Witam
Jestem z dziewczyną od 3 lat. Związek na odległość od samego początku, różne miejsca zamieszkania (niedaleko od siebie), różne miejsca studiowania gdzie spędzamy prawie cały rok (spora odległość). Widywania na weekendy (co 2-3 weekend) i wakacje, święta. Jakoś po 1,5 roku było mniej więcej wiadomo że będzie możliwość zamieszkania razem . Od tamtego momentu żyłem tym. Po 3 latach ustaliliśmy że dziewczyna wprowadzi się do mojego obecnego miasta (A), już nawet się sprowadziła, dostała się na studia zaoczne, znalazła prace (nie ukrywam że nie najlepsza, ale nic nie stoi na przeszkodzie że mogłaby pracować i szukać czegoś lepszego). Już mieliśmy plany co do wspólnego mieszkania itd Nagle dostała ofertę pracy w innym mieście (B). I tu pojawia się problem. Praca w mieście B jest o wiele lepsza moim zdaniem od pracy w mieście A. Jednak obawiam się kolejnych miesięcy na odległość. Od 1,5 roku żyłem tym że będziemy w końcu normalnie razem. I teraz takie coś. Opadłem z sił i chęci. Czuje że nie dam rady kolejnych miesięcy na odległość. Kończę studia za pół roku, ona ma propozycję pracy tam też do końca roku. Znalezienie pracy w moim zawodzie tam graniczy z cudem. Nie mam zamiaru namawiać jej do zrezygnowania bo to nie było by w porządku ale znowu kolejny epizod na odległość mnei wykończy. Boję się że nauczę się bez niej żyć, i nie będę umiał już razem zamieszkać. Przyzwyczaję się do widywania na weekendy.
Jak zwykle wszyscy z rodziny tylko patrzą na moją dziewczynę, jak fajnie że dostała prace itd, jednak nikt nie spojrzy na to co czuje. Dlatego ciężko mi z nimi porozmawiać na te tematy. Liczę na was:)
Targają mną uczucia czy nie zakończyć tego związku, chcę być z nią, jednak cały związek to tęsknota, a każde spotkanie wiąże się z ustalonym jego końcem co doprowadza mnie do szału.
Proszę wyraźcie swoją opinie na ten temat. Co mam robić? Próbować jeszcze wytrzymać?