Ja mam 25 lat, on 28.
Znamy się z widzenia z technikum (to było 8 lat temu), już wtedy się za mną oglądał na korytarzu, później zagadywał przez naszą klasę, ale nigdy poza szkołą się nie widzieliśmy i potem kontakt się urwał.
W tym roku co jakiś czas zaczął się do mnie odzywać na FB, ale z początku rzadko.
Ostatnio zaczął pisać częściej, choć on nie ma dużo czasu na przesiadywanie na necie, więc raczej było to wymienianie wiadomości na które odpisywaliśmy z opóźnieniem, taki typowy czat był może kilka razy. Ale starał się ten kontakt jakoś podtrzymywać.
Jak był nad morzem na urlopie (w czerwcu) to przez kilka dni pisał nieco więcej, zagadywał, mówił że jak wróci z wczasów, to może się jakoś zgadamy i spotkamy. Wszystko fajnie ładnie i nagle moja wiadomość wisiała w skrzynce NIE ODCZYTANA przez 2 tygodnie! A widziałam, że co jakiś czas jest na FB, coś lajkuje, komentuje zdjęcie znajomym. Nie żeby wisiał całymi dniami, no ale był i mógł tę wiadomość odczytać i napisać cokolwiek lub jak człowiek wtedy zakończyć rozmowę i się pożegnać, a nie zniknąć w trakcie.
Po tych 2 tygodniach odpisał jak gdyby nic. Wkurzona też nie odczytywałam (jak kuba bogu...) i po kilu dniach wysłał mi kolejną wiadomość co to za fajne miejsca zwiedzam (bo akurat na FB dodałam zdjęcia z wycieczki). Dalej milczałam. Następnego dnia wysłał mi tzw zaczepkę na FB. Ja cisza. Następnego dnia widzę, że znalazł mnie na Instagramie i zaczął mnie obserwować. Dodawałam tam tzw relacje z koncertu na którym byłam i wysłał mi wiadomość na instagram, żebym lepiej weszła na messengera a nie
. Napisałam mu "cierpliwości" i po 3 dniach mu odpisałam na Fb co tak nagle sobie o mnie przypomniał i mnie zaczepia na wszystkich portalach po kolei. Że sam nie odzywał się 2 tygodnie i IGNORUJE wiadomość z rozmowy, którą sam przecież zaczął, a teraz robi zamieszanie i oczekuje, że w mig mu będę odpisywać. Napisałam mu, że dla mnie takie coś to wielka olewka i chamskie zachowanie i że ja mu nie będę nadskakiwać, bo nic na siłę i byle jakie znajomości mnie nie interesują, że jestem zwolenniczką posiadania wąskiego grona znajomych, ale takich konkretnych, gdzie jest wzajemny szacunek itd. Przeprosił mnie, że niby nie sądził że to tak odbiorę, że zalało mu telefon w namiocie (fakt, mieli ulewę nad morzem i pisał mi o tym, ale ponad tydzień z tego jego milczenia to on już w domu był i na necie coś siedział, także...), coś jeszcze dodał o kłopotach rodzinnych i że niby miał dużo na głowie i nerwowo i do nikogo nie pisał i mało był na necie. Napisał mi, że to się już nie powtórzy, a jak coś to (cytat) mogę mu wtedy kopnąć w tyłek.
Od tamtej pory się poprawił i praktycznie codziennie jakaś wiadomość i zagadywał, lekko flirtował. Pytał kiedy w końcu wracam do siebie do domu (dość długo jestem u siostry, ponad 100 km od domu), "bo kawka stygnie i musimy się w końcu spotkać". Nawet wprost mi pisał "wracaj już, w przyszłym tygodniu będę miał 1 zmianę, to po południu możemy iść na kawę, bo teraz to ledwie żyję przy tych nockach i po tych upałach na zakładzie". Bo fakt, ma ciężką pracę fizyczną i do tego teraz upały - ponad 50 stopni mieli i ledwie żył, potrafił nawet po 10 gdz spać.
I ZNOWU CISZA. Ostatnia wiadomość ode mnie do niego poszła po 1 w nocy (z soboty na niedzielę), bo krótko coś pisał do mnie z pracy. Od tamtej pory znowu nie odczytuje i milczy... Mało jest na necie, ale coś się pojawia... Od poniedziałku chodzi do pracy na rano i mieliśmy się spotkać w tym tygodniu, wie że końcem tygodnia miałam wracać do domu, a on się nie odzywa o.O O co chodzi temu człowiekowi? Zawsze pierwszy zagadywał, zaczął wykazywać jakieś zainteresowanie i flirtował, wręcz mnie chciał szybko ściągnąć od siostry do domu, bo on tak by się już chciał wreszcie umówić, a mnie ciągle nie ma... A teraz cisza w eterze. Jestem mega wkurzona, bo po co pisze takie rzeczy? Ja go nigdy rozmowami nie atakowałam ani nie męczyłam o spotkanie, sam wychodził z inicjatywą, a teraz coś kręci? Praca pracą, ale nie wierzę, że nie ma 3 minut na napisanie wiadomości, a dziś mija pełna 4 doba milczenia, zaczyna się 5 dzień...
Czy ja przesadzam, że jestem wkurzona? Wiem, że nic sobie nie obiecywaliśmy, nie jesteśmy parą, a nawet jeszcze do tej kawy nie doszło, no ale dlaczego ignoruje wiadomość po tym jak sam zagaduje? Ciekawa jestem czy się w ogóle jeszcze odezwie (ja nie mam zamiaru go zasypywać wiadomościami, skoro starej jeszcze nie odczytał) i zastanawiam się co zrobić jeśli coś do mnie napisze. Znowu klin klinem, czyli milczeć tyle samo czasu co on? Czy w ogóle dać sobie spokój i więcej się do niego nie odzywać choćby nie wiem co? A może ja przesadzam i takie milczenia na tym etapie znajomości są normą? Słabo u mnie w kwestiach damsko-męskich, raczej nie mam szczęścia i doświadczenia jak postępować. Co byście zrobili na moim miejscu gdyby za jakiś czas się odezwał?
Nie ukrywam, że już 8 lat temu miałam jakąś słabość do tego faceta i nadal jestem go ciekawa, zawsze żałowałam, że nie miałam okazji z nim porozmawiać na żywo sam na sam, bo ze zwykłej babskiej ciekawości chciałabym wiedzieć jaki jest. I chyba z powodu tego sentymentu sprzed lat się zastanawiam co zrobić, bo gdyby to był jakiś anonimowy facet z neta, to pewnie bym nie miała żadnych wątpliwości.