Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1 Ostatnio edytowany przez widelovelyeyes (2013-08-19 22:21:19)

Temat: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Witam wszystkie Forumowiczki serdecznie.
Sama już nie wiem gdzie szukać pomocy, dlatego zarejestrowałam się tutaj, może ktokolwiek mi pomoże się poukładac.

Mam 20 lat. W zyciu niczego mi nie brakuje - mam wspaniałych rodziców, siostrę, od kilku lat kochającego chłopaka, jestem jedną z lepszych studentek na wymarzonym kierunku... Jestem całkiem ładna. Ale... pozwolę sobie to wypunktować.

1.Wszystkim się przejmuję. Naprawdę. Wszystkim. Cały czas towarzyszy mi gonitwa myśli. Myslę o tym, że muszę oddać indeks do X dnia i że mogę zapomnieć. Co byłoby jeżeli uciekłby mi pies. Co by było gdybym... Przez to jestem strasznie zblokowana. Mam 20 lat, jestem młoda, jak szłam na studia to chciałam żyć całkowicie po swojemu - bawić się bez konieczności informowania rodziców o której wróce, fotografować, biegać, smiac się, czerpać z zycia. Tymczasem od roku nie chce robić NIC. Jedynie poczucie obowiązku studiowania jakoś mobilizuje mnie do wyjścia z domu. Jeżeli już ide na imprezę - wychodzę jako jedna z pierwszych. Mam wrażenie, że życie ucieka mi przez palce. Przejmuję się psami w schronisku, bezdomnymi. Wiem, że to altruizm, ale taki, który nie daje mi żyć.

2. Wszystkiego się boję. Ma to związek z punktem pierwszym. Boję się szaleć, pojechać na wymarzoną podróż autostopem. Boję się burzy i księżyca - wtedy wszystkie okna musza być pozasłaniane. Boję się spać sama w pokoju. Ciemności. Mnóstwa irracjonalnych, bezsensownych rzeczy. Boję się robić to, co chcę, bo do wszystkiego dopisuję negatywne, pasymistyczne zakończenia. Nie robię nic.

3. Właśnie - nie robię nic. Kiedyś byłam aktywna. Zawsze przewodnicząca klasy, pisałam teksty, fotografowałam, miałam lepszych lub gorszych znajomych. Było mnie wszędzie pełno, na wszystko miałam energię. Chodziliśmy z chłopakiem na wielogodzinne spacery. Teraz on musi przyjeżdzać do mnie, kiedy jestem w rodzinnym domu. Na studiach mieszkamy razem i tylko cały czas go proszę o harbatę (czasem w nocy go budzę by odprowadził mnie do toalety, bo się boję iść sama...). Nie mam na nic energii, ale...

4. Czuję silną potrzebę osiągnięcia czegoś. Bycia kimś ze względu na to, co robię - co piszę, co fotografuję. Chciałabym być znana, ale nie w 'celebrycki' sposób. Chciałabym żeby świat słyszał o tym, co robię. Ale nie robię nic i żyję w zamkniętym obiegu. Nie mam siły nic robić, zadręczam się, że nic nie robię.

5. Nie mam prawie żadnych znajomych. Nie czuję się akceptowana i nie lubię wychodzić do ludzi. Mam wrażenie, że niekt mnie nie lubi, że jestem postrzegana jako zbyt pewna siebie. A jestem bardzo zdystansowana, keidyś byłam inna, ale teraz nauczyłam się, żeby uważać na słowa. Przez to przy obcych staram się nie mówić nic.

6. Mam OBSESJĘ na punkcie swojej wagi. Nie jestem gruba. Mam 168cm i ważę 55kg. I mam brzuszek. Od 6klasy podstawówki bezskutecznie próbuję go zgubić. Probowalam wszystkiego. Dukanów, Żryj Mniej, Żryj Nic, ćwiczeń, rolek, Chodakowskiej... Wszystkiego!!! I nic. Nienawidzę swojego ciała, czuje się sflaczała, nieaktrakcyjna. Choć w głębi duszy czekam na każdy komplement i chłonę jak gąbka.

Niech mi ktoś pomoże... W zeszłym roku chodziłam do psychologa ze względu na to, że nie rozumiałam całego świata, bardzo się kłóciłam z rodzicami, ale to pozwoliło mi ich zrozumieć. Wczoraj wszystko z siebie wyrzuciłam - wie o tym teraz moja mama i chłopak. Oboje nie wiedzą co robić. Jestem strasznie przybita, smutna. Cały czas wyrzucam z siebie coraz to nowe fakty. Bo od długiego czasu rozwiązuje problemy całego świata, a ze swoimi miałam sobie dać radę... kiedyś. Aż w końcu się nazbierały na kupę i nie wiem od czego zacząć. Cały czas zauważam jakieś nierozwiązane sprawy z samą sobą. Brak mi spokoju ducha.
Coraz częściej nie chce mi się żyć, choć w środku mam potrzebę rozwinięcia skrzydeł. Mam w sobie dużo, dużo siły. Ale takiej uśpionej, przytłoczonej moimi problemami.
Bardzo chcę je rozwiązać.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

A co psycholog na to co tu opisujesz?

