobie to pytanie czy moglam mu jeszcze jakos pomuc ta mys niedaje mi spokoju co on musial czuc i myslec ze takie cos zrobil
Dana, los doświadcza ludzi w przeróżny sposób. Mam koleżankę, która straciła cała rodzinę w przeciągu 4 lat. Nikt w jej rodzinie nie popełnił samobójstwa, wszystkich zabrały choroby.
Najpierw 13-letnia córka w strasznym cierpieniu zmarła na raka kości, po 2 latach jej 38-letni mąż, zmarł w drodze do pracy, a za kolejne 2 lata druga córka w wieku 13 lat zmarła na białaczkę.
Z każdą z córek przez okres choroby była w szpitalu, z każdą do końca. Wiem od niej jak straszna jest dla matki świadomośc, że jej dziecko umrze, że to tylko kwestia czasu, bo medycyna jest bezsilna.
Nie próbuję broń Boże, porównywac Twoich przeżyć do przeżyć mojej koleżanki.
W życiu zdarzają się sytuacje, w których bardzo chcemy pomóc, a nie mamy takiej mocy, nie jesteśmy w stanie.
Dana, los doświadcza ludzi w przeróżny sposób. Mam koleżankę, która straciła cała rodzinę w przeciągu 4 lat. Nikt w jej rodzinie nie popełnił samobójstwa, wszystkich zabrały choroby.
Najpierw 13-letnia córka w strasznym cierpieniu zmarła na raka kości, po 2 latach jej 38-letni mąż, zmarł w drodze do pracy, a za kolejne 2 lata druga córka w wieku 13 lat zmarła na białaczkę.
Z każdą z córek przez okres choroby była w szpitalu, z każdą do końca. Wiem od niej jak straszna jest dla matki świadomośc, że jej dziecko umrze, że to tylko kwestia czasu, bo medycyna jest bezsilna.
Nie próbuję broń Boże, porównywac Twoich przeżyć do przeżyć mojej koleżanki.
W życiu zdarzają się sytuacje, w których bardzo chcemy pomóc, a nie mamy takiej mocy, nie jesteśmy w stanie.
Bardzo wspolczuje tej kolezance choroba dziecka to jest terz ciezkie przezycie i odejscie dziecka ja terz przezylam ciezka chorobe swojego meza ale to nie jest porownywalne do tego co przezywam po smierci syna i z tym sobie nie moge poradzic ze targnal sie na swoje zycie tak bardzo zostal skrzywdzony przez babe
Witam. Nazywam się Justyna (36lat). Czytam od wczoraj wszystkie możliwe fora na ten właśnie temat , matek które straciły dzieci , nie ważne w jakich okolicznościach, ból i żal jest ten sam , tak myślę. I muszę powiedzieć że to pomaga , że nie jestem sama która cierpi po utracie kogoś , kogo się nosiło pod sercem urodziło i wychowało. Moja córka miała 12 lat , 18 lipca wypadła przez okno z 10tego piętra , zginęła na miejscu. Zadaje sobie bez przerwy pytanie DLACZEGO?/?/?? Dlaczego ja , ona , moja rodzina przeżywamy taki szok. To jest coś okropnego , czasami mam wrażenie że to tylko zły sen , ale po chwili se uświadamiam że jednak nie , to prawda , bolesna prawda. Wyczytałam również że są trzy etapy żałoby, pierwszy - szok, drugi - żal/rozpacz, i trzeci (najgorszy) - zaakceptowanie tego co się stało już się nie odstanie , nie którzy piszą że trzeba się z tym pogodzić , nie wiem moim zdaniem się nie da . bo jak mam pogodzić się ze śmiercią córki?? Kiedy wszystko mi ją przypomina , jej rzeczy , ubrania, nawet zabawki , piosenki w radju jej ulubione, przystanek tramwajowy gdzie wysiadała i wsiadała jak jeździła do szkoły, kiosk gdzie kupowała bułki na śniadanie, no wszystko, wszystko co zostawiła w swoim pokoju . Cały dzień jestem myślami z Natalią , modlę się za jej duszyczkę, niech spoczywa kochana moja córeczka. Mam takie wyrzuty sumienia że szok, bo mogłam jej nie puszczać na wakacje do Polski , mogłam zatrzymać ją w domu i nic by się nie stało jak by została , więc dlaczego do tego doszło? Czemu zostałam tak pokarana cała rodzina jej siostra starsza również cierpi, dlaczego? Chciałabym żeby ktoś mądry , który też to przeszedł doradził mi co mam zrobić z tym wszystkim jak to ogarnąć jak się pozbierać żeby nie zwarjować . Śpie z jej bluzeczką bo pachnie jej potem , noszę jej zegarek , branzoletkę którą zdjęłam kiedy leżała jeszcze w trumnie bo nie chciałam żeby była skremowana razem z nią, nosze jej ząbek na łańcuszku , który i ona nosiła. Co jeszcze mam zrobić żeby się ogarnąć? Myślę teraz o kolejnej ciąży ale nie wiem czy to dobry pomysł , bo nie wiem czy z mężem chcęm jeszcze być, mam do niego żal za jego problemy alkoholowe, boje się że jak mu dam jeszcze jedną szanse on to zatraci , tak jak było wcześniej , zacznie znowu pić. Jak mam ogarnąć swoje życie i życie mojej starszej córki(18lat)???
Nie ma żadnego wytłumaczenia , żadnego sensu w śmierci i cierpieniu. Mamy swój czas na ziemi i starajmy sie go wykorzystać jak najlepiej. Nie wszystkim się to udaje. I nie czytaj o tych etapach - przeżyj to co przeżyć musisz.
