Witam wszystkie Forumowiczki.
Zdaję sobie sprawę z tego, że takich problemów i wątków jak mój, na forum było poruszanych już bardzo wiele.
Mimo to chciałabym opowiedzieć Wam swoją historię i posłuchać Waszych rad.
Ostatnio słyszałam, że My kobiety najwięcej możemy nauczyć się od innych kobiet. Dlatego też liczę na Wasz odzew. Chciałabym poznać punkt widzenia każdej z Was.
Pokrótce opisze swoją historię. Jestem w ponad 3,5 letnim związku. Ja mam 24 lata, On 25. Wiele pięknych chwil przeżyliśmy razem, ale ostatnimi czasy zrozumiałam jednak, że raczej więcej Nas dzieli niż łączy.
Głównie chodzi tutaj o bardzo ważne i fundamentalne sprawy oraz wartości. Zaczęliśmy rozmawiać o ślubie, o rodzinie, o dzieciach. O wadze tego wszystkiego.
Dla mnie ślub, rodzina, dzieci to największe marzenie i taki główny cel w życiu. Wiadomo - większość kobiet to właśnie w rodzinie pokłada swoje przyszłe spełnienie. Ja także należę do tej grupy kobiet. Mam 24 lata, nie jestem już najmłodsza i zaczynam odczuwać potrzebę bycia żoną i matką. Skończyłam już studia, nie mam żadnych zobowiązań które mogłyby przeszkadzać mi w jakiś sposób w założeniu rodziny. Mój partner natomiast cały czas twierdzi, że nie jest jeszcze na to gotowy. Nie stać go tak naprawdę nawet na zaręczyny, bo uważa, ze to już ogromne zobowiązanie, które uruchomi całą machinę związaną ze ślubem. Mówi, ze ślub może wziąć, ale dla niego nie ma to znaczenia i mógłby żyć bez ślubu. Kiedyś powiedział mi, że gdybym była w ciąży to najlepiej byłoby wziąć tabletkę "po" i pozbyć się dziecka, bo przecież wielu jego znajomych w ten sposób postępuje i nikt z tego powodu nie ucierpiał. Dla mnie to było nie do pojęcia. Wtedy zrozumiałam, że chyba jestem ze złym człowiekiem. Z człowiekiem, który nie ma żadnych wartości, żadnych moralnych zasad. Do tego jest potwornie uparty i nie zna słowa "kompromis".
Nie umiejąc tego wszystkiego zakończyć, wciąż łudziłam się, że może jego podejście do wszystkiego się zmieni. Naczytałam się wielu artykułów i książek na tematy dotyczące tego jak funkcjonuje mężczyzna, na czym opiera swoją decyzję o zawarciu małżeństwa. Starałam się to zrozumieć. Cały czas zastanawiam się tylko nad tym dlaczego nie może mi się oświadczyć. Dla mnie to były już jakiś krok w przód, jakaś taka pewność, że on widzi we mnie kobietę swojego życia. Do tego nie trzeba wielu pieniędzy. Zawsze tłumaczyłam mu, że przecież nie będziemy brać ślubu zaraz po zaręczynach.
Poprosiłam go, aby sobie wszystko przemyślał i powiedział mi chociaż wstępnie kiedy chciałby założyć rodzinę, w jakim wieku. Przed 30 czy po? Powiedziałam, ze nie chcę tak długo czekać. Że chcę urodzić dziecko jeszcze przed 30. Miał to przemyśleć i określić się. Coś ustalić. Dać mi jakiś punkt odniesienia. Po pewnym czasie zapytalam go czy umie mi już powiedziec czego chce od życia i jak widzi swoją/Nasza przyszłość. Odpowiedział, że nie potrafi mi nie odpowiedzieć, że nie wie.
Po jakimś czasie okazało się, że jestem w ciąży. Była to ciążą zagrożona. Mój partner niebardzo wykazał się zainteresowaniem w tej sprawie. Niby mówił, że mam się nie martwić, pytał jak się czuję, ale ani razu nie zapytał czy stosuję się do zaleceń lekarza, czy zażywam tabletki na podtrzymanie, czy dbam o siebie. Wolał siedzieć na komputerze i grać w grę. Miałam wrażenie, że zależy mu na tym, abyśmy stracili to dziecko. Niestety tak też się stało. Jednak kiedy jeszcze nosiłam w sobie jego dziecko zaczęłam podpytywać go o to co dalej. O to co ze ślubem. Mówiłam, ze przecież musimy zapewnić dziecku prawdziwą rodzinę, gdzie jest mama i tata, mąż i żona. Mój partner stwierdził, że "zobaczymy", a potem powiedział coś w tonie tego, że przecież nie musimy brać ślubu żeby wychować to dziecko.
Wtedy coś we mnie pękło.
Czasem mam wrażenie, że ten mężczyzna albo mnie nie kocha, albo tylko wydaje mu się, ze mnie kocha. (choć na co dzień potrafi okazać wiele uczucia, troskliwości i ciepła w stosunku do mnie).
Jednak mimo to ten ślub, zakładanie rodziny i przyszłości ze mną chyba za bardzo go przeraża. Dlaczego On taki jest. Dlaczego tak się zachowuje? Czy to we mnie tkwi jakiś problem?
Powiedzcie mi proszę co mam robić. Czekać czy odejść? Jak wytłumaczyć mu (tak aby zrozumiał) fakt, że dla mnie najważniejszym celem życiowym jest założenie cudownej rodziny? Że chciałabym być z facetem, który też ma jakiś cel, jakiś plan na swoje życia, a nie który zawsze odpowiada "NIE WIEM" (bo takie słowa wychodzą z jego ust kiedy pytam go o coś istotnego).
Wiem, że przeczyta to wiele mądrych i wartościowych kobiet, które albo mnie zrozumieją, albo nie. Liczę jednak na wypowiedzieć i radę każdej z Was, bo z każdych słów będę starała się wyciągnąć coś dla siebie.
Pozdrawiam i prosze o pomoc.