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

3

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Aktualnie nie chodzę. W zeszłym roku po jakis 2 miesiącach udało mi się stanąć na nogi. Z tym o czym tu piszę zmagam się jakiś rok. Ale dopiero ostatnio sobie to uświadomiłam. Jak bardzo przeszkadza mi to w życiu.

4

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Może warto się wybrać, po części trochę to trąci depresją ta niechęć, nic nie robienie, odcięcie od ludzi i nie akceptacja siebie - walka z wagą itd Z drugiej strony lęki itd. Myślę, że najlepszy będzie specjalista.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

5

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Ale jak ja mogę dać sobie radę sama i ze wsparciem?  I dlaczego tak jest...?

6

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

A czemu za wszelką cenę chcesz uniknąć profesjonalnej pomocy. Ja wiem, że jeszcze w naszej narodowej mentalności tkwi to, że jak ktoś idzie do psychologa a nie daj boże psychiatry to wariat, czubek i powinni go zamknąć ale bez przesady. Bez dokładnej diagnozy co i dlaczego Ci dolega daleko się nie zajedzie. To nie przeziębienie, żeby załatwiać to domowymi sposobami.
Oczywiście wsparcie i własna determinacja będą również odgrywać istotną rolę, ale jeśli problem tkwi np. nie w psychice a zaburzeniu hormonów, to możesz sobie pomagać sama i z rodziną ile wlezie a problemów nie rozwiążesz.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

7

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

To nie tak, że nie chcę - psycholog nie jest mi obcy. Będąc dzieckiem chodziłam, bo się bałam (wyobraźnia szalała). Potem po wlamaniu do domu - też chodziłam. W zeszłym roku też.
Ale napisałam, bo po prostu chciałam przeczytać co mogłoby to być, jak mozna dać sobie radę z tym, czy ktoś też tak miał.

Hormony mam ok - badane.

8

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Hormony to zaledwie jedna opcja, ja bym na Twoim miejscu wybrała się na konsultacje.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

9 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-08-20 09:01:37)

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

A ja uwazam, ze gdybys przestala myslec o pierdolach i wyszla do ludzi, zajela sie czyms, miala hobby - to Twoje zycie diametralnie by sie zmienilo.

Nie masz przypadkiem troszke cech hipochondrycznych? Z kazda glupota do lekarza? Ile razy bylas w zyciu u psychologa?

Ja bym Cie wyslala na wolontariat do schroniska, albo do hospicjum. Zobaczylabys, jak sobie radza ludzie z prawdziwymi problemami.
Nie pisze tego, zeby Ci dokuczyc - mysle po prostu, ze jestes osoba bardzo inteligentna i najzwyczajniej w swiecie sie nudzisz - stad myslenie o wszystkim, "co by bylo gdybym", etc.

P.S Acha, to pisze osoba z nerwica lekowa i po probie samobojczej.

P.S 2 Absolutnie nie odradzam wizyty u specjalisty, jesli czujesz taka potrzebe!

10

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.
widelovelyeyes napisał/a:

...napisałam, bo po prostu chciałam przeczytać co mogłoby to być, jak mozna dać sobie radę z tym, czy ktoś też tak miał.

Ktoś nawet "jak miał", to nie jest Tobą i mógł mieć z innych powodów smile
A nie uważasz, że TO właśnie psycholog, a nie forum ma najszerszą wiedzę na temat wachlarza opisanych objawów i środków zaradczych? Nie obciążaj nas odpowiedzialnością za ferowanie wyroków w tak poważnej sprawie

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

11

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.
Cynicznahipo napisał/a:

A ja uwazam, ze gdybys przestala myslec o pierdolach i wyszla do ludzi, zajela sie czyms, miala hobby - to Twoje zycie diametralnie by sie zmienilo.

Nie masz przypadkiem troszke cech hipochondrycznych? Z kazda glupota do lekarza? Ile razy bylas w zyciu u psychologa?

Ja bym Cie wyslala na wolontariat do schroniska, albo do hospicjum. Zobaczylabys, jak sobie radza ludzie z prawdziwymi problemami.
Nie pisze tego, zeby Ci dokuczyc - mysle po prostu, ze jestes osoba bardzo inteligentna i najzwyczajniej w swiecie sie nudzisz - stad myslenie o wszystkim, "co by bylo gdybym", etc.

