Witajcie, przedstawię w skrócie moją sytuację:
Mam 26 lat, mój chłopak 34, oboje pracujemy - on na kierowniczym stanowisku, ja jestem nauczycielką. Jesteśmy razem 2 lata.
Bardzo dobrze się rozumiemy, jesteśmy ze sobą zżyci, każdą wolną chwilę spędzamy razem, dużo podróżujemy. Nie mieszkamy razem - on mieszka z rodzicami, a ja z mamą.
Jeśli chodzi o zalety to jest ich naprawdę dużo: on bardzo się stara, pomaga mi praktycznie we wszystkim: od zepsutego komputera, naprawę samochodu po pocieszanie gdy coś nie idzie w pracy, przywożenie lekarstw gdy jestem chora czy rozśmieszanie nawet po wyrwaniu zęba
Jestem mu za to bardzo wdzięczna - jest naprawdę dobrym człowiekiem. Kocham go za to jaki jest: opiekuńczy, wrażliwy, troskliwy, okazuje mi czułości wszędzie gdziekolwiek byśmy nie byli.
Głównym problemem jest to,że w naszym wieku powinniśmy już dorosnąć i zacząć myśleć poważnie o życiu, wziąć ślub, założyć rodzinę... a do tego wogóle mu się nie spieszy... niestety:(
Bardzo mi przykro gdy o tym piszę. Oczywiście rozmawiałam z nim nie raz na ten temat, ale zawsze z tych rozmów nic konkretnego nie wynika: mówi,że chce rodziny, chce ustabilizowania, a jak pytam kiedy: odpowiada: nie za 5 i nie za 10 lat... Nie wiem co mam myśleć...czy opłaca się czekać w nieskończoność?
Tym bardziej nurtują mnie te pytania, gdyż wcześniej był z dziewczyną 9 lat - to był jego jedyny związek, jednak ona go zostawiła. Domyślam się, że prawdopodobnie chodziło o ślub...przecież każda kobieta marzy o tym, by stworzyć szczęśliwy dom...
W tamtym roku na naszą 1 rocznicę byliśmy na drogich wakacjach, zorganizował nawet lot balonem - myślałam, że może będzie to pretekst do oświadczyn...jednak tak się nie stało
Nie wiem co myśleć... za tydzień znów lecimy na wakacje w zupełnie inne egzotyczne miejsce...2 rocznica...i znów będzie cisza... Błagam doradźcie...czy tak powinien zachowywać się dojrzały 34 mężczyzna?