Witam. Nazywam się Justyna (36lat). Czytam od wczoraj wszystkie możliwe fora na ten właśnie temat , matek którestraciły dzieci , nie ważne w jakich okolicznościach, ból i żal jest ten sam , tak myślę. I muszę powiedzieć że to pomaga , że nie jestem sama która cierpi po utracie kogoś , kogo się nosiło pod sercem urodziło i wychowało. Moja córka miała 12 lat , 18 lipca wypadła przez okno z 10tego piętra , zginęła na miejscu. Zadaje sobie bez przerwy pytanie DLACZEGO?/?/?? Dlaczego ja , ona , moja rodzina przeżywamy taki szok. To jest coś okropnego , czasami mam wrażenie że to tylko zły sen , ale po chwili se uświadamiam że jednak nie , to prawda , bolesna prawda. Wyczytałam również że są trzy etapy żałoby, pierwszy - szok, drugi - żal/rozpacz, i trzeci (najgorszy) - zaakceptowanie tego co się stało już się nie odstanie , nie którzy piszą że trzeba się z tym pogodzić , nie wiem moim zdaniem się nie da . bo jak mam pogodzić się ze śmiercią córki?? Kiedy wszystko mi ją przypomina , jej rzeczy , ubrania, nawet zabawki , piosenki w radju jej ulubione, przystanek tramwajowy gdzie wysiadała i wsiadała jak jeździła do szkoły, kiosk gdzie kupowała bułki na śniadanie, no wszystko, wszystko co zostawiła w swoim pokoju . Cały dzień jestem myślami z Natalią , modlę się za jej duszyczkę, niech spoczywa kochana moja córeczka. Mam takie wyrzuty sumienia że szok, bo mogłam jej nie puszczać na wakacje do Polski , mogłam zatrzymać ją w domu i nic by się nie stało jak by została , więc dlaczego do tego doszło? Czemu zostałam tak pokarana cała rodzina jej siostra starsza również cierpi, dlaczego? Chciałabym żeby ktoś mądry , który też to przeszedł doradził mi co mam zrobić z tym wszystkim jak to ogarnąć jak się pozbierać żeby nie zwarjować . Śpie z jej bluzeczką bo pachnie jej potem , noszę jej zegarek , branzoletkę którą zdjęłam kiedy leżała jeszcze w trumnie bo nie chciałam żeby była skremowana razem z nią, nosze jej ząbek na łańcuszku , który i ona nosiła. Co jeszcze mam zrobić żeby się ogarnąć? Myślę teraz o kolejnej ciąży ale nie wiem czy to dobry pomysł , bo nie wiem czy z mężem chcęm jeszcze być, mam do niego żal za jego problemy alkoholowe, boje się że jak mu dam jeszcze jedną szanse on to zatraci , tak jak było wcześniej , zacznie znowu pić. Jak mam ogarnąć swoje życie i życie mojej starszej córki(18lat)???
Bardzo Ci współczuję, tak samo jak autorce wątku. To musi być coś okropnego, gdy ktoś bliski, rodzina, dzieci, odchodzą od nas... I nie mamy na to wpływu, dzieje się to nagle. Zbyt nagle, byśmy mogli się pożegnać... Takie jest życie, do przesady kruche... Nigdy nie wiemy, kiedy jest ten ostatni moment. Sama przeżyłam trudne chwile, problemy rodzinne, problem z byłym narzeczonym. Jestem osobą bardzo wrażliwą ... Przez 1,5 roku zmagałam się z silną nerwicą, potem doszły myśli samobójcze, które trwały ponad rok (w trakcie tej nerwicy). Odeszły ode mnie bliskie osoby, przyjaciele.. Ale czy to moja wina? Zostało kilka osób, które mi pomogły, nie odwróciły się, to dało mi trochę siły, chodziłam na terapię, trafiłam na wspaniałego psychologa. Czasem jest tak (jak w przypadku autorki wątku), że druga osoba może nam do reszty zniszczyć życie... Ktoś, kogo kochamy, z kim mieliśmy iść przez życie... A czasem... los zabiera nam ot tak, bliskie osoby, jak gdyby nigdy nic się nie stało...
NIepojęte, bardzo ciężkie jest to nasze życie, musimy łapać chwile szczęścia. TY musisz odpocząć, dojść do siebie... Mąż... Twój mąż powinien rozpocząć leczenie... Jeśli tego nie zrobi, nie marnuj z nim życia, bo przybijesz sobie gwóźdź do trumny.
Witaj Dana!specjalnie zarejestrowałam się na forum,żeby choć troszkę pomóc przeżyć tą traumę nie tylko Tobie ale również Twojej synowej.Otóż 16 lat temu również jako zona,matka i synowa byłam w podobnej sytuacji.Mądra kobieta była z mojej teściowej,widziała jak ciężko mi było w ostatnich latach żyć z jej synem i to ONA była mi największą podporą po jego samobójczej śmierci.Przyczyn można się doszukiwać i doszukiwać ale główną przyczyną była depresja + alkohol + delikatny charakter.
Jedyną pociecha było to,że już się nie męczy na tym świecie,a wbrew opiniom,przy każdej smierci jest palec boży.Do dzisiaj czuję jego opiekę/była to moja pierwsza,wielka miłość a pózniej niestety nienawiść/.
Przeczytałam wcześniejsze posty i potwierdzam,ze bardzo pomaga Pismo Święte,litania do Serca Jezusowego.Na koniec chcę się podzielić takim oto moim spostrzeżeniem:mam w swoim otoczeniu 2 wdowy po samobójcach ,wspaniałe matki,które zostały odtrącone przez teściowe,a mimo to samotnie wychowały i wykształciły swoje dzieci.Kochana Dano,może i Twój syn złożył swoje życie za pomyślność swoich dzieci.Przytulam Cię mocno do serca.