Problem w tym, że mam hobby - fotografia i literatura. Na któe nie mam ochoty.
Ale trafiłaś - mam takie cechy, często sobie szukam chorób. Z tym wolontariatem to też historia - bardzo chciałam. Po jednej wizycie w hospicjum wróciłam jak wrak człowieka, nie mogłam przestać płakać, bo jestem abrdzo wrażliwa. Pamiętam, że wtedy czułam się bezsilna, bo nie mogłam pomóc. A schronisko w mieście odmówiło współpracy - nie przyjmują wolontariuszy. Zeby nie było - to nie tak, że się tłumaczę. Po prostu mam wrażenie, że wszystko jest przeciwko mnie.

I mówię - to nie tak, że nie chcę iść do psychologa. Po prostu na to też trzeba czasu lub pieniędzy (przecież wiadomo jak jest z państwowymi specjalistami, a jak z pieniędzmi, tym bardziej kiedy moi rodzice utrzymują mnie na studiach i kasy jest mało i musze czekać "do pierwszego"), a ja szukam czegoś przejściowego co mnie uspokoi na chwilę. A być może pomoże. Tym bardziej, że na pewno istnieją sposoby myslenia na radzenie sobie z tym, a ja tego po prostu nie znam.
Dlatego napisałam.

12

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Po pierwszej wizycie w hospicjum kazdy czuje sie jak wrak - taka aura tego miejsca.
Za duzo tlumaczen i brak checi - to Twoj glowny problem, przynajmniej wedlug mnie.
Jestes na smierc znudzona zyciem.

Domy opieki spolecznej? Domy dziecka? Szukalas, pytalas?
Czy nastawienie "nie mam ochoty/to nie dla mnie" wygrywalo? ;-)

Ja chodze do specjalisty na NFZ i nie narzekam, mam sie dobrze.
Zyje normalnie, opiekuje sie synkiem, pracuje.
Ty tez mozesz. Przeciez nie chcesz jedynie wegetowac.

13

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

No jasne, że chcę zyć. Za dużo mam planów na życie, żeby wciąż się bać wszystkiego i wszystkim sie przejmować. To mój największy problem.

Z tymi tłumaczeniami tak jest - nie wyszło kilka razy, wiec przestało mi się chciec - przestało mi się chceć, więc nie próbuję.


Ale mam jeszcze jedno pytanie. U mnie w rodzinie od dłuższego czasu zmagamy się z glistą ludzką. Moi rodzice i siostra już się z tego wyleczyli na dobre. A ja wciąż nie. Podobno obecność pasożytow może powodować takie stany nerwowe i lękowe. Jak to wlaściwie jest?

14

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.
widelovelyeyes napisał/a:

Z tymi tłumaczeniami tak jest - nie wyszło kilka razy, wiec przestało mi się chciec - przestało mi się chceć, więc nie próbuję.

Trzeba probowac, inaczej wszystko, co robisz, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.


widelovelyeyes napisał/a:

Ale mam jeszcze jedno pytanie. U mnie w rodzinie od dłuższego czasu zmagamy się z glistą ludzką. Moi rodzice i siostra już się z tego wyleczyli na dobre. A ja wciąż nie. Podobno obecność pasożytow może powodować takie stany nerwowe i lękowe. Jak to wlaściwie jest?

Tego nie wiem - nie jestem lekarzem. Powinnas sie wlasnie do niego udac.

15

Odp: Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Witam widelovelyeyes smile
Czytając Twoją historię czuję się jakbym patrzyła w lustro. Mam praktycznie to samo. Założyłam temat "Życie w ciągłym stresie i przygnębieniu.", jeżeli masz ochotę, przeczytaj.

Czuję się tak jak Ty. Gonitwa myśli, stałe zadręczanie się, strach o przyszłość, stresuję się przyziemnymi obowiązkami - też czy oddam indeks do danego dnia, że muszę zapisać się do lekarza, że muszę poszukać mieszkanie do wynajęcia... Takie proste sprawy rosną w mojej głowie do olbrzymich rozmiarów. Przejmuję się problemami wszystkich dookoła. Wspomniałaś o schroniskach i bezdomnych psach - myślałam, że tylko ja przejmuję się tym aż tak bardzo. Raz chciałam nawet zatrudnić się jako wolontariusz w schronisku, jednak wszyscy z bliskich mi osób odradzili mi, bo bym popadła chyba w depresję - sam widok takiego psa spędza mi sen z powiek. Ale wracając do głównego tematu - najgorsze jest to, że nie umiem tego sprecyzować, wytłumaczyć... Poszłam do psychologa, jednak pani stwierdziła tylko, że miałam ciężki ostatni okres w życiu i dlatego. Więcej do niej nie poszłam. Problem doskwiera mi od bardzo długiego czasu, może nawet od kilku ostatnich lat.

Pozdrawiam Cię i mam nadzieję, że jakoś damy sobie z tym radę... smile

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Lęki, przejmowanie się, bezczynność... Niech mi ktoś pomoże.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018